Sport.pl

Pływanie. Wicemotyl świata jest nadzieją polskiego pływania na igrzyskach w Londynie

Konrad Czerniak dał się pokonać tylko Michaelowi Phelpsowi w prestiżowym i widowiskowym finale sprintu 100 m stylem motylkowym. Zdobył jedyny medal dla Polski w mistrzostwach świata w Szanghaju.
Jakimś cudem Polak podczas dekoracji nie wyglądał na wzruszonego, ze spokojem przyjął gratulacje Phelpsa.

Ale to, że srebrny medal dał mu potężny zastrzyk wiary we własne siły, okazało się w niedzielnych eliminacjach sztafety - na ostatniej zmianie pociągnął polską drużynę do niespodziewanego finału. 47,86 s - nikt szybciej 100 m w Polsce nie przepłynął, ale ponieważ była to czwarta zmiana, "lotna", czas nie może być rekordem kraju.

I wciągnął Polaków do olimpijskiej kwalifikacji sztafety.

Czerniak, który w finale 100 m trzymał się tuż za Phelpsem, miał tor obok legendarnego pływaka, bo uzyskał w piątkowych półfinałach drugi czas - stoczył porywający pojedynek o srebro z Amerykaninem Tylerem McGillem i trenującym w Kalifornii Kenijczykiem Jasonem Dunfordem, należącym do bogatej angielsko-kenijskiej rodziny właścicieli słynnej restauracji Carnivore w Nairobi.

Na ostatnich pięciu metrach Polak miał - oprócz fantastycznej formy i woli walki do końca - odrobinę szczęścia. Idealnie wpasował ostatni ruch, co jest szalenie ważne w sprincie delfinem przy długich cyklach pracy ramion. Udało mu się dotknąć ściany bez choćby minimalnej straty czasu. Dzięki temu wyprzedził McGilla o 0,1 sekundy, czyli niecałe 20 cm i pobił rekord Polski niemal o sekundę (z 52,03 na 51,15 s).

Przewaga Phelpsa nad innymi pływakami - o ile nie płynie z nim pogromca Phelpsa Ryan Lochte, w sobotę przyglądający się finałowi sprintu z trybun - również w tym wyścigu była niepodważalna. Wyprzedził Polaka o 0,44 s. Jako specjalista na dłuższych dystansach Amerykanin wywalczył przewagę nad rywalami na drugiej prostej.

Co sukces Czerniaka - młodego, ze wspaniałymi warunkami fizycznymi, bo wyższego od Phelpsa, z większym zasięgiem ramion - oznacza równo rok przed olimpijskimi finałami w Londynie?

- Phelps powiedział niedawno, że w Londynie nie będzie bronił tytułów we wszystkich konkurencjach. Rekord Marka Spitza już pobił, więc ten rodzaj motywacji do walki o wszystko ze wszystkimi w jego karierze już minął. Może zrezygnować właśnie z wyścigu na 100 m st. motylkowym. Tu miał kłopoty w Pekinie, kiedy do ostatnich centymetrów walczył z Miloradem Caviciem - ocenia szanse Polaka Stefan Tuszyński, były pływak, ekspert Ministerstwa Sportu w grupie wsparcia Klubu Polska Londyn 2012.

Cavić w Szanghaju nie zakwalifikował się nawet do półfinałów, ale nie ma wątpliwości, że trenujący w USA Serb - dotąd dominujący w europejskich zawodach (pamiętamy jego koszulkę z hasłem "Kosovo je Serbija" na mistrzostwach Europy w Eindhoven w 2008 roku) - będzie za rok jednym z głównych aktorów.

Czerniak od jesieni 2008 roku, czyli od nieudanych dla polskiego pływania igrzysk w Pekinie, przeniósł się do Hiszpanii. Trenuje na uniwersyteckim basenie w Madrycie w międzynarodowej grupie prowadzonej przez Bartosza Kizierowskiego. Mieszka w akademiku. Wcześniej byli tam Łukasz Gąsior i Marcin Tarczyński, teraz z Polaków oprócz Czerniaka jest tylko Filip Wypych.

- Nie trenujemy "pod Phelpsa". Każdy trening jest okazją dla polepszenia. I nie są to treningi wyłącznie pływackie. Konrad jest spokojny, skoncentrowany. To, że ma talent, wiedzieli wszyscy. Dwa lata temu nie wszedł do żadnego finału mistrzostw w Rzymie [srebro, również w stylu motylkowym, na dystansie 200 m zdobył wtedy Paweł Korzeniowski, też pokonany tylko przez Phelpsa]. Teraz dołożył doświadczenie, starty w dwóch mistrzostwach świata, mistrzostwach Europy, mistrzostwach na krótkim basenie - mówi Kizierowski.

Najlepszy polski sprinter stał się guru dla młodego puławianina w Madrycie.

- Tak jak Kizierowski zawsze starał się odseparować od typowego narzekania przedstartowego, negatywnych emocji, ba, starał się mieszkać poza wioską zawodniczą, tak i Konrad jest zawodnikiem pozytywnie zakręconym, zmobilizowanym przez stres na "tak" - mówi Tuszyński.

Wczoraj padł ostatni rekord świata ery prepiankowej - przez dekadę najlepszy w rankingach na 1500 m był potężny Australijczyk Grant Hackett. W niedzielę jego rekord pobił Chińczyk Sun Yang.

Piękna dziewczyna Michaela Phelpsa pokazała się na trybunach MŚ 




Więcej o: