Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wigry Suwałki przed bardzo trudnym zadaniem

W sytuacji Wigier Suwałki, które walczą o utrzymanie w Fortuna 1 Lidze, liczy się tylko komplet punktów w dwóch ostatnich meczach, a przecież za rywala mają m.in. Raków Częstochowa. - To jest piłka, walczymy dalej! - zapowiada pomocnik ekipy z Suwalszczyzny Filip Karbowy.

Wydawało się, że po przyjściu Mirosława Smyły i wygranej w debiucie tego szkoleniowca na ławce Wigier, drużyna z "polskiego bieguna zimna" pójdzie za ciosem. Tamta wygrana była impulsem dla zespołu, że jeszcze nie wszystko stracone. No i zremisowali dwa następne mecze. Potem jednak przyszły dwie porażki, które stawiają biało-niebieskich w piekielnie ciężkim położeniu. Wigry są na przedostatnim miejscu, mają 31 punktów, tracą trzy "oczka" do bezpiecznej lokaty. I w takiej rzeczywistości przyjdzie Wigrom finiszować. Tymczasem na horyzoncie czeka już Puszcza Niepołomice.

- Przygotowujemy się do tego meczu jak do każdego innego. Tyle, że sytuacja jest wyjątkowa. Mamy jedynie matematyczne szanse na utrzymanie. Na pewno nie poddamy się, przedwcześnie nie złożymy broni, szczególnie, że gramy u siebie. Dopóki jest szansa wierzymy, że się utrzymamy. Mam nadzieję, że ta batalia zakończy się po naszej myśli - mówi Filip Karbowy.

Wyjątkowość sytuacji polega na tym, że nawet wygrana niczego Wigrom nie zagwarantuje. Z drugiej strony, pokonanie Puszczy to absolutny priorytet. Następnie można już myśleć, jak przywieźć korzystny wynik z Częstochowy...

- Analizujemy tabelę, przestudiowaliśmy terminarz. Musimy wygrać dwa mecze i myśleć o potknięciu rywali. W piłce widzieliśmy już różne rzeczy, jest ona przewrotna, nie wiadomo co może się wydarzyć i na tym budujemy swój optymizm. Dwie ostatnie porażki zamazały obraz naszej drużyny. Lepszym wyznacznikiem jakości Wigier była wygrana 4:2 z Bytovią, a potem remis 3:3 z Podbeskidziem Bielsko-Biała, z którym prowadziliśmy 2:1. Mecz z ŁKS-em: wiadomo jak się gra przeciwko tej drużynie, a my dostaliśmy bramkę na 1:1 w doliczonym czasie gry. Straciliśmy punkty na własne życzenie. Mieliśmy konkretny plan na te konkretne spotkania, nie czuliśmy się wcale gorsi od naszych rywali. Kończąc ten wątek, liczę, że finał rozgrywek będzie udany dla Wigier, pomimo ciężkiego kalendarza, bo graliśmy niemal z samą czołówką - podkreśla Karbowy.

Czołówka nie czołówka, ważne jes nastawienie zawodników w obliczu kryzysu. W tym też rola trenera Mirosława Smyły, który przyszedł do Suwałk z misją ratunkową. Jego zachowanie i reakcja na podbramkową sytuację są teraz kluczowe. - Odkąd jest z nami trener Smyła skupiamy się na pracy i koncentracji na najprostszych elementach. Dodatkowo nas zmotywował. To działa. Inna sprawa, że dla niego to również nie jest łatwa sytuacja. Pamiętajmy w jakim momencie przejął Wigry. Kiedy w ogóle nie punktowaliśmy. Zastanawiam się, co poszło nie tak na początku wiosny. Zimą doszło do nas dziewięciu nowych zawodników. Każdy z nich o dużej piłkarskiej jakości. Nie wiem czemu nie

ruszyliśmy z miejsca. Były częste roszady z składzie - może dlatego? Ale to tylko gdybanie, podobne do tego, co by było gdyby trener Smyła przyszedł wcześniej. Jedno jest pewne: Wigry walczą dalej! - zapewnia pomocnik przedostatniej drużyny Fortuna 1 Ligi.

Więcej o: