Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

FC Barcelona ma wielu bohaterów, ale tylko jednego króla. Mistrzostwo Hiszpanii nie wystarczy

Wywalczyli 26. mistrzostwo Hiszpanii tak, jak chcieli - przy pełnym Camp Nou, z pucharem w jednej ręce, szampanem w drugiej i biegającymi dookoła dziećmi. Ale feta nie trwała do białego rana, bo za nimi dopiero pierwszy etap. Do zdobycia jest jeszcze Liga Mistrzów, za którą w Barcelonie wszyscy bardzo się stęsknili.

Barcelona zostawała mistrzem Hiszpanii osiem razy w ostatnich jedenastu latach, przez co trochę jej ten tytuł spowszedniał. Inaczej jest z Ligą Mistrzów, gdzie jej piłkarze ostatnio częściej zawodzili niż się cieszyli. Odpadali z AS Romą, Atletico i Juventusem, a Real Madryt zwyciężał w całych rozgrywkach cztery razy w ostatnich pięciu latach. Tego bólu, kibicom Barcelony, nie zrekompensował żaden ligowy tytuł ani Puchar Króla.

FC Barcelona wygrywa, ale inaczej niż w poprzednich latach

Nawet w spotkaniu z Levante, piłkarze Barcy myśleli już o znacznie ważniejszym meczu w Lidze Mistrzów. Odpoczywali Leo Messi i Sergio Busquets, którzy weszli na boisko dopiero w drugiej połowie. Argentyńczyk musiał się pojawić, żeby dać zwycięstwo i sygnał do rozpoczęcia fiesty. Piłkarzom zależało na zdobyciu tytuł u siebie, bo chociaż trudno w to uwierzyć, od dziewięciu lat nie mieli takiej okazji. Siedem ostatnich mistrzostw zdobywali albo w meczach wyjazdowych, albo przed telewizorami, dzięki temu, że zawodzili ich rywale. W tej radości musieli jednak zachować umiar, bo już w środę zagrają z Liverpoolem.

Ernesto Valverde stwierdził, że skoro trenerowi na kilka kolejek przed końcem sezonu zadaje się pytania, gdzie wolałby świętować – czy już wcześniej, ale na wyjeździe po meczu z Deportivo Alaves (gdyby Atletico kolejkę wcześniej straciło punkty z Valencią), czy później, ale u siebie – to jest to najlepszy dowód, że praca w tym sezonie została wykonana bardzo dobrze. I rzeczywiście, Barcelona była niezwykle regularna. Nie zlekceważyła żadnego rywala, uniknęła wpadek w wyjazdowych meczach z teoretycznie słabszymi zespołami. Jeśli liga jest jak maraton, to oni przebiegli go w równym tempie od startu do mety, bez kryzysu, z jedną tylko zadyszką. Malkontenci zauważali, że w zwycięstwach drużyny Valverde czasami brakowało DNA Barcelony, bo drużyna odchodziła od 1-4-3-3 i dostosowywała ustawienie oraz taktykę do rywala zamiast każdemu narzucać swój styl gry. Bo nie zawsze dążyła do strzelenia jak największej liczby bramek. Bo kosztem efektowności stali się bardziej wyrachowani. Bo rzadko wchodzili na boisko młodzi piłkarze.

Wciąż była jednak głodna kolejnych zwycięstw. Zinedine Zidane twierdzi, że Champions League to dla piłkarzy święto, a liga jest codziennością. Zawodnicy Barcelony świętują codziennie. Koncentrują się na każdym meczu, a nie tylko dwa-trzy razy w miesiącu. „Zizou” swoich piłkarzy musi jeszcze tego nauczyć.

Ernesto Valverde przeszedł do historii

Jest dopiero szóstym trenerem w historii Barcelony, który po dwóch latach pracy ma dwa mistrzostwa Hiszpanii. Za jego kadencji Barca przegrała tylko trzy ligowe mecze i przez 72 z 78 kolejek była liderem La Liga. W obu sezonach zostawiała rywali daleko z tyłu – poprzednie rozgrywki skończyła mając 93 punkty. Wyprzedziła Atletico o 14, a Real o 17 punktów. Teraz przewaga nad Królewskimi jest jeszcze większa i wynosi 18 punktów, a mistrzostwo udało się wywalczyć na trzy kolejki przed końcem sezonu.

Nie znaczy to, że wszystko przychodziło jej łatwo. Miała trudne momenty, ale za każdym razem wychodziła z nich obronną ręką. I spora w tym zasługa Valverde. W ostatnim tygodniu września Barca złapała zadyszkę. Dwa razy straciła punkty u siebie w meczach z Gironą i Athletikiem, a po drodze przegrała na wyjeździe z Leganes. Valverde doszedł wtedy do wniosku, że Coutinho, Dembele, Messi i Suarez nie mogą grać razem, bo zespołowi brakuje równowagi w środku pola. Rozwiązaniem był Arthur, który zaczął grać w pierwszym składzie, uporządkował grę i pchnął Barcelonę do kolejnych zwycięstw.

Kilka tygodni później zespół znakomicie poradził sobie ze stratą Leo Messiego, który złamał rękę i opuścił pięć meczów. Barca w żadnym nie przegrała, choć nie mierzyła się z byle kim. Zmiażdżyła 5:1 Real, wygrała z Sevillą, pokonała Inter w Lidze Mistrzów. Kolejny trudny moment nadszedł na przełomie lutego i marca. Wynikał z terminarza, bo w kilkanaście dni Barcelona musiała zagrać na wyjeździe z Sevillą, z Realem w Pucharze Króla i ligowy klasyk. Wszystkie te mecze wygrała z bilansem bramek 8-2.

Burzliwie bywało też poza boiskiem, ale Valverde zawsze zachowywał spokój i nie podjął żadnej decyzji pod wpływem impulsu. Gdy na początku sezonu Arturo Vidal narzekał, że za mało gra i krytykował decyzje trenera na Instagramie, ten nie odpowiedział w żaden sposób. Rzucił kilka okrągłych zdań na konferencji prasowej i dogadał się z Chilijczykiem. Problemy sprawiał też Ousmane Dembele, który spóźniał się na treningi, odprawy przedmeczowe i zbyt dużo czasu poświęcał grom komputerowym. Wydało się też, że symulował ból brzucha, po tym jak w ogóle nie stawił się na treningu bez uprzedzenia kogokolwiek. Valverde tłumaczył to błędami młodości, ale konsekwencje wyciągał. Nie powoływał Francuza na mecze i sugerował, że wróci do kadry dopiero, gdy uporządkuje swoje życie. Nigdy go jednak nie skreślił i prawdopodobnie wystawi w pierwszym składzie przeciwko Liverpoolowi w półfinale Ligi Mistrzów. Spokój trenera udzielał się piłkarzom. Atmosfera w szatni wydaje się świetna.

Wielu bohaterów i jeden król

To sezon wielu bohaterów. Ciekawie było na środku defensywy: Gerrard Pique po słabym początku i kuriozalnych błędach w meczu z Leganes wszedł na swój najwyższy poziom, ustabilizował go i właściwie do końca nie popełniał już błędów. Obok niego miał grać Samuel Umtiti, bo świetnie uzupełniał się z Pique w poprzednim sezonie. Clement Lenglet kupiony przed sezonem z Sevilli za 39 mln euro miał stanowić jedynie alternatywę. Po kontuzji Umtitiego wskoczył jednak do pierwszego składu i z miejsca zaadaptował się do gry na najtrudniejszej pozycji w FC Barcelonie, gdzie środkowy obrońca musi być hybrydą stopera i środkowego pomocnika. Umtiti wrócił, ale tylko na ławkę rezerwowych. Lenglet gra zbyt dobrze, żeby Valverde zdjął go z boiska.

Kolejny znakomity sezon rozegrał Jordiego Alby, który fantastycznie dogadywał się z Messim i zaliczył 10 asyst. Marc Andre ter Stegen tylko utwierdził wszystkich w przekonaniu, że jest bramkarzem z absolutnej światowej czołówki. Barca mogła liczyć na wsparcie Arturo Vidala i Carlesa Aleni, który zdobył ważną bramkę z Deportivo Alaves. Luis Suarez strzelał najważniejsze gole – Realowi, Atletico czy Rayo. Kupiony przed sezonem Arthur też dał zespołowi więcej, niż się spodziewano.

I chociaż oni wszyscy grali świetnie, to i tak w najtrudniejszych momentach musieli oglądać się na Leo Messiego. To on strzelił najwięcej goli, zaliczył najwięcej asyst, ratował zespół w trudnych chwilach, ale najczęściej nawet do nich nie dopuszczał. Po odejściu Andresa Iniesty został kapitanem Barcelony i jakby za sprawą kawałka materiału na ramieniu drużyna jeszcze bardziej się od niego uzależniła. Nawet w meczu z Levante musiał wejść i zapewnić zwycięstwo. To była 24. bramka, którą zdobył po wejściu z ławki rezerwowych, co jest najlepszym wynikiem w XXI wieku.

To liga im. Leo Messiego. Zanim zaczął w niej grać, FC Barcelona zdobyła 16 mistrzostw, a Real miał ich 29. Upłynęło 15 lat, Argentyńczyk poprowadził zespół do dziesięciu mistrzostw (więcej ma tylko Paco Gento – 12), strzelił w tym czasie 476 goli, zaliczył 164 asysty i sprawił, że Królewscy prowadzą już tylko siedmioma trofeami – 33 do 26.

Argentyńczyk przesądził już o mistrzostwie, ale do zgarnięcia pozostają indywidualne wyróżnienia. Z 33 golami w tym sezonie jest faworytem do zdobycia szóstego Złotego Buta w karierze, ale Kylian Mbappe po hattricku z Monaco traci do niego już tylko trzy gole. Francuz zagra jeszcze w pięciu meczach, a patrząc na jakość jego przeciwników różnicę będzie mógł zniwelować nawet w jednym spotkaniu. Dlatego Messi w kilku meczach La Liga pewnie jeszcze wystąpi – raz, żeby zachować płynność, a dwa - dla jeszcze lepszych statystyk. Wszystko z nadrzędnym celem, czyli Ligą Mistrzów.

Liga Mistrzów jak pieniądze w komedii

- Z Liverpoolem będziemy musieli zagrać dwa najlepsze mecze w tym sezonie – mówił dla „Daily Mail” Luis Suarez, który przypomniał też Messiemu, że obiecał na początku sezonu poprowadzić Barceloną do triumfu w Champions League. – Liverpool to najtrudniejszy rywal dla Barcelony – uważa Gerrard Lopez, były trener jej rezerw. Bukmacherzy faworyta upatrują w „Dumie Katalonii”. Również dlatego, że Liverpool nadal walczy z Manchesterem City o mistrzostwo Anglii, a Jurgen Klopp zapewnia, że kibice woleliby ten tytuł niż Ligę Mistrzów. W Barcelonie jest inaczej, bo do zwycięstw w lidze wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić. To podobnie jak z pieniędzmi w komedii Juliusza Machulskiego: Liga Mistrzów to nie wszystko, ale wszystko bez Ligi Mistrzów to...

Więcej o:
Komentarze (2)
FC Barcelona ma wielu bohaterów, ale tylko jednego króla. Mistrzostwo Hiszpanii nie wystarczy
Zaloguj się
  • championshipmanager0102

    Oceniono 1 raz 1

    Czy GW naprawdę nie ma już tych kilkuset czy kilku tysięcy zł, aby zainstalować program filtrujący spam w komentarzach - sex ogłoszenia? Przecież to wizerunkowy strzał w stopę i kolano dla portalu GW, obniżający i ośmieszający powagę portalu GW.

  • oyesu

    0

    Skład barcelony poprostu jest stary połowa pierwszej druzyny jest po 30stce dzwigała puchar LM 10 lat temu

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX