Łukasz Jachimiak: Po mistrzostwach Europy w piłce ręcznej pan, jako prezes Wisły Płock, jest pewnie jedną z najbardziej zadowolonych osób w środowisku. W końcu zawodnicy z Płocka udowodnili, że są potrzebni kadrze, do której w ostatnich latach powoływani byli rzadko. Andrzej Miszczyński: Te mistrzostwa to dla mnie przede wszystkim duży niedosyt. Gdybyśmy byli odpowiednio skoncentrowani przez całe mecze ze Szwecją i Macedonią, a nie tylko w drugich połowach, to teraz walczylibyśmy o medale. Z drugiej strony turniej rzeczywiście otworzył nowe możliwości dla naszej reprezentacji. Pokazał, że czasami trzeba wpuścić do zespołu świeżą krew, że trzeba postawić na zawodników głodnych sukcesu. Widać było, że moi piłkarze bardzo chcieli się pokazać kibicom. Jestem zbudowany postawą Kamila Syprzaka, który ma przecież dopiero 20 lat, a zaprezentował się fantastycznie. Po Marcinie Wicharym widać było doświadczenie z Ligi Mistrzów, on potrafił się zachować w sytuacjach bardzo trudnych. Tak samo Zbyszek Kwiatkowski i Adam Wiśniewski. Temu ostatniemu w żadnym z decydujących momentów ręka nie zadrżała.
Można powiedzieć, że grał nawet pewniej niż na co dzień w Wiśle. - To dowód wielkiej koncentracji i poczucia odpowiedzialności. Radził sobie, choć miał świadomość, że patrzą na niego miliony ludzi i że ci ludzie mają określone nadzieje.
Nasze nadzieje - na igrzyska - w tej chwili zależą od innych. Jeśli Serbia zdobędzie mistrzostwo Europy, o Londynie będziemy musieli zapomnieć. To będzie koniec drużyny Bogdana Wenty? - Byłbym daleki od szukania winy, błędów. W mojej ocenie trener Wenta na przestrzeni ostatnich lat pokazał, że jest fachowcem, że zna się na piłce ręcznej. Oczywiście, jak każdy, popełnia błędy. Tylko że my musimy zacząć szanować autorytety. Po porażkach mamy łatwość do potępiania. Wtedy każdego chcemy rozliczać.
Dla Wenty to druga porażka z rzędu. Przed rokiem było ósme miejsce na mundialu w Szwecji, teraz jest dziewiąta pozycja na mistrzostwach Europy. - No dobrze, a co ma powiedzieć
Francja, która zajęła dopiero 11 miejsce?
Francja nie ma się czym martwić. Od igrzysk w Pekinie, w 2008 roku, aż do teraz wygrywała wszystko. W Serbii jej się nie powiodło, ale to żadna tragedia, bo przecież to, co najważniejsze w tym roku, czyli igrzyska, dopiero przed "trójkolorowymi". Oni do Londynu pojadą jako mistrzowie świata, a nas może tam zabraknąć. Nie wydaje się panu, że Wenta już więcej z kadry nie wyciśnie? - Tu się zgodzę - absencja na igrzyskach olimpijskich rzeczywiście dla rozwoju dyscypliny byłaby problemem. Ale mimo wszystko nie wpadałbym w panikę. Nic się nie kończy. W Polsce naprawdę jest paru chłopaków dających nadzieję tej kadrze na utrzymanie się w światowej czołówce. Obejmując posadę prezesa Wisły wspomniałem, że moim celem będzie m.in. dostarczenie kadrze do 2013-2014 roku zawodników, którzy będą stanowić o jej sile. Teraz wspaniale się zaprezentował Syprzak, a mamy jeszcze Piotrka Chrapkowskiego, który w ubiegłym roku błyszczał w finałach mistrzostw Polski, mamy Pawła Paczkowskiego. Kiedyś była złota generacja braci Lijewskich, Grześka Tkaczyka, Karola Bieleckiego i wielu innych, a teraz jest kolejna młoda generacja, nie mniej utalentowana od poprzedniej. Jeżeli ci młodzi zawodnicy będą grać w klubach, które walczą w europejskich pucharach, to będą się rozwijać. To jest klucz. My w Wiśle odważnie stawiamy na młodych zawodników, czasem nawet kosztem wyniku sportowego. W konsekwencji na tym zyskamy. Ci ludzie, którym teraz pozwalamy grać, za kilka lat sprawią, że polska reprezentacja nadal będzie się liczyła w świecie. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
Rozumiem, że radzi pan trenerowi Wencie, żeby jeszcze bardziej odmładzał kadrę? - Jestem przekonany, że on doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny dla drużyny jest zastrzyk świeżej krwi. Wprowadzenie konkurencji, stawianie na młodych, ambitnych chłopaków takich jak Kamil Syprzak, czy Robert Orzechowski, który świetnie wytrzymał trudną końcówkę meczu z Danią, przyniosło mu korzyść już teraz. Przecież niewiele brakowało, a wynik na tym turnieju byłby dużo lepszy. Na kolejnej, wielkiej imprezie możemy zająć zdecydowanie wyższe miejsce.
Jeśli na tej najbliższej, największej, nas zabraknie, Wenta może pożegnać się z kadrą. Andrzej Kraśnicki, prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce, przyznał, że w przypadku braku Polski na igrzyskach w Londynie federacja rozważy zatrudnienie zagranicznego szkoleniowca. - Federacja ma pełne prawo zmienić trenera kadry, nie mnie oceniać, czy to dobry pomysł. Tak naprawdę dopiero wyniki tego nowego trenera pokazałyby, czy zmiana była słuszna. Ale ja podkreślam jeszcze raz - nie widzę powodów do paniki.