Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lech Poznań vs KRC Genk. Lech odpada po meczu pełnym walki [WNIOSKI]

To koniec przygody Lecha Poznań w eliminacjach Ligi Europy. "Kolejorz" przegrał w dwumeczu z KRC Genk 1:4, choć w rewanżu był bliski osiągnięcia remisu. Zespół Djurdjevicia imponował walką i zaangażowaniem. Piłkarsko przez większość meczu był jednak zdecydowanie słabszy.

Lech przegrał z drużyną znacznie lepszą od siebie

Pewne niedostatki da się zniwelować zaangażowaniem i ambicją. To właśnie usiłował robić Lech Poznań. Do 19. minuty udało się nie stracić gola, ale było w tym sporo szczęścia. Limit wyczerpał się, gdy do strzału głową doszedł Samatta. Tanzańczyk, podobnie jak w pierwszym meczu nie miał problemu z pokonaniem Buricia.

Każde przyjęcie piłki, dokładność podań i tempo przeprowadzenia akcji pokazywały różnicę jaka dzieli oba zespoły. Genk w obu spotkaniach był drużyną bezapelacyjnie lepszą. Jego piłkarze byli też sprytniejsi. Dzięki temu w końcówce pierwszej połowy otrzymali od sędziego rzut karny (powtórki pokazały, że była to błędna decyzja.)

Zaślepieni walką

Ambicja i zaangażowanie to nie tylko w futbolu wartości wzniosłe. Gdy grasz z takim zaangażowaniem, jakie pokazał we czwartek „Kolejorz”, zyskujesz szacunek kibiców. Są wówczas w stanie wybaczyć więcej - po meczu piłkarzy pożegnały brawa i skandowanie „dzięki za walkę”. I to pomimo porażki. Czasami jednak różnica w umiejętnościach jest nie do zamaskowania. Tak było w tej rywalizacji.

Gospodarze grali wręcz nierozważenie. Atakowali swoich rywali z taką zapalczywością, że zaangażowanie przysłaniało im założenia taktyczne, jakie narzucił przed meczem Ivan Djurdjević. W pierwszej połowie Lech stosował bardzo wysoki pressing zostawiając za plecami obrońców dużo miejsca. Dla niezwykle dynamicznych napastników Genku była to wymarzona sytuacja.

Ten brak wyrachowania w grze „Kolejorza” dobrze obrazuje akcja Rafała Janickiego z końcówki pierwszej połowy. Obrońca Lecha pochłonięty walką o piłkę ruszył do pressingu aż pod pole karne rywala. W defensywie polskiego zespołu powstała luka, którą przytomnie grający Belgowie od razu wykorzystali. W dogodnej sytuacji prosto w Buricia trafił Trossard.

Nie wytrzymali ciśnienia

Lechowi niewątpliwie zależało na dobrym występie z Genk. Można było odnieść wrażenie, że niektórzy piłkarze wyszli na boisko wręcz przemotywowani. Chcieli za bardzo, jak zwykł to określać Adam Małysz.  W efekcie, w pierwszych minutach meczu gracze Lecha byli spięci i słabo skoncentrowani. Popełniali proste błędy techniczne. Nie najlepiej się ustawiali.

Gdy emocje opadały, Lech prezentował się coraz lepiej. W końcówce pierwszej połowy i przede wszystkim na początku drugiej był zespołem lepszym. Genk, po zmianie stron przestał stwarzać zagrożenie. „Kolejorz” zdobył bramkę kontaktową i był bliski wyrównania. Wpływ Ivana Djurdjevicia na zespół było widać jak na dłoni. Jego zespół ma za sobą lepszy mecz niż przed tygodniem.

Lech stosował kilka ustawień

„Kolejorz” zaczął mecz z trójką środkowych obrońców i dwoma wahadłowymi – standardowo na początku tego sezonu. Od początku meczu miał zagrać Wołodymyr Kostewycz, ale uraz, którego nabawił się podczas rozgrzewki zmusił Djurdjevicia do przeprowadzenia zmiany. Serb postawił na Nikolę Vujadinovicia, któremu miejsce na środku obrony zrobił przesunięty na wahadło Vernon De Marco.

Po trzydziestu minutach z boiska musiał zejść Thomas Rogne. Zastąpił go Maciej Orłowski.

Pod koniec pierwszej połowy Lech przeszedł na grę z czwórką obrońców. Tak zostało już do końca meczu. Poszczególni piłkarze zmieniali się jeszcze pozycjami. Z prawej na lewą stronę przeniósł się Jóźwiak i od tego momentu był najlepszym piłkarzem Lecha.

Na transfer pracuje Jóźwiak

W Genk mecze Ligi Europy traktuje się jako okno wystawowe dla „wyprodukowanych” w szkółce piłkarzy. Łatka najlepszej akademii w Belgii tylko pomaga w ich sprzedaży. W przypadku Lecha jest podobnie. Sprzedani z klubu wychowankowie mają swoimi występami w mocnych europejskich klubach pracować na dobrą opinię o „Kolejorzu”.

Kamil Jóźwiak pokazał w rewanżu to wszystko, czego wymagają od skrzydłowych na zachodzie. Odważnie wchodził w drybling, mijał Maehle i stwarzał okazje kolegom. Był aktywny przez całe spotkanie. Imponował szybkością, zadziornością i dobrym przygotowaniem fizycznym. Często był też silniejszy od swoich przeciwników.

Więcej o:
Komentarze (13)
Lech odpada po meczu pełnym walki [WNIOSKI]
Zaloguj się
  • ketjow1978

    Oceniono 2 razy 2

    Może wpierw niech Jóźwiak coś wygra z klubem, zanim zapracuje na "duży" transfer.

  • cheshire

    Oceniono 2 razy 2

    Belgowie nie wystraszyli się dopingu "kotła"? Tylko glupi kibole myśleli, że wystarczy ryczeć a Lech da sobie radę. Spory zawód- Lech zagrał słabo a kiboli nikt się nie wystraszył.

  • kosmyg

    Oceniono 1 raz 1

    Kiedyś na transfery mogli liczyć piłkarze, którzy wygrywali mecze swoim drużynom, teraz ktoś biega z sensem w lewo i prawo, i już zapracował na transfer. Kim jest ten Jóźwiak, czemu nie było go w kadrze? W 3 miesiące stał się wybitnym skrzydłowym?

  • rozal1971

    0

    Jóźwiak to ten co w juniorski sposób sprokurował karnego?

  • wpozek

    0

    sorry oczywiście Romana Jakubczaka miałem na myśli.

  • wpozek

    Oceniono 2 razy 0

    Przeczytałem tekst i jakbym był na innym meczu...ambicja i zaangażowanie Lecha pamiętam z historii występów zespołu za czasów min. Okońskiego, Pachelskiego, Justka wcześniej Jabubczaka, Wojciechowskiego....

  • sudo_su

    Oceniono 1 raz -1

    "Gospodarze grali wręcz nierozważenie."
    Kto wam pisze te teksty? Gimnazjalista?

  • Piotr Adam Sip

    Oceniono 2 razy -2

    Jeżeli będziemy sprzedawali młodych, zdolnych to za rok będzie to samo. W takim podejściu jest problem braku awansu w europejskich pucharach.

  • sirmichal23

    Oceniono 4 razy -2

    Mam wrażenie, że polskie kluby do mistrzostwa opracowały jeden element: promocja piłkarzy. Jakim cudem Lech za grube miliony sprzedaje taki szrot jak Bednarek czy Jóźwiak za granicę?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX