Sztab ludzi w marketingu, kolorowa, ładna oferta współpracy dla sponsorów z wszystko mówiącym tytułem "AZS AWF Gorzów, ekstraklasa w sezonie 2010/11" - czy w gorzowskiej piłce ręcznej naprawdę coś drgnęło? Przestaniemy akademicki szczypiorniak nazywać klubem w teczce, a powoli, krok po kroku nareszcie zacznie on budować wizerunek coraz sprawniej działającego przedsiębiorstwa? Innej drogi dla tej drużyny nie ma, bo zbieranie kolejnych budżetów prawie wyłącznie z kasy miasta, na dłuższą metę nie przejdzie. O podobnych zmianach mówiło się w sekcji piłki ręcznej AZS AWF po awansie do elity w 2008 r. Wtedy nic nie drgnęło i zespół szybko spadł z elity. Teraz możemy powiedzieć: lepiej późno niż wcale. - Nie ma już dalszej zgody na funkcjonowanie na granicy minimum, bo elita stawia swoje wymagania, a my chcielibyśmy zagościć tam na dłużej - stwierdził trener akademików Michał Kaniowski. - Minęły już te czasy, gdy ekstraklasę robiliśmy za kilkaset tysięcy złotych. Teraz potrzeba o wiele więcej. Po poprzednim awansie wzięliśmy się za te sprawy o wiele za późno. Liczę, że tym razem będzie zupełnie inaczej.
34-latka Tomasza Jagłę kojarzyliśmy z rolami boiskowymi - kapitana drużyny, sprytnego skrzydłowego i wreszcie dobrego obrońcę. Od dwóch tygodniu wychowanek gorzowskiej piłki ręcznej podjął się znacznie trudniejszego zadania niż wygrywanie meczów w ekstraklasie - został menadżerem sekcji. Etatowym jej pracownikiem. Tomasz to bardzo dobry brydżysta, także z sukcesami na polu biznesu. Te wszystkie doświadczenia chce wykorzystać w nowym życiowym wyzwaniu. Marzy, aby za kilka lat o szczypiorniaku w Gorzowie mówiło się wyłącznie jak o sprawnie działającej firmie. - To, czy będę musiał zawiesić buty na kołku zależy od trenera - powiedział Jagła. - Jestem zdrowy i czuję się na siłach, aby łączyć dwie role. Zresztą to nie będzie żadna nowość. W Zabrzu menadżerem jest mój rówieśnik, rozgrywający Michał Szolc.
Akademicy jeszcze nie zebrali wystarczającej ilości punktów, ale ich awans to już tylko formalność. Dlatego w klubie nie mówi się już o niczym innym jak o elicie. Jagła oraz jego współpracownicy - Ewa Trocińska i kolejny wychowanek gorzowskiej piłki ręcznej Łukasz Bronowicki - mają już za sobą wiele rozmów ze sponsorami. Walczą o budżet ok. 2 mln zł, może nawet ciut więcej. To byłby średni poziom ekstraklasy. Pierwszy raz od dawna tak duże pieniądze w gorzowskim szczypiorniaku. - Tutaj są tradycje, wielu sympatyków, teraz próbujemy to wszystko przekuć na konkretne pomysły - powiedział Jagła. - Popracujemy nie tylko nad zmianą wizerunku drużyny, inne będą też mecze, widz znacznie mocniej związany z zespołem, porządnie pomagający graczom razem z profesjonalnym Klubem Kibica. To muszą być mądre działania na miarę ekstraklasy, bo inaczej zaraz znów nas tam zabraknie, a tego nikt nie chce znów przeżywać.
Jagła ma plan dla piłki ręcznej na lata, ale po kilku zdaniach przerywa. W tej chwili liczy się tu i teraz, bo spraw do zrealizowania jest masa. To jest swoisty wyścig z czasem. O pieniądze - szczypiorniści nadal bardzo mocno liczą na miasto - także o porządny skład. Na szczęście i tej kwestii tym razem raczej nie zaspaliśmy. Trener mówi o dwóch zmianach w składzie, o sprowadzeniu ludzi do drugiej linii rzucających gole, menadżer Jagła o czterech, pięciu wzmocnieniach, w tym doświadczonym bramkarzu. Kaniowski chciałby zostawić z pierwszoligowego składu 12 graczy, ale to chyba jednak zdecydowanie za wiele. Różnica między poziomem elity, a jej zaplecza, przez rok znacznie się powiększyła. Dlatego tutaj nie może być sentymentów, kontraktów za zasługi. Mają grać najlepsi i oni powinni najlepiej zarabiać. Abyśmy znów już w listopadzie nie musieli się zacząć tanio tłumaczyć, że na elitę jesteśmy za słabi. - Rozmawiamy z graczami z wysokiej półki, którzy na pewno daliby nam odpowiednią jakość w grze, już niedługo będziemy zdradzać wyniki tych negocjacji - wyjaśnił Jagła. Skład AZS AWF na miarę elity ma być gotowy na początku maja.
Ile to już widzieliśmy takich otwarć w naszych klubach. Ile z nich później dało konkretny efekt? Niewiele. Gorzowscy piłkarze ręczni mają w ręku jeden, niezwykle istotny atut - tak jak żużlowcy, czy koszykarki będą bić się w elicie. Ligę medialną, pokazywaną w telewizji, coraz mocniejszą sportowo. Jeśli znów za chwilę nie schowają klubu do teczki, może im się udać.