Dla reprezentacji Polski mecz z Amerykankami był "przetarciem" przed mocno obsadzonym turniejem Pannon Cup na Węgrzech (19-22 listopada). W Gyoer rywalkami Polek będą drużyny Ukrainy, Holandii i gospodarzy.
Trener Krzysztof Przybylski miał trochę problemów kadrowych. W ostatniej chwili powołane zostały Katarzyna Gleń (Zgoda Ruda Śląska) i Malwina Leśkiewicz (
Politechnika Koszalińska).
Z powodów zdrowotnych nie mogły zagrać Kaja Załęczna (
Zagłębie Lubin) oraz Izabela Duda (Storhamar Handball,
Norwegia). Bramkarkę SPR Lublin Małgorzatę Sadowską zastąpiła Weronika Mieńko (Zgoda). Z kolei Natalia Szyszkiewicz (
Ruch Chorzów) nabawiła się kontuzji podczas poniedziałkowego treningu w Chorzowie. Jej miejsce w kadrze zajęła Kinga Byzdra (Start Elblag).
Amerykanki przyjechały do Polski nie tylko, by zagrać z seniorkami. Wystąpią też w Młodzieżowym Pucharze Śląska z Polską, Norwegią i Czechami. Stąd też w składzie zespołu
USA są zawodniczki 15-letnie, a nawet o rok młodsza Morgan Thorkelsdottir.
Polki nie miały problemu z wygraniem meczu. Amerykanki słabo broniły, gubiły piłkę, niecelnie podawały. Praktycznie każda kontra biało-czerwonych kończyła się trafieniem. Podopieczne trenera Przybylskiego mogły do woli próbować różnych rozwiązań w ataku i korzystały z tego.
- Zagraliśmy twardo w obronie, przez którą rywalki nie potrafiły się przedrzeć. Natomiast zabrakło konsekwencji i skuteczności w ataku, bo wynik mógł być dużo wyższy. Przećwiczyliśmy pewne elementy, które założyliśmy przed meczem. Bardziej była to lekcja dla zespołu USA, dla nas - mocniejszy trening" - powiedział Krzysztof Przybylski.