Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Złoty laur Ekstraklasy. Jak trwoga, to do... - zawodnicy od zadań specjalnych

Jeden strzela jak granatnik, drugi zajrzał na chwilę i zrobił swoje, trzeci już nie jest jeźdźcem bez głowy. Gdzie się spotykają? W kawiarni, w której nikt nie spija śmietanki, ale za to każdy odczuwa dumę - bo świetnie wykonał swoją misję.

Zvonimir Kozulj – granatnik Portowców

Na Bałkanach nazywali go Zolją z Białego Pola, od jugosłowiańskiego granatnika przeciwpancernego, i nie było w tym nic przesadzonego. Mimo że doskonale wiadomo, jak to jest z tymi przydomkami – pojawiają się po jednym udanym strzale i mają niezwykle długi termin ważności. On tylko zbywał to uśmiechem i podkreślał, że porównania do innych zawodników czy właśnie tego typu określenia mogą mu tylko zaszkodzić.

Tak się jednak nie stało. Zvonimir Kozulj wyróżnia się na tle innych graczy potężnym uderzeniem z dystansu, co wielokrotnie udowodnił na ekstraklasowych boiskach. W jego przypadku nie skończyło się na jednej próbie, po której piłka szczęśliwie wylądowała w bramce. 25-latek ma patent na takie gole – w tym sezonie strzelił dziewięć, w tym siedem po strzałach zza pola karnego, i dorzucił do tego siedem asyst. Zresztą jeśli próbuje strzelać, to w większości przypadków (74%) robi to z dalszej odległości, czyli właśnie 20.-30. metrów.

Ale Zvonimir Kozulj to nie tylko trafienia, po których Pogoń z powodzeniem mogłaby odpalać fajerwerki na stadionie. W grze Bośniaka bardzo dużą rolę odgrywa samo ustawianie się na boisku, ponieważ to głównie dzięki niemu jest w stanie znaleźć sobie miejsce do oddania strzału. Przede wszystkim zwraca na siebie uwagę ustawieniem tyłem do bramki, kiedy potrafi bardzo dobrze zastawić się z piłką – dzięki temu może ukraść parę cennych sekund aż koledzy wyjdą do podania i dopiero w odpowiednim momencie urywa się spod krycia. Warto podkreślić, że 25-latek twardo utrzymuje się na nogach, trudno mu odebrać piłkę bez faulu, ale nie bazuje jedynie na warunkach fizycznych. Jest bardzo zwrotny i sprytny. Potwierdzenie tego można znaleźć w statystykach poszczególnych meczów. W rundzie finałowej czterokrotnie podejmował najwięcej prób zwodów, trzy razy był w czołowej trójce. Tym samym zrobił to 44 razy ze średnią skutecznością na poziomie 59%. Doliczając sześć goli, które strzelił w ostatniej fazie sezonu, naprawdę trudno się dziwić, że na siedem spotkań w grupie mistrzowskiej, czterokrotnie osiągnął najwyższy InStat Index w drużynie ze Szczecina.

Należy zauważyć, że Zvonimir Kozulj nie pojawia się tylko wtedy, kiedy trzeba uderzyć z dystansu, a później znika. Świetnie radzi sobie w grze na małej przestrzeni – wówczas nie tylko potrafi złożyć się do strzału, ale również puścić prostopadłą piłkę między rywalami. Często ściąga na siebie ich uwagę, dzięki czemu inni zawodnicy zyskują więcej miejsca. Jednocześnie przykłada się do kontrolowania odległości, ma niezłe wyczucie, w którym momencie należy podać czy wyskoczyć przed obrońców przeciwnika. Kiedy pokazuje się do gry, bardzo często nieznacznie wyciąga do przodu rękę, wyraźnie sygnalizując, że dokładnie w tej chwili chce dostać piłkę pod nogi. W ten sposób minimalizuje ryzyko nieporozumienia i – w efekcie – straty. A trzeba przyznać, że akurat z nim w roli głównej jest ich stosunkowo mało.

Marko Vejinović – zadaniowiec z umową o dzieło

Holender zajrzał dosłownie na chwilę (kontrakt podpisał w lutym), pomógł Arce utrzymać się w Ekstraklasie i zaraz będzie dopinał ostatnie walizki. Trener Jacek Zieliński na konferencji po zwycięskim meczu z Wisłą Kraków (3:1) przyznał, że jego odejście jest ogromną stratą dla gdynian: - My na takich zawodników mówimy „Pan Piłkarz”. Jeszcze nie będąc trenerem Arki wiedziałem, że jest to gracz innego formatu. W końcówce sezonu bardzo nam pomógł – był motorem napędowym i najlepszym strzelcem – podkreślał szkoleniowiec. Marko Vejinović strzelił pięć goli, w tym cztery w ostatniej fazie rozgrywek, dorzucił asystę i wywalczył „jedenastkę”, którą sam wykonał. Biorąc pod uwagę to, że gdynianie łącznie w rundzie finałowej zdobyli 10 bramek, 29-latek walnie przyczynił się do ich utrzymania na najwyższym poziomie rozgrywek.

Warto jednak przyjrzeć się, w jaki sposób pomocnik porusza się po boisku, bo jego obowiązki nie ograniczają się jedynie do oddawania strzałów. Podobnie jak Zvonimir Kozulj, on również preferuje uderzenia z dystansu (72%). W

przeciwieństwie jednak do Bośniaka, zwykle jest ustawiony w okolicach koła środkowego – albo na tej samej wysokości co Adam Deja, albo nieco wyżej. Jeszcze w fazie zasadniczej arkowcy mieli ogromny problem z podziałem obowiązków w tym sektorze boiska. Niekoniecznie brakowało wyraźnego podziału ról, ale zwyczajnej wymienności pozycji, uzupełniania po sobie luk, kiedy jeden z zawodników przesunie się bliżej ofensywy. Zwłaszcza że Marko Vejinović może tak naprawdę zagrać w każdym miejscu w środku pola. Pomocnik jest świetnie wyszkolony technicznie, bardzo dobrze się ustawia, dzięki czemu jest w stanie przechwycić podanie przeciwnika i rozpocząć kontratak.

Sytuacja uległa zmianie, kiedy stery w drużynie przejął trener Jacek Zieliński. Chociaż już we wcześniejszych meczach Holender bardzo często otwierał klasyfikację zawodników, którzy wymienili najwięcej podań (czterokrotnie w rundzie finałowej, również pod względem dokładności), to niewiele z tego wynikało (dużo zagrań wszerz boiska) i dopiero nowy szkoleniowiec wykorzystał go jako napęd akcji ofensywnych. Pomocnik otrzymał całkiem sporo zadań w ataku, zaczął oddawać więcej strzałów, co wyraźnie odbiło się m.in. na odbiorach. W ostatnich siedmiu spotkaniach fazy zasadniczej zanotował 74 nabycia piłki, natomiast w rundzie finałowej tylko 31. Coś za coś, bo dostał arcyważną misję w ofensywie. Druga sprawa, że arkowcy zaczęli grać odważniej w końcówce sezonu. Poza tym, że Marko Vejinović pokazał, że dysponuje świetnym uderzeniem z dystansu, to jeszcze w polu karnym rywali zaczął wykorzystywać swoje umiejętności przewidywania na kilka kroków do przodu. Strzelił dwa gole (mecze z Koroną i Wisłą) w bardzo podobny sposób – ustawiając się na długim słupku i w odpowiednim momencie urywając się spod krycia, kiedy jego drużyna miała rzut z autu.

Bartłomiej Pawłowski – od jeźdźca bez głowy do stratega

To, że 26-latek odgrywa istotną rolę w Zagłębiu Lubin jest niezaprzeczalnym faktem. Wystarczy spojrzeć na statystyki: osiem goli, pięć asyst, trzy wywalczone karne i dwie dobitki po jego strzałach. Ale najważniejsze w zmianie, jaka zaszła w Bartłomieju Pawłowskim, nie są statystyki, a to w jaki sposób gra. Ktoś mógłby powiedzieć, że biega więcej, szybciej i pewnie niewiele by się pomylił, bo tu w dużej mierze chodzi o bieganie. Ale nie robi tego bezmyślnie tylko po to, żeby kibice się go nie czepiali. Nie robi tego też dla najlepszych statystyk albo największej liczby sprintów w drużynie.

W tym sezonie pomocnik Miedziowych nie był jeźdźcem bez głowy, który startuje do piłki, ale tak naprawdę nie za bardzo wie, w jakim celu to robi. Przede wszystkim widać, że odblokował się mentalnie, co wpłynęło na jego decyzyjność na boisku. Bartłomiej Pawłowski często pomagał w rozegraniu na jeden kontakt, np. w bocznym sektorze, żeby po chwili domagać się podania zwrotnego już w środkowej strefie, mając dogodne warunki do oddania strzału na bramkę. Bardzo dobrze kontroluje odległości – wie, w którym momencie wyjść do podania nawet wtedy, kiedy akcja toczy się na przeciwległej flance i wcale nie jest jasne, że piłka trafi pod jego nogi. Ale mimo wszystko pokazuje się do gry. Stwarza możliwość zagrania lub ściąga na siebie uwagę przeciwnika. Pomocne jest również to, że nie wykazuje jakiegoś przesadnego przywiązania do pozycji. Przeskakuje z jednego skrzydła na drugie, ścina do środka, włącza się do gry na małej przestrzeni. I oczywiście wynika to z tego, że biega naprawdę dużo, ale robi to mądrze – tak, aby zapewnić kontynuowanie ataku.

Wystarczy rzucić okiem na konkretne przykłady w tym sezonie. Poza tym, że Bartłomiej Pawłowski szybciej podejmował decyzje o oddaniu strzału, to bardzo często pomagał niżej, w rozplanowaniu akcji ofensywnych. W meczu z Zagłębiem Sosnowiec (17.kolejka, 2:1, dwa gole pomocnika) zaczął na flance, wymienił kilka podań i po ostatnim natychmiast ściął w okolice pola karnego, żeby być gotowym do strzału. W spotkaniu z Jagiellonią (19. kolejka, zwycięstwo 4:0 i bramka) przyspieszył tempo rozegrania prostopadłym podaniem i ostatecznie dzięki temu Patryk Tuszyński strzelił gola. Pracę nad szybszym podejmowaniem decyzji widać również w takich prostych elementach, jak poruszanie się na linii pola karnego. 26-latek miał w zwyczaju długie holowanie piłki, co pozwalało rywalowi na odpowiednie ustawienie linii obrony. W tym sezonie zachowywał się tak znacznie rzadziej i szybciej potrafił wypatrzeć lepiej ustawionego kolegę. Wyraźna poprawa w jego grze sprawiła, że zaczęły się po niego zgłaszać inne kluby z Ekstraklasy.

Więcej o:
Komentarze (6)
Złoty laur Ekstraklasy. Jak trwoga, to do... - zawodnicy od zadań specjalnych
Zaloguj się
  • tusk-nera

    0

    o dziwo artykuł na poziomie - jest paru cichych bohaterów tego sezonu - w Piaście Czerwiński, w Legii Jędza, w Lechii Łukasik, itd. itp

  • wbkubiak

    0

    Pawłowski wypłynał z Widzewa! Jakże przeciwstawne bieguny zajmują oba podmioty obecnie ;-).

  • xzyzzy

    Oceniono 3 razy -1

    tytuł grafomana roku w gazecie mocno zagrożony. wygryzie pańcia pryncypała.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX