Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Legia Warszawa coraz lepsza. W meczu z Rangers FC zabrakło tylko bramek i Carlitosa

Stalowa defensywa Legii Warszawa okazała się kluczem do rozegrania dobrego spotkania z Rangers FC w czwartej rundzie eliminacji Ligi Europy. Do poprawy wciąż jest skuteczność.

Igor Lewczuk po meczu Legia Warszawa - Glasgow Rangers:

Po czwartkowym meczu zawodnicy i kibice Legii Warszawa nie mogą być ani tak szczęśliwi, jak po pierwszym spotkaniu z Celtikiem sprzed pięciu lat, gdy stołeczni rozbili Szkotów wygrywając 4:1, ani tak smutni, jak po rewanżu, gdy okazało się, że do kolejnej rundy, mimo dwóch porażek, awansują piłkarze z Glasgow. Rangers, rywal Celtów zza miedzy, pokazał się w Warszawie z niezłej strony, choć nie tak dobrej, jak wielu oczekiwało. To zasługa Legii, która w tej edycji europejskich pucharów zagrała swój najlepszy mecz. Do pełni zadowolenia zabrakło tylko bramki, a to skomplikowało sytuację wicemistrzów Polski przed rewanżem.

Legia, która da się lubić

Już pierwsze minuty potwierdziły, że pełne szacunku słowa Stevena Gerrarda z konferencji prasowej nie były kurtuazją. Rangers nie rzucili się na Legię; skupili się na grze w obronie i kontratakach, które jednak gospodarze rozbijali wyjątkowo sprawnie. To spore zaskoczenie, bo przecież w pierwszym meczu z FC Midtjylland Szkoci trafili do siatki aż czterokrotnie. W Warszawie szło im oporniej, być może również dzięki ogłuszającemu dopingowi stołecznych kibiców, którzy w czwartek zameldowali się na Łazienkowskiej w komplecie. Długimi fragmentami pierwszej części gry defensywa Rangers miała problem z rozegraniem piłki, które ograniczało się do dalekich podań Connora Goldsona. Najciekawiej na murawie było w centrum, gdzie wysoko grająca obrona Szkotów utrudniała legionistom zawiązywanie akcji zaczepnych. Miło patrzyło się jednak na współpracę Andre Martinsa, Cafu oraz Waleriana Gwilii, których przydatność była znacznie większa niż w poprzednich meczach pucharowych.

To właśnie środek był zaraz po stalowej defensywie prawdziwym atutem Legii. Największe słowa uznania należą się jednak obrońcom, którzy zdetronizowali takich piłkarzy jak Alfredo Morelos, reprezentant Kolumbii, który w tym sezonie do siatki trafił dziewięciokrotnie. Przy Igorze Lewczuku i Arturze Jędrzejczyku wyceniany na 8 mln euro snajper zgasł całkowicie.

Bez bramek i Carlitosa

Do przerwy Legia była bliższa strzelenia bramki: raz groźnie uderzał Luquinhas, kilka minut później w świetnej sytuacji znalazł się Sandro Kulenović, choć ostatecznie nie oddał strzału. Najbliżej zdobycia prowadzenia podopieczni trenera Aleksandara Vukovicia byli w 30 min. po silnym uderzeniu Cafu, który znalazł się oko w oko z Allanem McGregorem, ale uderzył wprost w bramkarza. Z drugiej strony boiska Radosław Majecki nie narzekał na wiele pracy.

Być może skuteczność warszawiaków byłaby wyższa, gdyby w ataku pojawił się Carlitos, którego na koniec doceniły trybuny – w przeciwieństwie do Vukovicia, który aktywność Hiszpana ograniczył do rozgrzewki. To po raz kolejny nie spodobało się kibicom, którzy mają już dość chimerycznego i nieskutecznego Kulenovicia (młody napastnik Legii ostatni raz do siatki trafił 556 minut temu, a w tym czasie zdążył rozegrać siedem spotkań, w tym sześć w podstawowym składzie). Antypatia szkoleniowca do Carlitosa jest jednak tak zaskakująca, że aż trudno dziwić się irytacji kibiców. W drugiej połowie, gdy na murawie zrobiło się luźniej, umiejętności jeszcze niedawno najlepszego piłkarza Ekstraklasy byłyby wręcz bezcenne.

Nie tacy Szkoci straszni 

Wicemistrzowie Szkocji nie okazali się tacy groźni, jak wielu zapowiadało. Vuković musiał zwrócić na to uwagę w szatni, bo po przerwie legioniści rzucili się do ataku. Najpierw swoją okazję miał Gwilia, później szczęścia próbował Lewczuk. Były reprezentant Polski był blisko trafienia do siatki w 60 min., ale i tym razem spudłował. Po pierwszym kwadransie na boisku pojawiło się znacznie więcej przestrzeni, niż w pierwszej połowie. Wykorzystywali to boczni obrońcy i skrzydłowi Legii, którzy kilkukrotnie z rozmachem atakowali bramkę McGregora. Ani szarże Luisa Rochy, ani uderzenie Marko Vesovicia nie przyniosły jednak upragnionego gola. Szkoda, bo w czwartek legionistom zabrakło tylko skuteczności. Gdyby ta była na wyższym poziomie, Legia mogłaby jechać do Glasgow w równie dobrych nastrojach, co po wspominanym wciąż meczu z Celtikiem. Zamiast tego na wyjeździe będzie trzeba trafić do siatki, co nie będzie łatwe – w tym sezonie u siebie Rangers stracili wyłącznie dwie bramki.

Więcej o:
Komentarze (7)
Legia Warszawa coraz lepsza. W meczu z Rangers FC zabrakło tylko bramek i Carlitosa
Zaloguj się
  • andgad

    Oceniono 1 raz 1

    Mam nadzieje na 0:0 na wyjeździe i awans po rzutach karnych!

  • gunston

    Oceniono 3 razy 1

    Zaczyna mnie to bawić. Im więcej artykułów o Carlitosie tym mniejszą szansę będzie miał Hiszpan na grę. Trzeba znać Vukovicia. Chcecie zobaczyć Carlitosa na murawie to odpuście. Według mnie pojawi się na meczu ligowym.

  • 0zatkaokakao0

    Oceniono 7 razy -1

    Czego Pan redaktor nie rozumie?? NA POZYCJI CARLITOSA GRA GVILIA A NIE KULENOVIC!!!!!

    Czy to tak trudno pojąć pajacu???

  • iso2

    Oceniono 8 razy -6

    Buhaha... Nie rozśmieszaj mnie pseudodziennikarzu bo dostanę zajadów. Bezbramkowy remis to wszystko na co było stać kopaczy z Leg(ł)ej. Za tydzień będzie pogrom

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX