Sport.pl

Po czwartym triumfie w Lidze Mistrzów. Chambery chce iść śladem... Vive

Piotr Rozpara, Chambery, gad
2009-11-20 , aktualizacja: 20.11.2009 19:34
A A A Drukuj
- W życiu do głowy mi to nie przyszło, że nadejdzie taki dzień, że francuska drużyna przyjdzie do mnie i powie: pomóż mi awansować - mówił uradowany Bogdan Wenta, trener Vive Targi, po drugim - równie efektownym jak pierwszy - triumfie nad Chambery Savoie w Lidze Mistrzów.
Bogdan Wenta
Fot. Piotr Skórnicki / AG
Bogdan Wenta
To wyjątkowo pozytywne konsekwencje kolejnego bardzo dobrego występu mistrzów Polski w najbardziej elitarnym z europejskich pucharów. Pewni siebie Francuzi (zapowiadali u siebie wygraną w zbliżonych rozmiarach do swojej kieleckiej klęski 31:22, stąd też m.in. to ich mocne otwarcie 4:0) po raz drugi boleśnie zostali sprowadzeni z obłoków na ziemię. - Adrenalina była duża. Na początku chyba za bardzo chciałem wygrać sam ten mecz, potem zacząłem szukać dograń do koła i na skrzydła i jakoś poszło - krytycznie wypowiadał się o swoim wkładzie w sukces rozgrywający Mariusz Jurasik.

Poszło wyjątkowo (31:24), a mało zabrakło, żeby różnica z Kielc się powtórzyła. Warto przypomnieć, że Vive Targi wygrało drugą odsłonę różnicą aż ośmiu bramek. - Nie jesteśmy wcale drużyną tej połowy. To z naszej strony po prostu takie celowe działanie. Konsekwentnie w trakcie całego spotkania budujemy swoją pozycję, stąd zdarza się, że w decydujących minutach wypadamy niczym killerzy - zaznacza Witalij Nat, skrzydłowy mistrzów Polski.

Kielczanie są już praktycznie w wymarzonej Top 16. Z matematycznych wyliczeń wynika, że Vive Targi może być pewne awansu już w następnej kolejce (na którą jednak trzeba będzie poczekać do 13 lutego). Bardzo prawdopodobne jest bowiem, że Chambery będzie miało wtedy ciągle ledwie trzy "oczka", a jedna z dwóch zamykających tabelę ekip - Bośnia lub Gorenje - dwa. Najlepszym komentarzem będą słowa Wenty: - Byłem w szoku, gdy trener Gardent podszedł do mnie po meczu i powiedział, żebyśmy dalej wygrywali wszystkie mecze. Dzięki temu może oni - zespół z takiego kraju - będą mogli awansować z czwartego miejsca...

Święto w Wągrowcu

W piątek kielczanie w znakomitych nastrojach wracali do Polski. Po wylądowaniu w Warszawie pojechali do Poznania, który jest ich bazą przed kolejnym meczem - niedzielnym, zaległym z 10. kolejki, z beniaminkiem Nielbą. Dla gospodarzy przyjazd zespołu Wenty to prawdziwe wydarzenie. Na oficjalnej stronie internetowej można przeczytać o "hicie sezonu", "historycznej transmisji" ekstraklasy z Wągrowca (pojedynek pokaże na żywo Polsat Sport, od 17.30. Bilety na kielczan wyprzedano w całości już dawno). - Oglądaliśmy mecz Vive w Chambery, ale nie w ramach treningu, każdy u siebie - śmieje się Edward Koziński, trener beniaminka. - Grali naprawdę bardzo ładnie, podobali mi się. Kawałek zespołu... Od czasów Wybrzeża Waszkiewicza i Wenty takiej ekipy w Polsce nie mieliśmy - chwali szkoleniowiec. Znany jest kibicom przede wszystkim z długoletniej pracy w Płocku (jest pierwszym trenerem, który z nafciarzami świętował złoto - w 2002 roku). Przed sezonem jakby sprawdzonym tropem sprowadził nawet do Wągrowca trójkę ex-wiślaków: Aloszę Szyczkowa, Bartosza Świerada i Łukasza Białaszka.

Koziński pracuje z beniaminkiem od maja - co ciekawe, wygrał... konkurs ogłoszony przez władze (pokonał w nim byłego trenera młodzieżówki i Stali Mielec Ryszarda Skutnika). Ten ruch się opłacił, bo Nielba pod jego okiem spisuje się zaskakująco dobrze. Aktualnie jest szósta, notuje serię czterech kolejnych zwycięstw u siebie - 26:20 ze Śląskiem Wrocław, 29:23 z Chrobrym Głogów, 34:31 z Travelandem Olsztyn i ostatnio 35:32 z Zagłębiem Lubin. Koziński stąpa jednak twardo po ziemi. - Nasz zespół musi zagrać super, by osiągnąć z Vive przyzwoity wynik. A takim będzie... niska porażka.

Bardziej martwi go to, że starcie z kielczanami rozpoczyna dla jego ekipy maraton pięciu gier w 13 dni. A kadrę ma wąską. Poważne urazy leczą skrzydłowy Łukasz Borek (po operacji), podstawowy rozgrywający, młodszy brat reprezentanta Polski Artura, Marcin Siódmiak. Jest jeszcze przez zabiegiem, a dopiero na ostateczną diagnozę czeka drugi z ważnych graczy z rozegrania Michał Janusiewicz.

Najgroźniejsza broń Nielby to zatem wychowanek klubu Dawid Przysiek. 22-letni rozgrywający jest z 56 trafieniami siódmy wśród najskuteczniejszych w ekstraklasie.

Podziel się