Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bayern Monachium oszalał i jedzie pod prąd, krzycząc: "uwaga, tu sami szaleńcy"?

Czy to Bayern oszalał i jedzie przez rynek transferowy pod prąd, krzycząc: "uwaga, bo tu sami szaleńcy!"? Czy może w tym szaleństwie jest metoda? W piątek o 20:30 meczem Bayern Monachium - Hertha zaczyna się sezon ważnych pytań w Bundeslidze.

- Gdybyście wiedzieli, kogo już sobie nie zapewniliśmy na przyszły sezon - powiedział w lutym Uli Hoeness. Nie, wróć. Powiedział: „gdybyście wiedzieli, kogo już sobie zapewniliśmy”. Nie „nie zapewniliśmy”. Ale przecież akurat prezes Bayernu mógł równie dobrze powiedzieć właśnie tak. Bo śledząc transfery tego klubu można mieć wrażenie, że czasem jego szefów bardziej od zrobionych transferów cieszy to, że jakiegoś transferu nie zrobili. Że się nie wpakowali na jakąś transferową minę, że gdy wszyscy wokół dociskają gaz, Bayern szukał w ostatnich latach hamulca. A i tak przecież nie uniknął wpadek, choćby z wyrzuceniem 35 mln euro na cud jednego lata, Renato Sanchesa.

My nie chcemy Neymarów i Dembele’ów, bo mamy rodzinę i ciepło

Ale co to jest czekanie aż odpali niewypał za 35 mln euro, w porównaniu z problemami współczesnego świata: pozbyciem się wiecznie skrzywionego geniusza kupionego za 222 miliony, znalezieniem klubu dla walijskiego golfisty, który kosztował ponad 100 mln czy luksusowego rezerwowego z Brazylii, który w wersji podstawowej kosztował 105 mln funtów. Więc Uli Hoeness spokojnie może patrzeć z góry i mówić: gdybyście wiedzieli, jak nas cieszy, że kiedyś nie walczyliśmy mocniej o Neymara. Gdybyście wiedzieli, jak nas cieszy, że sobie kiedyś darowaliśmy Alexisa Sancheza. I tak dalej, i tak dalej. Tyle, że przy obecnych nastrojach wśród kibiców Bayernu raczej tak nie powie. Frustracja rośnie, bo ostatnio Bayern sprawia wrażenie, że właściwie o nikogo nie walczy dość mocno, nieważne czy chodzi o gwiazdę klasy Leroya Sane, czy klasy Hakima Ziyecha, czy piłkarza przyszłości takiego jak Marc Roca czy Callum Hudson Odoi. A tego luksusowego rezerwowego z Brazylii Bayern chętnie by najpierw z Barcelony wypożyczył, a potem ewentualnie dopiero kupił, żeby się nie okazało, że Philippe Coutinho skończy w Bayernie z takim samym niedosytem z jakim kończył James Rodriguez. – Naszą odpowiedzią na Neymarów i Dembele’ów tego świata jest rodzinna atmosfera i ciepło – mówił Hoeness dwa lata temu. I czasami Bayern zdaje się tak długo sprawdzać, czy ktoś tej atmosfery nie zmąci, że najlepsze okazje uciekają. Nie tylko jeśli chodzi o zawodników, ale i trenerów.

Rummenigge: Griezmann, dwucyfrowa pensja w milionach. Netto! Nie można sobie dać włożyć takiego plecaka

Od dłuższego czasu – pewnie od kryzysu rządów Carlo Ancelottiego w 2017 – bardzo trudno powiedzieć, w co Bayern gra, jakie credo się właściwie kryje pod słynnym Mia san Mia – my to my – i co to jest „Bayern way of life”, którą deklarował UIi Hoeness, gdy wracał do władzy po karze więzienia za oszustwa podatkowe. Znacznie łatwiej powiedzieć, w co Bayern nie gra. Jego szefowie przypominają o tym na każdym kroku. – My tu nie gramy w „Monopol” – mówił w maju Uli Hoeness. – Wydając 80 mln euro doszliśmy do pewnej granicy i nie sądzę, żebyśmy ją przekroczyli przy następnych transferach – mówił Hoeness. Te słowa padły ledwie trzy miesiące przed tą absurdalną historią z pozyskiwaniem Leroya Sane. 80 mln euro za Lucasa Hernandeza to było niemal podwojenie dotychczasowego rekordu Bayernu, czyli 41,5 mln wydanych na Corentina Tolisso. 150 mln na Leroya Sane to byłoby przebicie niemal czterokrotne i aż nie chce się wierzyć, że ten transfer był rzeczywiście tak realny jak to w pewnym momencie opisywano. Już bardziej realny wydaje się po kontuzji, gdy cena może spaść w okolice granicy bólu.

Granicą bólu nazwali szefowie Bayernu transferowy próg 80 mln euro. Następny przystanek w tym rozkładzie jazdy Hoenessa i Karla Heinza Rummenigge to już granica szaleństwa, jak prezes określił transfery ponad 100 milionów. I zapowiadał, że jeśli ceną za wygranie Ligi Mistrzów mają być transfery za 200 czy 300 mln euro, to on dziękuje za takie trofeum. A Karl Heinz Rummenigge mówił niedawno o innym szaleństwie, nie tak spektakularnym jak transferowe rekordy, ale jeszcze groźniejszym dla budżetu: gwiazdy oczekują, że będą zarabiać netto tyle, ile do tej pory zarabiały brutto. – Kierunek: netto! Weźcie przypadek Griezmanna. Dwucyfrowa pensja w milionach. Rocznie. Netto! I weź to pomnóż teraz razy dwa, bo przecież podatek musi zapłacić klub. Piękny plecak sobie dajesz założyć – mówił Rummenigge. I wrócił razem z Hoenessem umacniać Bayern jako przedmurze finansowego fair play. Podwójnie bohaterskie, bo akurat Bayernowi finansowe fair play pozwoliłoby wydać dużo więcej. Ale oni dwaj wydawać nie chcą. Nie obchodzi ich ani histeria w prasie, ani drwiny z dyrektora sportowego Hasana Salihamidzicia. Ani to, że piłkarze proszą, jak Robert Lewandowski, podpowiadający że trzeba jeszcze dwóch skrzydłowych i kogoś do środka, albo jak menedżer Manuela Neuera, który powiedział w imieniu klienta, że Bayern nie dość się wzmacnia. – A my po wewnętrznych rozmowach w ogóle nie jesteśmy nerwowi. Jeśli ruszy transferowe domino, na pewno będziemy gotowi. Zajęliśmy pozycje, jest czas do 2 września. Oddaliśmy tylko jednego piłkarza, który grał ostatnio regularnie w podstawowym składzie. Niech nasi kibice nie marnują czasu na myślenie, że nie mamy dość mocnego składu, by zostać mistrzem ósmy raz z rzędu i liczyć się w pucharach – mówił Rummenigge.

Pavard, Hernandez, Perisić: transfery medialnie fantastyczne. Ale rok temu

Ten jeden sprzedany z podstawowych piłkarzy, o którym mówił Rummenigge, to Mats Hummels, który sam chciał wracać do Borussii Dortmund, bo nie czuł się wystarczająco doceniany. Zszedł latem z listy płac Bayernu duet Franck Ribery-Arjen Robben, odszedł niezadowolony Rafinha. Przyszli Lucas Hernandez za wspomniane 80 mln, Benjamin Pavard za 35, Jan Fiete-Arp za 3 mln i wypożyczony last minute Ivan Perisić. I jest z tą grupą nowych taki problem, że gdyby Bayern sprowadził ich rok temu, to Rummenigge i Hoeness mogliby wchodzić na jak „Wilk z Wall Street” do biura i czekać na owacje. Pavard? Mistrz świata po świetnym mundialu. Hernandez? Mistrz świata po świetnym mundialu. Perisić? Żelazne płuca i żelazne serce Chorwacji, autor wyrównującego gola w finale, odporny na kontuzje, zżyty z zaczynającym pracę w Bayernie Niko Kovacem. Bingo. Ale w 2019? Na Pavarda zawsze można wybrzydzać, dlaczego Bayern nie powalczył o niego mocniej rok wcześniej (tak jak teraz nie chce walczyć o Timo Wernera z RB Lipsk, tylko czeka do następnego lata). Na Lucasa Hernandeza, że w międzyczasie złapał kontuzję i zaczął prawdziwe przygotowania tuż przed sezonem. Gorączka na punkcie talentu Jana-Fiete Arpa też mocno zelżała. A Perisić nie przychodzi jako żelazne płuca Chorwacji, tylko zbędne płuca Interu, bo jego nowy trener Antonio Conte uznał po eksperymentach przed sezonem, że Chorwat nie pasuje mu ani na wahadłowego, ani napastnika, więc może odejść. I do tego jeszcze nie może zadebiutować już dziś z Herthą, bo musi wyczyścić się z kartek z poprzedniego sezonu Serie A.

Szyderstwa sobie, gablota z trofeami Bayernu sobie

To wszystko napędza kolejne szyderstwa z Bayernu i jego transferowej nieśmiałości. Zwłaszcza w porównaniu ze śmiałością Borussii, która swoich nowych (Hummels, Thorgan Hazard, Nico Schulz, Julian Brandt) ściągnęła za grube pieniądze jeszcze przed okresem przygotowawczym. Ale czasem to już jest w przypadku Bayernu krytyka dla krytyki, oderwana od rzeczywistości. Zwłaszcza od rzeczywistości gabloty z trofeami Bayernu. Oderwana od transferowej historii tego klubu, który od lat świetnie wzmacniał się na wyprzedażach, w transferowym dominie, szukając wygasających kontraktów i niedoszacowanych kwot odstępnego. Na wyprzedaży był Arjen Robben, którego Real już tak nie chciał, że nie przewidział dla niego szafki w szatni na nowy sezon. Joshuę Kimmicha udało się przechwycić za 8 mln euro. Roberta Lewandowskiego bez odstępnego, a przecież Bayern mógł mocniej powalczyć o niego w 2013, nawet w stanie wojny z BVB po wyrwaniu jej Mario Goetzego. Ale wolał poczekać, aż przyjdzie bez płacenia Borussii. Wyrywał Neuera z Schalke nie przekraczając 30 mln euro, Javiego Martineza z Athleticu nie przekraczając 40.

Czekanie na transferowe eldorado w Bayernie to trochę czekanie na to, że Rummenigge i Hoeness zmienią swoją naturę. Prędzej odejdą z klubu, niż zmienią (Hoeness odejdzie ze stanowiska prezesa już wkrótce, ale trudno sobie wyobrazić, żeby nie pozostał w radzie nadzorczej). Jak mawiał Leo Beenhakker, stary pies nie uczy się nowych sztuczek. Zwłaszcza jeśli stare sztuczki działają jeszcze na tyle dobrze, żeby ustawić sobie wszystkich na podwórku.

Niko Kovac: ja też byłem planem B, a zdobyłem dublet

Ostatnie dziesięć lat – a właśnie 10 mija od kiedy Bayern złapał na wyprzedaży Arjena Robbena - to najlepsza dekada klubu od lat 70. A biorąc pod uwagę krajowe podwórko, najlepsza w ogóle. Osiem tytułów mistrza Niemiec na dziesięć możliwych. Siedem tytułów z rzędu. Dekada, w której Bayern aż siedem razy docierał do najlepszej czwórki Ligi Mistrzów, z tego trzy razy do finału, i raz zdobył potrójną koronę, jedyną w historii klubu. Mówimy o klubie, któremu się przecież wcześniej zdarzało w ogóle nie zakwalifikować do Ligi Mistrzów, albo odpaść w rundzie grupowej. Oczywiście, ostatnia porażka już w 1/8 finału to plama, ale Bayern odpadł z Liverpoolem, zwycięzcą LM. Zresztą to już reguła, że Bayern jeśli odpada, to z późniejszym zwycięzcą, w ostatnich latach inaczej było tylko w 2016, gdy przegrał półfinał z Atletico. A ostatni przykry sezon w Lidze Mistrzów był też sezonem dubletu w Niemczech. A dublet to nawet dla Bayernu nie jest codzienność. – Ja przychodziłem jako trenerski plan B, a zdobyłem dwa trofea – mówił Niko Kovac, broniąc na konferencji prasowej transferowego planu B, czyli Ivana Perisicia. Nie jest też tak, że ten pies zupełnie stracił węch, jeśli chodzi o okazje. Niclas Suele, Leon Goretzka, Serge Gnabry – to łupy z dwóch ostatnich okien, za łącznie 28 mln euro. Kingsley Coman kosztował 21. Być może do listy okazji trzeba będzie dopisać Alphonso Daviesa za 10 mln euro, bo zaczyna coraz śmielej pokazywać talent. Corentin Tolisso jest niewiadomą, wydaje się mocno przepłacony, ale może po kontuzji wróci regularniejszy, niż był przed nią.

Robert Lewandowski prosi o wzmocnienia. Ale wie, co jest w Bundeslidze możliwe

Robert Lewandowski może być sfrustrowany brakiem naprawdę wielkich wzmocnień i szastania pieniędzmi, ale Robert Lewandowski jest też pogodzony, że w warunkach Bundesligi, wartości tego rynku, być może inaczej się nie da. Nawet w tym słynnym wywiadzie sprzed dwóch lat dla „Der Spiegel” o polityce finansowej Bayernu mówił: ja się nauczyłem, że tu Ordnung jest najważniejszy, Ordnung w klubowej księgowości również. A na pytanie „Der Spiegel”, co by było gdyby Bayern, tak jak ponoć wtedy planował, kupił Alexisa Sancheza z Arsenalu i dał mu 25 milionów euro rocznej pensji, Robert odpowiedział: „Wtedy pewnie kilku z nas poszłoby prosić o podwyżki. Takie rozbieżności w zarobkach mogą wywołać zazdrość i konflikty”. A którą z prawdziwych gwiazd Bayern mógłby dziś przyciągnąć, nie dając jej netto tyle, ile Robert Lewandowski ma brutto, czyli ok 19 mln euro? I który konkretnie klub Bayern miałby naśladować, jeśli chodzi o relację rozrzutności do skuteczności na rynku transferowym? Kto zrobił naprawdę wielki krok w przód dzięki temu, że kupił piłkarza za ponad 100 mln euro? Manchester United z Paulem Pogbą? (Robert Lewandowski wymienił w wywiadzie ze „Spieglem” Manchester jako przykład, dziś już by pewnie tego nie zrobił). Real z Garethem Bale’em? PSG z Neymarem? Barcelona z Dembele i Coutinho? Może Juventus z Cristiano Ronaldo, jako transferem pokazującym zmianę ambicji, ale przecież tempo zapełniania gabloty z trofeami od tego na razie nie wzrosło. Można oczywiście szastać pieniędzmi i nie bić rekordów transferowych, jak sobie założył Manchester City. Ale Ligi Mistrzów za to na razie nie dają, a w Monachium to Liga Mistrzów stała się miarą wszystkiego. Można fantastycznie łowić młode talenty jak ostatnio Borussia Dortmund, ale Bayern może zapytać: a co ta Borussia w ostatnich latach ugrała poza Pucharem Niemiec w 2017? Dwa razy kasowaliśmy jej ucieczkę w lidze, w ostatniej Lidze Mistrzów pozachwycała, poczarowała, a odpadła tam, gdzie my.

Bayern jest od zdobywania, nie od zachwycania

To zachwycanie to kolejny problem z oceną Bayernu: że nie zachwyca. Tyle, że on do biznesu zachwycania dołączył za czasów Guardioli przejściowo. Tożsamością tego klubu nie jest zachwycanie, tylko zdobywanie. I jeśli jest jakiś naprawdę poważny problem z obecnym Bayernem, to raczej nie ta transferowa nieśmiałość, tylko to, że w zdobywaniu tak mało pomagają nowi wychowankowie klubu. Dostawa wybitnych piłkarzy własnej produkcji się zacięła, nie ma nowych Thomasów Muellerów, Philippów Lahmów, Davidów Alabów. I to w czasach gdy akademie Bundesligi mają taką renomę. Taki Bayern zaczyna dziś nowy sezon – nie zamykając aktywności w oknie transferowym, tu ma się jeszcze coś zdarzyć – z nadzieją na to, że uda się przedłużyć bezprecedensowo długą serię mistrzowskich tytułów. Niko Kovac, opcja B, jak sam się nazwał, mierzy się z wyjątkowo mocną grupą rywali na ławkach trenerskich. Trenerów z wyrobioną marką, aurą. Lucien Favre w Borussii, Peter Bosz w Leverkusen – po nich wie, czego można się spodziewać. A jeszcze jest Julian Nagelsmann, czyli młodość kierująca młodymi z RB Lipsk. Dawid Wagner, inne wcielenie Juergena Kloppa, które ma uzdrowić Schalke. Marco Rose, idol wielu młodych trenerów, który RB Salzburg zamienił na Borussię Moenchengladbach, Oliver Glasner, architekt ostatnich sukcesów LASK Linz, robiącego furorę w eliminacjach Ligi Mistrzów, zaczynający rządy w Wolfsburgu. Już jest wyjątkowo, bo Bayern od lat nie był tak lekceważony na starcie, dominuje przekonanie, że to Borussia będzie faworytem. Będzie, ale lekceważenie to dla Bayernu nie najgorsze paliwo.

Więcej o:
Komentarze (20)
Bayern Monachium oszalał i jedzie pod prąd, krzycząc: "uwaga, tu sami szaleńcy"?
Zaloguj się
  • kisssmyass

    Oceniono 2 razy 2

    a nie można tego powiedzieć krócej?!

  • silvermane

    Oceniono 2 razy 2

    Ósmy tytuł z rzędu i pokazać się z pucharach? Strasznie małe ambicje. Szkoda że w Niemczech nie ma nikogo, kto mógłby ich postraszyć. Borussia próbuje, ale od czasu odejścia Lewego im to nie wychodzi. Inne kluby to za słabe marki, mają dobre pół sezonu, potem zdychają.

  • ksiadztezczlowiek

    Oceniono 4 razy 2

    Bayern nie robi transferow... i od lat jest mistrzem Niemiec. I w prawie kazdych rozgrywkach Champions League dochodzi do POLFINALU, albo przynajmniej do cwiercfinalu. A wezmy taka LEGIE. Co roku wymienia jedna trzecia skladu i co roku oglasza WZMOCNIENIA. Chyba sa tacy juz mocni, ze na ksiezyc poleca?

  • grazanica

    Oceniono 1 raz 1

    Śmieszny klubik. Jedyne co może osiągnąć to kolejne mistrzostwo Niemiec. LM poza zasięgiem.
    A w tym roku Borussia im djebie i tyle.

  • leoleo

    Oceniono 1 raz 1

    pavarda sam bym kupił - zdrowy, szybki, myślący

  • andrzej.duxa

    Oceniono 3 razy 1

    z taka polityka kierunek jest tylko jeden - coraz nizej w europejskiej hierarchii, co kilka ezonow moze zdarzyc sie jakic cud i to wszystko

  • abarski

    0

    W bundeslidze Bayern zazwyczaj będzie mistrzem, bo go na to finansowo stać i konkurencja poza BVB jest znacznie słabsza. To nie nie premiership gdzie jest 6+ zespołów, które przy dobrym sezonie mogą pokusić się o walkę o mistrzostwo. Nawet przykład takiej Legii - ciagłe zmiany trenerów, generalnie słaba gra, a na krajowym podwórku seryjnie zdobywa mistrzostwa. Sukcesy ligowe to kwestia okoliczności i Bayern u siebie będzie dominował.

    Liga Mistrzów natomiast, to zupełnie co innego. Bayern ma tam gwarantowany występ i jest rozstawiony, więc wyjście z grupy do 1/16 ma prawie pewne. Natomiast na tym poziomie, Bayern juz nie jest ścisłą czołówką, nie należy do 8 najlepszych drużyn Europy. Dystans się powiększa. Pewne rzeczy nie są widoczne od razu, ale faktem jest że Bayern nie gra w najmocniejszej lidze i nie sciąga drogich piłkarzy. Póki co Bayern jedzie na tym co wypracował ładnych parę lat temu.

    Nawet ten mecz z Herthą, zremisowany szczęśliwie 2:2, obnażył niemoc Bayernu. Gdy w końcówce wykonywali rzuty różne, to nie było poczucia zagrożenia. Bayern nie miał pomysłu, nie miał opcji i dodatkowych wariantów by skutecznie zaatakować.

  • segregator-a5

    0

    Był paluszek, pędzel, jęzor, plackowatość zarostu zwana brodą. Rusza sezon otwartej japy?

  • gh83

    Oceniono 2 razy 0

    Dziwne zarzuty w kierunku Bayernu. Wezmy takiego Perisica - lepiej kupic go za pelna stawke godzinowa gdy chodzi w mundialowej aureoli, czy wypozyczyc rok pozniej za grosze? Jego klasa pilkarska pozostala bez zmiany.
    Wydawac trzeba madrze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX