Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Rafał Wisłocki: Wisła Kraków przeżyła małą klęskę i cud. Potrzebujemy jeszcze dwóch lat

Za Rafałem Wisłockim sto dni rządzenia Wisłą Kraków. W trzy miesiące udało się uratować klub, zrobić kilka transferów i otrzeć o czołową ósemkę Ekstraklasy. - Zostaliśmy królami polowania. Kilku prezesów powiedziało: z Wisłą w ósemce byłoby ciekawiej. A mi wciąż trudno jest wyjść na balkon, z którego widać to, co zrobiliśmy - tłumaczy Sport.pl Wisłocki.

Sebastian Staszewski: 14 kwietnia minęło równo sto dni odkąd przejął pan stery w Wiśle Kraków i został pan prezesem. Policzył pan średnią przespanych w tym okresie godzin?

Rafał Wisłocki: Raz było lepiej, raz gorzej. Ale mam świadomość tego, że sypiam za mało.

Winston Churchill spał podobno po dwie, trzy godziny dziennie. 

To podziwiam pana Churchilla, bo ja potrzebuję co najmniej pięciu, sześciu godzin. Inaczej nie potrafię funkcjonować. A nie zawsze uda się tyle pospać. Ostatnie kilkanaście tygodni to czas poświęcony wyłącznie na pracę i regenerację. Lubię posiedzieć wieczorami, nie mam problemu z tym, by popracować do czwartej w nocy i wstać o ósmej. Ale kiedy muszę wstać o szóstej, to zaczynają się kłopoty. Powiem więc tak: jeśli prześpię pięć godzin to jest dobrze.

Kiedy wyczerpią się panu baterie? Pan ciągle gdzieś jedzie, gdzieś jest albo skądś wraca.

W pewnym momencie zmęczenie zaczyna się odkładać i wtedy organizm odmawia mi – jak mawiają w kabarecie – posługi. Przekonałem się o tym kilka razy. Odsypiam więc w trakcie dnia, w samochodzie, w gabinecie. Raz ktoś wrzucił na Twittera zdjęcie, jak śpię na kanapie. Przypomniały mi się czasy, gdy jako student kursowałem autobusem z Gorlic do Krakowa. Wtedy sypiałem z twarzą przyklejoną do szyby. Może to zabawne, ale teraz bywa podobnie.

Kto w bitwie z sennością wygrywa częściej? Bo nie da się ciągle żyć jak robot.

W pewnym momencie zacząłem brać ze sobą towarzyszy podróży, żeby w razie czego mogli poprowadzić. Raz byłem blisko wypadku. Goniłem pociąg do Warszawy i uderzyłem w krawężnik. Innym razem podczas powrotu do Krakowa miałem wrażenie, że na ułamek sekundy zasnąłem na zakręcie. Czułem zmęczenie, przysypiałem, ale do domu było blisko i pomyślałem, że dam radę. Miałem prawdziwe szczęście, bo błyskawicznie się przebudziłem.

Miał pan czas na chwilę refleksji?

Mało jest tego czasu.

Sto dni minęło jak kilka godzin.

Przez pracę ucierpiały inne aspekty mojego życia: kwestie towarzyskie, rozwój osobisty…

Warto było?

Są momenty, kiedy wiem, że tak. Na razie trudno mi wyjść na balkon, z którego zobaczę, co już zrobiliśmy. Dopiero, gdy jestem na jakimś spotkaniu, zyskuję odpowiednią perspektywę.

Co z niej widać?

Ostatnio prezes dużej spółki pogratulował mi naszego sukcesu. Wtedy dotarło do mnie, że ten klub z ponad stuletnią tradycją mógł już nie istnieć, a jednak istnieje i wciąż daje sobie radę.

Za panem także druga rocznica – dziesięciolecie pracy w Wiśle Kraków.

Trafiłem tu 2 kwietnia 2009 roku. Zaczynałem jako stażysta u trenera Stanisława Chemicza.

Ile pan wtedy zarabiał?

Nic. To była drużyna U-8.

A teraz?

Właściwie to też nic.

No to zrobił pan progres!

Wiem, moja mama czasami mi to wypomina. Przyjdzie czas, żeby o tym pomyśleć.

Podczas akcji reanimowania Wisły każda kolejna decyzja przynosiła życiodajne jak tlen pieniądze. Najpierw pożyczka od tria Błaszczykowski-Królewski-Jażdżyński, później emisja akcji, sprzedaż karnetów, koszulek, w końcu Martina Kostala i Jesusa Imaza. Bankrut zarobił nagle kilkanaście milionów. Coś na pensję prezesa powinno się znaleźć.

Za chłopaków dostaliśmy trzy miliony złotych, co, moim zdaniem, jest bardzo dobrą ceną szczególnie, że Imazowi kończył się kontrakt, a Kostal jesienią błysnął w kilku meczach. Z koszulek było pół miliona, duży zastrzyk gotówki dały nam karnety. Pozostając w tematyce kierowania samochodem, centymetry dzieliły nas od wypadnięcia z zakrętu. Byłoby pewnie dachowanie, auto do kasacji i start od IV ligi. Ale jakimś cudem rękoma wielu osób udało się złapać kierownicę i utrzymać samochód w wirażu. Jeszcze z niego nie wyjechaliśmy, jeszcze do tego daleko, ale wciąż mamy szansę, że kraksy nie będzie. Prawdziwa refleksja przyjdzie jednak dopiero po zakończeniu sezonu. Wtedy usiądę przed kartką papieru i wypiszę na niej to, co zrobiliśmy. Jest tego tak dużo, że nawet nie pamiętam niektórych akcji czy wydarzeń.

Kim jest pan w drużynie ratującej Wisłę? Jakub Błaszczykowski walczy na boisku, Jarosław Królewski błyszczy w mediach, Tomasz Jażdżyński stoi w cieniu. A pan?

Jestem jak defensywny pomocnik. Mam opory związane z występowaniem w mediach. Sam pan wie ile razy musiał pan do mnie dzwonić, żeby namówić mnie na tę rozmowę. Nie chcę i nie muszę kreować marki "Wisłocki". Wolę wypełniać obowiązki, które związane są z moim stanowiskiem. Haruję na to, aby zostawić po sobie klub ze stabilnymi fundamentami, z sekcją blind footballu, amp futbolu, silnej piłki kobiecej. Marzę o centrum treningowym, prawdziwej akademii. To są plany na dziesięć lat. Nie wiem, czy będę wtedy w Wiśle, ale chciałbym, aby ktoś to kiedyś zrobił. Na razie jak defensywny pomocnik biegam po to, żeby stworzyć okazje.

Jak daleko Wisła jest dziś od spokojnego snu? Takiego, powiedzmy, sześciogodzinnego.

Potrzebujemy jeszcze dwóch lat.

Dużo.

No tak, ale tyle moim zdaniem potrzeba, aby zbudować klub z solidnym zapleczem kibiców, mocną pierwszą drużyną i utalentowaną młodzieżą. Chcemy robić to krok po kroku. A do tego potrzebujemy zaufania ludzi, którzy jesienią znów muszą iść do kas po karnety. I choć pewnie tym razem nie uda się sprzedać piętnastu tysięcy, to już mocna "dyszka" byłaby potwierdzeniem, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Z taką legitymacją będziemy mogli z czystym sumieniem zbudować zespół, który spokojnie zapewni sobie czołową ósemkę ligi.

Dziewiąte miejsce i brak awansu z tego sezonu traktuje więc pan jako porażkę?

Wiosną zespół stworzył sobie niesamowite warunki do awansu. Po bardzo udanych meczach pojawiła się szansa, żeby w kwietniu zapewnić sobie utrzymanie. Przed trzema ostatnimi spotkaniami byłem pewny, że się uda. I z tej perspektywy dziewiąte miejsce jest małą klęską. Nie tylko sportową, ale i marketingową, bo już mecz z Wisłą Płock cieszył się mniejszym zainteresowaniem. Z drugiej strony biorąc pod uwagę to w jakiej sytuacji byliśmy, ilu piłkarzy mogło nas opuścić, ile mieliśmy kontuzji, to dziewiąte jest cudem. Na spotkaniu w Ekstraklasie kilku prezesów powiedziało mi: z Wisłą w górnej ósemce byłoby ciekawiej.

Jak bardzo brak awansu utrudnił wam pracę na poziomie zarządzania, managementu?

Przede wszystkim znacznie trudniej będzie sprzedać produkt, czyli bilety na kolejne mecze.

Wspomniany Płock może tylko marzyć o takiej "słabej" frekwencji, jaką możecie mieć.

My patrzymy na siebie. Mam świadomość tego, że w Ekstraklasie wyznaczamy nowe trendy.

Jest pan dumny z zespołu? Nawet mimo kryzysu Wisła potrafiła imponować stylem gry.

Czuję wielką radość. Uważam, że stworzyliśmy coś wykraczającego poza futbol. Sytuacje, które miały miejsce w pierwszej połowie sezonu, sprawiły, że w naszej szatni pojawiła się rodzina. Ten slogan często jest nadużywany, ale w tym przypadku pasuje jak ulał. Chłopcy przeżyli razem wiele trudnych chwil, które związały ich bardzo mocno. Nawet takie drobne kwestie, jak załamanie pogody w Turcji, potrafią cementować. Wydaje mi się, że w tej chwili żaden inny klub Ekstraklasy nie ma tak mocnej szatni, jak my. Można o tym napisać książkę.

W której byłby smutny, sosnowiecki rozdział. W 28. kolejce ostatnie w tabeli Zagłębie strzeliło wam cztery bramki. I punktu z Sosnowca zabrało wam do awansu do TOP8.

Ten punkt zmieniłby sytuację. Dałby nam spokój przed meczem z Piastem Gliwice. Chłopcy mieli jednak problem z przestawieniem się. W Krakowie mieli za sobą cały stadion, a tam grali, niestety, na półpustym obiekcie. To może tylko detal, ale na pewno nam nie pomógł.

Kiedy przedłużycie kontrakt trenera Macieja Stolarczyka?

Jesteśmy w kontakcie. To kwestia znalezienia czasu i odpowiedniego momentu. Mamy już wstępne ustalenie, że przeprowadzimy dwie rozmowy. Na pierwszej chcemy porozmawiać o wizji drużyny, planach transferowych, celach klubu, kwestiach finansowych. Druga będzie po to, aby sfinalizować nasze porozumienie. Do pierwszego spotkania dojdzie za kilka dni.

Trener Stolarczyk dostanie podwyżkę?

Wiemy czego trener oczekuje. A jego satysfakcja jest dla na ważna.

Co z Kubą Błaszczykowskim? Zostanie na Reymonta na kolejny sezon?

Najwięcej zależy od Kuby. Wiemy, jaki ma kontrakt i na jakich zasadach u nas gra. Trzeba mieć świadomość, że jako najlepszy piłkarz ligi w marcu jest łakomym kąskiem dla wielu klubów. To on musi podjąć decyzję czy chce wciąż kontynuować misję, czy już swoje zrobił. My dla Kuby zawsze mamy miejsce, ale ostatnie miesiące pokazują, że musimy być gotowi na każdy scenariusz. Także ten według którego nas opuści. Na razie nie znamy jego planów.

Pół żartem, pół serio, ale może Błaszczykowskiemu też trzeba zaproponować podwyżkę.

Jeśli będzie chciał zostać to otrzyma taki kontrakt, na jaki zasługuje, i na jaki będzie nas stać.

Jest pan zadowolony z zimowych transferów Sławomira Peszki, Łukasza Burligi czy Lukasa Klemenza? Peszko zagrał w lidze dziewięć razy, Burliga osiem, Klemenz – pięć.

Uważam, że jesteśmy królami polowania. Wielka szkoda, że Klemenz doznał kontuzji, bo w meczu z Piastem był znakomity. Początek miał niełatwy, a tu taka miła niespodzianka. Kilka znakomitych spotkań miał Sławek, „Bury” też nie zawodził. Nasz dział sportowy wykonał więc dobrą robotę. Jesteśmy po wstępnych rozmowach z zawodnikami, którzy latem mogą nas opuścić i wiemy, kogo mamy szansę zatrzymać. Ale to skomplikowane. Rozmawiamy z klubami, piłkarzami, agentami. Mieliśmy spotkanie z trenerem, dyrektorem sportowym i Adrianem Filipkiem, koordynatorem akademii, na którym stworzyliśmy szkic nowej drużyny.

W tym szkicu są Peszko, Burliga i Klemenz?

Każdy z nich jest.

A młody Ghańczyk Emmanuel Kumah?

Manu z dobrej strony pokazał się w rozgrywkach juniorskich. W najbliższych kolejkach może otrzymać szansę. Chcemy potraktować je jako konkurs talentów dla młodzieży. Chcemy nagrodzić ich pracę. Wiem, że mecz na Reymonta to inne obciążenie sportowe i emocjonalne, niż mecz rezerw, ale myślę, że Dawid Szot, Daniel Morys czy Kumah dostaną jakieś minuty.

Ilu jest dziś poważnych kandydatów do przejęcia akcji Wisły?

Spośród wszystkich inwestorów, którzy się nam pokazali, jeden wciąż jest zainteresowany. Trudno mi teraz powiedzieć, co się wydarzy, ale po sezonie może przyjdzie czas, gdy ten inwestor zakasa rękawy i mocniej pochyli się nad tematem. U nas nic się nie zmieniło: jeśli pojawi się ktoś chcący wyłożyć poważną kasę, to jesteśmy zdecydowani oddać mu Wisłę.

Styczniowa oferta z kuwejckiego funduszu była tylko plotką?

Nie. To konsorcjum mające duże finansowanie. Pytania brzmiały: na ile jest to finansowanie stabilne? Ile środków z portfolio chcą przeznaczyć na Wisłę? Zabrakło też konkretów.

A oferta polskiego dewelopera spod Warszawy? Tę otrzymaliście już w ubiegłym roku.

Przez wiele miesięcy to była jedyna konkretna oferta na naszym stole. Ale od stycznia nasz kontakt był znacznie mniejszy, wiec zakładam, że tamta firma skupiła się na czymś innym.

W rozmowach z inwestorami nie przeszkadza klincz z ultrasami?

Mocno wierzę, że żadnego starcia nie będzie.

A osiągnęliście porozumienie w sprawie flag Wisła Sharks Hooligans?

Dopiero będziemy o tym rozmawiać, ale jest problem…

Bo po kolejnych zatrzymaniach CBŚP nie wiadomo z kim rozmawiać?

Tak.

Ale stanowisko jakieś macie? Bo flag raz na stadionie nie ma, a raz są. Ostatnio nie było.

Nasze stanowisko jest jasne. Nie chcemy jednak wywoływać wojny domowej, jaka była w czasach, gdy rękawicę podniósł pan Jacek Bednarz. My spróbujemy dojść do porozumienia dialogiem. Wszystkim nam przecież zależy na tym, aby przywrócić blask "Białej Gwiazdy". Niektóre osoby muszą sobie jednak odpowiedzieć na pytanie, co jest ważniejsze: przyszłość klubu i jego funkcjonowanie na poziomie Ekstraklasy czy kilka flag na stadionowym płocie.

Spora grupa środowiska ultrasów powie: flagi. Ich nie interesują mecze, piłka nożna.

To złożony temat. Ale uważam, że grupy, które wspierają klub od wielu lat, mogą utożsamiać się z Wisłą Kraków innymi symbolami, niż te, które są jednoznacznie kojarzone – w sposób negatywny, wpływający na wizerunek klubu. Rekiny na stadionie nie są nam potrzebne.

Tak samo jak „pozdrowienia do więzienia”? Z każdym kolejnym tygodnie pozdrowienia docierają do coraz szerszego grona… Od kilku miesięcy także do Pawła M. ps. "Miśiek".

Toczy się śledztwo i dopiero po jego zakończeniu będziemy bogatsi o pewną wiedzę. Wtedy dowiemy się kto, co i dlaczego. Na razie organy państwa zainteresowały się pewnymi ludźmi i pewnie miały ku temu powód. Innych zwolniły z aresztu i też pewnie miały ku temu powód.

Waży pan słowa. Ze strachu?

Nie, ja się nie boję. Też rozgrywam ważny mecz. Myślę, że ci ludzie mają tego świadomość.

Pozwaliście byłą prezes Wisły Marzenę Sarapatę na pół miliona złotych. Co dalej?

Teraz sąd będzie miał sporo do roboty. Pozew już został złożony i czekamy na efekt.

 Pozwaliście też byłego wiceprezesa Damiana D., którego zatrzymało CBŚP?

Pan Damian jest zatrzymany, więc na to pytanie wolałbym na razie nie odpowiadać.

Co z innymi osobami ze starego układu? W zarządzie Towarzystwa Sportowego wciąż są powiązany z SKWK Łukasz Kwaśniewski i przyjaciel Sarapaty Szymon Michlowicz.

Prawdopodobnie to ich ostatnie tygodnie w zarządzie, bo już w czerwcu odbędzie się Walne Zgromadzenie. Ale gdyby spojrzał pan na to, co TS zrobiło w ostatnich tygodniach, to nie mógłby pan nie docenić Łukasza czy Szymona. To między innymi ich zasługa, że restauracja „U Wiślaków” wróciła w ręce TS, że na siłowni pojawili się inwestorzy o nieskazitelnej przeszłości, którzy otrzymali zgodę na 30-letnią umowę na inwestycje w okolicy hali Wisły. Kilka sekcji, w tym szachy, szermierka czy strzelectwo, znajdą tam nowy dom. Chłopaki zadbali też o to, żeby z obiektów TS zniknęły słynne wlepki, aby sklepiki były we władaniu Towarzystwa, a nie SKWK. Mocno popracowali nad tym, aby poprawić swoje notowania.

Zostaną więc w TS na dłużej?

To okaże się po wyborach.

Co wybory mogą oznaczać dla Wisły?

Szukamy pomysłu na klub. Byłem ostatnio na meczu Slavii Praga z Chelsea i widziałem, jaki potencjał ma Slavia. Z drugiej strony to fajny przykład, ale ich budżet urósł mocno po wejściu Chińczyków. Wcześniej mieli pieniądze, ale tyle co my, więc się nie wyróżniali. Dziś jakość sportową mają na wysokim poziomie, grali w ćwierćfinale Ligi Europy, ale wciąż mają dużo do zrobienia w sferze kibicowskiej, marketingowej. Myślę, że możemy się od siebie uczyć.

Do kolejnych wyborów Wisła będzie miała nowego inwestora?

Bierzemy pod uwagę wszystkie warianty. Jeden z nich jest taki, że Wisła może zostać we władaniu Błaszczykowskiego, Królewskiego i Jażdżyńskiego. W tym roku nie uda im się odzyskać pożyczonych pieniędzy, nie wiem, czy nastąpi to w kolejnym. Wiemy przecież, że żeby oddać, musimy stworzyć kilkumilionową poduszkę finansową, która pozwoli klubowi działać bez tej kasy. A to na razie odległa perspektywa. Możliwe jest natomiast, że pieniądze tego tria zostaną zamienione na akcje, i cała trójka zostanie w klubie na znacznie dłużej.

Więcej o:
Komentarze (19)
Rafał Wisłocki: Wisła Kraków przeżyła małą klęskę i cud. Potrzebujemy jeszcze dwóch lat
Zaloguj się
  • pies_w_studni

    Oceniono 14 razy 12

    Szarksi okradli swój klub, doprowadzili go do upadku, a ten prezes trzęsie się ze strachu żeby żadnego nie urazić. Co to jest? Stan po kastracji, syndrom sztokholmski?

  • zerwany.kwiatek

    Oceniono 8 razy 8

    1) Nie chcecie wojny? Szkoda komentować. To właśnie wy i służby macie jak najbardziej chcieć wojny i rozjechać kibolskie bydło jak walcem.

    2) "pan Churchill" - może nadinterpretacja ale czyżby ten matołek nie wiedział o kim mowa? Xd

  • mcguirre

    Oceniono 7 razy 7

    Rozmawiać z bandytami ? No to już przegraliście...

  • blechtrommel

    Oceniono 6 razy 6

    Z każdego pytania o kibiców wyziera strach, żeby tylko nie powiedzieć słowa za dużo. Pewnie miał ręce spocone po tych pytaniach. Niestety, czasy dla bandytów stadionowych dobre, więc trzeba się z nimi liczyć, choć normalnie powinni być przegonieni na cztery wiatry i przez resztę życia mecze oglądać na małym telewizorku... I jak tu kibicować polskiej piłce klubowej?

  • mer-llink

    Oceniono 9 razy 5

    Dryń, dryń...
    Ly: - Cześć Misiek, tu Wanna. Jak tam na spacerniaku?
    Misiek: - Ah, jak miło, że Pan jest uprzejmy dzwonić do mnie. Ciesze się niezmiernie, że Łaskawego Pana mam zaszczyt słyszeć.
    Ly:- Misiek, czyś ty zwariował? Co to za kwieciste orędzie?
    Misiek: - A to taki styl zalecił mi mój obrońca. Mówił: - Przestań robić twardego cżłowieka, bo takiego to słuzby utłuką na miękko raz-dwa. Graj raczej przypadkiem zamieszanego dżentelmena, wytwornego wedrowca, który przez przypadek na trawniku w Windsorze wdepnął w .... Zatem pozwole sobie zapytać, co u Szanownego Pana słychać? Jak dopisuje cenne zdrowie?
    Ly: - Dziekuję za troskę Jaśnie Pana. A dzwonię do ciebie, żeby ci przeczytac kawałek z Gazety....
    Misiek: - A na półce z lekturami nie ma Pan czegoś wytworniejszego, na przykład "Tristrama Shandy"?
    Ly: - Dobra dobra... Słuchaj, pisza o Wisełce tak: "Ilu jest dziś poważnych kandydatów do przejęcia akcji Wisły? -Spośród wszystkich inwestorów, którzy się nam pokazali, jeden wciąż jest zainteresowany. Trudno mi teraz powiedzieć, co się wydarzy, ale po sezonie może przyjdzie czas, gdy ten inwestor zakasa rękawy i mocniej pochyli się nad tematem. U nas nic się nie zmieniło: jeśli pojawi się ktoś chcący wyłożyć poważną kasę, to jesteśmy zdecydowani oddać mu Wisłę."!!! KApujesz?
    Misiek: - To nie o mnie. Ja już zarzuciłem zbyt fatygujące dżentelmena zajmowanie się piłką nożną, organizowanie kibolstwa, pardą, organizowanie dżentelmenów zasiadających na trybunach,
    dostarczania im materiałów na kreski, itd. Ja nie chce już sterować Wisłą. Teraz pachne Farenheitem i tak tez mówię...
    Ly: - Ja wiem, że to nie o tobie, pajacu... Sam dobrze wiem, o kogo chodzi..
    Misiek: - Pozwoli Pan, Drogi Orientalny Kolego, że dyskretnie zapytam: - A o kogo?
    Ly: - Co cię tak interesuje?
    Misiek: - Wcale. Ale do obowiązków wytwornego dżentelmena nalezy byc dobrze poinformowanym. No i nalezy podtrzymac konwersację. Więc łaskawie zadaję pytanko....
    Ly: - Łaskawie odpowiadam: będzie jak zwykle.
    Misiek: - To znaczy?
    Ly: - Z nowym inwestorem Wisełka dyskretnie umawia się na Zamku w Mosznej. Palmy, rozumiesz. Wieżyce. ŚŁużba w liberii. Monumentalne fułaje, (foyer, żebyś pojał).Świece zapachowe. Otwieraja się drzwi do sali audiencjonalnej, delegacja Wisełki wkracza przy akompaniamencie fanfary. A za gigantycznym stołem kto siedzi?
    Misiek: - Ja?
    LY: - Ty to posiedzisz z dyszkę.
    Misiek: - Za współpracę z organami liczę na redukcję do 3. No to kto tam siedzi?
    Ly: - Oczysicie jak zwykle MAts HArtling.
    Misiek: - Hłe, hłe, hłe. Dobre, kurde... Hłe, hłe, hłe...No to ich zrobisz znowu w jajo... Hłe, hłe, hłe... O pardą, juz sie poprawiam w strone wytwornsci, tylko muszę wyjąć chusteczkę do zasłonięcia ust: - Ha, ha, ha, cóz za wytworny żart doprawdy....
    Ly: - Sam teraz widzisz, na czym polega wrodzona wytworność. Wcale nie na Farenheicie. Ten szyk trzeba miec po prostu we krwi.. Bez odbioru!

  • kamuimac

    Oceniono 7 razy 5

    pogadaj z Gowinem jak nie ma z kim gadać - w końcu rodzinka przejęła już pół biznesu na wiśle to czemu miałaby nie przejąć też klubu piłkarskiego na własność . no i sharksów Ziobro posadził żeby koledze pomóc ;) w czym macie niby problem .

  • kalowiec

    Oceniono 4 razy 4

    Skoro bez wojny, to prezesik idzie na układ...tylko z kim?

  • nienoto

    Oceniono 3 razy 3

    Ciekawe kiedy ten klub rozliczy się z ginących co jakiś czas ludzi z rąk zaszalikowanych nożowników? Rozmawiać z jakimś Sharksami? Na zbity ryj bandziorów. Każdy kto zostanie skojarzony z nimi dożywotni zakaz wstępu na stadion i po problemie... Takie trudne?

  • krakowiaczek59cia

    Oceniono 5 razy 1

    Prezesie trzymaj się,kibice są z Tobą !

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX