Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Mistrzostwo AS Monaco. Syzyfowe prace Leandro Jardima. Żartowali, że to trener UFO, że morduje widzów nudą, śmiali się z tego jak kaleczył francuski. Dziś to on się śmieje

Do czterdziestki muszę być w jakimś dobrym klubie. Inaczej wracam do szkoły uczyć - odgrażał się kiedyś. Tuż przed czterdziestką wylądował w Monaco. A dziś jest najlepszym w europejskiej piłce panem od wuefu.

Jest ich w Monaco dwóch takich obieżyświatów, którzy wreszcie po długim wędrowaniu zdobyli jakieś znaczące trofeum. Kamil Glik i on, Leonardo Jardim. Poznali kilka krajów, poznali futbol od każdej strony, również od strony bylejakich boisk w niższych klasach, poznali jak to jest awansować z drugiej do pierwszej ligi, poznali smak europejskich pucharów. Ale tytułu żadnego aż do środy nie zdobyli.

Dobre wyniki, przedwczesne odejścia

Niby  Jardimowi zapisano mistrzostwo i Puchar Grecji Olympiakosu Pireus z 2013 roku. Ale on trofeów w Pireusie nie doczekał, został zwolniony kilka miesięcy wcześniej. Drużyna prowadziła wówczas w lidze z przewagą 10 pkt, ale właściciel Olympiakosu nie mógł już znieść defensywnego stylu narzuconego przez Portugalczyka.

To była właśnie przez długi czas droga Jardima: dobre wyniki, wybrzydzanie na zachowawczą grę jego drużyn i przedwczesne odejścia. A to właścicielowi styl nie pasował, jak w Olympiakosie. A to Jardimowi się nie spodobało, że właściciel sprzedaje mu piłkarzy, jak w 2011 w Beira Mar, klubie który wprowadził do pierwszej ligi i zostawiał na miejscu dającym awans do pucharów. Tam zresztą już na początek zadarł z szefami, bo zapowiedział, że żaden z działaczy nie będzie miał wstępu do szatni i nie będzie więcej rodzinnych pikników przy okazji treningów. Nie spodobało się, to kupił kłódkę i zamknął wejście. W innych klubach coś się wypalało już po jednym sezonie i kończyło rozstaniem, jak z Bragą w 2012 i Sportingiem Lizbona w 2014.

Urodzony w Barcelonie. Ale nie tej

Monaco to nie tylko pierwszy klub, w którym Jardim świętuje tytuł. To też pierwszy klub, w którym wytrwał tak długo – już trzy lata - od kiedy w 2008 wyruszył z Madery na kontynent. Z Madery, czyli z tej uroczej, ale jednak gorszej Portugalii: biedniejszej, gorzej wykształconej. Wyspy, z której się rusza na kontynent robić karierę i tam wysłuchuje docinków o dziwnym akcencie, jak to było choćby z Cristiano Ronaldo. A Leonardo Jardim nawet na Maderze też nie był do końca u siebie. Przyleciał tu z rodzicami jako trzylatek. Urodził się w Barcelonie. Tej wenezuelskiej. Jako syn portugalskich emigrantów, którzy szybko doszli do wniosku, że więcej szans będą jednak mieli w Europie.

Trener od małego. Nawet w piłce ręcznej

W świecie trenerskim też długo nie był całkiem u siebie. Nie ma za sobą żadnej godnej uwagi przeszłości piłkarskiej. Już w szkole wiedział, że chce być trenerem a nie piłkarzem. Już jako osiemnastolatek zaczął trenować drużyny do lat 10. Potem przejmował coraz starsze roczniki i cały czas uczył się teorii sportu: na uniwersytecie, na kursach. Jose Mourinho i Andre Villas Boas to też słynni teoretycy, którzy z piłką przy nodze żadnej kariery nie zrobili. Ale Mourinho jest synem dobrego piłkarza, Villas Boas był sąsiadem Bobby’ego Robsona i w nim – jak tłumacz Robsona Mourinho – znalazł przewodnika po trenerskim świecie. A Jardimowi nikt drogi na szczyt nie skracał. Trenował i drużynę kobiet, i nawet drużynę piłki ręcznej. Sam zresztą grał w ręczną w uniwersyteckiej drużynie.

Sztab Monaco – łączy ich Madera

Gdy Monaco w 2000 roku zdobywało swój ostatni tytuł mistrzowski przed tym, który przypieczętowało w środę, Jardim jeszcze był trenerem – amatorem. Dopiero rok później dostał pracę jako asystent w klubie Camacha. W mieście, w którym ponoć pierwszy raz na portugalskiej ziemi zagrano w piłkę, choć dziś Camacha słynie raczej z wikliniarstwa. Spędził w Camachy następnych siedem lat, z asystenta stał się pierwszym trenerem, poznał ludzi, z którymi się związał na całą karierę. Jego asystent Antonio Vieira przeszedł z nim całą drogę, od Madery po Monako. Drugi asystent, Jose Barros, do AS Monaco przyszedł z Camachy. Trener przygotowania fizycznego Nelson Caldeira jest z Madery i z Jardimem wędruje po świecie już od czasów Sportingu Braga. A Jardim jako młody teoretyk był już podczas pracy w Camachy na tyle ceniony, że lokalne władze zamówiły u niego program rozwoju sportu powszechnego i potem program sfinansowały.

Nie obiecam wam, że zostanę tu długo

To w Camachy Jardim z zaufanymi ludźmi zaczął pchać swój kamień pod górę. Klub po klubie, szczebel po szczeblu, z czwartej ligi w górę, przez trzecią, drugą, pierwszą, aż do dzisiejszych sukcesów we Francji i półfinału Ligi Mistrzów. Wyrywał się do tej kariery. W Chaves, swojej drugiej pracy, postawił sprawę jasno: dam z siebie wszystko, ale nie mogę obiecać, że zostanę na dłużej. Jeśli do czterdziestki nie trafię do pierwszej ligi, do jakiegoś dobrego klubu, to rzucam to trenowanie i wracam na Maderę uczyć – zapowiadał. Wprowadził Chaves do drugiej ligi, potem Beira Mar do pierwszej, Bragę oddał na trzecim miejscu w lidze, Sporting na drugim. Olympiakos na pierwszym. Niby był blisko szczytu, a ciągle musiał zaczynać od nowa.

„Ten trener to jakieś UFO”

Do szkoły nie wrócił, ale pozostał trochę panem od wuefu, któremu najlepiej gdzieś w cieniu, który ani się nie wyrywa do wywiadów, ani do błyszczenia. Najbardziej lubi właśnie uczyć. Patrzeć jak rosną piłkarze i drużyny. Gdy w 2014 roku szefowie Monaco powierzyli mu drużynę, „Le Monde” napisało, że ten trener to jakieś UFO które wylądowało w konstelacji gwiazd Monaco. We Francji Jardim był nieznany, żadnych trofeów w CV nie miał, był mało glamour, a jego próby rozmów po francusku wypadały przezabawnie. Kpiny ze swojego francuskiego nadal jeszcze od czasu do czasu słyszy, choć już rzadziej niż w pierwszych dwóch sezonach.

Mało kogo też jeszcze śmieszy, że Jardim każde ćwiczenie chce robić z piłkami. Tak pracować nad kondycją, taktyką, techniką. U portugalskich trenerów to normalne, tak pracuje też Pep Guardiola (żadnego długiego biegania bez piłki). Ale we Francji początkowo dziwiło. A Jardim powtarzał: grania w futbol uczymy się przez granie w futbol i tyle. To nie jest obsesjonat taktyki. Kamil Glik po pierwszych tygodniach w Monaco opowiadał nam na zgrupowaniu kadry, że w porównaniu z tym, co miał w Torino, w Monaco rozmów o taktyce jest mało, a trener każe nastawiać się na atak. 

Taktyka chloroformu: kibice umierają z nudów

To jest największa niespodzianka, jaką Jardim przygotował rywalom: atak. Jeszcze w 2015 jeden z telewizyjnych ekspertów nazywał pomysł Jardima na futbol „taktyką chloroformu”:  bo kibice zasypiają albo umierają z nudów. Gdy wiosną 2015 Monaco przyjechało do Londynu by, jak się okazało, spuścić lanie Arsenalowi w Lidze Mistrzów, drużyna Jardima miała wówczas w lidze francuskiej i Lidze Mistrzów łącznie mniej goli niż meczów. – To co oni robią, nie ma nic wspólnego z futbolem – skarżył się Rudi Voeller, gdy w sezonie 2014/2015 Monaco dwa razy wygrywało w LM z jego Bayerem Leverkusen, stwarzając sobie po pół sytuacji w meczu.

W pierwszym ligowym sezonie z Jardimem Monaco strzeliło ledwie 51 goli. W drugim 57. A w obecnym sezonie ma już 104, jest najskuteczniejszą drużyną Europy po Barcelonie i Realu.  – Jeśli ktoś miałby strzelić miliard goli, to właśnie Monaco – mówił niedawno Pep Guardiola. – Będą strzelali gole, nawet gdy im każesz grać z zawiązanymi oczami – mówił Rudi Garcia, gdy Monaco rozbiło jego Olympique Marsylia. Falcao w dwóch ligowych sezonach w Anglii strzelił łącznie pięć goli. Wrócił ostatniego lata do Monaco i strzelił pięć w 338 pierwszych minutach sezonu.

Zmieniaj, gdy wygrywasz. Gdy przegrywasz, zmieniać jest trudniej

Jardim budował krok po kroku, przez trzy sezony. Zrobił z Monaco najpierw najlepiej broniącą drużynę w lidze, potem najlepiej kontrującą drużynę w lidze. Aż wreszcie po prostu najlepszą w lidze. Z drużyny przyczajonej pod własną bramką zrobił taką, która czeka na rywala już pod jego bramką. Od małych sukcesów odbijał się do większych. Podpisałby się pod tym, co po wyeliminowaniu Barcelony powiedział trener jego półfinałowego rywala Massimiliano Allegri: czas na wprowadzanie zmian w taktyce jest wtedy, gdy wygrywasz. Bo gdy przegrywasz, zmieniać coś bardzo trudno.

W obecnym sezonie poprawił wszystko: równowagę w drużynie, zrozumienie, skuteczność. Zyskał strzelca w odrodzonym Falcao, sprowadził Kamila Glika do akcji ratunkowych w obronie. Wzmocnił boki obrony, gdy przyszli Benjamin Mendy i Djibril Sidibe. Nie bał się eksperymentować, przesunął Fabinho z obrony do pomocy i to był kolejny strzał w dziesiątkę. A jeszcze przecież nie padły w tej wyliczance nazwiska Mbappe, Lemar, Bakayoko. Młode talenty podebrane innym klubom i mądrze prowadzone w Monaco okrzepły właśnie w obecnym sezonie. Jardim doczekał się grupy tak dobrych piłkarzy, że mógł przestawić wajchę, tak mocno suma umiejętności w ataku zaczęła górować nad zaletami defensywy.

Mendy: trener wysuwa zęby i mówi, bierzcie ich!

– Krytykowali go przez dwa lata. Mówili że tylko się broni. A teraz mówi nam: bądźcie agresywni, zjedzcie ich. Pokazuje na usta, wysuwa zęby i mówi: bierzcie ich! – śmiał się niedawno Benjamin Mendy w rozmowie z „L’Equipe”. – Trener to wariat, ale my tak lubimy. Ma dla nas dużo czasu, na rozmowy, na żarty. Ciągle opowiada jakieś anegdoty. To jego wielkość.

Szefowie Monaco od początku wiedzieli, że to żadne UFO, tylko trener skrojony na miarę ich klubu. Wiceprezes Wadim Wasiliew, rządzący AS Monaco w imieniu właściciela Dimitrija Rybołowlewa, lubi mówić nie klub, a projekt. - Dla naszego projektu potrzebowaliśmy trenera, który jeszcze nie jest znany, ale urośnie razem z projektem. Wybraliśmy go ze względu na to jak pracuje z młodzieżą. I że rozumie nasz projekt – cytował wiceprezesa „Guardian”. Rozumie projekt, czyli nie awanturuje się, że mu sprzedają świetnych piłkarzy co lato, tylko co sezon układa puzzle od nowa, a to bez Jamesa Rodrigueza  (stracił go już na wejście, po objęciu klubu), a to bez Yannicka Ferreiry Carrasco, Geoffreya Kondogbii, itd.

Ma czas. Ma zaufanie. Nie ma swobody

Jego umowa z szefami jest prosta: masz czas i masz nasze zaufanie. Ale nie masz swobody. Każdy u nas jest na sprzedaż za odpowiednią cenę. A cena rośnie, bo ty jesteś świetnym nauczycielem. Im lepiej Jardim pracuje, tym więcej puzzli mu wypada następnego lata.

Siłą Monaco jest akademia w La Turbie, a nie fundusz transferowy. Tam ściąga się najlepszych specjalistów, skautów, trenerów młodzieży. Akademia Monaco działa trochę jak elitarny oddział: podbiera innym francuskim klubom najlepszych nastolatków – sama własnych nastolatków się nie doczeka, za mało ludzi w księstwie kopie piłkę – przejmując ich pod swoje skrzydła w najważniejszym dla młodego piłkarza momencie: niedługo przed skokiem w dorosły futbol. Monaco wybiera ich niewielu, najlepszych. Kusi ich m.in. sławą jednej z najlepszych gablot wystawowych w futbolu. Miejsca, w którym się uczy dobrej piłki, daje młodym pierwszeństwo do gry w pierwszej drużynie. Miejsca, z którego się wychodzi dobrze przygotowanym do podbijania świata.

Od psujów do ulubieńców Europy

Jardim ma tych młodych piłkarzy przejmować z akademii i wprowadzać do wielkiej gry. Walczyć o tytuły, ale nie zaniedbywać uczenia.

Lubi uczyć. Jest cierpliwy, nie chowa urazy (np. do Tiemoue Bakayoko, z którym czasem trudno było o kompromis). Szuka wszechstronności u piłkarzy, daje swobodę, eksperymentuje. Od początku stawiał na młodzież, Monaco które w 2015 kosztem Arsenalu awansowało do ćwierćfinału LM (odpadło, jak teraz, z Juventusem, tylko już w ćwierćfinale) też miało wiele młodych talentów. Tylko opinia drużyny psujów to przysłaniała. A teraz młodość i stawianie na atak zrobiło z Monaco ulubieńców Europy. A z Jardima – trenera którego chciałoby mieć u siebie coraz więcej klubów.

 To, że wyrwał mistrzostwo szejkom, jeszcze samo w sobie oszałamiające nie jest, zrobiło to już Montpellier w 2012, czyli wtedy gdy PSG trenował Carlo Ancelotti. Ale Jardim zaszedł też z Monaco dalej w Europie niż paryski klub.

Może do następnego klubu pójdzie już bez pytań: czy to nie za wysokie progi? Może. Na razie ma jeszcze dwa lata kontraktu z Monaco i, przekonuje, nigdzie się nie wybiera.

Więcej o:
Skomentuj:
Mistrzostwo AS Monaco. Syzyfowe prace Leandro Jardima. Żartowali, że to trener UFO, że morduje widzów nudą, śmiali się z tego jak kaleczył francuski. Dziś to on się śmieje
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX