Sport.pl

Bert, blijf bij ons! Opowieść o Holendrze, który zbudował potęgę Vive Kielce

Wyobrażacie sobie prezesa Legii paradującego w klubowym szaliku pośród kibiców Widzewa? To, co niemożliwe w futbolu, dzieje się w piłce ręcznej za sprawą kielczanina rodem z Holandii - Bertusa Servaasa. Jego pracę u podstaw docenił prezydent Bronisław Komorowski.
"Bert, blijf bij ons", czyli Bert, zostań z nami - pisali na transparentach kibice Vive Kielce w 2008 roku. Wtedy to miasto bało się, że rozczarowany wynikami Bert Servaas zrezygnuje z prowadzenia klubu. Holender posłuchał apelu i spróbował jeszcze raz zbudować sportową potęgę. Do Kielc ściągnął trenera reprezentacji Bogdana Wentę i świetnych zawodników oraz sponsorów. Budżet klubu wzrósł z sześciu do 16 mln złotych. A zespół zaistniał w Lidze Mistrzów.

Sam Bertus też znalazł się na szczycie. W październiku świętował 20. rocznicę swego przyjazdu do Polski, a kilkanaście dni temu odebrał z rąk prezydenta RP Bronisława Komorowskiego Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

- Jestem dumny z odznaczenia - mówi w Pałacu Prezydenckim 48-letni przedsiębiorca, właściciel klubu Vive Kielce i założyciel fundacji Vive - Serce Dzieciom. Niedoszłemu piłkarzowi Ajaksu Amsterdam należy się uznanie za wiele inicjatyw.

- W Ajaksie trenowałem przez sześć lat. Gdyby nie kontuzja nogi, moje życie pewnie potoczyłoby się inaczej. Ale nie żałuję, że nie zrobiłem kariery jako piłkarz - zapewnia.

W październiku 1991 roku 28-latek z Holandii zamiast podbijać boiska Europy, trafił do przechodzącej transformację Polski. Przywiózł trzy tony używanej odzieży i zamierzał ją tu sprzedać. - Gdybym przyjechał teraz, to trudniej byłoby mi się odnaleźć. Dziś wszyscy znają angielski albo niemiecki, a wtedy języków obcych nie znał prawie nikt, i to była moja przewaga - opowiada Servaas.

Początki bywały trudne. - Ze znajomymi w restauracji chcieliśmy zamówić jajka. Wskazaliśmy na kurę, no i kelner zamiast dziesięciu jaj przyniósł nam dziesięć kur - wspomina szef Vive.

- To był dla mnie piękny czas. Szybko zaprzyjaźniałem się z ludźmi, a interesy szły coraz lepiej. Wtedy nawet nie myślałem, że to się aż tak rozwinie - mówi Holender.

Dziś jego firma Vive Textile Recycling jest liderem w recyklingu odzieży. Rocznie przerabia jej aż 60 mln kg. Przedsiębiorstwo handluje z 40 krajami. - To ciekawy biznes, ale trudny do zorganizowania. Kiedy otwieramy worki, mamy czasem prawdziwe niespodzianki - opowiada Servaas, jeden z najbogatszych ludzi województwa świętokrzyskiego. - Skąd autorzy takich rankingów biorą dane - zastanawia się, gdy pytamy, czy rzeczywiście na odpadach dorobił się 200 mln zł. - Biedny nie jestem, ale nie gonię za pieniądzem - dodaje. - Kiedy jesteś młody, możesz zjeść dwa hamburgery. Z wiekiem wystarcza ci jeden. Tak też na życie patrzy żona i tego chcemy nauczyć synów.

Żonę, Agnieszkę, Bertus poznał w Polsce. Synowie, 15-letni Dawid i 7-letni Olivier, po holendersku nawet nie mówią. - Dzieci nie muszą uważać Holandii za drugą ojczyznę. Ja sam w Polsce czuję się najlepiej - zapewnia.

W 20. rocznicę przyjazdu szef Vive otrzymał holenderską flagę z wrysowanym biało-czerwonym sercem. - Ten prezent oddaje to, kim jestem. Oczywiście, patrząc na piłkę nożną, zostaję Holendrem - mówi ze śmiechem Bertus. - Jednak pamiętam mecz Polski z Holandią w piłkę ręczną. Śpiewałem dwa hymny - wspomina.

W Kielcach o Servaasie mówią krótko: "nasz scyzoryk". Daje pracę setkom ludzi z regionu. - W tygodniu, w którym obchodziłem 20. rocznicę przyjazdu do Polski, zatrudniłem tysięcznego pracownika. Ładnie się to zbiegło - mówi prezes.

Z rozmachem Servaas działa w Vive. Sponsorem sportowej wizytówki Kielecczyzny został jeszcze w ubiegłym stuleciu. W 2002 roku, kiedy drużynie groziło bankructwo, podjął się ratowania. Doprowadził do ugody z wierzycielami i wprowadził ideę Klubu Stu. Stowarzyszenie zrzesza 106 firm. Każda płaci roczną składkę w wysokości 1,5 tys. zł. To zastrzyk gotówki dla klubu. Dodatkowo na przykład Peugeot graczom Vive oddaje do dyspozycji auta, inne firmy opłacają wynajem apartamentów czy domów.

- Dzięki niemu w Vive wszystko jest na europejskim poziomie. Do takiego klubu mogłem wrócić z Bundesligi - mówi Michał Jurecki. - Miałem ofertę z Płocka i Kielc. Wybrałem tę drugą, m.in. ze względu na prezesa - zdradza Grzegorz Tkaczyk.

Servaasa cenią również ci, którzy na co dzień z nim rywalizują. - Szanuję i lubię tego faceta. On angażuje się w to, co robi, i zawsze jest przyjacielski. Właśnie dzięki temu może po Płocku spacerować w szaliku Vive. Nasi kibice go szanują, bo Bertus to fajny gościu - podsumowuje bramkarz Wisły Marcin Wichary.

Sport.pl w mocno nieoficjalnej wersji... Polub nas na Facebooku »


Więcej o:
Komentarze (1)
Bert, blijf bij ons! Opowieść o Holendrze, który zbudował potęgę Vive Kielce
Zaloguj się
  • augustedynburski

    0

    No oczywiście, że piłkarze będą cenić takiego prezesa:)zwysokoscinartorolek.wordpress.com/

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX