Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

La Liga. Kto pierwszy wyjdzie z dołka? Real i Barcelona rozpoczynają tydzień prawdy

Barcelona i Real znów idą łeb w łeb, ale w przeciwieństwie do poprzednich sezonów co chwilę uderzają tymi łbami w ścianę.- Tracimy stanowczo za dużo punków, a wciąż wszystko jest w naszych rękach - dziwi się sam Lopetegui. Przerwa reprezentacyjna również Valverde miała pomóc zażegnać kryzys. Weryfikacja nastąpi już w najbliższym tygodniu.

Dwa zwycięstwa w dziesięciu meczach to wspólny dorobek Realu i Barcelony z ostatnich pięciu kolejek. W Madrycie tak źle nie było od 33 lat, więc posada Julena Lopeteguiego już teraz wisi na włosku. Trener „Królewskich” może wypłakać się w rękaw Ernesto Valverde i liczyć na pełne zrozumienie. Kryzys w Madrycie jest mniej dramatyczny tylko dlatego, że w Barcelonie jest równie źle. Na horyzoncie widać już „El Clasico”, potencjalnie - punkt zwrotny dla zespołu, który zwycięży.

Bundesliga. Bayern Monachium zwołał specjalną konferencję

Real nie strzela…

Florentino Perez był gotowy zwolnić Lopeteguiego dzień po porażce z Alaves, ale odwiedli go od tego współpracownicy tłumacząc, że trener wciąż ma poparcie piłkarzy i trudno będzie naprędce znaleźć następcę. Real już latem odbił się od kilku drzwi zanim zapukał do Lopeteguiego, więc teraz zagrał na czas i pozostawił Hiszpana do „El Clasico”. Jeśli Lopetegui na Camp Nou polegnie, Perez będzie już dogadany z jego następcą. Posada Hiszpana jest tak niepewna, bo „Królewscy” od blisko siedmiu godzin nie zdobyli bramki. W historii Realu Madryt było tylko dwóch trenerów, których drużyny były równie nieskuteczne. W 1985 roku Amancio natychmiast wyrzucono z klubu, a w 1982 Vujadin Boškov został zwolniony jedenaście dni po ostatnim nieudanym spotkaniu. Mało tego, sam Perez po podobnym rozpoczęciu sezonu 2005/2006 podał się do dymisji.

Część kibiców nie jest zaskoczona takim przebiegiem tego sezonu i wytłumaczenia szuka w tzw. klątwie Heynckesa. Przekleństwo polega na tym, że każdy trener przejmujący zespół z rąk zdobywcy Ligi Mistrzów, okazuje się niewypałem. Zapoczątkowało to właśnie zwolnienie Niemca, który wygrał Champions League w 1998 roku. Zatrudniony po nim Camacho był trenerem Realu przez 21 dni, a mający ratować sezon Guus Hiddink też nie dał rady go dokończyć. W kolejnych latach sytuacja powtarzała się po zwolnieniu Del Bosque, gdy „Królewskich” przez jeden sezon prowadził Carlos Queiroz i po wyrzuceniu Ancelottiego. Jego następcą był Benitez, którego już w styczniu zastąpił Zidane. Francuz wygrał aż trzy Ligi Mistrzów, więc aż trudno sobie wyobrazić, jak bolesne będzie działanie klątwy w tym przypadku.

Pierre-Emerick Aubameyang nie poleciał na mecz, bo nie spodobał mu się samolot. Kuriozalne zachowanie reprezentanta Gabonu

A poważniej - wraz z przyjściem Lopeteguiego zmienił się styl gry Realu. Teraz piłkarze częściej utrzymują się przy piłce, wymieniają więcej podań, ale nie przynosi to żadnego efektu, bo są przy tym mało dynamiczni. Julen zaproponował styl, który kompletnie nie sprawdza się w tym sezonie La Liga. W ostatniej kolejce wygrały tylko dwa zespoły, które miały większe posiadanie piłki. Athletic (69 proc.), Real (70 proc) i Barcelona (76 proc) całkowicie zdominowały swoich rywali, ale nie wygrały meczów. Miniona kolejka nie jest żadną anomalią, bo od początku rozgrywek większe posiadanie piłki nie jest gwarancją sukcesu. Wręcz przeciwnie. Z 79 meczów, które dotychczas rozegrano jedynie w 24 zwyciężyły zespoły, które częściej były przy piłce. To 30 proc. wszystkich spotkań.Dwutygodniowa przerwa na mecze reprezentacji miała pozwolić Lopeteguiemu nadać zespołowi więcej dynamiki. „Dynamika” to kluczowe słowo w rozmowach sztabu, przewija się w co drugim zdaniu.

Trudno nawet postawić diagnozę, dlaczego Real nie może strzelić gola. Przeciwko CSKA mówiono o pechu, bo piłkarze trzy razy trafiali w słupek lub poprzeczkę, ale już w Alaves nie wypracowali sobie żadnej okazji i byli do bólu przewidywalni. W dodatku spotkanie z kontuzjami kończyli Benzema i Bale.

Krzysztof Piątek ulubieńcem kibiców. Gigantyczna kolejka do Polaka

…Barcelona traci na potęgę

Barca straciła dziewięć bramek w ośmiu meczach ligowych i pod tym względem jest słabsza od dziesięciu drużyn w lidze, m.in. od Realu Valladolid, Betisu, Alaves, Getafe. Piłkarze Valverde już sześć razy w tym sezonie musieli gonić wynik i tylko dwa razy udawało im się odwrócić losy meczu. - Kiedy przeciwnik się cofa i dobrze broni, spotkanie staje się trudne. Rywale czekają na błąd i przełamują naszą obronę. Trudno grać w ten sposób, to nieustanna walka– mówił Ernesto Valverde po meczu z Valencią.

Jego Barcelona odważnie gra pressingiem i najczęściej ze wszystkich zespołów LaLiga odbiera piłkę na połowie przeciwnika. Portal „futbolavanzado.com” przeanalizował pracę defensywną hiszpańskich drużyn i dowiódł, że najważniejsze w meczach z Barcą jest przedostanie się z piłką pod jej pole karne. Tam dużo łatwiej ją utrzymać i zdobyć bramkę. W pierwszej strefie boiska (od własnej bramki do około 30. metra) jej obrońcy odzyskują piłkę najrzadziej ze wszystkich zespołów (30,8 proc. wszystkich odbiorów). Dla porównania, prowadząca w tabeli Sevilli, niemal zupełnie rezygnuje z gry pressingiem i czeka na rywala na swojej połowie. Również Real i Atletico ustawiają się dużo głębiej od Barcelony.

Obrońcy, na których stawia Valverde popełniają sporo indywidualnych błędów, a największa krytyka spada na Gerarda Pique. Podczas przerwy na mecze reprezentacji trener dał swoim zawodnikom cztery dni wolnego, które środkowy obrońca wykorzystał na podróż do Szanghaju. Tam starał się przekonać tenisistów ze światowej czołówki do nowego formatu Pucharu Davisa, opracowanego przez jego firmę. Władzom Barcelony nie spodobał się ten wyjazd i przemierzenie 20 tys. kilometrów na kilka dni przed kluczowym tygodniem dla drużyny. – Wśród władze panuje przekonanie, że Pique bardziej skupia się na sprawach biznesowych niż na grze – stwierdzili dziennikarze w „El Chiringuito”. 

Łukasz Piszczek: Jeśli zdrowie pozwoli, być może zakończę karierę w Polsce

Czas leczy rany, los powoduje nowe

Valverde od początku sezonu szukał idealnego zestawienia środkowych obrońców. Problem rozwiązał się sam, ale w sposób najgorszy z możliwych. Przez najbliższe tygodnie jedynie Pique i Lenglet będą zdrowymi piłkarzami mogącymi grać na tej pozycji. Kontuzje wykluczyły Umtitiego (możliwa operacja i 4 miesiące przerwy) i Vermaelena (wróci w grudniu). Trenerzy mają jednak świadomość, że w przypadku Belga nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się kolejny uraz. Pique też miewał w tym sezonie problemy z kolanem i istnieje obawa, że przy zwiększonej liczbie meczów kontuzja powróci. Z kolei Lenglet jest e nowym w klubie od niedawna i dopiero nabiera zrozumienia z nowymi kolegami. Dotychczas Pique i Lenglet grali ze sobą przez 340 minut i stracili w tym czasie cztery gole (średnio co 85 minut). To wynik zbliżony do średniej z tego sezonu (Barca traci gola raz na 82,5 min), ale gorszy od pary Pique-Umtiti (gol co 91 min). Valverde może panikować przy każdym upadku, któregoś ze środkowych obrońców, bo nie ma oczywistej alternatywy i już teraz chodzi mu po głowie przestawienie na środek obrony Sergio Busquetsa. Hiszpan jest jednak powolny, a na tej pozycji, przy wysoko grającej Barcelonie, niedostatki mogą być jeszcze bardziej widoczne.

Odetchnąć może za to Julen Lopetegui, bo po przerwie reprezentacyjnej ma do dyspozycji dwóch fundamentalnych piłkarzy – Isco i Marcelo. Pomocnik musiał pilnie przejść zabieg wycięcia wyrostka robaczkowego, a Brazylijczyk wypadł z gry dzień po nim, w meczu z Sevillą. Wtedy rozpoczęły się problemy Realu. Obaj powinni zagrać przez kilka minut w starciu z Levante. W czwartek, do wspólnych treningów z drużyną, po 12 dniach wrócił też Gareth Bale.

Paweł Brożek: Carlitos? Jedni ciężko pracują, inni jedzą pizzę i piją piwo

Wielki tydzień

W poprzednich sezonach o tej porze, wiadomo już było, że o tytuł znów powalczą Barcelona i Real, a jedynym zagrożeniem może okazać się Atletico. Trwające rozgrywki są wyjątkowe, bo po ośmiu kolejkach pierwszy i szósty zespół dzielą zaledwie dwa punkty. Tabela jest spłaszczona do granic możliwości, a układ spotkań powoduje, że kilka drużyn z czołówki prawdopodobnie straci punkty w najbliższych tygodniach.

Siedem meczów w 23 dni – to wyzwanie, przed którym stają Barcelona i Real. „Nadchodzi wilk” – pisze „L’Esportiu” zauważając, że wypoczęty po przerwie reprezentacyjnej Messi, przyjmie na Camp Nou swoje ulubione ofiary: Sevillę i Real Madryt. To próba znalezienia pozytywów w bardzo trudnej sytuacji, bo Barcelonie przyjdzie w jednym tygodniu zagrać z liderem La Liga, walczyć z Interem o pierwsze miejsce w grupie Ligi Mistrzów i przyjąć u siebie Real.

Tylko pozornie łatwiej mają „Królewscy”, którzy w Champions League zagrają z Viktorią Pilzno, a w lidze podejmą u siebie Levante. Presja w tych meczach będzie jednak olbrzymia, licznik minut bez strzelonego gola będzie bił dalej, a hiszpańscy dziennikarze już teraz przekonują, że w przypadku jakiejkolwiek wpadki, Lopetegui może nie doczekać meczu z Barceloną. Perez drugi raz nie posłucha swoich współpracowników.

Szymon Żurkowski zagra we Włoszech? Fiorentina zainteresowana sprowadzeniem pomocnika Górnika Zabrze

Więcej o:
Komentarze (1)
Kto pierwszy wyjdzie z dołka? Real i Barcelona rozpoczynają tydzień prawdy
Zaloguj się
  • zlooty666

    0

    Przyznam ,że najwyższy czas. Ligi hiszp. nie dało się już od paru lat oglądać. Czekać tylko na derby 2 razy w roku to trochę żenujące dla całej ligii. Nie ma porównania do Premier L. , która jest najciekawsza obecnie w Europie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX