Sport.pl

GKS Tychy atakuje z drugiego szeregu. "Nawyk nieprzegrywania musi nam wejść w krew"

Po bardzo dobrej rundzie wiosennej sezonu 2017/18, oczekiwania wobec GKS-u Tychy przed nowymi rozgrywkami były duże, jednak drużyna Ryszarda Tarasiewicza spisała się nie tak, jak zakładano. Mała zdobycz punktowa sprawiła, że wiosną "Trójkolorowi" znów muszą gonić najlepszych. Ostatnio udowadniają, że ta pogoń może być równie skuteczna, co przed rokiem.

Kibice tyszan przeżywają deja vu. Już widzieli swoją drużynę zawodzącą jesienią, za to pokazującą lepsze oblicze wiosną. Tak było w poprzednim sezonie. Wówczas GKS zimował na 14. miejscu, mając 20 punktów wywalczonych w 19 meczach. Rundę jesienną bieżącego sezonu kończył z 26 punktami, tyle że dorobek ten uzbierał w 21 pojedynkach. W czterech marcowych kolejkach dopisał pięć "oczek", co nie jest nadzwyczajnym osiągnięciem, poprawił się za to o jedną pozycję w porównaniu z jesienią. Czy to zapowiedź marszu w górę tabeli? W Tychach chcieliby udzielić twierdzącej odpowiedzi na to pytanie, mają przecież w pamięci, że GKS był najlepszym zespołem wiosny 2018 roku. "Trójkolorowi" zdobyli trzy punkty więcej od Miedzi Legnica, która awansowała do ekstraklasy, zanotowali najwięcej zwycięstw (11). W takiej sytuacji o optymizm więc nie trudno. Ale... No właśnie jest jedno ale, o którym mówią zawodnicy tyskiej drużyny.

- Nasza sytuacja nie obliguje nas do odważnych deklaracji na temat celów. Jesień nie była udana. Mamy dużą stratę do czołówki, trzeba być realistą - przekonuje bramkarz GKS-u Konrad Jałocha. Zamiast celów długofalowych, tyszanie koncentrują się zatem na zadaniu krótkoterminowym. - Chcemy dobrze grać, punktować, z meczu na mecz prezentować się lepiej - dodaje Jałocha.

Co na to pomocnik zespołu Sebastian Steblecki? - Przed sezonem wiele drużyn środka tabeli po cichu zapewne liczyło, że włączy się do walki o awans. Boisko jednak wielu zweryfikowało, a wyniki zdeterminowały cele na następne tygodnie. My w pierwszej rundzie nie osiągaliśmy wyników adekwatnych do założeń. Duża strata do czołówki nie pozwala nam więc snuć ambitniejszych planów... Z drugiej strony, różnice punktowe między 5., a 10. zespołem są znikome i robiąc serię, można diametralnie zmienić swoje położenie. Jeśli skupimy się na tych jednostkowych celach, które krok po kroku zrealizujemy, to zacznie nas to napędzać, a następnie pchać w górę tabeli - przekonuje Steblecki.

Złota zasada piłki, czyli pełna koncentracja na najbliższym meczu w przypadku ekipy Ryszarda Tarasiewicza zdaje egzamin, ale do pewnego stopnia. GKS nie wygrał przecież wszystkich meczów tego roku. Pocieszające dla kibiców jest to, że przestał przegrywać. Na początek uległ wprawdzie Stomilowi Olsztyn, potem pokonał 3:1 Garbarnię Kraków, podzielił się punktami ze Stalą Mielec oraz Wartą Poznań. - W dwóch ostatnich meczach po stracie bramek pokazaliśmy charakter. Walczyliśmy do końca, nie poddaliśmy się mimo niekorzystnego wyniku. Przyniosło to skutek punktowy. Goniliśmy wynik, nie przegraliśmy, to jest budujące - stwierdza Jałocha.

Jego optymizm podziela Steblecki. - Dopóki piłka w grze, dopóki ostatnia kolejka się nie skończyła, dopóty będziemy walczyć, trzeba wygrywać ile się da. Na podstawie zajmowanego przez na miejsca można wywnioskować, że najważniejszym celem na wiosnę jest jak najszybsze wydostanie się z dolnych rejonów tabeli, odskoczenie od dna. Ścisk w tabeli jest niemiłosierny, nie mamy za dużej przewagi nad grupą spadkową, ale pierwsze mecze tej rundy pokazują, że w naszej grze już coś drgnęło. Zbieramy punkty, chociaż nie punktujemy w pełnym zakresie, niemniej dwa ostatnie remisy możemy przyjąć z zadowoleniem. Zremisowaliśmy ze Stalą, kandydatem do awansu. Mecz w Poznaniu też był ciężki ze względu na panujące warunki. Było dużo walki, przepychania, mniej gry, liczenie na stałe fragmenty gry. Mam nadzieję, że nawyk nieprzegrywania wszedł nam w krew i w kolejnych spotkaniach potwierdzimy dobrą formę w rundzie rewanżowej. Zwycięstwo z pewnością byłoby napędem na kolejne tygodnie - zaznacza pomocnik.

Dla Jałochy ważna jest też inna statystyka. - Chcemy zagrać w końcu na zero z tyłu. Na wiosnę jeszcze to się nie udało, mam nadzieję, że z Bytovią już się powiedzie. Róbmy to, co do tej pory, czyli punktujmy. Czas pokaże, co nam to da w ostatecznym rozrachunku. Bo nie wszystko zależy teraz od nas. Od nas jednak zależy jak zaprezentujemy się na boisku. Jeśli zaczniemy seryjnie gromadzić punkty to można pomyśleć o czymś więcej. Ale też żeby o coś walczyć musimy wygrywać. Same remisy nic nam nie dadzą. Liczę, że od następnego meczu zaczniemy budować serię zwycięstw - wyjaśnia bramkarz drużyny z Tychów.

Więcej o: