Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

La Liga. Vinicius Junior, nadzieja Realu Madryt, wiele rzeczy w karierze robił szybciej niż Neymar. Ale czy jest już gotowy do wielkiego grania w Europie?

Cień wisi nad trenerem Realu, ktokolwiek nim jest i będzie: cień Viniciusa Juniora. Julen Lopetegui nie spieszył się z wprowadzaniem najdroższego dziecka świata w dorosłość. Santiago Solari jest odważniejszy. I już coś na tym ugrał.

Robiło się duszno nie do wytrzymania, a Vinicius Junior wszedł i pootwierał okna. Nie chodzi tylko o to, że przerwał męczarnie Realu z Realem Valladolid, dając w 83. minucie prowadzenie: jego zagranie skończyło się samobójczym golem Kiko Olivasa. Chodzi o to, że już samym wejściem odmienił nastrój. To było nieprzyjemne popołudnie na Santiago Bernabeu, kibice od początku dawali odczuć, że są postawą piłkarzy w obecnym sezonie mocno poirytowani, rozwinęli transparent o tym, że za klubowy herb trzeba umierać, były gwizdy na Sergio Ramosa i Garetha Bale’a, Real grał słabo. Ale Vinicius Junior się z tym wszystkim co złe nie kojarzy.

On jest obietnicą, że będzie lepiej. Że nawet w słabym meczu wymyśli coś nieszablonowego. I tak został przyjęty przez trybuny: nawet jeśli zagra tak sobie (a nie wszystko mu się w sobotę udawało) i będzie się uczył na błędach, to przynajmniej wniesie dobrą energię. A ona się teraz bardzo liczy w Madrycie. Trzy minuty przed wejściem Brazylijczyka schodził z boiska Bale: bez gola w siódmym kolejnym meczu, obrażony na cały świat, minął się z Santiago Solarim jakby się nie znali. Vinicius wszedł w 74. minucie, zmieniając Marco Asensio. Po siedmiu minutach miał już gola. I po zdobyciu bramki popędził do Solariego, żeby go wyściskać. Choć właściwie lepiej byłoby napisać, że się pobiegł przytulić, bo tak to wyglądało.

„Przypomniałem mu, żeby też bronił. Bo resztę on już wie”

- Przypomniałem mu przed wejściem, żeby też bronił. Bo resztę on już wie – mówił potem Solari o 18 minutach gry Viniciusa. To o sześć minut więcej niż Brazylijczyk uzbierał w meczach o punkty podczas całej kadencji Julena Lopeteguiego. Były trener wpuścił go tylko na dwie minuty z Atletico i na 10 z Alaves, mimo sugestii, że Florentino Perezowi zależy, żeby stawiać na Brazylijczyka odważniej. Lopetegui nie zabrał go w ogóle na El Clasico, choć klub powalczył, żeby Viniciusowi anulować kartkę z meczu Realu Castilla, która początkowo wykluczała go z gry przeciw Barcelonie. Były trener sprawdzał osiemnastolatka w letnich sparingach, tuż po przeprowadzce z Rio do Madrytu. Próby wypadły zachęcająco. Ale na śmielsze stawianie na niego w meczach o stawkę Lopetegui się nie zdobył, choć dość często włączał go do kadry meczowej, również w Lidze Mistrzów.

Solari, który prowadził Viniciusa w drugiej drużynie Realu, zaryzykował. Najpierw wystawił Brazylijczyka w podstawowym składzie na swój debiut, mecz Pucharu Króla z Melillą. I dostał od Viniciusa dwie asysty. W lidze też ryzyko nie zostało bez nagrody. A Vinicius  trafił na okładki madryckich gazet. Solari po meczu tonował nastroje, prosił by dać piłkarzowi czas, żeby zaczekać z ocenami co najmniej dwa lata. To jest dziś jedno z najważniejszych zadań trenera Realu, nieważne kto nim będzie: nie zgubić Viniciusa, ochronić go przed presją, rozwinąć talent. Przypilnować, żeby z kolejnego cudownego dziecka brazylijskiej piłki wyrósł raczej drugi Neymar niż drugi Robinho (czy też kolejny Lucas Mourą, bo to on jest trzeci na liście najdrożej sprzedanych z Brazylii). A najlepiej – lepszy Neymar, ktoś kto wreszcie da Brazylii Złotą Piłkę, na którą tamtejszy futbol czeka już od 2007 roku.

45 milionów za szesnastolatka, który zagrał 20 minut z seniorami

Nikt nigdy w futbolu nie zapłacił tyle za dziecko. Real umówił się z Flamengo na 45 milionów euro w 2016 roku, gdy Vinicius Junior  miał 16 lat. I do momentu, gdy zaczynały się negocjacje transferowe Real-Flamengo, Vinicius nie zdążył jeszcze kopnąć piłki w oficjalnym meczu seniorów. W chwili ogłoszenia szczegółów tego transferu, pod koniec maja 2017 roku, miał za sobą dwa występy we Flamengo: obydwa po niewiele ponad dziesięć minut, obydwa dość chaotyczne. A i tak kilkudziesięciotysięczny tłum kibiców na Maracanie śpiewał na jego cześć w dniu debiutu. Ledwie trzy dni po włączeniu go do kadry pierwszego zespołu.

Real Madryt ogłosił transfer w maju 2017, ale umowa mogła w pełni wejść w życie dopiero w 2018, gdy Vinicius stał się pełnoletni. Ale akurat on zdążył się już przyzwyczaić, że wszystko w jego karierze dzieje się z wyprzedzeniem. Do Madrytu też przeniósł się z wyprzedzeniem, początkowo planowano, że zrobi to w 2019 roku. Po przeprowadzce do Madrytu nie od razu przydzielono mu numer, nie od razu było jasne, czy nie zostanie gdzieś tymczasowo wypożyczony. Ale wolał zostać w Realu, nawet w drugiej drużynie, niż próbować szczęścia gdzie indziej. Jeśli tak na to spojrzeć, to już i te 12 minut u Lopeteguiego to było coś. Ale w przypadku Viniciusa jest ciągła presja na więcej, szybciej, odważniej.

Gotowy do wielkich epizodów. Ale czy gotowy do regularnej gry?

On zawsze grał ze starszymi. Debiutował w lidze brazylijskiej szybciej niż Neymar. Jest drugim po Neymarze najdroższym piłkarzem kupionym z Brazylii. Różnica polega na tym, że Neymar był kupowany z Brazylii do Europy jako gwiazda wyrastająca ponad ligę brazylijską, wręcz zmanierowana przewagą nad rywalami, dostająca miliony od sponsorów. A i tak potrzebował czasu, żeby się europejskiej piłki nauczyć, rozbudować mięśnie. Vinicius był w chwili ustalenia ceny w 2016 roku wyłącznie obietnicą. Piłkarzem, który w rozgrywkach siedemnastolatków ośmieszał rywali seriami trików i był najlepszym piłkarzem mistrzostw Ameryki Południowej w tej kategorii wiekowej. Minęły dwa lata i pokazał, że przeskok do seniorskiej piłki go nie przytłoczył. Ale 49 meczów i 10 goli w lidze brazylijskiej i Copa Libertadores w dwa lata, z czego 19 meczów w podstawowym składzie, to jeszcze nie jest odpowiedź na pytanie, czy jest już gotowy do wielkiego grania w Europie. Na pewno jest gotowy do wielkich epizodów, ale też wiele jeszcze nauki przed nim. Tostao, brazylijski mistrz świata i felietonista „Folha do Sao Paulo”, poradził mu kiedyś, żeby się pozbył chęci zamieniania każdego zagrania w pomnik. Bywał chaotyczny, niedokładny, za bardzo mu się czasem spieszyło do zachwycania. I nadal trzeba go pilnować, by zadań sobie sam nie komplikował.

Florentino Perez już nie chce Złotych Piłek kupować. Chce je sobie wychować

Na początku kadencji Santiago Solariego Vinicius okazuje się bardzo dobrym lekarstwem na niektóre problemy Realu. Jest też w pewnym sensie, i absolutnie nie ze swojej winy, symbolem obecnych problemów Realu. Czy może lepiej: obecnej sytuacji Realu. Florentino Perez się zmienił, od kilku lat nie jest już prezesem, którego cieszy, że może przelicytować każdego rywala. Bardziej go zaczęło cieszyć, że sprzątnie rywalom perłę sprzed nosa, zanim się zorientują, ile jest warta. Przestał kupować zdobywców Złotych Piłek. Przestał szukać okazji do bicia rekordów. Można nawet odnieść wrażenie, że z czasem stracił sentyment do tych, dla których bił rekordy transferowe: dla Cristiano Ronaldo, dla Garetha Bale’a.  Wymarzył sobie, że będzie wyszukiwać piłkarzy, którzy mogą dorosnąć do Złotych Piłek w Madrycie. Tak jak kupiony w promocji Marco Asensio, czy właśnie Vinicius Junior, niby rekordowo drogi na swój wiek, ale jednak dający widoki na pomnożenie wartości. Od wygranego finału Ligi Mistrzów w Lizbonie w 2014, czyli od początku kilkuletniej dominacji Realu w Lidze Mistrzów, Perez wydał łącznie na transfery nie tylko znacznie mniej niż Barcelona, również mniej niż Atletico. Ale i przekonał się, choćby na przykładzie Marco Asensio, który zachwycał półtora roku temu, a dziś nie zachwyca, że nie da się prowadzić młodego piłkarza po krzywej ciągle wznoszącej, że na takiej drodze przebudowywania drużyny jest mnóstwo wiraży. Ale Santiano Solari na pewno wie, że nawet jeśli Perez już się o tym przekonał, to i tak za kłopoty Realu na takim wirażu zapłacić będzie musiał trener.

Real Madryt chce zaproponować 95 mln euro wymarzonemu trenerowi

Barcelona straci piłkarza? Żałuje transferu i chce odejść

La Liga. Real Madryt nie bez problemów wygrał z Realem Valladolid

Więcej o:
Komentarze (3)
La Liga. Vinicius Junior, nadzieja Realu Madryt, wiele rzeczy w karierze robił szybciej niż Neymar. Ale czy jest już gotowy do wielkiego grania w Europie?
Zaloguj się
  • skokens

    Oceniono 1 raz 1

    Pobanujcie tych alfonsow

  • bigosmiszcz

    Oceniono 3 razy -1

    Real się skończył.

  • boliver

    Oceniono 2 razy -2

    Nowe,,, pilne,,

    HALLOWEEN DALEJ W MUNICH,, bayern to zlomowisko

    BVB LIDEREM BUNDESLIGI,,
    Super Bvb BVB bvb BVB I tylko BVB

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX