Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Fatalna frekwencja na meczu Lecha z Legią. Jeżeli coś ma przyciągnąć kibiców z powrotem, to taka gra, jak w końcówce spotkania

Do 80. minuty był to mecz pod każdym względem chłodny. Atmosfery jednego z najważniejszych spotkań sezonu nie było czuć ani na boisku, ani na trybunach, na których zasiadło niecałe 12 tys. kibiców, co dobitnie pokazało zobojętnienie poznaniaków. Nagrodą dla wytrwałych był gol wychowanka Filipa Marchwińskiego, który pozwolił pokonać Legię 1:0

Rok temu, gdy kibice Kolejorza wyrwali płot i przerwali mecz z Legią sytuacja ich klubu była lepsza, bo awans do europejskich pucharów był pewny, Lech miał więcej punktów, frekwencja przez cały sezon była wyższa. W środę nikt za płot nie szarpał, nie było dosadnych transparentów. Kibice wciąż mają dosyć, ale klub zobojętniał im do tego stopnia, że wypełnili stadion ledwie w 30 procentach.

Haniebna frekwencja na hitowym do niedawna meczu

Spadek frekwencji na stadionie w Poznaniu jest w tym sezonie widoczny gołym okiem – kilka razy nie przebito nawet granicy 10 tys. kibiców, mecz z Pogonią Szczecin oglądało ich zaledwie 7 tys., ale dopiero spotkanie z Legią pokazało jak bardzo zniechęceni są poznańscy fani. Do przyjścia na stadion nie zmotywował ich nawet przyjazd największego rywala, co jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe, bo frekwencja na tych meczach zawsze była rekordowo wysoka. W latach 2015-2017 śledził je komplet publiczności, około 40 tys. osób.

Więcej kibiców niż w środę przyszło na Bułgarską nawet w 2010 roku, gdy poznański stadion był przebudowywany przed Euro 2012 i na dwie trybuny w ogóle nie można było wpuścić kibiców. Jeszcze w lutym Lech pokonywał Legię na oczach 24 tys. osób.

Dziś przyszli tak nielicznie, bo Lech im zobojętniał. Bo mają dość – tych władz, większości piłkarzy, wiecznego wypuszczania szansy z rąk. Nie przyszli, bo to, o co dziś Kolejorz musi walczyć, jeszcze niedawno brano za pewnik. Tego wieczoru nikt nie spieszył się z wejściem na obiekt, jeszcze pół godziny przed meczem nie było na nim prawie nikogo. Kibice zaczęli się schodzić dopiero, gdy do pierwszego gwizdka pozostało kilka minut.

Lech Poznań zaimponował w końcówce

Na chwilę radości czekali w tym meczu bardzo długo, bo aż do 81. minuty. Jeżeli coś miało poprawić nastroje w Poznaniu, to właśnie gol wychowanka Filipa Marchwińskiego, który ma zaledwie 17 lat i w grudniu został najmłodszym strzelcem gola w historii klubu. Do siatki trafił w wygranym przez Lecha aż 6:0 meczu z Zagłębiem Sosnowiec. Bramka przeciwko Legii jest jednak bez porównania ważniejsza. I nie chodzi tylko o to, że dała zwycięstwo. Może dać kibicom coś cenniejszego - nadzieję na końcówkę tej rundy i przed planowaną na lato rewolucją. Takich zawodników – urodzonych w Poznaniu, wychowanych w akademii Lecha fani chcieliby oglądać jak najczęściej.

W niezwykle emocjonującej końcówce meczu mieli ich na boisku całkiem sporo. Był Robert Gumny, Kamil Jóźwiak, Tymoteusz Klupś i wspomniany Marchwiński. Zaangażowaniem imponował Jóźwiak, od jednego pola karnego do drugiego biegał Klupś, ale to Legia była blisko gola wyrównującego. O kilkanaście centymetrów pomylił się Sandro Kulenović, kilka okazji zmarnował Sebastian Szymański, Lecha ratował Jasmin Burić. Posypały się żółte kartki, na trybuny został wysłany trener gości Aleksandar Vuković.

To były emocje, których kibice Lecha byli złaknieni. Gdy sędzia zakończył mecz, a oni poderwali się z krzesełek mniej chodziło o wywalczone trzy punkty, które mogą być kluczowe w walce o awans do europejskich pucharów. Jeszcze przed meczem fani Kolejorza apelowali do piłkarzy, by wynagrodzili im słabą grę w tym sezonie zwycięstwem z Legią, które skomplikuje jej drogę do mistrzostwa Polski. O włożenie takiego kija w szprychy chodziło poznaniakom.

Na środowym meczu 1768 kibiców pojawiło się po raz pierwszy w życiu. Co mecz ta liczba podawana przez klub jest podobna, ale problem polega na tym, że ci ludzie na jednym meczu poprzestają. Jeżeli coś ma ich na stadionie zatrzymać, to właśnie taka końcówka jak w meczu z Legią. Tylko tak grający Lech, stawiający na swoich ludzi jest w stanie odwrócić trend zobojętnienia.

Komentarze (9)
Fatalna frekwencja na meczu Lecha z Legią. Jeżeli coś ma przyciągnąć kibiców z powrotem, to taka gra, jak w końcówce spotkania
Zaloguj się
  • aciddrummer

    Oceniono 5 razy 5

    Śmieszna liga.

  • okoni18

    Oceniono 3 razy 3

    Mecz był tak nudny i w tak wolnym tempie, że zapłacić za to widowisko nawet 5 zł to za dużo.

  • pilot.tv

    Oceniono 2 razy 2

    Smieszna liga, smieszni piłkarze z watpliwimy umiejetnosciami technicznymi, smieszna farbowana druzyna i smieszni komentatorzy opowiadajacy banialuki. Kto by to chciał oglądac?
    Bilety na takie widowisko powinny byc rozdawane do zakupów w Biedronce lub innym markecie.

  • debordian

    Oceniono 2 razy 2

    Dlaczego jeden z najważniejszych? O co chodzi?

  • javall

    Oceniono 1 raz 1

    Moze ludzie madrzeja?

  • marek804

    Oceniono 1 raz 1

    Młodzi pokazali się i chwała im za to bo to oni są przyszłością polskiego futbolu, a nie zagraniczny zaciąg.

  • jiddu

    0

    Gdybym lubił piłkę nożną chodziłbym oglądać bez względu na to czy wygrywają czy nie, ale gdybym lubił wygrywanie to bym nie chodził gdy przegrywają.

  • mihowski

    Oceniono 2 razy 0

    umówmy się, że środa 20.30 to nie jest najlepszy dzień na rozgrywanie meczów dzieciarnia nie dostanie zgody na rozgrywany o takiej porze mecz, a i 40/60 zł za bilet to nie jest jeszcze jakiś dumping cenowy- zatem te 12 tys. to też nie jest żaden dramat. Kibole mimo, ze odżegnywali się że będą sabotować jednak zjawili się i był dość mocny doping. szczególnie jak zobaczyli, że obrona się w końcu trzyma , Jasio gra bezbłędnie (zarząd powinien chyba przemyśleć swoja decyzje pozbycia się takiego bramkarza) a skrzydła ruszyły Gumny z Jóźwiakiem w drugiej połowie robili wiatraki z legionistów wiatraki a Marchwiński wczoraj to był gość z innej planety. Ciszo na trybunach nie było tym bardziej, że przyjechała silna grupa ze stolycy, narobili dymu odpalajac race i mecz przerwany był na parę minut. Legia przejechała się na własnej taktyce liczyła że Kolejorz rzuci się do ataku a oni skontrują ruszli sie dopiero po koniec pierwszej połowy i pohasali tak do 70 minuty a potem uszło z nich powietrze i to Lech ich wypunktował a na koniec znerwicowana stolyca waliła głowa w mur, bo sami sobie skomplikowali drogę do mistrzostwa, które wydawało się już prawie pewne ;)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX