Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Finał Ligi Europy jeszcze się nie rozpoczął, ale UEFA już przegrała [KOMENTARZ]

Angielski finał Ligi Europy ze stadionu zobaczy garstka angielskich kibiców. Piłkarz Arsenalu Henrich Mchitarian też obejrzy go w telewizji, bo jako Ormianin w Azerbejdżanie pojawić się nie może. W Baku brakuje hoteli i porządnego lotniska. Są za to pieniędze. I to Uefie wystarczy.

Potrzebna była bomba z Henrikiem Mchitarianem jako zapalnikiem, żeby ludzie zwrócili uwagę na organizację finału Ligi Europy w Baku. Bo chociaż idea zakładająca, że każde z 55 państw członkowskich może ubiegać się o organizację takiego wydarzenia jest fantastyczna, to w tym roku wybór federacji trzeba uznać za haniebny. Finał został przyznany Azerbejdżanowi, w którym łamane są prawa człowieka, tłamszona jest opozycja i nie ma wolności słowa. Przypomina to kontrowersje z przyznaniem Igrzysk Olimpijskich Pekinowi z tym że w Pekinie żadna reprezentacja nie była przez to osłabiona. A Arsenal w Baku będzie, bo Azerbejdżan nie jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwa ich podstawowemu piłkarzowi.

Niewielu zauważyłoby, że fani Arsenalu i Chelsea dostali od federacji w sumie 12 tys. biletów. To, że Anglicy i tak nie wykorzystają wszystkich tych miejsc, bo z Londynu do Baku jest 4,5 tys. km, mało lotów i potrzebna wiza też nie przyciągnęłoby uwagi. Że hoteli niewiele, a bilety lotnicze drogie jak diabli? To wszystko zostało wyciągnięte, bo UEFA miała pecha, że do finału awansował klub z Ormianinem w składzie. Anglicy rozpętali burzę, bo nikomu nie mieści się w głowie, że Mchitarian nie zagra tylko dlatego, że sport już dawno przegrał z polityką.

Henrich Mchitarian nie zagra w finale

Azerowie nienawidzą Ormian z powodu wieloletnich i wciąż nierozwiązanych sporów o Górski Karabach, który oba kraje uznają za swój. Mchitarian nie mógłby czuć się w Baku bezpiecznie. Azerskie MSW zapewniało, że nic nie powinno się stać, ale ani Arsenal, ani sam piłkarz, który naradzał się jeszcze z rodziną, w to nie uwierzył. Zresztą mnie też nie przekonałoby tłumaczenie ambasadora Azerbejdżanu w Wielkiej Brytanii. – Problemem Mchitariana jest to, że odwiedził okupowaną przez wojsko część Azerbejdżanu bez zgody azerskiego rządu. To pociąga za sobą konsekwencje, również wpisanie na czarną listę – powiedział Tahir Taghizadeha w rozmowie ze „Sky Sports”. Dodał co prawda, że najważniejszy jest futbol i warto zostawić pozostałe sprawy z boku, ale to wszystko przeszło bez echa wobec wcześniejszej wypowiedzi.

Mchitarian nie chce ryzykować i podobnie jak w poprzednich latach zrezygnował z gry na terenie Azerbejdżanu, mimo że stawka finału jest nieporównywalnie większa od spotkań Borussii Dortmund z FK Gabala czy Arsenalu z Karabachem Agdam, które dotychczas opuszczał z tego powodu. Sama UEFA starała się tego problemu za wszelką cenę unikać. Rozdzielała więc azerskie i ormiańskie drużyny w losowaniach europejskich pucharów, nie dopuszczała do spotkania się ich reprezentacji, ale tym razem zaryzykowała – przyznała finał Baku i się sparzyła.

Dlaczego UEFA wybrała Azerbejdżan?

Swoją decyzję ogłosiła jesienią 2017 roku. Wbrew okolicznościom, bo kilka tygodni po tym, jak świat obiegła informacja o „azerskiej pralni”, czyli zorganizowanej na olbrzymią skalę kampanii wybielania reputacji Azerbejdżanu na świecie. Przez dwa lata ze specjalnego funduszu łapówkowego wydawano około 3 mld dolarów. Pieniądze trafiły do kieszeni polityków, biznesmenów, dziennikarzy i innych lobbystów, którzy w zamian za nie mieli przyjąć pozytywną postawę wobec Azerbejdżanu. A więc milczeć o zamykaniu w więzieniach polityków opozycji, nie doszukiwać się drugiego dna w zwycięstwie Ilhama Alijewa w wyborach prezydenckich z 86 proc. poparciem, nie zauważyć, że Azerbejdżan spadł w tym roku na 166. miejsce w światowym rankingu wolności prasy. Najniższe w Europie. Między Bahrajnem, a Gwineą Równikową.

Stwierdzono też, że dobrym sposobem na zjednanie sobie ludzi będzie sport. Zaczęły się więc wyścigi F1, turnieje tenisowe, wykupione miejsce na koszulkach Atletico Madryt czy właśnie prestiżowe mecze piłkarskie, jak finał Ligi Europy czy cztery mecze przyszłorocznego Euro. Czy one też zostały kupione? Podejrzenia nie zrodziły się dzisiaj.

Decyzję o przyznaniu finału skomentowano w kraju jako wielki sukces. Uznano za kolejny dowód, że Azerbejdżan staje się „głównym euroazjatyckim węzłem logistycznym”. Węzeł ten okazał się jednak niegotowy na przyjęcie większej liczby kibiców niż 13 tys., bo tylko tyle może jednego dnia obsłużyć lotnisko w Baku. „Guardian” wyliczył, że wyprawa na mecz i z powrotem mogłaby zająć nawet pięć dni. Finał przegapią więc nie tylko kibice mniej zamożni, których nie stać na tak drogie połączenia i hotele, ale też osoby pracujące. Trudno bowiem o kilkudniowe wolne z dnia na dzień w środku tygodnia.

Brytyjczycy, zdając sobie sprawę, że nie da się uniknąć wszystkich politycznych wpływów w futbolu, proponują ustalanie miejsca finału, gdy znani już będą finaliści. Wtedy można by wybrać miasto, w którym będzie bezpiecznie i stadion na który kibice będą mieli blisko. Nie zagra to jednak PR-owo, bo każdy członek federacji ma mieć takie same prawa organizacyjne. Finał na lata ugrzązłby w zachodniej Europie, bo tutaj grają najlepsze zespoły. A że ich kraje nie dzielą się tak chętnie swoimi pieniędzmi, jak chociażby Azerowie, to UEFA na ten pomysł nie zgodzi się na pewno.

Więcej o:
Komentarze (54)
Finał Ligi Europy jeszcze się nie rozpoczął, ale UEFA już przegrała [KOMENTARZ]
Zaloguj się
  • kzet69

    Oceniono 15 razy 15

    Obydwa brytyjskie kluby powinny po prostu zbojkotować mecz i nie przyjechać do Baku, ciekawe co by zrobiła UEFA?

  • jarek_pierwszy_wyspany

    Oceniono 11 razy 11

    Można by rozważać zapasową kandydaturę, ale jakąś nadzwyczajną procedurę odwoławczą. W sytuacji gdy finał to derby jednego miasta, idiotyzmem jest latanie na drugi koniec Europy.

  • sacc77

    Oceniono 10 razy 10

    UEFA na dobrą sprawę jest zorganizowaną organizacją przestępczą o charakterze mafijnym.
    Tyle dobrego, że (chyba?) nie zabija ale kasę kosi równo zarazem szantażując państwa domagając się idiotycznych i skandalicznych prwywilejów - przypomnijcie sobie chociażby wydzielone pasy ruchu dla "rodziny UEFA" podczas EURO-2012

  • byann

    Oceniono 10 razy 8

    Co ty, szmaciarzu, masz do Pekinu? A jakby nie dawać rozgrywek do krajów, które regularnie palą, niszczą i mordują setki tysięcy cywilów w innych krajach?
    A Polska może grać w Izraelu, gdzie panuje apartheid i trwa ludobójstwo Palestyńczyków?

  • agonda

    Oceniono 5 razy 5

    FIFA/UEFA bez zastanowienia wchodzi w bagno, patrz: MŚ w Rosji, Katarze, teraz puchar w Baku. Chociaż to nieprawda z tym zakazem wjazdu dla Mikiego. Sportowcy armeńscy brali udział w zawodach w Aze i nic im się nie stało.

  • morenowa38

    Oceniono 4 razy 4

    Azerbejdżan mimo członkostwa w UEFA wciąż leży w Azjii...

  • brajanu

    Oceniono 2 razy 2

    Powini zbojkotować ten finał, zagrać tydzień pózniej u siebie w Londynie "sparing". Stadion byłby pełny i klub
    I kibice zadowoleni.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX