Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liverpool i Klopp - genialny reżyser w znakomitym kinie z obietnicą kolejnej części

Najlepszy mecz w 26-letniej historii Ligi Mistrzów? Na pewno taki, który zachwycał i porywał, ale przede wszystkim zaskakiwał. Jakby stworzony przez najlepszego filmowego reżysera. Triumf Liverpoolu Juergena Kloppa nad Barceloną (4:0) i awans do finału Ligi Mistrzów ma tę zaletę, że składa widzowi obietnicę kolejnej części dzieła.

- Trenerem jestem od 19 lat, ale nie przypominam sobie takiego meczu. Takiej mieszanki wybitnych zawodników, którzy tak ciężko pracowali na boisku. Takich kibiców, którzy stworzyli szczególną atmosferę i byli tym, co się działo tak poruszeni. Dla takich momentów gra się w piłkę - powiedział po wtorkowej Redsmontadzie Juergen Klopp. Jego Liverpool pokonał Barcelonę 4:0 i wyszarpał finał Ligi Mistrzów, choć w kontekście występu w rewanżu bez Salaha i Firmino wydawało się to trudne. W obliczu przegranej w pierwszym meczu 0:3 wręcz niewykonalne. Trudno nie zgodzić się ze słowami Niemca wypowiedzianymi przed kamerami francuskiej RMC Sport. Tyle, że Klopp sam sprawił, że wtorkowy półfinał Ligi Mistrzów taki właśnie był. Piękny, nieobliczalny i na długo zapadający w pamięć. Niczym wielki reżyser przekonał aktorów do nieustępliwej, pełnej poświęcenia i zdecydowanej gry, a efekty tego oklaskiwał cały świat. Cały świat się zachwycał, przeżywał emocjonował i do 95. minuty nie znał zakończenia tego przygodowo-sensacyjno-dramatyczno, a czasem nieco komediowego dzieła.

Klopp jak Fincher  

Spektakl Kloppa był jak filmy Davida Finchera - jednego z najbardziej oryginalnych i potrafiących zaskakiwać widza amerykańskich reżyserów, tego który nakręcił “Siedem”. Tak jak przed ekranami chciało się by Brad Pitt wraz z Morganem Freemanem dopadli wreszcie ściganego mordercę, tak nie sympatyzując ani z Liverpoolem ani z Barceloną, chciało się by „The Reds” złapali w końcu leniwą, może trochę pyszną „Blaugranę”. Nie dość, że ją złapali to jeszcze ośmieszyli i zapewnili sobie awans do finału po jednym ze sprytniejszych, oryginalnych, niespotykanych, ale i łatwiejszych goli, którego bohaterem został 20-latek.

Trent Alexander-Arnold przechytrzył Pique, Albę i Roberto, taktyki, ustawienia i krycie. Wcześniej bohaterem kina akcji został włączony do gry w połowie spektaklu Wijnaldum, choć wydawało się, że produkcja swych pierwszoplanowych bohaterów w osobie Mane czy Origiego ma. Nie mniej jednak, to Holender wszedł, przymierzył i strzelił dwa gole. Taki scenariusz pewnie i u Finchera zyskałby uznanie. Zresztą reżyser nie był znany tylko z jednego dzieła. Stemplował swym oryginalnym znakiem kolejne obrazy za które się brał, choćby “Grę”, “Podziemny krąg” czy “Zodiaka”. Tyle, że i Klopp w swoim CV ma już kilka innych uznanych produkcji. W 2013 roku w rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów jego Borussia Dortmund w 90. minucie przegrywała z Malagą 1:2. Do awansu potrzebowała wygranej. Dwie bramki zdobyła w 180 sekund. Mało?

Już jako trener Liverpoolu Klopp rywalizował z... BVB w ćwierćfinale Ligi Europy. Szalony i emocjonalny mecz wygrał 4:3. Nie można powiedzieć, że to reżyser bez ręki do wielkich spektakli w ważnych momentach. Ich gwarantem jest jego filozofia gry, która w Anglii wychodzi mu znakomicie. A przecież Klopp pracuje obecnie w firmie, która na liście bestsellerów w historii Ligi Mistrzów miałaby - jeśli nie zwycięzcę- ?to przynajmniej kandydata do podium, czyli mecz AC Milan – Liverpool z 2005 roku z wynikiem 3:3 i wygraną “The Reds” w karnych. To wszystko brzmi jak zwiastun kolejnej wyczekiwanej już kloppowej produkcji, dlatego z Liverpoolu w finale Ligi Mistrzów należy się cieszyć. Klopp i jego drużyna wydaje się być obecnie gwarantem kolejnej dawki nieprzeciętnych emocji, czegoś w futbolu rzadkiego, nieuchwytnego, a najbliższy rywal (Ajax lub Tottenham) może tylko w czekającym nas 1 czerwca spektaklu pomóc. Spektaklu, o którym jeszcze mało wiemy, a już na niego czekamy, jak na premierę nowego filmu ulubionego reżysera. Choć zawsze ciekawi nas zakończenie, to jednak chcemy, żeby film trwał, a jak się skończy to i tak jesteśmy wciśnięci w fotel. U Finchera w fotel wciskały nawet napisy końcowe. U Kloppa pomeczowa celebracja z Anfield.

Więcej o:
Komentarze (7)
Liverpool i Klopp - genialny reżyser w znakomitym kinie z obietnicą kolejnej części
Zaloguj się
  • info0

    Oceniono 1 raz -1

    Bukmacherzy w tym roku też mieszają. Rok temu Barcelona w ten sam sposób popłynęła z Romą. Ktoś się nieźle dorobił. Sądzę, że niektórzy piłkarze Barcy też na tym zarobili, bo wszakże niemożliwe jest przegrać wygrany mecz.
    Niemniej jednak gratuluję Liverpoolowi wygrania LM w tym sezonie.

  • bonenecklace

    Oceniono 4 razy 0

    Nie, to nie był najlepszy mecz w historii LM. Barcelona zagrała katastrofalnie. Stambuł 2005 to był najlepszy mecz w historii LM. A o tym Fincherze to już człowieku popłynąłeś i się ośmieszyłeś. Porównywać twórcę sztuki, artystę do treneira piłki kopanej, toż to jakiś skandal i kompromitacja. Może jeszcze porównaj go do Leonarda Da Vinci, pismaku xD

  • typy_free

    Oceniono 2 razy -2

    Liverpool maił ogromne szczęście. My gramy tylko wygrane mecze. Sprawdź sam

    typersi100.blogspot.com

  • fuszi

    Oceniono 3 razy 3

    "W późniejszym półfinale Champions League odrobiła zresztą stratę ze starcia z Realem Madryt (0:2) i wygrała 4:1". To nieprawda. Pierwszy mecz odbył się w Dortmundzie i to tutaj Borussia wygrała 4-1 po czterech golach Lewego. Rewanż był w Madrycie, a więc nie może być mowy o odrabianiu strat.

  • szcz9

    Oceniono 1 raz 1

    W 2013 Borussia w półfinale najpierw wygrała z Realem 4:1, a potem przegrała 0:2, a nie jak napisaliście "odrobiła stratę".

  • gryfny

    Oceniono 1 raz 1

    Kacperku nie szalej!

  • marc71

    Oceniono 1 raz 1

    "The Reeds"???? Serio?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX