Ekstraklasa: Polonia Bytom - Jagiellonia 1:1. Serce strzelca bije dla Polonii
Maciej Blaut, Bytom
Czwarty kolejny mecz w ekstraklasie bytomskiego zespołu bez wygranej. Tym razem Polonia straciła punkty w pojedynku z Jagiellonią Białystok.
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Po raz ostatni poloniści cieszyli się z wygranej po wyjazdowym meczu z Cracovią. W kolejnych trzech spotkaniach zdołali wywalczyć tylko jeden punkt. Do pojedynku z Jagiellonią przystąpili więc z istotnymi zmianami w składzie. W wyjściowej jedenastce znów znalazł się stoper Adrian Klepczyński, który wrócił do pełni sił po kontuzji. Kluczowe roszady miały jednak miejsce w przednich formacjach Polonii. Po raz pierwszy w tym sezonie od początku meczu zagrali ze sobą Grzegorz Podstawek oraz Michał Zieliński. Trener Jurij Szatałow wcale nie posłuchał namów, by zagrać przeciwko Jagiellonii dwójką napastników. Zieliński został bowiem ustawiony na pozycji ofensywnego pomocnika, która dotąd zarezerwowana była dla Marka Bażika. Dodajmy, że ze składu wypadł także inny Słowak - Miroslav Barczik, który regularnie grał do tej pory na prawym skrzydle.
Na istotną zmianę w składzie swojego zespołu zdecydował się też trener Jagi Michał Probierz. W bramce jego zespołu zadebiutował Grzegorz Szamotulski. Eks-reprezentant Polski zagrał w meczu polskiej ekstraklasy po raz pierwszy od ponad pięciu lat. Były zawodnik klubów z Austrii, Grecji, Szkocji, Anglii i Izraela zastąpił Grzegorza Sandomierskiego, któremu dwa tygodnie temu piłkarze Ruchu Chorzów strzelili aż pięć goli.
Szamotulski musiał wykazać się umiejętnościami już na początku spotkania. Tylko jego doskonałej interwencji Jagiellonia zawdzięcza, że nie straciła gola po uderzeniu Zielińskiego. Kilkanaście minut później Szamotulski był już jednak bezradny. Po genialnym zagraniu Zielińskiego, który zwiódł dwóch rywali, piłka trafiła do Marcina Radzewicza. Lewoskrzydłowy Polonii idealnie wyłożył ją Szymonowi Sawali, a ten z bliska wpakował futbolówkę do bramki rywali. Bytomski pomocnik z radości wycałował.... koszulkę Polonii. - Gram w tym klubie i moje serce bije dla Polonii - wyjaśniał. - Akcja, po której udało mi się strzelić gola rzeczywiście była znakomita - dodawał po chwili.
Po szybko zdobytym prowadzeniu wydawało się, że Polonia będzie w pełni kontrolować przebieg meczu. Przez długie minuty rzeczywiście tak było - bytomianie nie pozwalali rywalom na rozwinięcie skrzydeł. W końcówce pierwszej połowy gospodarze popełnili jednak fatalny błąd przy rzucie rożnym egzekwowanym przez Jagiellonię. Dośrodkowana piłka trafiła do zupełnie niepilnowanego Dariusza Jareckiego, a ten potężnym strzałem z bliskiej odległości doprowadził do wyrównania.
Po przerwie na boisku zaczęli dominować goście. Jagiellonia ambitnie walczyła o wygraną, by... nie przejść do historii. Utrata punktów w Bytomiu oznaczała bowiem wyrównanie niechlubnego klubowego rekordu bez zwycięstwa na obiekcie rywali, który wynosi 30 spotkań.
Blisko zdobycia swojego drugiego gola był Jarecki, po tym jak fatalny błąd popełnił Wojciech Skaba wypuszczając piłkę z rąk w niegroźnej sytuacji. Bramkarza Polonii uratowali jednak jego koledzy z obrony, którzy wybili piłkę z własnego pola karnego.
Bytomianie zdołali wypracować już tylko jedną dobrą okazję do strzelenia gola. Po niepewnej interwencji Szamotulskiego piłka trafiła do Podstawka. Gracz Polonii pewnie do teraz zastanawia jak się mógł trafić, strzelając z trzech metrów, w... boczną siatkę. Inne strzały polonistów pewnie wyłapywał Szamotulski. - Dawno nie grałem w piłkę, ale mój występ był chyba nienajgorszy. Przydarzył mi się tylko jeden błąd, ale na szczęście obyło się bez konsekwencji - oceniał się bramkarz Jagiellonii. - Czujemy spory niedosyt. Szkoda, że po strzeleniu gola w nasze szeregi wkradł się chaos - martwił się Sawala.