Sport.pl

Kazań 2015. Otylia Jędrzejczak: Polskie pływanie nie jest słabsze niż wtedy, gdy zdobywałam medale

- Na igrzyska w 2020 r. w Tokio musimy szukać nowych zawodników, tworzyć dla nich programy, bo jak kariery skończą Korzeniowski, Kawęcki i Czerniak, to będziemy mieli problem - mówi Otylia Jędrzejczak. Mistrzostwa świata w Kazaniu mają pokazać, czy za rok wymienioną trójkę będzie stać na walkę o pierwszy dla polskiego pływania olimpijski medal od 2004 r. - Zdobywaliśmy medale, ale niczego olbrzymiego tak naprawdę nie było - mówi Jędrzejczak o czasach, w których wywalczyła m.in. złoto i dwa srebra na igrzyskach w Atenach.
W niedzielę w Kazaniu wystartuje kilku naszych reprezentantów: 400 m stylem dowolnym - Wojciech Wojdak i Filip Zaborowski (ok. godz. 9.50), 50 m stylem motylkowym - Konrad Czerniak (ok. godz. 10.45), 100 m stylem klasycznym - Marcin Stolarski (ok. godz. 11.35), sztafeta 4x100 m kobiet (ok. godz. 12), sztafeta 4x100 m mężczyzn (ok. godz. 12.10). Transmisja z zawodów w Eurosporcie.

Łukasz Jachimiak: Od niedzieli będzie pani komentować na antenie TVP pływackie mistrzostwa świata w Kazaniu. Na ile medali Polaków możemy liczyć?

Otylia Jędrzejczak: Nie zmieniłam się po zakończeniu kariery i nadal nie lubię wieszać medali na szyi przed rozstrzygnięciami. To stresujące dla zawodników. Założenia muszą być takie, żeby wrócić z Rosji z jak najlepszymi wynikami, żeby bić tam rekordy życiowe i pływać w finałach. Oczywiście kiedy się spojrzy na skład naszej reprezentacji, to w kontekście medali od razu przychodzą do głowy Konrad Czerniak i Radosław Kawęcki. O tym, że oni powinni wrócić z krążkami, mówią ich tegoroczne wyniki, pozycje na listach światowych. Dalej mamy Pawła Korzeniowskiego. Wystartuje w sprincie, a w "setce" wszystko może się zdarzyć. Paweł pływa ją bardzo dobrze, ale czy to da medal? Nie mogę powiedzieć tego z pewnością w głosie. Mam nadzieję, że da finał. I na tym koniec, innych szans medalowych nie widzę. Marcin Cieślak pewnie będzie w finale, Ola Urbańczyk czy Ania Dowgiert robią naprawdę dobre wyniki, ale jednak nie na podium na długiej pływalni. Za realne uważam więc szanse, które mają "Kawa" i Kondziu. Od reszty oczekuję jak najwięcej życiówek. Mam nadzieję, że pokażą się nasze sztafety, że w perspektywie przyszłorocznych igrzysk olimpijskich przetrze się kilkoro naszych medalistów juniorskich mistrzostw Europy.

Powiedziała pani, że Korzeniowskiemu trudno będzie o medal, tymczasem on przekonuje, że zmieniając dystans z 200 na 100 m, zwiększa swoje szanse na olimpijski medal w Rio. Jest możliwe, że teraz jeszcze w formie na podium nie będzie, ale wypracuje taką dyspozycję na przyszły rok?

- Powiedziałam, że o medal może być mu trudno, ale szczerze mówiąc, trochę na ten medal liczę. Wiem jednak, że "setka" jest najtrudniejsza do przewidzenia, że jest bardzo loteryjna. Oczywiście Paweł zrobił bardzo duży progres, u niego przejście z 200 na 100 m jest doskonałe, ale przecież na "stówę" w 0,01 s może się zmieścić nawet trzech czy czterech zawodników. To jest bardzo duże wyzwanie. Super, że "Korzeń" już pływa poniżej 52 s. Ile on dokładnie w tym sezonie popłynął?

51,71 s, co daje mu 10. miejsce na świecie.

- To jest bardzo wartościowy wynik, dla mnie zaskakujący, bo na początku sezonu nie myślałam, że aż tak szybko Paweł się tak fajnie odnajdzie. Ale co z Rio, to tak naprawdę przekonamy się dopiero po Kazaniu. Mistrzostwa w Rosji są bardzo ważną imprezą. Wszyscy patrzymy na rankingi światowe i analizujemy, kto gdzie jest, ale w Kazaniu mogą się pojawić nowi zawodnicy, bo tak zawsze się dzieje w roku przedolimpijskim. I dopiero po zobaczeniu tych nowych kandydatów do czołowych miejsc, po tym, jak się z nimi sprawdzimy, będziemy mogli coś więcej mówić o naszych szansach w Rio.

W Kazaniu na pewno nie dostaniemy odpowiedzi na pytanie, które pewnie wciąż najbardziej nurtuje kibiców pływania. Oczywiście dotyczy ono Michaela Phelpsa. Myśli pani, że amerykański multimedalista igrzysk, który w Rosji nie wystartuje, spręży się na jeszcze jedne igrzyska?

- Michael jest zawsze zagadką, a Rio na pewno jest dla niego dużym wyzwaniem. Przypuszczam, że nie zaryzykuje tam startu w ośmiu konkurencjach. Myślę, że nie będzie walczył o ilość, tylko o jakość, że nastawi się na medale tam, gdzie konkurencja jest mniejsza. Do głosu dochodzi coraz więcej młodszych zawodników. Taki Chad le Clos [mistrz olimpijski z Londynu na 200 i wicemistrz na 100 m motylkiem] jest bardzo mocny, spodziewam się nowych twarzy, na pewno będą ludzie, z którymi walczyć będzie szczególnie trudno.

Pierwsze ze swych 22 olimpijskich medali [w tym 18 złotych] Phelps wywalczył w 2004 r. w Atenach. Pani, zdobywając w Grecji złoto i dwa srebra, pewnie nie pomyślała, że na kolejny olimpijski medal nasze pływanie będzie czekać co najmniej do 2016 r.?

- Myślałam, że w Pekinie [w 2008 r.] zdobędę następny medal (śmiech). Niestety, niewiele zabrakło [w swojej koronnej konkurencji - 200 m motylkiem - Polka zajęła czwarte miejsce], dużo rzeczy się na to nałożyło. A kiedy pływałam, liczył się dla mnie konkretny rok, myślałam tylko o trwających przygotowaniach, a nie o tym, co będzie w kolejnych latach.

Rozumiem, ale pytam o trochę inną rzecz - czuła pani, że za panią jest dobrze rokująca grupa?

- Wie pan co, trochę na wyrost takie wrażenie stworzyliśmy. Były sztafety, były możliwości, ale z 20-osobowej grupy medale mistrzostw świata zdobywały trzy, maksymalnie cztery osoby. Oczywiście mówię o długiej pływalni, bo to z niej jesteśmy rozliczani. Niczego olbrzymiego tak naprawdę nie było, choć mieliśmy wszystko, by dobrze się przygotować. Dzisiaj kadra także nie może narzekać na warunki, ale związek miał wtedy większe fundusze, na zawody jeździło więcej zawodników. Mimo to kiedy popatrzymy na ilość finałów i medali, to wtedy było podobnie, jak jest teraz.

Finansowanie nie będzie większe, jeśli nie będzie olimpijskiego medalu. To duży problem?

- Na pewno medal olimpijski zwiększyłby zainteresowanie kibiców i sponsorów, ale Polski Związek Pływacki już teraz dostał coś, co powinien wykorzystać. Bardzo cenną rzeczą są dla nas transmisje telewizyjne, a TVP właśnie wróciła do pokazywania mistrzostw. Sponsorzy chcą być widoczni i teraz będą. Tego przez lata naszemu pływaniu brakowało. A medal? Dałby zdecydowanie lepsze fundusze i większe możliwości w perspektywie kolejnych lat. Na następne igrzyska, w 2020 r. w Tokio, musimy szukać nowych zawodników, inwestować w nich, tworzyć dla nich programy, pokazywać im drogę, bo jak kariery skończą Korzeniowski, Kawęcki i Czerniak, to będziemy mieli problem.



Więcej o:
Komentarze (4)
Kazań 2015. Otylia Jędrzejczak: Polskie pływanie nie jest słabsze niż wtedy, gdy zdobywałam medale
Zaloguj się
  • dr_nauk

    Oceniono 12 razy 10

    Oczywiscie tuman, ktory przygotowywal tytul na glownej nie wie, ze mistrzostwa trwaja juz od tygodnia. To, ze nie mamy zawodnikow w skokach do wody, pilce wodnej czy plywaniu synchronicznym nie znaczy, ze te dyscypliny nie istnieja.

  • bigosmiszczu

    Oceniono 2 razy -2

    Kazań ... wspaniały obrońca ... powinien grać w uznawanych markach takich jak Czelsi,Arsenał,lub Menczester Junajted,byłby dużym wsparciem i miałby możliwość rozwoju.
    A tak ... marnuje się chłopak.

  • lechmiszcz

    Oceniono 4 razy -4

    I tak to nic nie da!!!
    Pływanie jest nudne a Lech miszcz polski nasza duma Wielkopolski!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX