Sport.pl

Piłka ręczna. Siódmiak: liderzy wciąż głodni, Dujszebajew wie, że przesadził

- Rozmawiałem z chłopakami, Szmal, Bielecki czy Lijewski nadal są głodni sukcesów, potrzebują tylko złapać trochę świeżości - mówi Artur Siódmiak, chcąc uciąć spekulacje o rychłym odejściu liderów z reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych. Były obrotowy kadry odnosi się też do kontrowersji, jakie w Rumunii wywołał trener Tałant Dujszebajew


Łukasz Jachimiak: Spodziewałeś się, że eliminacje ME 2018 nasz zespół zacznie tak słabo?

Artur Siódmiak: Na pewno nie, mecze z Serbią i Rumunią były słabsze w naszym wykonaniu. Wie o tym trener, wiedzą o tym zawodnicy. Na pewno ważny jest fakt, że kadra jest w przebudowie. Cieszy, że niektórzy młodzi gracze pokazali się z dobrej strony, ale cudów od nich nie oczekujmy. Natomiast takiego przeciętnego występu całej drużyny nikt się nie spodziewał. W zespole nie było widać dostatecznej waleczności, która zawsze nas cechowała. Rozmawiałem już trochę z chłopakami i wiem, że są bardzo zmęczeni. Rok olimpijski jest bardzo wyczerpujący. Zawodnicy z Płocka i Kielc grają praktycznie co trzy dni ligę krajową i Ligę Mistrzów, nie zapominajmy, że w tym roku również grali w mistrzostwach Europy, w kwalifikacjach do igrzysk oraz w turnieju olimpijskim, a przecież to na nich przecież opiera się nasza reprezentacja. Dodatkowo kielczanie w Lidze Mistrzów grali do samego końca, by później zaliczyć jeszcze Super Globe w Katarze. Wkradł się pewien marazm, nie ma świeżości. Ciężko jest utrzymać przy takich obciążeniach wysoką formę przez cały rok. Nie znam trenera, który z czymś takim by sobie poradził. 

Nie myślisz, że największy problem jest w głowach? Że z Rumunią przegrywamy, bo jednym podcięły skrzydła ostatnie mecze w Rio, a innym brakuje odporności, bo nie mają doświadczenia?

- Myślę, że to nie kwestia odporności psychicznej czy braku doświadczenia. Z pewnością w głowach chłopaków siedzi jeszcze ten brak medalu w Rio. Jednak pamiętajmy, że kadra jest obecnie w przebudowie i potrzebuje trochę czasu. Od Rumunów w tym meczu niestety byliśmy słabsi, zawodziły nas skuteczność rzutowa i słaba postawa w obronie. Sytuacja w której tracimy kilka bramek grając w przewadze liczebnej nie powinna się przytrafić. To efekt słabszej komunikacji i niedostatecznej koncentracji. Kiedy pojawia się zmęczenie i spada koncentracja, to trzeba grać sercem, nadrabiać walecznością. Musi być czujność, muszą być walka, ogień. Boli mnie to, że przegrywamy ze średniakiem, ale cóż, również taki jest sport . Inna sprawa, że poziom zespołów w Europie naprawdę się wyrównuje, co dosadnie pokazują te eliminacje. Wystarczy popatrzeć na wyniki w innych grupach - Francja męczyła się z Belgią [wygrała 38:37], Litwa wygrała z Norwegią [32:29], która dopiero co otarła się o medal mistrzostw Europy. Wiele drużyn jest na etapie przebudowy. Najważniejsze: pamiętajmy, że jeszcze nic nie przegraliśmy, nadal możemy awansować na ME. Limit porażek został już wyczerpany, ale nasz zespół ma nadal duży potencjał i wierzę, że pojedziemy do Chorwacji na Euro 2018. Teraz w eliminacjach czeka nas przerwa, w styczniu zagramy na MŚ i tam trzeba będzie zaprezentować się z dobrej strony. Choć o medal będzie bardzo ciężko .

Kiedy rozmawiałem z trenerem Dujszebajewem przed startem eliminacji, to zdradził, że praktycznie wszystkich starszych zawodników musiał prosić, by w kadrze jeszcze zostali. Ty mówisz, że rozmawiałeś z kolegami, to powiedz czy nie mają zamiaru odejść po porażkach z Serbią i Rumunią, czy nie wrócili, żeby spróbować pomóc jeszcze tylko na starcie walki o ME?

- Na igrzyskach w Rio otarliśmy się o medal, miejsce tuż poza podium to najgorsze, co może spotkać sportowca, który był tak blisko wielkiego sukcesu. Chłopakom pozostał ogromny niedosyt . Podobnie było na igrzyskach w Pekinie w 2008 roku, gdzie zajęliśmy tylko piąte miejsce i to była dla nas tragedia. Większość z nas po tamtych igrzyskach miała dosyć piłki ręcznej, czuliśmy się wypaleni, niektórzy nawet rozważali zakończenie reprezentacyjnej kariery, ale na szczęście nikt nie zrezygnował. Emocje opadły, przełknęliśmy gorycz porażki, by rok później cieszyć się z brązowego medalu MŚ w Chorwacji. Zawsze trzeba walczyć do końca, nie poddawać się i wierzyć w sukces.

Według twojej wiedzy ktoś rozważa teraz definitywne odejście z kadry?

- Raczej nie, choć to indywidualna sprawa każdego z nich. Jednak myślę, że zostając w kadrze po igrzyskach nikt nie zrobił tego z myślą tylko o dwóch pierwszych meczach eliminacji ME, przecież już w styczniu są MŚ we Francji. Co prawda po starszych zawodnikach widać zmęczenie, ale tacy gracze jak Karol Bielecki, Sławek Szmal, Krzysiek Lijewski czy Michał Jurecki, który leczy kontuzję, są nadal głodni sukcesów, potrzebują tylko złapać trochę świeżości. Nasza drużyna była zawsze uważana za zespół walczaków, zawodników, którzy zostawiają na boisku serce i wierzę, że nadal tak jest, mimo tych słabszych meczów. Oczywiście, że presja mediów i opinii publicznej jest duża, wszyscy chcielibyśmy medali i sukcesów, jednak pamiętajmy, że kadra jest w przebudowie, że to są tylko ludzie i oni też czasami mogą mieć słabszy okres. Wierzmy w tych wspaniałych chłopków, nawet gdy przegrywają, kiedy jest ciężko, kiedy aż chce się ze złości wyrzucić telewizor za okno. Oni jeszcze dostarczą nam wielu pozytywnych emocji. W czerwcu będziemy wspólnie się cieszyć z awansu na ME w Chorwacji.

Czyli czarną wizję wykluczasz?

- Wierzę w awans na ME w Chorwacji i wcześniej w dobry występ na MŚ. Choć trzeba powiedzieć, że grupę mamy bardzo wyrównaną i niewygodną [Francja, Norwegia, Rosja, Brazylia i Japonia].

Jeśli pokażemy formę z meczów z Serbią i Rumunią, to nie wyjdziemy z grupy, wtedy pewnie ostatecznie odejdą starzy liderzy i zrobi się bardzo źle.

- Apeluję o cierpliwość i spokój. Dajmy czas trenerowi na spokojną prace z zespołem. Niektórzy już teraz do mnie dzwonią i pytają czy nie trzeba go przypadkiem zwolnić. A niby dlaczego? Powtarzam: dajmy mu spokojnie pracować, bo jeszcze nic nie przegraliśmy.

Przeciwnicy Dujszebajewa pewnie pytali cię o jego zachowanie wobec Krzysztofa Łyżwy [trener krzyczał na zawodnika, pociągnął go za koszulkę i klepnął w twarz]?

- Moim zdaniem to się nie powinno wydarzyć. Absolutnie nie chcę wchodzić w krytykę zachowania trenera, bo różne rzeczy już w swoim sportowym życiu widziałem. Jednak tę sytuację trzeba w zespole wyjaśnić. I może nawet już to zrobiono. Tałant widzimy jaki jest, Bogdan Wenta też potrafił wstrząsnąć zawodnikiem. Ale zostawmy ten temat, na ile znam Sławka Szmala, który jest przecież kapitanem, to tematu już nie ma sensu roztrząsać, bo jest wyjaśniony. W nerwach, w afekcie człowiek robi różne rzeczy. Tałant to naprawdę fajny facet, podejrzewam, że wie, że przesadził.

To prawda, że Wenta też potrafił się wkurzyć, ale czy kojarzysz, żeby zachował się podobnie do Dujszebajewa?

- Bogdan czasami też był bardzo impulsywny. Przeżywał wszystko, jego duch zwycięzcy dawał się nam we znaki na każdym kroku. Nienawidził przegrywać. Porównuję go do Michaela Jordana, bo w co by nie grał, to musiał wygrać. Zdarzało się, że rzucał niecenzuralne słowa, że kimś wstrząsnął. Nie zawsze było różowo, jak to wśród dorosłych facetów, ale myśmy zawsze wszystko wyjaśniali w zespole i nikt się nie obrażał. Po tym poznać dojrzały zespół, że w trudnych sytuacjach się podnosi, a w takich jak z Łyżwą od razu to załatwia. Chłopaki twierdzą, że mają z Dujszebajewem dobry kontakt, dlatego podejrzewam, że już sprawę wyjaśnili. My ją także zostawmy.





Więcej o: