Sport.pl

MŚ piłkarzy ręcznych 2017. Grzegorz Tkaczyk: fanatyk Dujszebajew coś wymyśli

- Nie oszukujmy się, wyjść z grupy nie będzie łatwo - mówi Grzegorz Tkaczyk, były kapitan reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych, przed mistrzostwami świata we Francji. Zupełnie odmieniona kadrowo Polska zagra w grupie A z Norwegią, Brazylią, Rosją, Japonią i drużyną gospodarzy. Awans do 1/8 finału wywalczą cztery najlepsze zespoły. Pierwsze spotkanie, z Norwegią, w czwartek o godz. 20.45. Relacja na żywo w Sport.pl




Łukasz Jachimiak: Szmal, Bielecki, Lijewski, braciaJureccy, Jurkiewicz, Syprzak, Wyszomirski - lista nieobecnych w reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych jest długa jak nigdy - czego się spodziewasz po bardzo osłabionej drużynie na mistrzostwach świata we Francji?

Grzegorz Tkaczyk: Szczerze mówiąc naprawdę nie wiem. Nasza drużyna to teraz jedna wielka niewiadoma. Zespół jest tak mocno zmieniony, tak bardzo odmłodzony, że nie umiem niczego wywróżyć. Zwłaszcza że w ostatniej chwili ze składu wypadli jeszcze kluczowi gracze, którzy zostali z tej starej reprezentacji. Jakieś namiastki tego, co kadra zagra mieliśmy na turnieju w Irun. Ale towarzyskie granie to jedno, a walka w mistrzostwach o wysoką stawkę to drugie.

W Irun przegraliśmy z Hiszpanią 20:30 i z Katarem 25:26, a z Argentyną zremisowaliśmy 26:26 - co w tych meczach Tobie się podobało, a co według Ciebie najbardziej szwankowało?

- Dużo było typowych dla tak niedoświadczonego zespołu przestojów. Były momenty bardzo fajnej gry, składnych akcji, ale były też momenty po prostu fatalne. Było widać chęć gry i wolę walki, ale czasami to nie wystarczało, bo brakowało umiejętności. A może bardziej międzynarodowego doświadczenia niż umiejętności. Brak ogrania to największa bolączka tych chłopaków. A jeśli chodzi o postaci, to bardzo podobała mi się gra Rafała Przybylskiego. To w tej chwili jedyny prawy rozgrywający pod nieobecność "Paczasa" [Pawła Paczkowskiego], który w pierwszych meczach nie wystąpi. Przybylski pokazał, że jest silny, że nie ma kompleksów, z niego w najbliższych latach reprezentacja na pewno będzie miała pociechę.

To chyba ironia losu, że najpewniej wyglądają nasze skrzydła, o które zawsze najbardziej się baliśmy?

- No tak, Mateusz Jachlewski na lewym skrzydle będzie grał jako kapitan. Został nim pod nieobecność "Dzidziusia" [Michała Jureckiego] i Mariusza Jurkiewicza, który ma strasznego pecha, wypadł ze składu w ostatniej chwili. A na prawym skrzydle mamy Michała Daszka, który ma już na koncie kilka wielkich imprez, jemu też doświadczenia nie powinno brakować, zwłaszcza że na co dzień występuje w Wiśle Płock, która z powodzeniem gra w Lidze Mistrzów, więc Michał cały czas zderza się z najlepszymi graczami na świecie. Szkoda, że na innych pozycjach takich ludzi nam brakuje. Generalnie nasi kadrowicze to melodia przyszłości.

Zauważasz czasem, że ludzie chcieliby widzieć w naszej piłce ręcznej taki potencjał, jaki mają Niemcy? Są tacy, którzy teraz przypominają, że przed rokiem na mistrzostwa Europy do Polski Niemcy przyjechali w składzie zdziesiątkowanym kontuzjami i sprawili niespodziankę, wygrywając turniej, i na tej podstawie twierdzą, że i my możemy zaskoczyć.

- Każdy, kto chociaż trochę orientuje się w piłce ręcznej, wie, że Bundesliga jest w zupełnie innym miejscu niż nasza Superliga. My dopiero zaczynamy tworzyć profesjonalizm, dopiero mamy pierwszy sezon ligi zawodowej. Poziomem i organizacją nie możemy się równać z klubami z końca tabeli Bundesligi. Takie porównania są zupełnie nie na miejscu.

Co byłoby sukcesem naszej kadry we Francji? Wyjście z grupy?

- Na pewno nie powinniśmy oczekiwać cudów. Ja oczekuję tego, że reprezentacja zdobędzie doświadczenie. Dla większości zawodników to pierwsza wielka impreza, muszą nabrać obycia, co bardzo im się przyda już wkrótce, w eliminacjach do ME 2018, które musimy dokończyć, a pozycję mamy nieciekawą.

Po porażkach z Serbią i Rumunią stoimy pod ścianą, przegrywać już nie możemy.

- Dokładnie. Na pewno doświadczenie zebrane we Francji może w tych eliminacjach zaprocentować. To by była duża porażka, a nawet tragedia, gdyby nie udało nam się zakwalifikować do mistrzostw Europy. Wtedy zrobilibyśmy nie jeden, tylko trzy kroki w tył. Pewnie musielibyśmy później grać eliminacje do eliminacji, czyli cofnęlibyśmy się do tego, co ja doskonale znam. Tak lata temu zaczynaliśmy budować swoją pozycję za kadencji Bogdana Wenty. Do eliminacji ME 2006, w których pokonaliśmy w dwumeczu Szwedów, najpierw musieliśmy awansować [grając preeliminacje z Holandią, Azerbejdżanem i Słowacją]. Wtedy zaczęła się piękna droga naszej piłki ręcznej, ale też wtedy było nam bardzo trudno. Kiedy nie jesteś zespołem rozstawionym, to zawsze trafiasz na jakiegoś kozaka. Myśmy tę Szwecję pokonali po ciężkich bojach, teraz nie można dopuścić do takich nerwów w eliminacjach.

Wróćmy do Francji - którzy rywale będą według Ciebie w naszym zasięgu?

- Myślę, że kluczowe będą mecze z Brazylią i Japonią. Dobrze byłoby zdobyć jakieś punkty w spotkaniach z Norwegią i Rosją. Francja nie da nam szans, nie ma cudów. Ona będzie zmotywowana jak mało kto, jest gospodarzem, dla wielu zawodników to może być ostatnia impreza w reprezentacji, ta drużyna jest faworytem całego turnieju. Ciekaw jestem, jak będzie wyglądała Norwegia. Na mistrzostwach Europy w Polsce była czarnym koniem, otarła się o medal, ale wydaje mi się, że nie stoimy na straconej pozycji w starciu z Norwegami.

Ale faworytem na pewno nie jesteśmy.

- Wiem co masz na myśli, ale rozum to jedno, a ambicje to drugie. Wierzę, że nam ambicji i woli walki nikt nie odbierze. Gdybyśmy urwali jakiś punkt Norwegom, to sprawilibyśmy niespodziankę i dobrze wchodząc w turniej postawilibyśmy się w dobrej sytuacji.

Faworytem będziemy chyba tylko w starciu z Japonią?

- Tak będzie, bo nawet Brazylia jest w tej chwili mocnym, zgranym zespołem, z wieloma zawodnikami z lig europejskich. Ten zespół w ostatnich latach poczynił duże postępy, o punkty z nimi będzie ciężko. Nie oszukujmy się, wyjść z grupy nie będzie łatwo.

Wspomniałeś początki kadry Wenty, trzeba więc zauważyć, że wasze pokolenie stwarzało trenerowi lepszą sytuację, bo wy wtedy prawie wszyscy graliście w Bundeslidze, a teraz Tałant Dujszebajew ma do dyspozycji tylko jednego zawodnika występującego poza naszą ligą.

- Na pewno teraz sytuacja jest trudniejsza. Ale dla tych chłopaków, którzy w tej chwili są w reprezentacji gra w niej musi być ogromną szansą promocji. Muszą zagrać tak, żeby pokazać swoje nazwiska klubom z Bundesligi czy z innych lig. Kiedy ja byłem młodym chłopakiem, to marzyłem o Bundeslidze i reprezentacja była dla mnie najlepszym miejscem, żeby pokazać, że na grę w Niemczech zasługuję. Taki turniej to najlepsza promocja, chłopaki muszą wiedzieć, że we Francji dostaną możliwość zrobienia kroku do przodu w swoich karierach.

Trener Dujszebajew z jednej strony mówi, że na MŚ 2017 i na ME 2018 nie potrzebujemy sukcesów, że celem są dopiero MŚ w 2019 roku i takie miejsce w nich, które da prawo walki o udział w turnieju olimpijskim w Tokio, ale z drugiej strony chyba nikt nie wyobraża sobie, że Dujszebajew nie będzie się denerwował, kiedy drużyna będzie przegrywała?

- Znam Tałanta od wielu miesięcy i jednego jestem pewny - nerwy będą. Bez względu na to czy dysponuje zespołem złożonym z doświadczonych zawodników, czy takim jak teraz, on się będzie zawsze denerwował. To taki charakter i tak ambitny człowiek, że zawsze chce wygrać. Tego się nie da przeskoczyć. MŚ w 2019 roku to na pewno prawdziwy cel, ale żeby na nich być, to może jeszcze nie teraz we Francji, ale już za rok trzeba się dobrze prezentować. Czas ucieka, nie mamy komfortu budowania drużyny. Ale wiem, że taki fanatyk piłki ręcznej jak Tałant coś wymyśli, zrobi wszystko, by przygotować zespół. I na pewno zrobił też teraz, myślę, że drużyna pokaże się z niezłej strony już we Francji. Przed igrzyskami w Rio też się wszyscy bali jak będzie, a przecież otarliśmy się o medal.

Mimo że w Rio nie grałeś, to siedzi w Tobie półfinałowa porażka z Danią po dogrywce?

- Ona boli każdego, kto się interesuje naszą piłką ręczną. Jedna sytuacja, jeden błąd, jeden niuans - to zadecydowało. Byliśmy bardzo blisko, nie udało się i to jest najbardziej bolesne dla tych dinozaurów, których już teraz w kadrze nie ma. Trudno, trzeba się z tym przespać. Ja długo trzymałem w sobie ćwierćfinałową porażkę z Islandią na igrzyskach w Pekinie. Nie mogłem się z tym pogodzić. W końcu przyszedł czas, że to zostawiłem, poszedłem dalej. Teraz wszyscy musimy zapomnieć i iść w nową epokę. Trzymajmy za chłopaków kciuki i przede wszystkim bądźmy cierpliwi i wyrozumiali.

Polskie miasta chcą zorganizować igrzyska olimpijskie!

Grosicki "karmi" kolegów z Rennes disco polo! Ich reakcja? Jedyna możliwa...

Wielka gwiazda może wrócić do KSW! Dostał propozycję. Co dalej?

Sukces Mourinho! Pozbył się niechcianego piłkarza za dobrą cenę

AS Roma chce wykupić Szczęsnego! Jest jedno duże "ale"

Tak mogłyby wyglądać grupy MŚ 2026! Gra Curacao, a Polska z...

"Kariera Błaszczykowskiego w Bundeslidze jest bliska końca"



Cristiano Ronaldo zgarnął najważniejszą nagrodę, ale SHOW skradła jego partnerka. PIĘKNIE




Więcej o:
Komentarze (4)
MŚ piłkarzy ręcznych 2017. Grzegorz Tkaczyk: fanatyk Dujszebajew coś wymyśli
Zaloguj się
  • cxubmsqq1

    Oceniono 6 razy 0

    Pan Tkaczyk raczej realistycznie ocenia nasze szanse. Wykazal jednak spora mitomanie twierdzac, iz Orlen Wisla ‘z powodzeniem gra w Lidze Mistrzow’. Rzeczywiscie ‘z powodzeniem’, p. Tkaczyk?

    Chyba, iz za ‘powodzenie’ traktowac trzeba 2 zwyciestwa oraz 5 porazek polskiej druzyny, w swojej grupie oraz raptem 6-te miejsce na 8 zespolow….

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX