Sport.pl

Liga Regionalna na ratunek

Piłka ręczna. Być może już od przyszłego sezonu Vive Targi Kielce zagra w nowych rozgrywkach - Lidze Regionalnej. W środę ?jeszcze? w PGNiG Superlidze mistrzowie kraju pokonali, ale po słabym występie, zamykające tabelę Azoty Puławy
Nad stworzeniem ponadnarodowych rozgrywek zastanawiali się na hiszpańskiej Mallorce zrzeszeni w Group Handball Club przedstawiciele najsilniejszych klubów świata. - Wielu mistrzów, np. Polski, Chorwacji, Rosji czy Rumunii, ma kłopot w swoich ligach wynikający z braku prawdziwej konkurencji. Myślimy zatem nad utworzeniem Ligi Regionalnej skupiającej najlepszych z takich krajów - mówi Radosław Wasiak, reprezentujący kielecki klub na zebraniu.

Z kim mieliby rywalizować kielczanie? - Nie zostały jeszcze ustalone dokładne zasady, będziemy się w tej sprawie konsultować. Takich lig może być nawet kilka. My wolelibyśmy grać z mistrzami Węgier, Czech, Chorwacji i Słowacji. To rozwiązanie korzystniejsze niż starcia z zespołami z Europy Wschodniej: Litwy, Łotwy czy Białorusi. One po prostu są dużo słabsze - dodaje dyrektor kieleckiego klubu.

W Hiszpanii rozmawiano też na temat stworzenia Ligi Europejskiej wzorowanej na piłkarskiej. W niej z kolei grałyby drużyny, które dotąd kwalifikowały się do Pucharu Zdobywców Pucharów i Pucharu EHF.

Mający olbrzymi komfort w rywalizacji na krajowym podwórku Bogdan Wenta we wczorajszym starciu we własnej hali ze słabiutko spisującymi się w tym sezonie Azotami mógł wykorzystać długą ławkę mistrza Polski. W porównaniu do zestawienia z Chambéry w Lidze Mistrzów od początku dał szansę gry rzadko wykorzystywanym w tym sezonie Kazimierzowi Kotlińskiemu, Damianowi Kostrzewie i czekającemu na drugą szansę Henrikowi Knudsenowi. Oszczędzał za to najlepszych zawodników w ostatnim czasie Marcusa Cleverlego i Tomasza Rosińskiego. Ten ostatni ma znów problemy z plecami, pod znakiem zapytania stoi nawet jego występ w niedzielnym meczu wyjazdowym z THW Kiel (początek o godz. 17.15).

Początkowo te roszady nie spowodowały zmian w zwykłym scenariuszu gier z udziałem mistrzów Polski. Dość powiedzieć, że goście pierwszą bramkę zdobyli dopiero w 10. minucie. Gospodarze w pierwszym kwadransie robili swoje, jakby zależało im, by zmazać plamę z Francji. W ataku grali zespołowo, czasem nawet w dogodnych okazjach szukali jeszcze lepiej ustawionego partnera. Swoją szansę wykorzystał świetnie biegający do kontr Damian Kostrzewa (pięć bramek do przerwy). Planowo w 17. minucie było 9:3 (Knudsen z drugiej linii).

Potem jednak można było się przekonać, że porażki w Lidze Mistrzów to nie przypadek, wypadki przy pracy. Nawet z puławianami były straty, brak pewności siebie i agresji. Niemający nic do stracenia rywale korzystali i kwadrans przed końcem po trafieniu Michała Szyby zrobiło się tylko 20:18. Tego było za dużo nawet dla oddanych kibiców - pojawiły się gniewne okrzyki, solidne gwizdy, a część fanów wyszła przed końcową syreną. Zwycięstwo gospodarzy nie było zagrożone, ale w kontekście kolejnego meczu w Lidze Mistrzów zamiast rozwiania obaw doszły nowe. - Zespół był bardzo spięty. W pierwszej połowie były ochota i szybkość, ale brakowało luzu. Szukamy samych siebie, a przecież piłka ręczna to prosty sport - ocenił Wenta. - Presja wyniku trochę nam przeszkadza. Prasa dużo pisze, a większość chłopaków czyta gazety i potem w ich głowach zostają te oczekiwania - zauważył Kotliński.

Vive Targi Kielce - Azoty Puławy 27:23 (15:10)

Vive Targi Kielce: Kotliński - Kostrzewa 7, Stojković 7 (5), Kuchczyński 4, Jurasik 3, Jurecki 3, Knudsen 2, Grabarczyk 1, Krieger, Zaremba, Podsiadło, Gliński.

Kary: 8 minut.

Azoty: Wyszomirski, Stęczniewski - Zydroń 7 (2), Zinczuk 7, Afanasjew 3, Szyba 3, Kus 1, Witkowski 1, Pomiankiewicz 1, Gowin.

Kary: 8 minut (czerwona kartka: Mateusz Kus - 59. minuta, gradacja kar).

Sędziowali: Marek Góralczyk (Świętochłowice) i Grzegorz Młyński (Zwoleń).

Widzów: 3000.

Przebieg - I połowa: 4:0, 4:1, 5:1, 5:2, 6:2, 6:3, 9:3, 9:5, 11:5, 11:6, 13:6, 13:7, 14:7, 14:10, 15:10. II połowa: 15:11, 16:11, 16:12, 17:12, 17:13, 19:13, 19:15, 20:15, 20:18, 22:18, 22:19, 23:19, 23:20, 24:20, 24:22, 26:22, 26:23, 27:23.