Sport.pl

Arcyważny hit w Anglii w kontekście walki o awans do Ligi Mistrzów

Gdy Solskjaer zaczynał pracę w Manchesterze, tracił do Arsenalu jedenaście punktów. Teraz ma jeden punkt przewagi i jeśli w niedzielę wygra, to dogoni trzeci w tabeli Tottenham. Dla Kanonierów celem jest gra w przyszłym sezonie w Lidze Mistrzów - trafić tam mogą albo przez Premier League, albo wygrywając Ligę Europy. Na ten moment prostsza wydaje się droga ligowa. Ale czy po meczu z United nadal tak będzie?

Dwa zdjęcia: Ole Gunnar Solskjaer, sir Alex Ferguson i Eric Cantona z zaciśniętymi pięściami, uśmiechnięci od ucha do ucha pozują po wyeliminowaniu PSG. Po dramatycznym meczu, golu z karnego w samej końcówce, odrobieniu strat z pierwszego meczu. Dwa dni później piłkarze Arsenalu ze spuszczonymi głowami, oddzieleni barierkami od swoich kibiców na lotnisku w Rennes po porażce 1:3 w Lidze Europy idą w rytmie rzucanych przez nich przekleństw. Nikt się nie zatrzymuje, nikt nie podnosi wzroku. Byle do samolotu.

Arsenal u siebie to zupełnie inny zespół

- Nie będę dzisiaj z tobą rozmawiał, bo jesteś bardziej smutny ode mnie. Pogadamy jutro – miał powiedzieć Unai Emery do jednego ze swoich piłkarzy po powrocie z Rennes do Londynu. Poźniej na konferencji prasowej tłumaczył dziennikarzom, że potrzebuje zawodników z pozytywną energią, którzy powiedzą „tak, możemy wygrać w niedzielę”. I nad takim właśnie myśleniem pracował przez ostatnie kilka dni.

W czwartek jego zespół przegrał 1:3 z Rennes i po raz kolejny pokazał jak słabo radzi sobie w meczach wyjazdowych. W tym roku przegrywał jeszcze z BATE, Manchesterem City i West Hamem. W dodatku, porażka przyszła w najmniej spodziewanym momencie – gdy wydawało się, że Arsenal wreszcie zaczyna łapać odpowiedni rytm. „Mieliśmy kontrolę przez 40 minut, jedna akcja rywala, czerwona kartka, gramy w dziesiątkę i wszystko się zmienia” – tłumaczył Emery po meczu. Sam był wyraźnie przybity, a miał niecałe trzy dni, żeby podnieść zespół po porażce, dodać mu wiary i samemu zmierzyć się z krytyką ekspertów. Byli piłkarze Arsenalu nie przebierają w słowach: Paul Merson stwierdził, że Hiszpan ma słabych piłkarzy i jeśli w letnim oknie transferowym władze nie pozwolą mu na porządne wzmocnienia to sam poda się do dymisji. Martin Keown w rozmowie z BT Sport powiedział natomiast: „trener podejmuje dziwne decyzje, źle się do tego zabiera. Z dużym zdziwieniem przyjąłem decyzję, że z boiska zszedł Pierre-Emerick Aubameyang. To piłkarz, którego dobrze mieć na murawie grając w dziesiątkę. Emery wolał grać bez napastnika.”

Mimo to, Merson nie odbiera Arsenalowi szans na zwycięstwo z Manchesterem. Głównie dlatego, że mecz odbędzie się na Emirates Stadium. A w przypadku „Kanonierów” miejsce rozgrywania meczów zmienia właściwie wszystko. Arsenal u siebie, a Arsenal na wyjeździe to dwie zupełnie inne drużyny. Na Emirates Stadium „Kanonierzy” nie żadnego z ostatnich czternastu ligowych meczów, zdobyli w tym sezonie aż 38 punktów (lepszy jest tylko Manchester City z 42 punktami) i potrafili pokonać m.in. Chelsea i Tottenham. W ostatnich 41 meczach przegrali tylko trzy razy – dwukrotnie pokonał ich Manchester City, a raz Manchester United. „Czerwone Diabły” są też ostatnim zespołem, który wygrał z Arsenalem na jego stadionie. Pod koniec stycznia zwyciężyli 3:1 i wyeliminowali „Kanonierów” z Pucharu Anglii.
- Sądzę, że przed nami podobny mecz do tamtego. Składy są podobne, a oni nadal są w formie. Wtedy stworzyliśmy sobie wiele okazji, których nie zamieniliśmy na gole – i to jest fakt. Dlatego popracujemy indywidualnie nad skutecznością, poprawimy kilka niuansów taktycznych i będziemy gotowi – powiedział Emery i dodał, że jego zdaniem nie będzie to decydujący mecz o miejscu w TOP4. – To maraton, do końca zostanie osiem meczów i ten bezpośredni nie będzie kluczowy.

Plan Solskjaera: Dogonić Tottenham, uciec Arsenalowi i podpisać nowy kontrakt
W Manchesterze natomiast Ole Gunnar Solskjaer skupia się na pracy z zespołem, podczas gdy cała reszta dyskutuje o jego kontrakcie. Byli piłkarze apelują do władz United o nową umowę poprzez media, dziennikarze podpytują o to Norwega, ale on w spekulacje stara się nie mieszać. Najnowsze informacje zakładają, że rozmowy nad nowym kontraktem ruszą po niedzielnym meczu. Manchester United zamierza zaoferować Solskjaerowi czteroletni kontrakt o łącznej wartości 30 milionów funtów, co daje 7,5 miliona funtów za sezon. Do tego dojdą bonusy za ewentualne sukcesy i trofea zdobywane przez zespół. Negocjacje nie powinny być długie, bo obie strony chcą dalej współpracować i zależy im, by jak najszybciej dojść do porozumienia. Co ciekawe, Manchester United chce zapłacić Molde za Solskjaera mimo że jego umowa z norweskim klubem nie zakłada takiej konieczności. Ma to być dowód wdzięczności „Czerwonych Diabłów” za udostępnienie im trenera w tak trudnej sytuacji, w jakiej znaleźli się w grudniu po zwolnieniu Jose Mourinho.
Wtedy United tracili do Arsenalu jedenaście puntków i mieli wyraźnie gorszy bilans bramkowy. Teraz mają punkt przewagi i jeśli zwyciężą, to zrównają się z trzecim w tabeli Tottenhamem. Pod wodzą Solskjaera wygrali dziesięć ligowych meczów, dwa zremisowali, a porażka wciąż jest im obca. Drużyna wspięła się na Himalaje pewności siebie po awansie do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów i właśnie w na tym polega ich największa przewaga nad Arsenalem.

Więcej o: