Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Pomysł jednym torem, wykonanie drugim. Zagłębie Lubin poszukuje tempa

Miedziowi na starcie sezonu mają problemy z silnikiem. W Zabrzu byli do takiego stopnia skoncentrowani na wymienności pozycji, że całkowicie zapomnieli o tym, że od czasu do czasu wypadałoby wrzucić wyższy bieg. Ostatecznie Górnik wygrał 1:0, ale to wcale nie musi oznaczać, że w Lubinie dzieje się coś złego.

Proste zasady

Oglądając mecze Zagłębia Lubin można odnieść wrażenie, że zawodnicy mają dość sporą dowolność w kwestii podejmowania decyzji. Każdy tak naprawdę może iść do ataku, a pozycje są rzeczą całkowicie umowną. Przy tym zapisie powinna pojawić się jednak gwiazdka, bowiem zakłada się, że reguły obowiązują do momentu, gdy jest zapewniona asekuracja. I tak – wyklucza to przypadki, gdy na tyłach zespołu pozostają jedynie Guldan i Forenc, a przeciwnik szykuje się z kontratakiem.

Trudno powiedzieć, że ta dowolność przynosi więcej krzywdy niż pożytku. W spotkaniu z Cracovią (1:1) lubinianie mieli problem z czymś innym niż w starciu z Górnikiem (0:1). Tydzień temu zaczęli odważnie i właśnie wówczas ich strategia była wielkim atutem. Tylko że ni stąd ni zowąd nagle wycofali się po szybko (5. minuta) zdobytej bramce. W Zabrzu natomiast był widoczny swego rodzaju paradoks: wymienność pozycji sprzyjała realizacji pomysłu (czyli wyżej wspomnianych reguł), ale nijak nie przekładało się to na płynną grę, a tym samym konkretne akcje ofensywne.

I trzeba przyznać, że jest to trochę dziwne, bo piłkarze Bena van Daela sporo zadań wykonywali całkiem nieźle. Mowa m.in. o organizacji środka pola, który stwarza naprawdę dużo możliwości. Wystarczy zatrzymać się przy duecie Slisz-Poręba, który świetnie był w stanie poradzić sobie z wprowadzeniem piłki od tyłu pod presją rywala i dobrze rozrzucał grę na boki. Zresztą w tym drugim elemencie naprawdę fajnie radził sobie również Oko. Cały szkopuł w tym, że kiedy akcja przenosiła się na flankę lub po prostu, w okolice 25.-35. metra, tempo pozostawało takie samo.

Niewykorzystane możliwości

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób lubinianie konstruowali swój atak pozycyjny w pierwszej połowie. Raczej starali się wprowadzać piłkę od tyłu kilkoma krótkimi podaniami i dopiero wtedy zagrać jedno długie, zamiast bezpośrednio uruchamiać zawodników ustawionych na bokach. Tego typu grze sprzyjało dość zwarte ustawienie. Należy to podkreślić, bowiem chociaż piłkarze Bena van Daela raczej nie są przywiązani do pozycji, to nie mają większych trudności z utrzymywaniem niewielkich odległości w obrębie ustawienia. A to już duży plus, który sprzyja realizacji ogólnej strategii.

W pierwszej fazie rozegrania było wszystko w porządku. Slisz schodził między stoperów (Guldan i Oko), którzy w takim układzie ustawiali się szeroko, często nawet na wysokości skrajów pola karnego. Jednocześnie młody pomocnik nie był pakowany na minę, bo w odległości kilku metrów od niego poruszał się duet Starzyński-Poręba. Dlatego z powodzeniem mógł próbować wychodzić spod pressingu, zamiast ratować się długim podaniem.

Tego typu wprowadzenie piłki do gry funkcjonowało całkiem nieźle zwłaszcza w momencie, gdy Górnik nakładał wysoki pressing. Wówczas pierwszą linię Miedziowych atakowało 3-4 zawodników, najczęściej Angulo, Manneh, Zapolnik i jeszcze dodatkowo Matras. Ten ostatni gracz był o tyle istotny dla Zagłębia, że swoim ruchem robił potężną wyrwę w środku pola gospodarzy. To sprawiało, że lubinianie potrzebowali 1-2 podań, żeby zająć cały centralny sektor boiska.

Atak na wakacjach

Tylko że nie za bardzo wiedzieli, w jaki sposób mogliby go kreatywnie wykorzystać. Bo to nie było tak, że zajmowali środek pola i nagle rozkładali ręce, stawali w miejscu i wywieszali białą flagę. W pierwszej połowie byli w stanie zmusić defensywę Górnika do zejścia w głąb pola karnego, jednocześnie atakując piątką-szóstką graczy. I w takiej sytuacji możliwości były przynajmniej dwie: albo po dośrodkowaniu z bocznego sektora nikt w odpowiednim momencie nie urwał się obrońcom, albo próbowano strzałów z każdej pozycji (ze strefy od 20. do 35. metra), mimo że można było jeszcze pokusić się o prostopadłe podanie lub zagranie do lepiej ustawionego kolegi.

Kilkakrotnie w tej drugiej sytuacji, w roli pokrzywdzonego, znalazł się Bohar. Słoweniec był bardzo aktywny – często ścinał do środka, w polu karnym ciągle szukał sobie miejsca, a mimo tego rzadko dostawał piłki w tempo. Warto jednocześnie zwrócić uwagę, że kiedy Bohar zbiegał do centralnej strefy, lubinianie faktycznie mogli do niego zagrać i wykorzystać element zaskoczenia. Natomiast kiedy robił to Tuszyński, później w polu karnym brakowało napastnika.

Dlatego nie sposób nie odnieść wrażenia, że podstawowe założenia strategii Miedziowych są naprawdę dobre. W organizację ataku zaangażowana jest cała drużyna, łącznie ze stoperami, którzy niezwykle często ustawiają się bardzo wysoko (co później odbija się na grze obronnej). Widać, że w pewnych fragmentach meczu zawodnicy czerpią radość z tego, że każdy może dołożyć cegiełkę do ofensywy. Widać również ten hurraoptymizm, kiedy nagle na pozycji napastnika ląduje Balić i nikt nie ma z tym najmniejszego problemu. Nie widać natomiast okazji do strzelenia gola i pewnie zupełnie inaczej byłaby oceniana gra Miedziowych, gdyby na szpicy znalazł się choć trochę lepszy napastnik. Grze ogólnie brakuje płynności, jest za dużo przestojów i zbyt wiele fragmentów, gdy nie do końca wiadomo, do czego to wszystko prowadzi. Ale to wcale nie oznacza, że w Lubinie dzieje się coś złego – na takie wnioski zdecydowanie za wcześnie.

Więcej o: