Ekstraklasa. Nudne derby: Legia - Polonia 1:1
Robert Błoński, Kuba Dybalski, Olgierd Kwiatkowski
Po najgorszym w sezonie meczu przy Łazienkowskiej Legia zremisowała z Polonią. Pojedynek dwóch klubów ze stolicy był na poziomie niegodnym Warszawy. Spotkanie było tragicznie słabe.
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Jan Urban i Jose Maria Bakero
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
14. kolejka. Polonia W. - Legia 1:1. Urban i Bakero
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
14. kolejka. Polonia W. - Legia 1:1. Skrzyński i Mięciel
Ekstraklasa.tv: Fenomenalny gol Piątka daje remis Polonii »
Pytanie, jak i czy w ogóle legenda Barcelony i hiszpańskiego futbolu Jose Maria Bakero odmienił Polonię pozostało bez odpowiedzi, bo takim zostać musiało. Czwarty w sezonie trener "Czarnych Koszul" (po Jacku Grembocki, Duszanie Radolskim i Michale Libichu) ustawił zespół jednym wysuniętym napastnikiem, dwoma skrzydłowymi, jednym ofensywnym pomocnikiem, dwoma defensywnymi i czwórką obrońców. W bloku obronnym, na lewej stronie Błażeja Telichowskiego zastąpił Mariusz Zasada. Opaskę kapitana założył Sebastian Przyrowski, a nie jak wcześniej Piotr Dziewicki - Radek Mynarz jest kontuzjowany.
Plan Polonii był prosty. Przeszkadzać Legii konsekwentnym, zdyscyplinowanym i wysokim presingiem, nie dawać rozgrywać szybkich akcji. Nie chodziło nawet o przejmowanie piłki, ale o jej wybicie, wytrącenie rywala z równowagi, zatrzymanie. Jedynym atutem miały być stałe fragmenty - i były. Po rzutach rożnych i wolnych bramkarz Jan Mucha musiał interweniować albo obrońcy wybijali piłkę sprzed bramki. Nowością było dośrodkowanie z narożnika - zagraną na bliższy słupek zgrał na siódmy metr Piotr Dziewicki, ale nie było nikomu by wbił ją do siatki.
W odpowiedzi na tę akcję Marcin Smoliński strzelił z 20 m z wolnego w poprzeczkę. Później, do 52. minuty stałe fragmenty Legii nie były zagrożeniem pod bramką Polonii. Zespół Jana Urbana grał za wolno. Polonia zmusiła legionistów do wyprowadzania piłki. Na katastrofalnej murawie i przy małych umiejętnościach technicznych graczy wymiana kilku czy kilkunastu podań była niemożliwa. Dalekie przerzuty również nie przynosiły efektów. Środkowi napastnicy Legii (Bartłomiej Grzelak i Marcin Mięciel) nie radzili sobie w takich sytuacjach. Ten drugi mógł strzelić gola, ale z sześciu metrów uderzył za lekko. Jemu piłka przeszkadzała najmniej. Pierwsza połowa była najsłabszym widowiskiem, jakie oglądano na Łazienkowskiej w tym sezonie. Tragicznie spisywali się na lewej stronie boiska Marcin Komorowski i Sebastian Szałachowski, którzy nie mieli jednej udanej akcji. Maciej Rybus, który w środę grał mecz w reprezentacji i którego oszczędził Jan Urban byłby w piątek lepszy od Szałachowskiego nawet gdyby 90 minut z Polonią były drugimi, jakie musiałby rozegrać tego dnia.
Z prawej strony Miroslav Radović potrafił wyprzedzić rywala i wygrać pojedynek biegowy, ale tuż przed końcem pierwszej połowy uderzył łokciem w twarz Damiana Jaronia i powinien wylecieć z boiska. Dostał tylko żółtą kartkę. Po przerwie powinien dostać drugą - za głupotę. Zamiast strzelać próbował wymusić karnego. Słaby sędzia Borski popełnił błąd.
Ekstraklasa.tv: Radović uderza rywala łokciem - wideo »
Wszystkim rządził chaos i przypadek - takie były również bramki w tym spotkaniu. W 52. min po dośrodkowaniu z wolnego Marcina Smolińskiego piłka odbijała się od obrońców i Mięciela aż trafiła pod nogi Grzelaka, który kopnął do bramki. Polonia grała w tym momencie bez nominalnego napastnika - po przerwie beznadziejnego, grającego na alibi i bez zaangażowania Chałbińskiego zastąpił ofensywny pomocnik Kulcsar. Węgier był tak słaby, że nie dotrwał do końca - gestykulujący całe spotkanie, stojący przy linii, podpowiadający graczom Bakero wymienił go niespełna kwadrans przed końcem.
Nie przeszkodziło to polonistom, którzy do meczu przystępowali na przedostatnim miejscu w tabeli, by wyrównać. Gola, w 66. minucie, strzelił z 25 m jeden z dwóch defensywnych pomocników - Łukasz Piątek. Ktoś nie wybił piłki, ktoś nie zablokował strzału i 23-letni warszawiak zdobył pierwszego w życiu gola w ekstraklasie. Legia nie miała wczoraj w jedenastce żadnego defensywnego pomocnik, dlatego nie miał kto zablokować rywala stojącego daleko przed bramką Muchy. Wprowadzenie Borysiuka kilka chwil później było spóźnione. Tym bardziej, że zmienił napastnika.
W końcówce zwycięskiego gola mogli zdobyć Astiz i Borysiuk, ale strzelili tuż obok bramki. Wcześniej Maciej Iwański kompromitował się katastrofalnymi strzałami z prawie 30 m. Poloniści okupili mecz kilkoma kontuzjami, w końcówce utykali Sokołowski i Trałka. Ale punkt zdobyli.