Sport.pl

Bartosz Bida - z piłką przy nodze mu do twarzy

Bartosz Bida w Wigrach Suwałki stawia pierwsze kroki w seniorskim futbolu. 18-latek zdobył już dla broniącej się przed spadkiem ekipy cztery bramki. Jednak nie skuteczność jest tym, co go wyróżnia z tłumu. - Nigdy nie odpuszcza, nawet w sytuacji beznadziejnej, stara się odebrać piłkę, podczas gdy inni daliby sobie spokój - mówi trener reprezentacji Polski U-18 Wojciech Tomaszewski.

Wspomniana we wstępie zawziętość to dominująca cecha charakteru Bartosza Bidy, który w Fortuna 1 Lidze zaczyna drogę w nieznane. Rozpoczyna tutaj pierwszą fazę piłkarskiej dorosłości. Znajduje się w punkcie startowym do większej kariery.

- To chłopak silny mentalnie. Gdy wychodzi na boisko, widać, że zawsze jest w 100 procentach zdeterminowany, żeby wygrać. Oprócz umiejętności taktyczno-technicznych, to największa zaleta Bartka. W jego słowniku nie istnieje coś takiego jak dawać za wygraną. Charakterny zawodnik. Bartek cały czas robi postęp. Idzie do przodu. Swoje atuty potwierdza w 1 lidze, co dokumentuje bramkami. Jego piętą achillesową są kontuzje, które hamują rozwój. Zbyt wczesny powrót po kuracji, a co za tym idzie nie do końca wyleczony uraz, wynika z dużej ambicji piłkarza i niepohamowanej chęci ciągłej gry oraz nieustannych treningów - przyznaje Wojciech Tomaszewski.

- Każdy sportowiec musi mieć w sobie coś z wojownika, to przecież dobry objaw. Nigdy nie lubiłem przegrywać, oddać coś komuś za darmo, bez walki. Urodziłem się z tym. Na boisku staram się jednak powstrzymywać złe emocje związane z porażką - odpowiada Bida.

Siebie charakteryzuje krótko: - Nie lubię biegać za piłką, nie lubię, gdy pomija się mnie w akcji. Dobrze czuje się, gdym mam piłkę przy nodze. Gdy jej nie mam to tylko wzrasta irytacja. Jeszcze więcej biegam i wkładam wysiłku, byle ją odzyskać.

Trener kadry do lat 18 dobrze zna Bidę. Pod koniec listopada zaprosił zawodnika na konsultację szkoleniową w Jarocinie. Na początku tego roku wychowanek Stali Rzeszów znalazł się w gronie powołanych na towarzyski turniej w Hiszpanii z udziałem Polski, Portugalii, Norwegii oraz Szwajcarii. W ocenie szkoleniowca gry Bidy, w trakcie turnieju, znów pojawia się słowo klucz: determinacja. - Udział w imprezie rozpoczął jako rezerwowy przeciwko Portugalczykom. Miało to pozytywny oddźwięk jak się zaprezentował, wchodząc na zmianę dał sygnał do większej determinacji w działaniach swoim kolegom z zespołu. Z Portugalią miał udział przy naszej bramce, zaś sam trafił jeszcze piłką w słupek. W pozostałych meczach z Norwegią i Słowacją rozpoczynał mecze w wyjściowej jedenastce. W ostatnim spotkaniu strzelił gola po indywidualnej akcji, zapewniając nam zwycięstwo 1:0. To świadczy o tym, że jest w stanie dać impuls drużynie - stwierdza Tomaszewski.

Impuls daje też Wigrom, kiedy wchodzi na zmianę. Taka sytuacja w obecnym sezonie miała miejsce osiem razy (na dziewięć ligowych występów 18-latka). W trzech takich przypadkach zdołał wpisać się na listę strzelców. Z Puszczą Niepołomice zagrał już od początku i strzelił gola. - Początek miałem ciężki. Do Wigier trafiłem z kontuzją ścięgna Achillesa. Uraz długo się za mną ciągnął. Nie byłem w stanie ani trenować, ani grać. Trwało to trzy miesiące. Gdyby nie kontuzje, to powiedziałbym, że w miarę dobrze sobie radzę. Mimo małej liczby minut, udało mi się uzyskać całkiem dobry wynik bramkowy - mówi nastolatek z Suwałki.

18-latek podąża szlakiem utartym przez innych piłkarzy, dla których gra w Wigrach stanowiła trampolinę do ekstraklasy, a nawet reprezentacji Polski. Mowa o Patryku Klimali czy oczywiście Damianie Kądziorze. Bida chciałby iść śladami Kądziora. - Mam nadzieję, że Wigry to tylko jeden z moich etapów, a potem będzie tylko lepiej. Co prawda nie jestem skrzydłowym jak Damian, ale trener Jagiellonii Białystok, z której jestem wypożyczony, myślał, aby nie zmienić mi pozycji - właśnie przesunąć na bok pomocy. W Jagiellonii mają na mnie jakiś pomysł. Zobaczymy jak to się potoczy - tłumaczy młodzieżowy reprezentant Polski.

Na razie w stolicy Podlasia obserwują jak duże postępy robi. Wkrótce zadecyduje się, czy wróci do "Jagi", z którą rozpoczynał przygodę w juniorskich zespołach (od sezonu 2015/16), wcześniej terminując w Stali Rzeszów. - Pomogła mi gra w kadrze województwa podkarpackiego, na meczach których pojawia się wielu skautów. W szóstej klasie podstawówki dostałem zaproszenie na testy do Legii Warszawa, a byłem środkowym obrońcą. Odmówiłem. Zostałem na kolejny rok w Rzeszowie. W następnym sezonie drużynę przejęli trenerzy Adam Domaradzki i Katarzyna Wis. Postanowili, że zmienią mi pozycję - od teraz będę napastnikiem. Po mistrzostwach Polski do moich rodziców zadzwonił sprawujący aktualnie funkcję prezesa Podlaskiego Związku Piłki Nożnej Sławomir Kopczewski, dyrektor Akademii Piłkarskiej Jagiellonia Białystok. Chciał, żebym przyjechał na testy. Potem negocjacje przejął trener Wojciech Kobeszko, były wieloletni zawodnik Jagiellonii. On ukształtował mnie jako napastnika. Wtedy jeszcze mało wiedziałem o tej pozycji. Na szczęście trafiłem na "starego wyjadacza", który wie o grze w napadzie wszystko - wyjaśnia Bida, dziś rozwijający się snajper, dobrze rokujący na przyszłość?

- Zależy, jakie kto to ma oczekiwania wobec napastnika o określonym profilu. Bartek akurat nie jest typową dziewiątką, czyli rosłym, dobrze zbudowanym fizycznie napastnikiem, umiejącym przepychać się w polu karnym. Bardziej jest typem snajpera mobilnego, który lubi cofać się po piłkę, schodzić na skrzydła. Imponuje dryblingiem, zwinnością, dynamiką, poprawną grą jeden na jeden. Jeśli pasować będzie do filozofii trenerów, preferujących w ataku dużą wymienność pozycji, szybkie ataki, a w defensywie grę wysokim pressingiem, to Bartek się do tego nadaje. Myślę, że w przyszłości reprezentacje młodzieżowe, być może i pierwsza, będą miały z niego dużo pociechy. W oczy rzuca się jego chęć bycia lepszym - przyznaje selekcjoner reprezentacji do lat 18.

W historii Bidy najciekawszy jest wątek o futbolowych początkach. Tłumaczy, że piłkarzem został nie z własnej woli. - Miałem 4,5 roku, kiedy to wszystko się zaczęło. Mój starszy o trzy lata brat Mateusz bardzo chciał grać w piłkę. Mama trafiła w gazecie na ogłoszenie, w którym to Stal Rzeszów ogłaszała nabór dla młodych piłkarzy. Brat jest z rocznika 98, mógł się więc zgłosić, bo najmłodszych zawodników, jakich szukali, to ci urodzeni w 1997 roku. Mnie jednak też wzięli. Dokoptowali mnie do grupy 97, choć urodziłem się w 2001 roku. Mateusz obecnie gra dla przyjemności, ostatnio występował w Wisłoce Dębica. Marzył o karierze, a moja kariera zaczęła się od zwykłego przypadku - wyjaśnia młodzieżowiec Wigier.

I to, młodszy z rodzeństwa, może cieszyć się z pierwszych sukcesów oraz wspominać trofea w piłce juniorskiej. Rok temu juniorzy młodsi Jagiellonii zostali mistrzami Polski. - Przez cały

sezon byłem w drużynie Centralnej Ligi Juniorów, rocznik 1999/2000. Później na półfinały i finały przyszedłem pomóc chłopakom z mojego rocznika. W pierwszym meczu półfinałowym ze Śląskiem Wrocław strzeliłem dwa gole, miałem asystę. W rewanżu, który wygraliśmy 6:2 zdobyłem bramkę. W finale pokonaliśmy 4:0 Pogoń Szczecin - opowiada.

Więcej o: