Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Arka Gdynia - Piast Gliwice 1:2. Bez względu na jakość murawy

- Jak na taki stan boiska, to moi zawodnicy zaprezentowali dobrą grę i przeprowadzili wiele ciekawych akcji - powiedział po meczu trener Fornalik. Jego podopieczni dali arkowcom lekcję, w jaki sposób można grać w takich warunkach.

Dwie prędkości

Jeśli na tablicy w szatni Piasta widniałaby lista priorytetów, to gdzieś w okolicach pierwszej trójki, znalazłoby się pilnowanie odległości pomiędzy poszczególnymi częściami ustawienia. Gliwiczanie w każdej fazie gry mieli do wyboru co najmniej dwa rozwiązania, dzięki czemu mogli być o kilka kroków przed przeciwnikiem. Bardzo wyraźnie było to widoczne w momencie, gdy arkowcy starali się wprowadzić piłkę z linii obrony. Wówczas mieli spory problem, żeby grać krótkim podaniem nie tylko ze względu na słaby stan murawy, ale przede wszystkim pressing gości.

Arka - PiastArka - Piast Sport.pl

Nie chodziło o to, żeby zyskać kilka cennych sekund. Piast chciał zmusić gdynian do gry długim podaniem i w ten sposób przejąć kontrolę nad meczem. Był to plan długofalowy. Kluczową rolę odgrywał Parzyszek, który odcinał od środkowej strefy stopera lub – jak na grafice powyżej – Deję. Jednocześnie kilka metrów za jego plecami ustawiała się druga linia, która wyłączała kolejny sektor przeciwnika.

W ten sposób funkcjonowała drużyna trenera Fornalika. Niewielkie odległości stanowiły punkt wyjścia do dalszego rozegrania. Po odbiorze, często dzięki zagęszczeniu w środku pola, ciężar gry przenoszono na flankę i – co za tym idzie – defensywa arkowców była rozciągana wedle uznania. Tak naprawdę trudno wyodrębnić wyraźny podział obowiązków, ponieważ cały zespół przesuwał się do obrony, cała brała udział w ataku/odbiorze.

Zadanie było do pewnego stopnia ułatwione, bo gospodarze sami strzelili sobie w kolano. Zawodnicy byli bardzo rozrzuceni po boisku, co uniemożliwiało im sprawną reakcję. Kiedy Deja przesuwał się bliżej koła środkowego, żaden z graczy nie reagował. W efekcie musiał zwolnić, wycofać się i spróbować jeszcze raz zbudować tę akcję.

Sytuacja wyglądała podobnie, kiedy podopieczni trenera Smółki ustawiali się w okolicach 30. metra od własnej bramki. Wówczas drużyna dzieliła się na dwa obozy, między którymi na próżno wypatrywać łącznika. Z powodzeniem wykorzystywał to Piast, który robił dokładnie to samo, tylko że na połowie przeciwnika. W ten sposób, niezależnie od fazy gry, miał kilka sekund więcej na odpowiednią reakcję.

Więcej niż jedna możliwość

Podobne zasady obowiązywały, kiedy goście konstruowali swój atak. W bocznym sektorze boiska do gry pokazywał się duet Konczkowski-Pietrowski, ale współpraca nie byłaby aż tak efektywna, gdyby nie ogólna wymienność pozycji.

Gliwiczanie wykorzystywali środkową strefę do szybkiego przejścia z ciasnego ustawienia do bardzo szerokiego i dynamicznego ataku. Wówczas Hateley przesuwał się bliżej flanki, która już w tym momencie była odsłonięta, a dzięki temu akcja ofensywna mogła być kontynuowana bez utraty dynamiki. Niekoniecznie w tym przypadku podanie musiało przejść przez Anglika. Bardzo często „po prostu” ściągał na siebie uwagę rywala, podczas gdy gra toczyła się „bez jego udziału”.

Nieco inaczej wyglądało to w przypadku Valencii, który napędzał swój zespół. Przede wszystkim na jego przykładzie najwyraźniej widać było problemy, z jakimi zmagają się arkowcy. Nalepa bardzo często musiał uciekać się do faulu, żeby powstrzymać Ekwadorczyka, ale to niczego nie rozwiązywało. Wręcz przeciwnie – pokazywało tylko, jak poszczególni zawodnicy gdynian są osamotnieni i spóźnieni w swoich działaniach. Niezależnie czy chodziło o atak, czy odbiór/obronę. Akcja poprzedzająca gola Valencii może posłużyć za dobrą lekcję dla sztabu szkoleniowego Arki, w jaki sposób można poradzić sobie z podziurawioną murawą.

Arka - PiastArka - Piast Sport.pl

Wszystko zaczęło się jeszcze w linii defensywy, kiedy Czerwiński zaryzykował i zagrał na skrzydło do Valencii mimo wysokiego pressingu arkowców. Na krótką chwilę przed podaniem, Ekwadorczyk doskonale wiedział, jak się zachować i w odpowiednim momencie wystartował do piłki, zyskując przewagę nad Marciniakiem. Jednocześnie blisko niego był ustawiony Konczkowski, do którego mógł zagrać bez przyjęcia i w pełnym biegu ruszyć w kierunku bramki Steinborsa.

Arka - PiastArka - Piast Sport.pl



Bardzo istotny jest sam manewr przeniesienia ciężaru gry do centralnej strefy i ponownie na skrzydło. Linia obrony Arki z każdym kolejnym podaniem cofa się coraz głębiej we własne pole karne. Wykorzystuje to duet Valencia-Felix, który najpierw wymianą podań utwierdza rywali w przekonaniu, że muszą skupić się na zagęszczeniu sektora przed bramką, a następnie rozciąga grę na flankę do Konczkowskiego. Jego dośrodkowanie trafia pod nogi Valencii, który jest pozostawiony bez krycia – obrona gospodarzy znajduje się w okolicach 5. metra, brakuje asekuracji ze strony drugiej linii.

Priorytet: współpraca

Arka - PiastArka - Piast Sport.pl

Gliwiczanie górowali nad przeciwnikiem również w defensywie. Wystarczyło zaledwie kilka kroków, żeby Marciniak znalazł się w kleszczach i nie mógł kontynuować akcji. Poza tym, że duet Konczkowski-Pietrowski ograniczył mu możliwość podania w dwóch kierunkach, to jeszcze ze środka pola przesunął się Dziczek. Jednocześnie żaden z arkowców nie pokazał się do gry. Banaszewski nie „czuł” odległości między środkiem pola a Marciniakiem.

Konsekwentna organizacja gry gliwiczan była bardzo wyraźnie widoczna właśnie na zasadzie kontrastu. Pod presją gdynianie popełniali jeszcze więcej błędów, ich podania były niechlujne i padały łupem gości. Tracili cenne sekundy na samo przyjęcie piłki i ocenę sytuacji. Podobnie wyglądał moment bezpośrednio przed oddaniem strzału – sama kwestia decyzyjności pozostawiała wiele do życzenia. W tym czasie Piast zdołał się przesunąć, odciąć jeden z sektorów i zmusić przeciwnika do powtórzenia mozolnego procesu.

W parze z szybszą reakcją kroczy znacznie większa pewność siebie, która znajduje swoje odzwierciedlenie w dokładności podań. Jeden ruch pociągał za sobą kolejny – dlatego „na tyłach” krycie było podwajane, a nawet potrajane, a z przodu zawsze pojawiał się zawodnik, który jedynie ściągał na siebie uwagę rywala. Podopieczni trenera Fornalika nie koncentrowali się na murawie. Realizowali swój plan bez względu na to, czy w danej strefie boiska zostało trochę trawy, czy pozostała po niej spora wyrwa.

Więcej o:
Komentarze (2)
Arka Gdynia ? Piast Gliwice 1:2. Bez względu na jakość murawy
Zaloguj się
  • honkers

    Oceniono 1 raz 1

    Zatrważający był w tym meczu poziom sędziowania przez sędziego, który tolerował chamskie i niesportowe zachowania zawodników Arki. Arka powinna dostać co najmniej dwie czerwone kartki.

  • killgrill

    0

    Co ja paczę!!!!! GW odkryła klub z Gliwic!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX