Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Sensacyjny beniaminek rewelacją ligi hiszpańskiej. Szaleli na rynku transferowym i pokonali Barcelonę

- Wiara tworzy nowe możliwości - mówi Diego Martinez, trener Granady CF. Rewelacyjny beniaminek zaskakuje w tym sezonie Primera Division, zajmując obecnie 5. miejsce w tabeli. Ostatnio pokonał Barcelonę, a niebawem zmierzy się z Realem Madryt. Ta wiara może dać Andaluzyjczykom coś więcej, niż tylko walkę o utrzymanie.

Była 2. minuta spotkania Granady z FC Barceloną, kiedy trybuny stadionu Nuevo Los Cármenes eksplodowały z radości. Ramon Azeez dostał znakomite dośrodkowanie od jednego z partnerów i z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki mistrzów Hiszpanii. Na tym piłkarze beniaminka, który sensacyjnie prowadził przez chwilę w tabeli hiszpańskiej ekstraklasy, jednak nie poprzestali. Mimo że mieli niecałe 30 proc. posiadania piłki, to stwarzali groźniejsze sytuacje. W drugiej połowie, po jednej z nich wywalczyli rzut karny, którego na gola zamienił Alvaro Vadillo. Gospodarze utrzymali prowadzenie do końca meczu, notując niespodziewane zwycięstwo.

Być jak kameleon

- Jestem niezwykle zadowolony z moich zawodników, którzy zrobili coś bardzo trudnego. Jestem z nich dumny, bo wiem, że gra na tak dużym poziomie koncentracji przeciwko rywalowi, który należy do światowej czołówki, nie jest łatwą rzeczą – powiedział po zwycięstwie z Barceloną Diego Martinez, trener Granady. - Niezależnie od tego, czy gralibyśmy u siebie czy na wyjeździe, nie mogliśmy się bać. Mówiliśmy zresztą, że wynik będzie zależał już od pierwszego starcia, tego przedmeczowego. Mówiłem, że musimy być jak kameleon, musimy umieć dostosować się do warunków gry z każdym rywalem, a przede wszystkim wierzyć, że możemy wygrać – dodał.

Porównanie do kameleona w tym przypadku było bardzo trafne, ale jak na razie tylko w tym. We wcześniejszych spotkaniach Granada grała bowiem bardzo podobnie – wychodziła odważnie i chciała grać ofensywnie, niezależnie od tego, kto był jej przeciwnikiem. Dopiero w przedostatniej kolejce (po Barcelonie grali jeszcze z Realem Valladolid, z którym zremisowali 1:1) Andaluzyjczycy zagrali bardziej zachowawczo, co zresztą było widać w statystykach. Piłkarze Martineza nawet przez chwilę nie pomyśleli o tym, by iść z Barceloną na wymianę ciosów. W pierwszej połowie byli przy piłce zaledwie przez 29 proc. czasu gry, a w drugiej o sześć proc. mniej. W stwarzaniu zagrożenia im to jednak nie przeszkadzało, bo łącznie wykreowali aż dziewięć sytuacji bramkowych (przy ośmiu Barcelony) i oddali dziewięć strzałów, przy zaledwie dwóch Katalończyków.

Duża liczba strzałów to w ogóle coś, co Granadę wyróżnia. Beniaminek średnio na mecz oddaje 12 uderzeń na bramkę przeciwnika, co w tej statystyce daje mu miejsce w ligowej czołówce. Więcej mają tylko Levante (14.3), Sevilla (12.8) i Real Madryt (17.2). Taką samą średnią pochwalić się może jeszcze Barcelona i Leganes, z którym beniaminek zagra w sobotę.

Częste strzały nie przekładają się jednak tylko na dobrze wyglądające statystyki. Przede wszystkim przynoszą bowiem bramki takie jak ta, którą w meczu z Celtą Vigo z kibicami nowego klubu przywitał się Yangel Herrera, wypożyczony przed sezonem z młodzieżowej drużyny Manchesteru City.

 

(Za) bardzo aktywni w oknie transferowym

Wspomniany Herrera to zresztą nie jedyny nowy piłkarz Granady. Latem do zespołu beniaminka Primera Division dołączyło bowiem aż 11 nowych zawodników. Najwięcej kosztowali Darwin Machis (skrzydłowy Udinese), Domingos Duarte (obrońca Sportingu) oraz Yan Brice (pomocnik Sevilli), za których łącznie zapłacono 7 mln euro. Dodatkowo za 250 tys. euro z Leganes sprowadzono Fede Vico. Budżet transferowy został więc maksymalnie obciążony. Maksymalnie, ale jednak nie tak bardzo, jak ten płacowy, z którego pieniądze klub przeznaczał będzie także na pensje piłkarzy, którzy dołączyli do niego z wolnego transferu. Ismail Koybasi, Roberto Soldado i Maxime Gonalons tani w utrzymaniu z pewnością nie będą. Pierwsza dwójka ostatnio grała w tureckim Fenerbahce, a 30-letni Gonalons został wypożyczony z Romy, która pokrywać będzie tylko część jego wypłaty.

Granada w pewnym momencie na rynku rozkręciła się tak bardzo, że… otrzymała transferowy zakaz. Władze hiszpańskiej federacji piłkarskiej zabroniły jej podpisywania umów z nowymi zawodnikami dopóki szefowie klubu "nie znormalizują kontroli wynagrodzeń". Regulamin Primera Division zakłada, że każdy klub może wydawać tylko sumy, którymi w danym momencie rzeczywiście dysponuje. W przypadku beniaminka stan budżetu przez długi czas pozostawał jednak sprawą niejasną.

Mimo zakazu Granada i tak zdążyła się porządnie wzmocnić, czego dowodem jest to, że w ostatnich meczach niemal połowę podstawowego składu stanowili nowi zawodnicy. M.in. Soldado, były napastnik nie tylko Fenerbahce, ale także Villlarreal, Tottenhamu, Valencii czy Realu Madryt, który w drużynie Diego Martineza ma pełnić rolę lidera w szatni i na boisku. I na razie z tej roli wywiązuje się bardzo dobrze, bo z nim na w składzie drużyna wygrała trzy razy, przegrywając zaledwie raz, a raz notując remis. On sam strzelił zaś jednego gola i zaliczył dwie asysty.

Atmosfera przede wszystkim

11 transferów i sprowadzenie Gonalonsa i Soldado na pierwszy rzut oka pozwalają sądzić, że Granada w pewien sposób „zachłysnęła” się awansem do Primera Division, jak najszybciej chcąc przebudować drużynę. Jest to jednak wrażenie bardzo mylne, bo sam Martinez podkreśla, że każdy transfer jest efektem narad, dyskusji i przede wszystkim określenia profilu gracza, który ma trafić do jego zespołu. Interesują go bowiem nie tylko predyspozycje piłkarskie, ale także te ludzkie, jak zdolności komunikatywne, umiejętność adaptacji w nowych warunkach, czy zwykłe cechy charakteru. 38-letni trener rewelacji obecnego sezonu ligi hiszpańskiej podkreśla, że to atmosfera, a nie indywidualności, jest najważniejsza w budowaniu drużyny, która ma osiągnąć sukces. Dlatego tak bardzo dba o relacje z zawodnikami, często odbywając z nimi rozmowy indywidualne. A w aspektach, z którymi nie zawsze radzi sobie perfekcyjnie, choć perfekcjonistą jest niemal w każdej dziedzinie życia i pracy, pomaga mu Victor Diaz. 31-letni kapitan klubu należącego do Jianga Lizhanga, chińskiego biznesmena. Diaz jest nie tylko łącznikiem między szatnią, a trenerem. Scala bowiem też piłkarzy i dba o to, by szatnia nie dzieliła się na małe grupki. Nie jest co prawda typem zawodnika, który na swoich kolegów krzyczy w trudnych momentach, ale jest kimś, kto potrafi ich poprowadzić w każdej sytuacji.

Coś więcej, niż utrzymanie

Po pięciu pierwszych kolejkach Granada zajmuje 5. miejsce w tabeli, mając na koncie zaledwie jedną porażkę (ani razu w tym sezonie nie przegrał tylko Real Madryt). Utrzymanie tak wysokiej pozycji przez beniaminka do końca sezonu graniczy raczej z cudem, ale już teraz widać, że nie będzie on walczył tylko o utrzymanie. W następnych kolejkach Andaluzyjczycy zagrają kolejno z Leganes, Realem Madryt, Osaasuną, Realem Betis i Getafe. Spośród wymienionych rywali tylko "Królewscy" znajdują się w pierwszej połowie tabeli. Jeśli Granada utrzyma więc skuteczność, będzie mogła uzbierać kolejne punkty, które umocnią ją w górnej połowie tabeli, będącej w jej realnym zasięgu. – Wiara tworzy nowe możliwości – powiedział trener zespołu z południa Hiszpanii po awansie do Primera Division. Teraz ta wiara może zaprowadzić graczy z Nuevo Los Carmenes do ich największych życiowych sukcesów.

Skomentuj:
Sensacyjny beniaminek rewelacją ligi hiszpańskiej. Szaleli na rynku transferowym i pokonali Barcelonę
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX