Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lech Poznań chce się uczyć od najlepszych! Europejskie potęgi w Polsce

Lech Poznań chce dzielić się szkoleniową wiedzą i samemu się uczyć od jeszcze lepszych zagranicznych akademii. I zrobił to już po raz dziesiąty organizując Lech Conference, czyli konferencję dla trenerów głównie dzieci i młodzieży. Było różnorodnie, zazwyczaj ciekawie.

Po Lech Conference inaczej patrzy się na drugą bramkę Lecha Poznań z sobotniego meczu z ŁKS. Akcję przeprowadzili wychowankowie: Jakub Kamiński rozpoczął ją na prawym skrzydle, wbiegł z piłką w pole karne i wycofał idealnie do wbiegającego w drugie tempo Kamila Jóźwiaka. Ten z pięciu metrów trafił do siatki. Dokładnie taką akcję pokazywali trenerzy z akademii Lecha podczas piątkowej konferencji. Nagranie z drona: skrzydłowy dobiega do linii końcowej i wycofuje piłkę w "martwą strefę", która powstaje za plecami obrońców przeciwnika instynktownie dobiegających do swojej bramki. Wypisz wymaluj akcja Kamińskiego. Głowy nie dam, ale wydaje mi się, że na treningowym nagraniu też był on. 

W RB Lipsk komunikacja jest najważniejsza

Sam organizator, Hubert Nowacki, przyznaje, że przez lata rola konferencji się zmieniła. Na początku prelegenci z zagranicy przyjeżdżali i otwierali Polakom oczy, mówili o rzeczach nie z tej ziemi. Dostęp do informacji był ograniczony. – Teraz służy to raczej uporządkowaniu myśli, wymianie poglądów. Te wykłady są bardzo wartościowe, ale już nie otwierają oczu tak, jak kilka lat temu. Nie zdarza się już, że ktoś mówi o sprawach, o których nie słyszeliśmy, o których sami byśmy nigdy nie pomyśleli – mówi Nowacki. 

Przez osiem lat trenerzy spotykali się w poznańskiej Arenie, ale rok temu – dzień przed konferencją – w wiekowej hali zawaliła się część dachu i wszystkie wydarzenia zostały odwołane. Prelegenci byli już w drodze, drużyny na mający się odbyć dzień po konferencji Lech Cup też, więc spróbowano jakoś tę konferencję uratować. W krótkim czasie udało się znaleźć zastępczą halę Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i naprędce wszystko zorganizować. Wyszło tak dobrze, że na Arenę nikt nie chciał wracać, bo nowa hala nie dość, że jest nowocześniejsza, to jeszcze zapewnia lepszą widoczność.

To ważne, bo na Lech Conference nie tylko słucha się prelegentów, ale i ogląda przygotowane przez nich pokazowe treningi. Pierwszy na sztucznej murawie pojawił się Sebastian Kegel, koordynator akademii RB Lipsk, trener drużyn U-14 i U-15, który miał mówić o pressingu i fazach przejściowych. Zaczął od pokazania warunków w jakich pracuje. – Mamy pięćdziesiąt pokojów w akademii, dział fizjoterapeutów, którzy opiekują się naszymi zawodnikami. Akademia ma 13 tys. metrów kwadratowych, siedem boisk: pięć trawiastych, dwa sztuczne, nad każdym zainstalowane są kamery, żeby nagrywać wszystkie treningi. Współpracujemy z trzema szkołami, dzięki czemu dostosowujemy zajęcia do treningów i możemy odbywać sześć jednostek w tygodniu plus mecz – opowiadał, a za plecami wyświetlał zdjęcia równiutkich boisk i nowoczesnych budynków. Mógł się wtedy wydawać zbyt odległy dla polskich trenerów, którzy często pracują w zupełnie innych warunkach. 

Ale gdy przeszedł do sedna sprawy, wszystko się zmieniło. Zaczął od tego, że w Lipsku stworzyli coś na kształt słowniczka taktycznych pojęć. To akurat łatwo można przenieść na polskiego orlika czy gminne boisko. Towarzyszyły temu ironiczne uśmiechy, a na myśl przychodziły te wszystkie opowieści o niemieckim ordnungu. Ale gdy Kegel wytłumaczył o co chodzi i czemu zdecydowali się w akademii stworzyć precyzyjne definicje takich pojęć jak: odcięcie, pressing, podwojenie, krycie, wyjście ze strefy, łączenie, joker, przedłużenie podania, 10 sekund, uśmiechy zniknęły. Pojawiło się zaciekawienie. – W zasadzie dziesięciu sekund chodzi o to, że zawodnicy po odzyskaniu piłki mają 10 sekund na zdobycie bramki. Piłka jest coraz szybsza, drużyny coraz lepiej uporządkowane, ale naszym zdaniem, niemal każda, nawet najlepsza, potrzebuje około dziesięciu sekund na ponowne uporządkowanie się po stracie piłki. Wtedy najłatwiej zdobyć bramkę – tłumaczył. 

Identyczne rozumienie pojęć jest kluczowe w komunikacji między trenerem a zawodnikami. Jedno słowo rzucone zza linii bocznej wystarczy, żeby drużyna wiedziała co ma robić: odciąć – czyli skupić się na zawodnikach będących wokół tego przy piłce, podwoić – czyli doskoczyć we dwóch do piłkarza przy piłce, czy użyć jokera – a więc zawodnika, który zazwyczaj zostaje sam po drugiej stronie boiska. Zazwyczaj jest to skrzydłowy. Błyskawiczne przerzucenie do niego piłki zaraz po jej odzyskaniu, pozwala zmieścić się z zakończeniem akcji we wspomnianych dziesięciu sekundach. 

- Gdy trener Kegel zaczął prowadzić trening i pokazywał czym jest odcięcie, a czym podwojenie, wyjąłem telefon i nagrałem jedno ćwiczenie. Wysłałem do naszego trenera z akademii, bo jest ono wręcz stworzone dla jednego zawodnika, którego prowadzi. Do przodu radzi sobie świetnie, ale w grze obronnej ma sporo do nadrobienia – przyznał Piotr Urban, koordynator szkolenia w akademii Legii Warszawa. Uwagę zwracały też pytania, które Kegel zadawał młodym piłkarzom z akademii Lecha. Mogli się poczuć jak w szkole: - Czego potrzebujesz, żeby odebrać piłkę? – pytał po kolei. – Odcięcia, podwojenia – wymieniali młodzi piłkarze. – Widzicie, po kilkudziesięciu minutach już operują naszą terminologią. Wiedzą, co robić, żeby odzyskać piłkę – zwrócił się do publiczności trener RB Lipsk.

Jak nie gubić talentów?

W poprzednich latach konferencjom organizowanym przez Lecha wyznaczano motyw przewodni, do którego prelegenci dostosowywali swoje tematy. W tym roku postawiono na różnorodność. Każdy opowiadał o czym chciał: po wystąpieniu typowo taktycznym, była prezentacja Bena Knighta, który na przykładzie Faustino Anjorina pokazał jak w Chelsea przeprowadza się zawodnika przez drogę "od fundamentów do doskonałości" – taki był też tytuł jego wykładu. Anjorin w 2012 roku grał w Poznaniu na Lech Cup, przegrał z Barceloną i płakał po odpadnięciu. Kilka tygodni temu zadebiutował w pierwszej drużynie u Franka Lamparda. Knight pracował też Tammym Abrahamem, Masonem Mountem, Callumem Hudsonem-Odoiem, Fikayo Tomorim, Rubenem Loftusem-Cheekiem i Reecem Jamesem. – Nie chodzi tylko o zakaz transferowy. Frank Lampard chce stawiać na młodych piłkarzy. Kluczowe jest to, że pięć osób w jego sztabie to ludzie z akademii – mówił. 

Spektakularnie swoje wystąpienie zaczęli trenerzy z akademii Lecha Poznań – Hubert Wędzonka i Przemysław Małecki. Jeden pracuje z defensywnymi pomocnikami, drugi ze skrzydłowymi. I właśnie o indywidualizacji treningu w akademii Kolejorza opowiedzieli pozostałym trenerom. Rozpoczęli od wyświetlenia najlepszej jedenastki złożonej wyłącznie z wychowanków Lecha. – Mamy reprezentantów Polski, mamy zawodników w najlepszych zagranicznych ligach. Taki jest nasz cel: przygotowywać naszych piłkarzy do gry w pięciu najlepszych ligach. To są przykłady, że nam się udaje – wskazywał na ekran Przemysław Małecki. 

- Muszą być wszechstronni, ale być specjalistami od gry na swojej docelowej pozycji, stąd treningi indywidualne. Co tydzień we wtorki ja zajmuję się defensywnymi pomocnikami z naszej akademii, trener Małecki skrzydłowymi. W grupach z różnych roczników ćwiczą te same zachowania, które odpowiadają naszemu modelowi gry – mówił Wędzonka. Trenerzy Lecha pokazali kilka zachowań skrzydłowych, które mają wykonywać podczas meczu. Zbiegnięcie do środka i zagrania prostopadłej piłki: najpierw wyświetlony Angel Di Maria, który podaje w ten sposób do wbiegającego Cristiano Ronaldo, później Kamil Jóźwiak, który robi to samo na treningu zagrywając między plastikowe ludziki, a jeszcze później w meczu między prawdziwymi rywalami. Kolejna akcja: najpierw Eden Hazard wycofujący piłkę spod linii końcowej w "martwą strefę", później Jakub Kamiński robiący to samo na treningu, następnie w meczu. To samo zrobił dzień później w spotkaniu Lecha z ŁKS w ekstraklasie. 

Na koniec wykład przeprowadzili trenerzy KRC Genk – Koen Daerden i Pascal Roosen. Mówili jak nie przepuszczać małych i chudych talentów. Co zrobić, żeby chłopcy, którzy fizycznie odstają od rówieśników mieli takie same szanse na zostanie piłkarzami. W Belgii dzielą roczniki na dwie grupy – do A trafiają więksi chłopcy, do B mniejsi i trenują z podobnymi sobie. Data urodzenia nie ma większego znaczenia. Możliwe jest przeniesienie chłopca urodzonego w 2002 roku do drużyny 2003, jeśli badania pokażą, że jego wiek biologiczny jest niższy od faktycznego. I w drugą stronę – chłopiec z rocznika 2003 może grać ze starszymi chłopcami, jeśli jest dojrzalszy. Prosty przykład: w ich drużynie, z którą przyjechali do Poznania na turniej Lech Cup najmniejszego i największego zawodnika dzieli 28 cm i 30 kg! Ale tutaj sytuacja jest wyjątkowa. Ten najmniejszy – Julian – i tak gra z większymi od siebie. Bo tabelki pokazujące wiek biologiczny są ważne, ale nie najważniejsze. – Julian teoretycznie powinien trafić do niższego rocznika i to do podgrupy B. Gra jednak z większymi, bo nigdy się ich nie bał, a umiejętności techniczne ma niesamowite. Dzięki nim potrafi radzić sobie z większymi od siebie. Każdy przypadek rozpatrujemy indywidualnie. Julian ma kolegę, który jest podobnie zbudowany jak on, równie doskonały z piłką, ale gra z młodszymi, bo strach go paraliżuje. Wierzymy, że to dobre dla ich rozwoju – opisywał Daerden. 

Pomysł ze sprawdzaniem wieku biologicznego i przenoszeniem piłkarzy był odpowiedzią na statystyki: w najmłodszych kategoriach wiekowych struktura drużyny jest zrównoważona – mniej więcej tylu samo zawodników urodzonych w pierwszy, drugim, trzecim i czwartym kwartale. Po kilku latach treningów zupełnie się to zmieniało: zostawało 60 proc. zawodników urodzonych w pierwszym kwartale roku, 18 proc. w drugim, 8 proc. w trzecim i 10 proc. w czwartym. Mniejsi i chudsi odpadali – decyzją trenerów albo przez decyzję trenerów – bo np. zniechęcali się przez to, że grali w meczach rzadziej niż ich więksi koledzy. Dlatego też, w akademii KRC Genk każdy zawodnik rozgrywa po 70 proc. wszystkich minut w sezonie. Najlepszy i najsłabszy zawodnik gra tyle samo. "Chcemy wygrać, ale nie musimy wygrać" – wybrzmiało podczas tej prezentacji kilka razy.

Więcej o:
Komentarze (4)
Lech Poznań chce się uczyć od najlepszych! Europejskie potęgi w Polsce
Zaloguj się
  • a.k.traper

    Oceniono 4 razy 4

    Uczą się, uczą, organizują szkolenia, konferencje a na boisku wciąż to samo, kiedy to przestaje działać i kiedy skoro efekty widzimy na włąsne oczy?

  • bezidei

    Oceniono 6 razy 4

    Od lat 90 słyszałem o wielu konferencjach, o super programach szkoleniowych i o wielkich pieniądzach na szkółki pilkarskie. A w piłce ciągle ta sama padaka z rzadkimi wyjątkami potwierdzajacymi regułę.

  • aciddrummer

    Oceniono 5 razy -1

    Ile to juz razy słyszałem. A wynik i tak będzie ten sam czyli kupa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX