Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Aleksandar Vuković odmienia Legię po Ricardo Sa Pinto. "Znowu jest normalnie"

Po efektownym zwycięstwie z Jagiellonią pootwierał w szatni wszystkie okna, wypuścił z niej gęste powietrze i wygonił piłkarzy do domu. - Drużyna potrzebuje teraz przede wszystkim regeneracji i odpoczynku - tłumaczył Aleksandar Vuković, który w niedzielę poprowadzi Legię po raz kolejny - tym razem w Zabrzu, gdzie o 18 zagra z Górnikiem.

Żeby odpoczywać, trzeba się zmęczyć - tymi słowami Stanisław Czerczesow przywitał się z kibicami w pierwszym wywiadzie udzielonym po zameldowaniu się w Warszawie. A potem zagonił piłkarzy do ciężkiej pracy. Aleksandar Vuković pracę z drużyną rozpoczyna inaczej. I choć wywiadu jeszcze nie udzielił, i w najbliższym czasie raczej nie udzieli (tak przynajmniej usłyszeliśmy w klubie), mógłby go teraz zacząć od słów: - Jesteśmy zmęczeni, musimy odpocząć.

Zresztą w środę, zanim pojawiła się radość z wygranej z Jagiellonią Białystok, po piłkarzach było widać to potworne zmęczenie. Kiedy sędzia zakończył spotkanie jako pierwszy na środku boiska upadł Carlitos, po chwili na murawie położyli się też inni legioniści. - Ten mecz jest dowodem, że wszystko zależy od piłkarzy - mówił po meczu Vuković, jakby trochę nie chciał podpisać się pod tym zwycięstwem. - Znam ten klub od lat. Nigdy nie jest tak dobrze ani tak źle, jak niektórym się teraz wydaje. Czytałem różne opinie, ale w tej drużynie naprawdę wiele rzeczy nadal funkcjonuje bardzo dobrze - dodawał, jakby chciał wskazać na swojego poprzednika, że Ricardo Sa Pinto wcale nie zostawił w Legii po sobie spalonej ziemi.

Statystyki (nie) kłamią?

No dobrze, ale jak w takim razie wytłumaczyć to, że w ciągu trzech dni Legia rozegrała dwa aż tak bardzo różne od siebie spotkania? Że w niedzielę w Krakowie wysoko przegrała z Wisłą (0:4), a trzy dni później w Warszawie - w podobnym składzie, ale już bez Sa Pinto, tylko z Vukoviciem na ławce - odniosła efektowne zwycięstwo nad Jagiellonią (3:0)? I przebiegła w tym meczu - tu statystyczna ciekawostka (a może raczej anomalia?) - aż o 16 km więcej niż w poprzednim?

- Do liczby przebiegniętych kilometrów nie przywiązywałbym zbyt dużej wagi. Różne są założenia i potrzeby drużyny w danym spotkaniu. Mecz można wygrać wysoko, nie mając dobrych statystyk. Ważniejsze są energia, zaangażowanie i widoczna na boisku chęć gry, która nie musi generować 120 km. Czasami wystarczy utrzymywać się przy piłce, żeby mniej biegać i kontrolować wynik spotkania. Do takich statystyk podchodzić trzeba z dużym dystansem - radził Vuković dziennikarzom, z którymi spotkał się w piątek na Łazienkowskiej.

Każdy mówi to samo

Dla piłkarzy piątek był dniem wolnym. Zresztą już w czwartek, dzień po zwycięstwie z Jagiellonią, na bocznym boisku pojawili się tylko rezerwowi. Pierwszy skład odpoczywał. W komplecie Legia do zajęć wróciła dopiero w sobotę - kilka godzin przed wyjazdem do Zabrza. I choć trening był zamknięty dla dziennikarzy, to zespół niespodziewanie pojawił się na głównej płycie boiska, gdzie ćwiczył w obecności kilkudziesięciu osób. A precyzyjniej - wśród gości odwiedzających Warszawski Festiwal Piwa, który od czwartku odbywa się w strefach VIP stadionu Legii.

Jeszcze kilka dni temu taka sytuacja wydawałaby się nie do pomyślenia. Ricardo Sa Pinto miał obsesję na punkcie zamykania treningów. Nie tylko nie wpuszczał na nie osób postronnych, ale krzywym okiem patrzył też na pracowników klubu, odmawiał wizyt nawet trenerom z akademii, którzy chcieli podejrzeć jego warsztat.

Vuković takich granic nie stawia. Na razie pootwierał w szatni wszystkie okna, wypuścił z niej gęste powietrze i jedyne, na co postawił, to regeneracja i wypoczynek. To wystarczyło, by oczyścić atmosferę. By zniknęło napięcie i pojawił się uśmiech. Też w klubie, bo trudno nie odnieść wrażenia, że odetchnęli wszyscy. Nie tylko piłkarze, ale i zwykli pracownicy. Bo kiedy w ostatnich dniach na Łazienkowskiej pytaliśmy, co się zmieniło po przyjściu Vukovicia, w zasadzie od każdego usłyszeliśmy to samo, czyli że „po prostu znowu jest normalnie”.

Więcej o:
Komentarze (3)
Aleksandar Vuković odmienia Legię po Ricardo Sa Pinto. "Znowu jest normalnie"
Zaloguj się
  • pawel.ccc

    0

    Może i jest "normalnie", miło i przyjemnie ale lepszej gry nie widać. Co z tego, ze piłkarz jest zadowolony, jak meczy się z Górnikiem Zabrze i niewiele brakowało aby Legi straciła punkty w Zabrzu ? Ale, najważniejsze, że w strefie VIP odbywa się festiwal piwa i że piłkarze legii chodzą uśmiechnięci.

  • krowiak_podwiniety

    Oceniono 4 razy 0

    HAHAHA jest normalnie do pierwszej porażki HAHAHA w lechu po zwolnieniu srawałki też była normalność - aż do wczorajszego meczu z lechią gdańsk

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX