Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lech Poznań przeszedł rewolucję. Ale ma cichego bohatera, który zachwyca

Lech Poznań w meczu z ŁKS-em momentami zachwycał, chwilami się chwiał, ale ostatecznie wygrał 2:1. Po raz pierwszy w tym roku na wyjeździe. To ważne dla podtrzymania świetnych nastrojów po zeszłotygodniowym wysokim zwycięstwie nad Wisłą Płock.

Gdy Lech Poznań nie przedłużał wygasających umów kilku piłkarzy, kibice dyskutowali czy aby na pewno jest to rewolucja, jaką zapowiadały władze. Przecież kupiono tylko trzech piłkarzy do pierwszego składu, dwóch na ławkę, a resztę „nowych” stanowili wracający z wypożyczeń wychowankowie. Rewolucja dokonała się gdzie indziej i podważyć jej nie sposób. Kolejorz inaczej myśli o meczu, jest odważny, nie zwiesza głowy, gra o wiele atrakcyjniej, a przy tym jest skuteczny. Piłkarzom zależy – biegają jak szaleni, walczą o każdą piłkę i chociaż wciąż zdarzają się im błędy, to kibicom łatwiej przymknąć na nie oko. A na punktach na razie się to nie odbija. Lech wraca z Łodzi z kompletem, na pozycji lidera ekstraklasy.

Prezes Lecha Poznań szczerze: Zatrudnienie Djurdjevicia było błędem

Lech Poznań przeszedł spektakularną metamorfozę

Było w tym meczu kilka symptomatycznych momentów. Świetny początek – zjawisko niewidziane w Poznaniu od bardzo dawna. Zazwyczaj to rywale strzelali gole na początku, a piłkarze Lecha musieli się po tym ciosie podnieść. I często nie podnosili. Dostawali kolejne i upadali. ŁKS wyrównał w 32. minucie, ale już dwie minuty później znów przegrywał po fenomenalnym strzale Darko Jevticia. Kolejorz się nie wystraszył, zareagował złością – ruszył na rywala, jakby chciał go jak najszybciej rozszarpać. Od środka do przodu, doskok, odbiór piłki i uderzenie sprzed pola karnego. Gol. Błyskawiczna odpowiedź.

Warto jednak wrócić do tego, jak Lech wcześniej bramkę stracił. Źle wznowił Mickey van der Hart, o którym w Poznaniu zaczęto już żartować, że owszem, jest pierwszym bramkarzem, ale tak dobrze rozgrywa piłkę, że pozostaje też alternatywą na środku pomocy. Holender wybił jednak niedokładnie, gospodarze ruszyli z szybką kontrą i Dani Ramirez trafił do siatki. Ale przyszła kolejna akcja i znów bardzo wysoko atakowany bramkarz Lecha, starał się rozgrywać piłkę. podając tuż obok nóg rywali. Żadnej paniki i wybicia byle gdzie. To ryzyko, które podejmuje w ekstraklasie niewiele zespołów i pewnie niejednokrotnie tak grający Kolejorz podniesie kibicom ciśnienie, może jeszcze kilka bramek straci, ale równie prawdopodobne jest to, że rozpocznie w ten sposób akcję bramkową, jak tydzień temu przeciwko Wiśle. Gra warta świeczki, a w lidze „kick and rush” zasługująca na pochwałę.

I jeszcze jeden moment: w pierwszej połowie Ramirez zwiódł Karlo Muhara, okiwał Thomasa Rogne i podał do wbiegającego w pole karne Ruisa Pirulo. Wydawało się, że za chwilę ŁKS po raz drugi w tym meczu wyrówna.Wtedy jednak wrócił nieco spóźniony Tymoteusz Puchacz i teoretycznie nie zrobił wiele – ot trącił rywala w polu karnym. W efekcie Hiszpan nie trafił w bramkę, a Lech, mimo że w drugiej połowie oddał inicjatywę i jeszcze parę razy mógł stracić bramkę, to utrzymał prowadzenie do końca meczu. Wystarczy sobie przypomnieć postawę obrońców z zeszłego sezonu, by ten, naturalny wydawałoby się powrót Puchacza, szczególnie docenić.

Bohater z drugiej linii

Głośno było o nim w poprzednim sezonie. Dobrze wszedł do zespołu, błyskawicznie został kapitanem i czuć było, że to piłkarz z innej krainy. Pedro Tiba ciągnął Lecha w trudnych momentach (skutecznie lub nie), aż wreszcie dostosował się poziomem do pozostałych, momentami tylko przypominając, że drzemie w nim spory potencjał. Teraz, gdy gra jeszcze lepiej, mówi się o nim mniej. W tym sezonie opaski na ramieniu już nie ma, klubowe media właściwie go nie pokazują, bo i porozmawiać z nim nie bardzo jest jak – po polsku ni w ząb, po angielsku dość trudno, na boisku gra za plecami Jevticia, z jego cienia przed tygodniem nie wyszedł, gola jeszcze nie strzelił i asysty nie zaliczył.Ale to jak rozgrywa (najwięcej podań w Lechu), jak pracuje (najwięcej wygranych pojedynków), jak myśli na boisku (najwięcej kluczowych podań) i jak szybko potrafi biec w okolicach 90 minuty, mimo że ma najwięcej przebiegniętych kilometrów z całego Lecha, a po drodze musi jeszcze zgubić rywala i na koniec celnie podać w pole karne,zasługuje na osobny akapit. I na godne wykończenie, panie Tomczyk.

Więcej o:
Komentarze (7)
Lech Poznań przeszedł rewolucją. Ale ma cichego bohatera, który zachwyca
Zaloguj się
  • jerychonski

    Oceniono 6 razy 0

    "ot trącił rywala w polu karnym" - od dawna nie oglądam popisów poznańskich ogórów, ale czy to nie jest opis faulu na rzut karny?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX