Sport.pl

Piłka ręczna. Lijewski: Transfery Wisły robią wrażenie

- Na razie mieliśmy tyle swoich problemów, że Płockiem się nie zajmowaliśmy. Ale transfery Wisły robią wrażenie - mówi zawodnik Hamburga, Marcin Lijewski. W sobotę zespół jednego z liderów reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych zmierzy się z Wisłą Płock w półfinale turnieju eliminacyjnego Ligi Mistrzów. Awans wywalczy tylko zwycięzca zawodów, w których wystąpią jeszcze gospodarze, a więc francuski Saint Raphael i słoweński Cimos Koper. Transmisja meczu Wisła - Hamburg w Polsacie Sport od godz. 16.30.
Łukasz Jachimiak: Na inaugurację Bundesligi Hamburg sensacyjnie przegrał z Wetzlarem, kilka dni temu tylko jedną bramką pokonaliście Magdeburg. Co się dzieje z waszą formą?

Marcin Lijewski: Nasza forma jest daleka od optymalnej, jeszcze się w tym sezonie nie odnaleźliśmy. Może pomoże nam ten mecz z Magdeburgiem. Było nam bardzo ciężko, ale wywalczyliśmy bardzo ważne punkty i może dzięki temu nabierzemy pewności siebie. Chociaż przed turniejem o awans do Ligi Mistrzów martwimy się kontuzjami.

Podobno we Francji może nie zagrać wasz kapitan Pascal Hens?

- Pascal odniósł kontuzję w meczu z Magdeburgiem. Coś jest nie tak z jego barkiem. Ja mam problemy z kostką, paru chłopaków też ma jakieś urazy, chociaż na szczęście drobniejsze, o stłuczeniach nie ma co mówić.

Sezon dopiero się zaczął, a wy już walczycie z kontuzjami? Może za mocno pracowaliście w okresie przygotowawczym i zamiast świeżości czujecie zmęczenie?

- Jeżeli chodzi o mnie, to kontuzja jest efektem 15 lat grania w piłkę ręczną. Problemy ze stawem skokowym mam już tak długo, że nawet nie pamiętam kiedy się zaczęły. Pascal zderzył się z rywalem, kiedy wyprowadzał kontrę i nieszczęśliwie upadł na parkiet. Na pewno nasze urazy nie wynikają ze zmęczenia przygotowaniami. Nie mamy prawa być zmęczeni, nie tak szybko. Piłka ręczna to po prostu sport kontaktowy, a że do tych kontaktów dodatkowo dochodzi na dużej szybkości, to łatwo te słabsze partie w organizmie uszkodzić.

Uszkodzić podobno chcieli Hensa wasi kibice po tym, jak przegraliście z Wetzlarem?

- Nic na ten temat nie słyszałem. Może kibice mieli jakieś pretensje, ale fani Hamburga na pewno nie chcieli mu zrobić nic złego. To niemożliwe, bo kibiców mamy naprawdę świetnych.

Świetny mecz przeciw wam chce zagrać Wisła. W ubiegłym sezonie Ligi Mistrzów dwa razy pokonaliście ją w fazie grupowej, ale pewnie wiecie, że niedawno zespół wicemistrza Polski poważnie się wzmocnił?

- Jestem ciekaw, jak ci nowi zawodnicy zintegrowali się z zespołem, czy są już w gazie, czy mają przećwiczone wszystkie zagrywki. Powiem szczerze - na razie mieliśmy tyle swoich problemów, że Płockiem się nie zajmowaliśmy. Oczywiście wiemy, że do Wisły przyszedł nowy bramkarz, że jest nowa lewa połówka, wzmocnione są skrzydła.

Jednym z nowych zawodników Wisły jest lewoskrzydłowy reprezentacji Serbii Ivan Nikcević, który w kwietniu pozbawił reprezentację Polski awansu na igrzyska olimpijskie w Londynie, rzucając wam sześć bramek w meczu zremisowanym 25:25, w tym ostatnią - na kilka sekund przed końcem.

- No tak, przyjście takiego zawodnika pokazuje, że Wisła rośnie w siłę. Jej transfery są bardzo ciekawe, ale chłopakom trzeba dać czas, żeby się wykazali i dopiero oceniać. Same nazwiska robią wrażenie, ciekawe jak to będzie wyglądało na boisku.

Powiedz szczerze - jak dobrze by nie wyglądało, pewnie nie wyobrażasz sobie, żeby Wisła mogła pokonać Hamburg, który w czterech ostatnich latach aż trzy razy był w najlepszej czwórce Ligi Mistrzów?

- Źle mówisz. Nie mogę powiedzieć, że sobie nie wyobrażam naszej porażki z Płockiem. Nie wyobrażałem sobie, że przegramy z Wetzlarem, a przegraliśmy siedmioma bramkami. Nawet niewielkie zlekceważenie przeciwnika może skończyć się tragicznie. Nasz zespół jest dziwny, chimeryczny. Jeżeli nie podejdziemy do meczu z Wisłą skoncentrowani na sto procent, to będziemy mieli problemy. A nie chcemy ich mieć.

A może wasze problemy na początku sezonu to efekt zmian kadrowych? Straciliście przecież świetnych braci z Francji Bertrande'a i Guillame'a Gille'ów.

- Faktycznie brak braci jest bolesny, bo obaj byli bardzo ważnymi graczami w obronie. Ale pozyskaliśmy młodego obrotowego Andreasa Nilssona, który na igrzyskach zdobył ze Szwecją srebrny medal, a u nas rozegrał bardzo dobry mecz z Magdeburgiem, bardzo nam pomógł. Już widać, że możemy się cieszyć, że go mamy. Z Kopenhagi, a więc zespołu, który się rozpadł, wzięliśmy lewoskrzydłowego Frederika Petersena, który też był w szwedzkiej kadrze w Londynie i też jest dla nas dużym wzmocnieniem. No i mamy doświadczonego bramkarza Enida Tahirovicia, który dobrze zastępuje kontuzjowanego Johannesa Bittera.

Ty, Bitter, Hens, Duńczyk Hans Lindberg, Chorwaci Igor Vori, Blażenko Lacković i Domagoj Duvnjak - tak mocni jak THW Kiel kadrowo może nie jesteście, ale chyba cały czas należycie do światowej czołówki?

- Do Kilonii to każdemu sporo brakuje. To jest drużyna obsadzona na każdej pozycji najlepiej, jak to możliwe. To zespół marzeń [w ubiegłym sezonie THW Kiel wygrało Bundesligę i Ligę Mistrzów]. A my mamy zespół, który musimy dobrze poskładać. Części z nas nie było podczas przygotowań, wszyscy spotkaliśmy się dopiero tydzień przed rozpoczęciem ligi i za brak wspólnych treningów na razie płacimy.

Jak długo zostaniesz jeszcze w Hamburgu? Pod koniec poprzedniego sezonu mówiło się, że wrócisz do Polski.

- Nie wróciłem, bo Hamburg chciał, żebym został, a takiemu klubowi się nie odmawia. Czułem się dosyć dobrze zdrowotnie, dlatego jeszcze jeden sezon postanowiłem tu rozegrać. Wierzę, że to będzie udany rok, że może uda nam się zdobyć np. Puchar Niemiec albo że odegramy jakąś znaczącą rolę w Champions League i w Bundeslidze. A co dalej - zobaczymy. Na pewno z każdym rokiem coraz mocniej ciągnie mnie do Polski.

Więcej o: