Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Superpuchar Europy. Real - Atletico. Diego Costa wrócił na dobre? Mecz w Tallinie był jego popisem

2 : 4
Informacje
Superpuchar Europy - 2018
Środa 15.08.2018 godzina 21:00
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
1 Dogr
2 Dogr
Wynik
Real Madryt
1
1
0
0
2
Atletico Madryt
1
1
2
0
4
Składy i szczegóły
Real Madryt
Skład Navas - Carvajal, Ramos, Varane, Marcelo - Kroos (102' Mayoral), Casemiro (76' Ceballos), Isco (83' Vazquez) - Bale, Benzema, Asensio (57' Modrić). Bramki 27' Karim Benzema, 63' (k.) Sergio Ramos Żółte kartki Asensio, Marcelo, Ceballos, Modrić, Ramos
Atletico Madryt
Skład Oblak - Juanfran, Savić, Godin, Lucas Hernández - Lemar (90' Partey), Rodri Hernández (71' Vitolo), Saúl ?íguez, Koke - Diego Costa (109' Gimenez), Griezmann (57' Correa). Bramki 1' 79' Diego Costa, 98' Saul, 104' Koke Żółte kartki Correa, Costa, Vitolo
Po powrocie do Atletico z Chelsea, Diego Costa miał bardzo mocny początek, ale później ostro wyhamował. Mecz o Superpuchar Europy daje jednak nadzieje na to, że reprezentant Hiszpanii odrodził się i wrócił do najwyższej formy.

Już w 1. minucie Diego Costa wygrał pojedynek główkowy z Sergio Ramosem, by za chwilę ograć też Raphaela Varane'a i potężnym strzałem z ostrego kąta pokonać Keylora Navasa i dać Atletico prowadzenie. Na 11 minut przed końcem spotkania, reprezentant Hiszpanii wykorzystał gapiostwo obrońców Realu oraz świetną akcję Angela Correi i z bliska doprowadził do remisu 2:2.

Chociaż w dogrywce bramki dla Atletico zdobywali Saul i Koke, to Costa też miał przy nich udział. To on wyszarpał piłkę i podał ją do Thomasa Partey'a przy trafieniu na 3:2, to on jednym podaniem do Vitolo ośmieszył czterch przeciwników przy ostatnim golu w meczu.

W spotkaniu o Superpuchar Europy niespełna 30-letni napastnik pokazał się z najlepszej strony. Gdy w 109. minucie zmieniał go Jose Gimenez, owację na stojąco zgotowali mu koledzy na ławce rezerwowych i trybunach. Brawa bili też dziennikarze. Costa, jak najbardziej zasłużenie, został wybrany najlepszym piłkarzem tego meczu.

W Londynie wciąż kochany

Środowym występem napastnika Atletico zachwycali się nie tylko Hiszpanie. Występ Costy szeroko komentowany był też na Wyspach, gdzie wciąż nie potrafią zrozumieć, dlaczego Antonio Conte tak łatwo pozbył się go z Chelsea, sprowadzając w jego miejsce nierównego i nieskutecznego Alvaro Moratę.

29-letni napastnik na Stamford Bridge był uwielbiany. Za skuteczność, za nieustępliwy charakter, za poświęcenie i walkę na rzecz drużyny. W 120 występach dla Chelsea strzelił 58 goli i dołożył 24 asysty. W trakcie trzech sezonów spędzonych w zachodnim Londynie Costa zdobył dwa mistrzostwa kraju i jeden Puchar Ligi. Wyspy musiał i chciał jednak opuścić.

Tęsknota za Madrytem i konflikt z Conte

W czerwcu 2017 roku, zaraz po zdobyciu drugiego mistrzostwa Anglii, Costa upublicznił treść smsa, którego otrzymał od Conte. Włoski menedżer podziękował reprezentantowi Hiszpanii za wspólny rok pracy i zapowiedział jednocześnie, że ten nie mieści się w jego planach na kolejne rozgrywki.  - Nasze stosunki były bardzo złe - przyznał napastnik.

Trenerowi Chelsea miał nie pasować wybuchowy i konfliktowy charakter zawodnika. Conte miał też do niego pretensje o głupie żółte kartki, którymi narażał zespół na grę w osłabieniu. W środę, zaraz po Superpucharze Europy, inne światło na sprawę rzucił jednak Liam Twomey - dziennnikarz piszący o Chelsea dla ESPN.

Na Twitterze przypomniał on bowiem, że Costa o odejściu z klubu myślał praktycznie od momentu, gdy do niego trafił. Hiszpan miał być niezadowolony z życia na Wyspach, miał tęsknić za Hiszpanią i Atletico. Sms, którego 29-latek otrzymał od Conte, był tylko pretekstem do spełnienia marzeń o powrocie do Madrytu.

Chelsea i Atletico ostatecznie dogadały się we wrześniu 2017 roku. Londyńczycy zarobili na piłkarzu 55 mln euro, a ten zarejestrowany został dopiero w styczniu, co było pokłosiem kary za naruszenia przepisów przy transferach nieletnich zawodników, która wisiała nad Atletico.

Costa jesienią nie był jednak potrzebny w Londynie. Otrzymał nawet zgodę na wcześniejszy wyjazd do Madrytu, gdzie zaczął przygotowywać się do powrotu do zespołu Diego Simeone. Mniej więcej w tym samym czasie na boiskach Premier League maleć zaczął Morata. Przypadek? Jak najbardziej, ale fani Chelsea za Costą tęsknią do dziś.

Mocny początek i wyhamowanie

Jeśli fani Atletico wierzyli, że kilka miesięcy bez gry w piłkę nie wpłynie negatywnie na Costę, to jego postawą wiosną mogli być lekko rozczarowani. Od stycznia 29-latek wystąpił w 23 spotkaniach, w których zdobył siedem bramek i dorzucił sześć asyst. Wynik niezły, ale na pewno nie porywający.

Zwłaszcza, że po bardzo mocnym początku, napastnik ostro wyhamował. Ostatniego gola w rozgrywkach krajowych strzelił pod koniec lutego. Gdyby nie bramka przeciwko Arsenalowi w półfinale Ligi Europy, to wspomniane wcześniej trafienie przeciwko Sevilli byłoby jego ostatnim do Superpucharu Europy.

Najlepsza wersja w Tallinie

W nim Costa jednak błyszczał, co pokazują nie tylko opisane na początku sytuacje, ale też liczby. Reprezentant Hiszpanii do strzelenia dwóch goli potrzebował dwóch strzałów, wygrał cztery pojedynki główkowe, miał trzy udane dryblingi, dwukrotnie był faulowany. W Tallinie obejrzeliśmy zdecydowanie najlepszą wersję Costy.

- Real ogrywał nas w dwóch ostatnich finałach, więc bardzo chcieliśmy się im wreszcie zrewanżować. Jestem bardzo szczęśliwy z tego, że wygraliśmy i z tego, że strzeliłem dwa gole. Bardzo zależało mi na tym, by zdobyć zaufanie kibiców już na początku sezonu - powiedział 29-latek po środowym spotkaniu.

Odrodził się na dobre?

Kibice, dziennikarze i eksperci zachwycają się występem Costy, ale nie można przemilczeć tego, że na A. Le Coq Arenie widzieliśmy też zagrania, którymi napastnik irytuje. Sporo z jego strony było nieczystej gry, walki wręcz i pretensji do sędziów.

Było też niestety chamstwo, bo tak należy określić kopnięcie w głowę Ramosa. Gdyby takiego zachowania dopuścił się inny piłkarz, można byłoby rozpatrywać je w kategorii przypadku. Ale u Costy o to trudno. Gdyby Szymon Marciniak wykazał więcej surowości w prowadzeniu spotkania, to reprezentant Hiszpanii mógłby go po prostu nie dokończyć.

To jednak część boiskowego show Costy. Bo to zawodnik, który nie tylko jest skuteczny pod bramką przeciwnika i lubi pracować w defensywie. Costa to też wojownik, prowokator, często też nędzny aktor. Aktor, który upadnie, poudaje, by za chwilę się podnieść i przybić z rywalem piątkę. To piłkarz, którego albo się kocha, albo nienawidzi.

Kibice Atletico z pewnością mają nadzieję na to, że talliński występ Costy, tak samo jak całej drużyny, jest tylko zwiastunem tego, co wydarzy się w nadchodzącym sezonie. Wydaje się, że reprezentant Hiszpanii odrodził się na dobre. Solidny okres przygotowawczy i minuty zaliczone wiosną mogą sprawić, że "bestia" będzie tylko lepsza.

***

>> Nowy sezon w Sport.pl. Serie A. Czym Krzysztof Piątek przypomina Roberta Lewandowskiego? - Wszystkim. Kilka milionów euro za takiego piłkarza to okazja - mówi Sport.pl Michał Probierz

>> Nowy sezon w Sport.pl. Polacy w lidze hiszpańskiej. Czterech bramkarzy na niższych szczeblach. W LaLiga biało-czerwonych brak

>> Legia, Lech i Jagiellonia walczą o awans do IV rundy kwalifikacji. Gdzie obejrzeć mecze? [Transmisja]

>> Nigeria i Ghana zawieszone przez FIFA?

>> Jest nowy ranking FIFA. Duży spadek reprezentacji Polski. Nowy lider

Więcej o: