Sport.pl

Santi Cazorla wraca do reprezentacji Hiszpanii. Po jedenastu operacjach, walce z gangreną i przeszczepie skóry

Santi Cazorla przeszedł własną drogę krzyżową. Z 11 operacjami, fatalną diagnozą, ryzykiem amputacji stopy, przeszczepem skóry, 668 dniami poza boiskiem. Lekarze nie wierzyli, że kiedykolwiek na nie wróci. Cazorla nie dość, że wrócił, to ma za sobą świetny sezon i w piątek dostał powołanie do reprezentacji Hiszpanii.

Ostatni raz zagrał w reprezentacji w listopadzie 2015 roku przeciwko Anglii. To było jeszcze przed serią kontuzji. "AS" informuje, że po otrzymaniu powołania od Luisa Enrique, Cazorla rozpłakał się ze szczęścia. Towarzyszyły temu większe emocje niż wtedy, gdy otrzymał swoje pierwsze powołanie od Luisa Aragonesa. Hiszpania zagra mecze eliminacyjne Euro 2020. 7 czerwca na wyjeździe z Wyspami Owczymi, a 3 dni później u siebie ze Szwecją.

Niemal równo w drugą rocznicę najgorszej diagnozy, jaką Cazorla usłyszał od lekarza w Londynie: - Grać w piłkę? Jeżeli będzie pan w stanie spacerować z synem po ogrodzie, to już będzie spory sukces.

Santi Cazorla przeszedł jedenaście operacji

Nigdy nie cieszył się końskim zdrowiem. Pierwszy raz prawą kostkę złamał w 2009 roku, gdy grał jeszcze w Villarrealu. Cztery lata później, podczas meczu Hiszpania – Chile, pękła mu ta sama kość. Wrócił do gry już po sześciu tygodniach. Zdecydowanie za szybko. - Po rozgrzewce mogę grać. Jednak w przerwie, jak tylko mięśnie nieco wystygną, chce mi się płakać – mówił w wywiadzie dla "Goal.com".

19 października 2016 roku, Arsenal rozbijał Łudogorec w Lidze Mistrzów. Na początku drugiej połowy, Cazorla podał do Oezila, a ten strzelił gola na 4:0. Kilkadziesiąt sekund później Hiszpana nie było już na boisku, kamery odprowadziły go do szatni. Szedł kulejąc, z grymasem bólu na twarzy. Diagnoza? Dość ogólna – uraz kostki.

Rutynowa operacja, kilkanaście szwów, miesiąc przerwy i po bólu - tak miało być. Ale gdy Cazorla ponownie stawił się w szpitalu na zdjęciu szwów, okazało się, że rana się nie zagoiła. Znów przeprowadzono rutynową operację. Jedną, drugą, trzecią. Skończyło się na jedenastu. - W nocy ranę wypełniała żółta ciecz. Szyli mnie, a rana znów się otwierała. Było jeszcze więcej płynu. Lekarze przeszczepili skórę, lecz nie wiedzieli, że w środku wyżerają mnie bakterie – opowiadał Cazorla w rozmowie z "The Guardian".

Lekarze przecierali oczy ze zdumienia

- Przyszedł do mnie Arsene Wenger i powiedział, że dadzą mi jeszcze jeden rok kontraktu. Docenili mnie, chcieli, żebym skupił się na sobie. Przeszedł operacje, wyzdrowiał i wracał do nich – mówił. Lekarze w Londynie tylko przecierali oczy ze zdumienia. Nie potrafili mu pomóc, tkwili w miejscu. Cazorla szukał pomocy w Hiszpanii, gdzie trafił pod skalpel doktora Mikela Sancheza. Usłyszał od niego, że jest najbardziej beznadziejnym przypadkiem jaki widział. Ale to on znalazł dwie bakterie w ścięgnie piłkarza i jedną w kości. – Otwierali ranę tak długo, aż zobaczyli, że gangrena zżarła osiem centymetrów mojego ścięgna. Doktor sprawdził też jaki jest stan mojej kości. Dotknął jej i stwierdził, że jest jak z plasteliny – wspomina Cazorla.

Dr Sanchez, by walczyć z gangreną, wdrożył kurację antybiotykami. Zadziałała. Później zrekonstruował też ścięgno i pozwolił Cazorli uwierzyć, że wciąż będzie pełnosprawnym człowiekiem. Że będzie mógł wyjść z dzieckiem na spacer. O powrocie na boisko nawet nie myślał.

Teraz fragment tatuażu z lewej ręki ma na kostce przy prawej stopie. Przeszczepiono mu fragment skóry z wytatuowanym imieniem córki. – Chyba nie da się tego tatuażu naprawić. Zostawię go tak, jak jest. Teraz ma nawet więcej sensu – stwierdził Santi.

Santi Cazorla wrócił w sposób magiczny

Wziął go do siebie Villarreal. Trochę na zasadzie wyrażenia wdzięczności za to, co zrobił dla klubu zanim odszedł do Malagi, a stamtąd do Arsenalu. Dali mu szansę i przywitali z honorami. Stworzono hasztag #VuelveLaMagia (magia powraca). Trafnie, bo przecież sam powrót na boisko po takich przejściach jest przecież czymś niewyobrażalnym. Wracała też magia samego Cazorli. Piłkarza, którym zachwycał się nawet Xavi. Były zawodnik Barcelony nie mógł zrozumieć, dlaczego jego klub nie sprowadził Cazorli na Camp Nou i jak to możliwe, że Santi nie wychował się w La Masii. Grał przecież jakby przeszedł przez wszystkie jej szczeble.

Nikt nie miał jednak pewności, że ta magia wciąż w nim jest. Mogła przecież zostać wycięta podczas którejś z operacji. Podczas jego prezentacji na murawie El Madrigal ustawiono szklaną kapsułę i zatrudniono magika, który wypełnił ją gęstym białym dymem. Z jego oparów wyłonił się Santi Cazorla. Kontuzje go omijały. Grał regularnie – od początku roku przegapił w La Liga zaledwie 22 minuty. Magia wróciła. Cazorla w 45 meczach we wszystkich rozgrywkach strzelił 7 goli i zaliczył 11 asyst. Nie mogło to umknąć uwadze Luisa Enrique.

Więcej o:
Komentarze (2)
Santi Cazorla wraca do reprezentacji Hiszpanii. Po jedenastu operacjach, walce z gangreną i przeszczepie skóry
Zaloguj się
  • buk.horror.dulszczyzna.00

    Oceniono 2 razy 2

    Leczył się na NFZ?

  • agonda

    0

    Oh, Santi Cazorla! Tego zaśpiewu najbardziej mi brakuje na The Emirates.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX