Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Konsekwencja kontra chaos. Lechia i Lech zagrały w swoim stylu

Zamiast ciągłego budowania akcji ofensywnych - wyrachowanie na tyłach. Zamiast metody prób i błędów - jasno określony cel. Gdańszczanie nie stawiają na najbardziej porywający futbol w Ekstraklasie, ale przynajmniej doskonale wiedzą, czemu taka gra służy. Nawet jeśli oznacza tylko jeden celny strzał w spotkaniu.

Starcie żółtodzioba z weteranem

Podopieczni trenera Stokowca rozegrali dwie różne połowy. W pierwszej – bardziej aktywnej, a tym samym zdecydowanie mniej w stylu Lechii – zwracali na siebie uwagę sprawnie zorganizowanym pressingiem. Po przerwie skoncentrowali się na przesuwaniu poszczególnych części ustawienia, wypychaniu i pozornym oddawaniu inicjatywy, czyli na tym wszystkim, co stanowi fundament ich strategii. Paradoksalnie różnicę klas między zespołami można było najwyraźniej dostrzec w drugiej części meczu, kiedy wdrożony został autorski plan ekipy z Gdańska.

Lechiści grają strukturalnie. Drużyna, jako całość, ma jasno określony cel, ale nie stoi on w sprzeczności z zadaniami poszczególnych graczy i jednocześnie jest idealnie wpasowany w standardy ligi. Z tego biorą się kompromisy – wyrachowanie idzie przed brawurą, a cierpliwość jest wyuczona i poparta skutecznością. Wszystko ze względu na dobro ogółu.

Tego typu gra obnażyła wszystkie niedoskonałościKolejorza. Większość z nich i tak byłaby dostrzegalna w spotkaniu z gorzej zorganizowanym rywalem, ale w takich meczach każde niechlujne podanie i każdy brak koncepcji widoczne są jak na dłoni.

Lech bez argumentów

Podczas gdy w ekipie z Gdańska każdy ruch w środku pola pociąga za sobą kolejny, w drużynie przeciwnej tak naprawdę trudno określić jaki jest plan na starcie: czy jest to gra po obwodzie, czy proste środki i długie podanie w kierunku ofensywy, czy może jednak rozegranie przez środek. Ten kontrast dobrze obrazuje przykład Makowskiego, który doskonale wie, kiedy ma się przesunąć do przodu i wypchnąć Trałkę, a kiedy zostać niżej i uniemożliwić podanie przez centralny sektor boiska. W tym samym czasie trudno wskazać jednego zawodnika Kolejorza, który wie, jaki jest choćby ogólny zarys strategii. Wiele elementów gry ma swój początek w przypadku i widzimisię poszczególnych graczy. I jeśli u Jóźwiaka jest to pozytywna inwencja twórcza, tak u innych już niekoniecznie.

Oglądając mecze Kolejorza można odczuwać ciągłe deja vu, bo od dłuższego czasu bazowy problem pozostaje taki sam. Nie ma jednej jasnej koncepcji, który stanowiłaby fundament do dalszej budowy. Ten fundament był już wielokrotnie wylewany, po czym nagle (i dość szybko) okazywało się, że prace zostały przerwane.

Lechia - LechLechia - Lech Sport.pl

Lech w drugiej połowie był wielokrotnie w takim punkcie wyjścia, jak na grafice powyżej. Chociaż Marchwiński pokazywał się do podania w okolicach koła środkowego, to nikt (do dyspozycji Rogne, Vujadinović, Trałka) nie próbował gry w ten sposób. Tego typu manewr wymagałby  zagrania w tempo, a to wiąże się z szybkim podjęciem decyzji, co nie jest najmocniejszą stroną poznaniaków.

Dlatego podopieczni trenera Żurawia próbowali różnych rozwiązań. Żadne z nich nie było jednak wyraźną manifestacją: „tak, to właśnie w ten sposób chcemy grać”. Po próbie dalekiego (i niedokładnego) zagrania, pojawiało się podanie rozpoczynające akcje po obwodzie, a później nieśmiałe wymuszenie gry przez środek pola. Zawodnicy nie zdążyli się przestawić z jednego pomysłu, a już pojawiał się kolejny, który nijak miał się do wcześniejszej koncepcji. Błędne koło, w którym żaden gracz nie mógł się połapać. Trudno się dziwić, że poznaniacy nie oddali ani jednego celnego strzału i, że po raz kolejny Gytkjaer był całkowicie odcięty od podań (18 piłek przyjętych, najmniej w zespole; 9 strat).

Przypadek rządzi Kolejorzem

Dla Lecha czas się zatrzymał. Nie tylko nie wie, jak chce grać, ale również nie ma pojęcia, czego nie chce robić. To, że w meczu z Pogonią (3:2) zawodnicy grali szybciej, dłużej utrzymywali się przy piłce i przede wszystkim, grali do przodu zamiast wszerz, tak naprawdę o niczym nie świadczy. Tak samo wygląda kwestia pojedynczych, dłuższych fragmentówKolejorza w spotkaniu z Lechią, gdy można było odnieść wrażenie, że jakiś zalążek koncepcji przebijał się przez warstwę chaosu.

Wystarczy cofnąć się do 29. minuty, kiedy podopieczni trenera Żurawia zaprezentowali się z lepszej strony. Przeprowadzili wówczas składną, wielopodaniową akcję, która łącznie trwała prawie 1,5 minuty. W jej trakcie strzał Trałki został zablokowany, ale atak był kontynuowany.

Lechia - LechLechia - Lech Sport.pl

Był to jeden z nielicznych momentów (inny, równie ważny w 6. minucie – po podobnym zagraniu, tylko że na linii Vujadinović-Jevtić), kiedy lechici pokusili sięo bezpośrednie uruchomienie zawodnika z drugiej linii prostopadłym podaniem. Po wymianie kilku piłek w linii obrony, Vujadinović zagrał do Jóźwiaka, który – co widać na grafice powyżej – w odpowiednim momencie pokazał się do gry. Lech w tej sytuacji był o krok od przeciwnikiem i wykorzystał to budując akcję ofensywną. Warto również zwrócić uwagę na sprawne przeniesienie ciężaru gry na przeciwległą flankę i rozegranie w trójkącie (Gumny-Klupś-Jevtić), które poprzedzało strzał Trałki.

Droga do dominacji

Gdańszczanie byli przygotowani na to, że ich przeciwnik będzie podejmować próby szybszej gry, ale można odnieść wrażenie, że spodziewali się po nim czegoś więcej. Dlatego zagrali inaczej niż w poprzednich spotkaniach. Zmienił się przede wszystkim pressing – gospodarze nie wycofali się po szybko strzelonym golu (przyp. red. Sobiech w 10. minucie), a przez prawie całą pierwszą połowę podchodzili wysoko, w ten sposób ograniczając pole gry rywalowi.

Lechia - LechLechia - Lech Sport.pl

Na grafice powyżej widać moment, w którym Makowski wymusił błąd Rogne. Pressing lechistów był bardzo dobrze zorganizowany, wymierzony konkretnie w poszczególnych graczy z Poznania. Działał tak samo dobrze, jak zaciskanie poszczególnych sektorów w środku pola. To wszystko sprawiało, że w wielu przypadkach w pierwszej połowie podopieczni trenera Żurawia tak naprawdę nie mieli innego wyboru poza pozostawieniem piłki Buriciowi.

Warto jednak zauważyć, że kiedy łapali oddech od pressingu, goście starali się to wykorzystać. Akcje z 6. i 29. minuty wzięły się właśnie z tego, żegospodarze przesunęli się o sekundę zbyt wolno, przez co pierwsza linia Kolejorza zyskała nieco więcej miejsca. Kiedy jednak w drugiej połowie gdańszczanie skoncentrowali się na zagęszczaniu pola nieco niżej, poznaniacy nie wiedzieli, jak mają zareagować. Na tle konsekwentnie grającego przeciwnika, nie tylko błędy lechitów były jeszcze wyraźniej widoczne – przede wszystkim w oczy rzucał się brak jakiejkolwiek koncepcji na mecz.

Więcej o:
Komentarze (9)
Konsekwencja kontra chaos. Lechia i Lech zagrały w swoim stylu
Zaloguj się
  • mer-llink

    Oceniono 5 razy 3

    Droga Pani Redaktor!
    Ceterum censeo: w każdym momencie dowolnego meczu futbolowego można zrobić zdjęcie, do którego da sie przystawić jakies strzałkii: grube, cienkie, kolorowe...
    Do każdego takiego zdjęcia da się nastepnie w każdym momencie dopisac jakikolwiek tekst...
    Ale to nie ma żadnego (informacyjnego, taktycznego, szkoleniowego) sensu. Zero. Nul.
    Np. gdybym w zdjęciu 2 z boiska obróciła Pani strzałeczkę o 35 stopni w prawo (co - jak widać na boisku - całkiem byłoby sensowne), wyszłaby zupełnie inna narracja i mogłabym napisac z 10 linijek o tym "gdyby", ale zupełnie inaczej. Czy to miałoby jakikolwiek związek z meczem? Żadnego.
    Prosze więc w gazecie nie nasladować komicznych "analityków" z telewizji, jak p.p. ENgel, Gmoch czy Strejlau, którzy stawiają kółka i strzałki gdzie popadnie i udają, ze z tego cokolwiek wynika.
    Otóz z tych strzałeczek NIC nie wynika.
    I w ogóle cały koncept ze strzałeczkami jest w wykonaniu Pani (oraz wspomnianych tu przed chwilą Tytanów Polskiej Myśli Szkoleniowej) jeno kopią, plagiatem, naśladownictwem, kalką. Pewien wybitny pisarz wpadł na to już dobre sto lat temu:

    >> Kapitan Sagner zapytał:
    - Co za zeszyt schował pan pod bluzą?
    - To nic osobliwego, panie kapitanie - z dziecięcym rumieńcem odpowiedział kadet Biegler. - Służę panu.
    Na zeszycie był napis: "Schematy wielkich i sławnych bitew… ułożone przez c. i k. oficera Adolfa Bieglera."
    Schematy te były straszliwie proste. ...Wszystkie były jednakowe...
    Po obu stronach było lewe skrzydło, centrum i prawe skrzydło. W tyle stały rezerwy i strzałki były zwrócone tu i tam.
    Bitwa…podobna była do rozstawienia graczy footballowych na jakimkolwiek boisku, przy czym strzałki mogły bardzo dobrze oznaczać kierunek kopniętej piłki.
    Taka też myśl przyszła do głowy kapitanowi Sagnerowi. Dlatego zapytał:
    - Panie kadecie, pan grywa w piłkę nożną?
    Biegler zarumienił się…, zdawało się, że zaraz wybuchnie płaczem. <<

    P.S> Szanowna Pani Redaktor! Strzałeczki kadeta Bieglera w powieści mają swój dalszy ciąg. Życzy Pani sobie, abym przedłuzała powyższy cytat o następne przygody zeszyciku ze strzałeczkami?

  • cegla000

    0

    Szkoda że w tej szczegółowej analizie zabrakło najważniejszego czyli końcowego wyniku spotkania...

  • stary-ciula

    0

    Kopernik tesz była kobjetom!

  • misiur

    0

    A podobno Kawałka był tym, co nie umiał trenować Lecha.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX