Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zinedine Zidane aż trzy razy powtórzył te słowa po meczu z PSG. Wielka zmiana w Realu Madryt

Real Madryt rozegrał przeciwko PSG najlepszy mecz w tym sezonie, a i tak jest rozczarowany. Niemal coroczne spotkania z mistrzem Francji są jak papierek lakmusowy. Pokazują jak zmienia się zespół. W poprzednich sezonach Real wygrywał, nawet brzydko. We wtorek pięknie zremisował. Zidane po meczu trzy razy powtórzył, że futbol bywa okrutny.

Miesiąc temu Real Madryt przegrał wyjazdowy mecz z Majorką 0:1, a gazety pisały o możliwym zwolnieniu Zinedine’a Zidane’a. Rozpoczęła się giełda nazwisk mogących go zastąpić. Przebąkiwano o Jose Mourinho. To pokazuje jak dużo może się zmienić przez kilka tygodni: „Królewscy” wyszli na mecz z nieporównywalnie lepszym rywalem i dominowali, stwarzali kolejne okazje, grali niezwykle widowiskowo, a w tym samym czasie Mourinho na Wyspach martwił się jak odrobić straty w meczu z Olympiakosem Pireus. Zidane’a nikt nie chce już zwalniać. Teraz chwali się go za cierpliwość.

Neymar w potrzasku. Brazylijczyk sam sobie zgotował ten los [WIDEO]

Mecz najlepszy, ale niedosyt spory

Bo ci piłkarze, do których miał być tylko przyzwyczajony, znów byli jednymi z najlepszych na boisku. Marcelo grał znakomicie, Toni Kroos jak za pierwszej kadencji Zidane’a, Karim Benzema lepiej niż kiedykolwiek, a rolę Isco podkreślił na konferencji sam trener, twierdząc że był kluczem do tak udanej pierwszej połowy. - Grał na pozycji, przez którą zmieniliśmy cały system, by dodać do środka jeszcze jednego piłkarza. Isco miał grać między liniami i robił to świetnie. Rozgrywał z Edenem i Karimem. Właśnie o to nam chodziło – mówił Francuz. Poza tym, jak szalony zasuwał Fede Valverde, który rozwija się jeszcze szybciej niż biega i niedługo może zburzyć hierarchię w środku pola Realu, a już teraz przypomina bledszą wersję Claude’a Makelele.

Akcja bramkowa: najpierw kilku rywali wykiwał Eden Hazard, później dograł do Daniego Carvajala, ten przyspieszył podając Valverde, a Urugwajczyk zacentrował do Isco. Piłka odbiła się od słupka, trafiła pod nogi Benzemy, który godnie – strzałem niemal w okienko bramki – wykończył całą akcję. Tempo, jakość, pomysł, odpowiednia dramaturgia po trafieniu w słupek – niczego nie zabrakło.

I niemal do końca pierwszej połowy Real zaliczał ten egzamin (poprawkowy, po jedynce za przegrany 0:3 mecz w Paryżu) na piątkę. Wtedy PSG ostrzegło po raz pierwszy. Dość brutalnie, bo początkowo wydawało się, że za brak koncentracji „Królewscy” zapłacą rzutem karnym i czerwoną kartką dla Thibauta Courtoisa. VAR dopatrzył się jednak, że wcześniej Indrissa Gueye popchnął Marcelo, co unieważniło dalszą część akcji. Realowi się upiekło.

W drugiej połowie Real stracił dwie bramki i Edena Hazarda

Po przerwie magii było jeszcze więcej, bo na boisku pojawił się Neymar. Poszalał na początku, ale później znów przewagę miał Real. Benzema – ponownie po świetnej akcji – strzelił drugiego gola i wydawało się, że jest po meczu. I pewnie, gdyby chodziło o poprzednią wersję Realu programowanego przez Zidane’a, rzeczywiście by było. Tamten Real był wyrachowany. Gdy osiągał przewagę, potrafił „zabić mecz” – jak lubią to określać w Hiszpanii. Utrzymywał się więc przy piłce, zniechęcał rywala do gry, a skłaniał do spoglądania na tablicę i odliczania minut do ostatniego gwizdka. Czasem dołożył kolejną bramkę, czasem nie – zależało od chęci, terminarza i nastroju Cristiano Ronaldo, który albo gonił kolejne rekordy albo był chwilowo usatysfakcjonowany. Tamten Real pokonywał PSG i w fazie grupowej w sezonie 2015/2016, i w 1/8 Ligi Mistrzów sezonu 2017/2018. Umiał wydrzeć zwycięstwo w końcówce, potrafił też odwracać wynik z 0:1 na 3:1. Gdy zmuszony był się bronić, robił to skutecznie, a po drodze gola na wagę zwycięstwa strzelał rezerwowy lewy obrońca – Nacho. Mówiono wtedy, że „Królewscy” ogrywają PSG swoją dojrzałością.

W tym sezonie jeszcze jej brakuje. Notorycznie zdarzają się przestoje w grze. Zagapienia stały się normą. Z Realem Sociedad już w pierwszej akcji meczu, z PSG dopiero w końcówce. Real zwiększył przewagę, miał wszystko w swoich rękach, ale już dwie minuty później stracił kuriozalnego gola po własnych błędach. Minęły kolejne dwie minuty i z przewagi nie zostało nic, bo Pablo Sarabia wpakował piłkę w okienko. Chwilowe rozkojarzenie, może zlekceważenie rywala, poskutkowało stratą dwóch punktów i pozostawiło wszystkich z niedosytem, że mimo najlepszej gry od powrotu Zidane’a, schodząc do szatni nie wypadało się uśmiechać. – Cóż, futbol bywa okrutny – wzdychał Francuz na pomeczowej konferencji aż trzy razy.

Ale jeszcze boleśniejsza od straty bramek może okazać się strata Edena Hazarda. Akurat wtedy, gdy zgubił już brzuszek, wracał do formy i przypominał siebie z Chelsea. Gdy wyraźnie się rozpędzał, jego rodak Thomas Meuiner, brutalnie go wyhamował. Zidane rzucił w żartach, że Belg ma czas, żeby odpocząć i wrócić. Dokładnie trzy dni, bo w sobotę mecz z Deprtivo Alaves. Środowe badania pokażą czy faktycznie jest powód do śmiechu. Dopiero wtedy okaże się też jak okrutny potrafi być futbol

Więcej o: