Sport.pl

60 sekund od finału Ligi Mistrzów, ale romantyczna historia Ajaksu i tak może się podobać

Całkowita rezerwacja finału Ligi Mistrzów dla drużyn z najlepszych czterech lig Europy trwa. Ajax był 60 sekund od tego by ją anulować. Przegrał jednak z Tottenhamem 2:3 i zakończył swą europejską, romantyczną przygodę. Przygodę w której dowiódł jednak swojej siły bez petrodolarów czy gwiazd kupowanych za kilkadziesiąt milionów euro.

W XXI wieku tylko w jednym roku zdarzyło się by do finału Ligi Mistrzów wtargnęła inna drużyna niż, któraś z ligi hiszpańskiej (11 finalistów), angielskiej (11 finalistów), włoskiej (7 finalistów) czy niemieckiej (5 finalistów). W 2004 w nieco zaskakującym portugalsko-francuskim finale zmierzyło się FC Porto i AS Monaco. W 2019 roku przynajmniej połowa składu najważniejszego meczu w Champions League mogła być mocno oryginalna. Ajax był 60 sekund od finału w Madrycie i wyeliminowania z rozgrywek Tottenhamu. Gol na 3:2 Lucasa Moury sprawił jednak, że historia ekipy z Amsterdamu zakończyła się dramatycznie. Z drugiej jednak strony, choć po meczu z Anglikami były łzy i złość, to ekipa ze stolicy w tym sezonie i tak może chodzić z podniesionymi głowami.

Od drugiej rundy eliminacji po 60 sekund od finału

Wicemistrz Holandii do piłkarskiego raju przedzierał się przecież przez kwalifikacje i to od drugiej rundy. Niby gładko pokonał Sturm Graz, ale już ze Standardem Liege miał w pierwszym meczu małe problemy (2:2). U bukmacherów był oczywiście w grupie drużyn bez jakichkolwiek szans na triumf. Niby dlaczego Ligę Mistrzów zawojować miała drużyna, która od czterech lat nie może zdobyć  mistrzostwa kraju, która w obecnej dekadzie w Lidze Mistrzów przepadała zawsze w fazie grupowej, a wcześniej przez kilka lat w ogóle się do niej nie dostawała. Kiedy Manchester City dorzucał do klubowej kasy kolejne petrodolary, by znów próbować zbliżyć się do ważącego 11 kg srebrnego trofeum, Juventus sięgał po Ronaldo, Real Madryt wychodził na europejskie boiska jak po swoje, a uzbrojone w Mbappe, Neymara i Cavaniego PSG strzelało ze swych armat i głośno mówiło o chęci triumfu, o Ajaksie na jesieni wiele nie wspominano. No chyba, że w kontekście tego, że Erik ten Hag wystawił drugą najmłodszą w tym sezonie Champions League meczową jedenastkę. Średnia wieku piłkarzy, którzy zremisowali z Bayernem (3:3) wynosiła 23,6 lat. Byłoby znacznie mniej i zapewne rekordowo gdyby na boisku nie przebywał 30-letni Tadić. Ta drużyna nie miała gwiazd ściąganych za dziesiątki milionów euro, nie miała też graczy chodzących z wysoko zadartymi nosami. Napędzana była przez „przyszłość” czyli De Toekomst – swoją piłkarską szkółkę szlifującą talenty. Pewnie trochę też przez pragnienie powrotu do pięknej historii, którą klub niegdyś pisał. Na fazę grupową Ligi Mistrzów tym razem to jednak starczyło, a dwa remisy z Bayernem i drugie miejsce w grupie były dla kibiców miłym zaskoczeniem. Potem Ajax wpadł jednak na „Królewskich” i doznał jedynej porażki w tegorocznej edycji Champions League 1:2 (nie licząc środowego starcia z Tottenhamem). Wydawało się, że sen się skończy.

“Wierni swojej grze”

Przed rewanżowym meczem z Realem motywacyjną przemowę w szatni wygłosił Andre Onana, 22-letni kameruński bramkarz Ajaksu.

- Pozostańcie wierni swojej grze, bez strachu i kompleksów – powiedział.

Starczyło na... 4:1 i awans Holendrów do ćwierćfinału w imponującym stylu.

Dodajmy, że Onana nie jest kapitanem drużyny. Bywał nim doświadczony Tadić, na stałe jest nim jednak... 19-letni Matthijs de Light, ale atmosfera w drużynie sprawia, że nikt nie miał problemów z zabieraniem głosu i mówieniem czego chce. Budzące uznanie i być może odbierające mowę wielkie postacie futbolu na Johan Cruyff Arena na młodych patrzyły bardziej ze ścian stadionu. Bergkamp,Litmanen, Ibrahimovic, Van Basten,Seedorf, Van der Vaart do tego kilka dat z historii klubu, które przypominają, że kiedyś święcono tu największe triumfy, z wygraniem Ligi Mistrzów włącznie. Mimo porażki z Tottenhamem w półfinale rozgrywek i odpadnięciu w wyniku większej liczby goli strzelonych przez Anglików na wyjeździe, w 2019 roku można jednak powiedzieć, że Ajax przywrócił piękno holenderskiej piłce.

To wszystko mimo jej ostatniego kryzysu (braku awansu na Euro 2016 i MŚ 2018). Tak jak coś drgnęło w kadrze “Oranje”, która niebawem zresztą z Anglikami zagra o finał Ligi Narodów, tak Ajax pokazał, że jest gotowy walczyć o najwyższe cele. Tegoroczne otarcie się o finał nie jest przypadkowe, bo oprócz wyrzuceniem z turnieju Realu podparte także wyeliminowaniem Juventusu i niedawnymi sygnałami wysyłanymi Europie.

Romantyczne zakończenie sezonu?

Ekipa z Amsterdamu w 2017 roku doszła przecież do finału Ligi Europy. Przegrała go co prawda z… Anglikami z Manchesteru United, ale wielu piłkarzy z tamtej ekipy uznano za przyszłe gwiazdy i nadzieje Ajaksu nie tylko do walki w pucharze pocieszenia. Zresztą z meczu z „Czerwonymi Diabłami” trzy czwarte graczy grało lub siedziało na ławce podczas sprawdzianu z Tottenhamem. Trudno powiedzieć, że Holendrzy byli w tym dwumeczu od Anglików słabsi. Może zabrakło im trochę szczęścia, może kilku centymetrów gdyby Hakim Ziyech w 80. minucie trafił lepiej niż w słupek, a może większego doświadczenia i sprytu. W każdym razie Holendrom nie zabrakło walki, polotu i goli. Ajax był spośród wszystkich półfinalistów jedyną drużyną, która zdobywała bramki we wszystkich meczach tego sezonu Ligi Mistrzów. Właściwie nie zagrała w Europie żadnego słabego spotkania, bo nawet przegrane 1:2 starcie z Realem mogło się podobać. Faworyzowany Tottenham zdominowała w pierwszych połowach dwóch konfrontacji.

Ten sezon nie będzie miał dla Amsterdamu romantycznego zakończenia w rozgrywkach międzynarodowych, ale może być piękny jeśli chodzi o kraj. W Holandii sprawa mistrzostwa jest w rękach Ajaxu, choć trwa tam zażarta walka z PSV (obie drużyny mają po 80 punktów). Bohaterowie Ligi Mistrzów mogą odzyskać krajowy tytuł po 5 latach. Grę w przyszłorocznej edycji Champions League już mają zapewnioną. Pewne jest też, że rywale i bukmacherzy do młodego Ajaksu będą musieli podchodzić poważniej. „Wiara w swoją grę, bez strachu i kompleksów” okazała się przecież lepszym argumentem niż dosypywane innym petrodolary, transferowane za setki milionów gwiazdy i armaty, które huczą tylko na krajowym podwórku.

Więcej o: