Sport.pl

Kownacki i Kamiński mogli grać w lepszych klubach i bić się o utrzymanie. A są w rewelacji Bundesligi

Marcin Kamiński i Dawid Kownacki mogli grać w klubach teoretycznie silniejszych i drżeć teraz o pozostanie w Bundeslidze. W Fortunie Duesseldorf są na najlepszej drodze do pozostania w Bundeslidze, choć trener Friedhelm Funkel jeszcze przed sezonem mówił, że wywalczenie utrzymania to najtrudniejsza misja, jakiej się podjął. I ostatnia, bo po pracy w Fortunie kończy karierę.

Jako piłkarz i trener ma już w 802. mecze w Bundeslidze – wyprzedzają go tylko Jupp Heynckes i Otto Rehhagel z ponad tysiącem spotkań. Analizy przygotowywał jeszcze na kasetach VHS, w latach 90. trenował Michała Probierza i musiał bazować na instynkcie, by stwierdzić, czy zawodnik faktycznie nie ma już sił, czy tylko mu się nie chce i symuluje. Teraz ma do dyspozycji szczegółowe badania, komputer i tabelki w Excelu. Jako trener łączy dwie epoki.

Najstarszy trener w Bundeslidze

Ma 65 lat i jest najstarszym szkoleniowcem w Bundeslidze, wrócił do niej po dekadzie. Moda na zatrudnianie trenerów niewiele starszych od piłkarzy nie pozwalała mu znaleźć pracy w najwyższej lidze, więc przejął Fortunę, gdy grała na zapleczu, sensacyjnie awansował i wprosił się sam. Prawdopodobnie zasiedzi się na jeszcze jeden sezon, bo po 24 meczach jego zespół ma 10 punktów przewagi nad strefą spadkową. Bliżej im do walki o puchary, bo do szóstego Leverkusen tracą osiem punktów.

- Rewelacyjnie być na tej pozycji. Przed sezonem nie mogliśmy nawet marzyć o tym, żeby być w tym momencie nad Schalke. Moi chłopcy w pełni na to zasłużyli – mówił Funkel w programie „Doppelpass”.

Właśnie Schalke pokonali w miniony weekend 4:0. Dwie bramki zdobył Dawid Kownacki, który o mały włos, a wystąpiłby w tym meczu w barwach pokonanej drużyny. Polak był już dogadany z Fortuną i wtedy swoją ofertę przedstawiło mu Schalke. – Odrzuciłem ją, bo już wcześniej dałem słowo Fortunie. Jestem uczciwy, więc chciałem dotrzymać obietnicy – powiedział w „Bildzie”. Wybór okazał się słuszny, bo zespół Domenico Tedesco wciąż nie potrafi wyjść z kryzysu i drży o pozostanie w lidze. Walki o utrzymanie uniknął też Marcin Kamiński, który gdyby został w Stuttgarcie, zajmowałby teraz 16. miejsce.

- Kownacki wpisał się w Fortunę: ma dobry przechwyt, szybkość, szuka prostopadłych piłek. Wykorzystał okazje z zimną krwią - mówił Funkel. – Długo o nim rozmawiałem z selekcjonerem Polaków, który odwiedził nas w Marbelli z powodu Kamińskiego. Mówił mi o nim wiele pozytywnych rzeczy. Dawid to ich nadzieja na czasy, gdy Lewandowski skończy karierę – tłumaczył.

Pokonali Borussię, zatrzymali Bayern

Tymczasem w Fortunie jest czas na zabawę. Piłkarze po zwycięskim meczu z Schalke dostali od trenera dzień wolnego, by zorganizować przyjęcie karnawałowe. Przebrali się za postaci z filmów lub gier komputerowych i spotkali na imprezie. Był Batman, Supermario, czerwony Power Rengers czy postać z serialu „Dom z papieru”. Funkel ma wyczucie, dba o atmosferę w szatni nie mniej niż o formę piłkarzy. Organizuje tego typu zabawy, żeby piłkarze jak najlepiej się zintegrowali. Fortuna składa się bowiem w dużej mierze z zawodników wypożyczonych z innych klubów. Polacy nie są wyjątkami. Wypożyczony z Watfordu jest chociażby najlepszy strzelec zespołu Dodi Lukebakio. Fortuna przygarnęła kilku niechcianych piłkarzy, uzupełniła kadrę wypożyczeniami, a Funkel to wszystko poukładał.

Na tyle dobrze, że zespół stworzony po kosztach potrafił zremisować 3:3 z Bayernem w Monachium, pokonać liderującą Borussię Dortmund i mieć serię czterech zwycięstw z rzędu. Ale nie od początku wszystko układało się tak dobrze. Fortuna jeszcze w październiku oberwała 1:7 od Eintrachtu Frankfurt, nie potrafiła zdobyć punktu przez ponad miesiąc i długo zajmowała ostatnie miejsce w tabeli.

- Kluczowy był mecz z Herthą. Wszystko zaczęło się od tej wygranej 4:1, pierwszej po sześciu porażkach z rzędu. Wtedy pomyśleliśmy: "Możemy to zrobić!". Zwycięstwo nad Dortmundem dało nam jeszcze więcej pewności siebie, zwłaszcza przez sposób, w jaki wygraliśmy, ponieważ nie zaparkowaliśmy autobusu i nie było to szczęśliwe zwycięstwo - wyjaśnia Funkel i dalej analizuje sezon: - Udało nam się dobrze wystartować, zdobywając pięć punktów w pierwszych pięciu meczach, w tym zaskakująco wygraliśmy z Hoffenheimem. Potem jednak straciliśmy sześć meczów z rzędu. W drugiej połowie sezonu dobrze wystartowaliśmy i jesteśmy w dobrej sytuacji, żeby uniknąć spadku.

Kiedyś dwa magnetowidy na VHS, dzisiaj trzy kliknięcia

Do wspomnianego spotkania z Herthą przygoda Funkela w Fortunie przebiegała według znanego scenariusza. Bo Funkel, mimo olbrzymiego doświadczenia, miał w Niemczech opinię trenera dość przeciętnego, który potrafił wprowadzić zespół do Bundesligi, ale później rokował tak słabo, że był zwalniany.

Do Fortuny przychodził z misją uratowania klubu przed spadkiem do trzeciej ligi. Utrzymał zespół w 2. Bundeslidze, a w kolejnym sezonie wywalczył awans. W najwyższej klasie rozgrywkowej też osiąga wynik ponad stan. Jego Fortuna robi furorę – zajmuje 11. miejsce, gra powtarzalnie, zdobywa bramki prostymi środkami. Opiera sukces na hierarchii w zespole, co Funkel wielokrotnie podkreśla. Dla niego to ważne, bo chociaż odnalazł się w nowych czasach, to pewne wartości sprzed kilku dekad chce swoim piłkarzom przekazać. – Czasy się zmieniają: kiedyś chodziłem przed meczem do toalety we wiadomym celu, a teraz, idąc tam, widzę głównie piłkarzy układających włosy na żel – porównuje ze śmiechem.

- Muszę być otwarty na wszystkie innowacje. Trzeba nadążać. Wiedza na temat piłki nożnej ogromnie się przez te wszystkie lata rozwinęła. Choćby te wszystkie testy mierzące każdy możliwy aspekt np. zmęczenie. Kiedyś patrzyłem na piłkarza i musiałem sam ocenić, czy naprawdę jest kontuzjowany, czy tylko udaje. Dzisiaj jest to profesjonalnie monitorowane. Patrzymy na wyniki i wiemy wszystko: komu odpuścić, komu dołożyć, kto jest w formie fizycznej, a kto jest w dołku – opisuje.

Co jeszcze zmieniło się przez lata? – Gwałtownie wzrosła liczba osób w sztabie szkoleniowym. Teraz mam wielu wykwalifikowanych ekspertów, którzy wspierają mnie w różnych dziedzinach. Nie chcę, żeby wyprzedzali mnie pod względem samego futbolu i taktyki, ale jeśli chodzi o metody treningowe, psychologię, opiekę medyczną, to bardzo ważne, żeby opierać się na innych. Umiem współpracować, gram zespołowo i myślę, że dlatego wciąż trzymam się w Bundelidze – tłumaczył w „Doppelpass”.

- Analiza wideo również uległa radykalnej zmianie. Kiedyś ustawialiśmy obok siebie dwa magnetowidy VHS i porównywaliśmy różne zachowania piłkarzy. Zajmowało to wiele godzin. Dziś nasi analitycy robią to w ciągu kilku sekund. Trzy kliknięcia i jest – mówił w telewizyjnym programie.

Mimo różnicy pokoleniowej dzielącej jego i piłkarzy wydaje się ich rozumieć i utrzymuje z nimi dobry kontakt. – Mam duże życiowe doświadczenie i mogę o sobie powiedzieć, że znam ludzką naturę. Pomagam moim zawodnikom twardo stąpać po ziemi i uświadamiam im, że piłka to nie tylko drogie samochody, ciuchy i całe to zepsucie – mówi. Funkel nie jest fanem mediów społecznościowych, sam w nich nie istnieje, ale piłkarzom tego nie zabrania. Jedynie przestrzega. – Jako piłkarz mogłem pójść z kolegami na kilka piw i nikt tego nie widział. Teraz to niemożliwe, bo ktoś na pewno zrobi im zdjęcie, umieści w internecie i po chwili będę o tym wiedział. Współczuję im – śmieje się.

Choć czuje się dobrze, zapewnia, że Fortuna to ostatni klub w jego karierze. – Póki mamy wyniki, będę tu pracował. Później zostanę zwolniony, przerabiałem to już wiele razy – twierdzi.

Więcej o: