Sport.pl

Artur Siódmiak: Nie dążymy do popularności

- Czy ludzie w Polsce znają się na ręcznej? Nieważne. Polakom potrzebne są dobre emocje, sukces. A my im to dajemy - mówi w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem z "Gazety Wyborczej" Artur Siódmiak.
Zczuba.tv: Przypomnij sobie bramkę Siódmiaka - wideo »

- Mój gol był ważny, dał awans do półfinału mistrzostw świata i zrobiło się o mnie głośno, ale nie chciałbym, by patrzono na mnie tylko przez pryzmat jednego wydarzenia. Uważam, że wcześniej zrobiłem dla kadry, dla Bogdana Wenty tyle, że warto mi zaufać - mówi jeden z bohaterów reprezentacji Polski w piłce ręcznej, która w 2009 roku zdobyła brązowy medal mistrzostw świata. W pamięci kibiców Artur Siódmiak zapadł szczególnie dzięki bramce zdobytej z dużej odległości w ostatnich sekundach meczu z Norwegią.

- Patrzę, leci za wysoko, może nie wpadnie. Ale nie, zaczyna spadać, euforia, spojrzenie na zegar, trzy sekundy do końca. Ale jaja, wygraliśmy - opowiada Artur Siódmiak.

Reprezentant Polski w piłce ręcznej zdaje sobie sprawę z faktu, że jego dyscyplina jest daleko za piłką nożną a nawet siatkówką, ale nie zazdrości wyżej cenionym sportowcom. - Wiem, że zarabiają kupę kasy, ale z nami nie jest aż tak źle. Większość z nas gra w Niemczech, mamy dobre kontrakty, naprawdę.

Arturowi Siódmiakowi nie przeszkadza również mniejsza popularność. - My jesteśmy znani, ale jako ekipa, nie każdy z osobna. Dobrze nam z tym, bo do popularności jakoś nie dążymy, przynajmniej jest spokój i nie biegają za nami paparazzi - mówi.

Cały wywiad z Arturem Siódmiakiem w poniedziałkowej Gazecie Sport.pl