Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wisła Kraków. Prezes Wisłocki: Naszym obowiązkiem jest przekazać klub odpowiedzialnemu inwestorowi

- Znamienne, że najmniej osób kupiło karnety na trybunę kibicowską, C. Czy ta trybuna będzie opustoszała? Nie wiem. Ale to będzie test, kto chce wspierać Wisłę, kto nie. Noc przed pierwszym meczem u siebie będzie bezsenna - mówi Sport.pl Rafał Wisłocki, który od miesiąca jest prezesem Wisły Kraków. - Czasem się muszę upewniać, czy to wszystko dzieje się naprawdę

 

Paweł Wilkowicz: Zdążył pan kupić akcje Wisły?

Rafał Wisłocki: Nie. Przymierzałem się, chciałem kupić dla siebie, taty, mamy. Ale uznałem, że są ludzie którzy potrzebują bardziej mieć przy sobie ten kawałek Wisły. Ja mam to szczęście, że jestem w klubie zanurzony codziennie od 10 lat.

Akcje rozeszły się w dobę, było 9 tysięcy kupców. Gdzie wy zrobicie walne zgromadzenie, w Tauron Arenie?

To będzie wyzwanie, przy takim tłumie to wyzwanie jak organizacja meczu, musimy to przemyśleć.

Każda akcja to jeden głos na walnym ?

Tak. Łącznie to 5,2 procent głosów na walnym zgromadzeniu. Resztę głosów mają trzej pożyczkodawcy: Kuba Błaszczykowski, Jarosław Królewski, Tomasz Jażdżyński, którzy w zamian za pożyczkę dostali prawo głosu z akcji.

Prawo głosu z akcji, a nie prawo do akcji. Ale akcje, które są w zastawie rejestrowym, będą mogli przejąć, jeśli klub nie spłaci ich pożyczki. Pojawiają się już głosy, że to niezły sposób na przejęcie klubu za 4 mln.

Ogromne uproszczenie. Nie chcę mówić, że takiej opcji nie ma, bo pożyczka musiała być zabezpieczona. Ale Wisła też jest zabezpieczona w ten sposób, że gdyby nie udało się spłacić pożyczki, to pozostanie w dobrych rękach. My działamy w warunkach konieczności. Ja np. nie jestem wcale entuzjastą tego rozwiązania, że jestem prezesem Wisła SA i jednocześnie pełnię obowiązki szefa Towarzystwa Sportowego. Byłem w przeszłości wielkim przeciwnikiem takiego rozwiązania. Wiele przez to tracimy, bo nie można być skoncentrowanym na dwóch meczach na sto procent. Ale taka jest dziś sytuacja. Musieliśmy uszyć strukturę klubu pod ludzi, którzy klub ratują. Goncalo Feio, którego kiedyś ściągałem z Lizbony do Polski, mawia: to nie boiska i szatnie tworzą akademię piłkarską. Ludzie tworzą akademię. Tak samo jest z klubem. Poza tym pamiętajmy, że dziś przejęcie Wisły oznacza przejęcie jej problemów.

80 milionów długu - brzmi przerażająco.

Z tego połowa to dług wewnętrzny. Bogusław Cupiał przez lata dokładał z własnej kieszeni, gdy klub miał bilans ujemny, i tak ta kwota rosła. To jest dług, który sprzedała Tele-Fonika do TS Wisła.

Kontaktował się pan z Bogusławem Cupiałem?

Mieliśmy jedną rozmowę z jego przedstawicielami. Tego wymagała umowa. Musieliśmy uzyskać zgodę na emisję akcji przez Beesfund, a TeleFonika miała prawo pierwokupu tych akcji. Ale z tego prawa nie skorzystała.

Skorzystało 9 tysięcy innych osób. Spodziewał się pan, że pójdzie tak szybko?

Nie. Czułem, że akcja się zakończy sukcesem, ale że to będzie aż taki boom – nie. Ja się cały czas muszę upewniać, czy to wszystko dzieje się naprawdę.

Miesiąc temu z członka zarządu, który odpowiadał za akademię, stał się pan prezesem. Miesiąc temu klub istniał teoretycznie, teraz staje na nogi.

Nawet teraz gdy rozmawiamy, to się zastanawiam, czy to się wszystko dzieje naprawdę. Niepojęte. Jeszcze niedawno byłem gdzieś z tyłu, a teraz się spotykam ze wszystkimi świętymi polskiej piłki. American Dream. Zresztą, właśnie mi Zdenek Ondrasek napisał esemesa, że fajnie jest w Stanach.

Po takim sukcesie zbiórki zaczyna was kusić, żeby spróbować wstać o własnych siłach, jak kiedyś Borussia Dortmund, czy jednak wpuszczenie dużego inwestora jest nieuniknione?

Jeśli znajdziemy takiego inwestora, który przejdzie nasz audyt, i my przejdziemy jego audyt, inwestora który będzie miał pomysł na taki sukces sportowy i organizacyjny, na który nas samych teraz nie stać, to naszym obowiązkiem jest przekazać mu klub. A jeśli się taki inwestor na razie nie znajdzie, to naszym celem będzie działanie tak długo, aż problemy się rozwiążą. Gdyby się zgłosił ktoś taki jak Waldemar Kita, przekazujemy klub od razu.

On w Nantes swoje z kibicami przeszedł, jest zaprawiony.

Został zaatakowany w swojej loży, pisałem mu wtedy esemesa ze wsparciem. Odpisał że nic takiego się nie stało i najważniejsze że klub działa a akademia szkoli piłkarzy.

Macie już takiego kandydata na inwestora, który wydaje się spełniać warunki?

Jest wcześnie, ale myślę że tak. Jest ktoś mocno zainteresowany i z odpowiednimi pieniędzmi.

Z zagranicy?

Tak. Ale przed nami jeszcze żmudny proces. Wszyscy czekają na pierwszy mecz w Krakowie.

18 lutego, mecz ze Śląskiem. Wy też czekacie jak na szpilkach, co się będzie wtedy działo na trybunach.

Tak. Będzie bezsenna noc, na pewno. Zaczynamy wiosnę meczem w Zabrzu i nie będziemy organizowali wyjazdu kibiców na ten mecz. A tydzień później jest to spotkanie u nas.

Z tego co pan mówi wynika, że Wisła, która się właśnie jak baron Muenchhausen wyciąga za włosy z bagna, nadal najbardziej jest zagrożona przez tych, którzy się uważają za najprawdziwszych wiślaków.

Pewnie, że mamy obawy. Czy nie znajdzie się taka grupa na trybunach, dla której w takim momencie najważniejsze będzie zaprezentowanie samych siebie i jakichś swoich pozdrowień. Czuję, że 90 procent kibiców na stadionie będzie zaangażowanych w pozytywny doping. Ale są też niewiadome. Oczywiście ja dopuszczam, że każdemu kibicowi może się coś wyrwać, bo piłka to emocje. I przekleństwa przełknę. Byle nie leciały cały czas, bo jako wychowawca młodzieży jakoś się nie mogę z tym pogodzić. Derby Krakowa są dla mnie czasami przerażające. Zamiast wspierania własnej drużyny, zabawnej kpiny z rywala, jest czasem tylko wielki bluzg.

Były jakieś ostrzeżenia ze strony tych, którzy zostali odsunięci od wpływów w klubie?

Dostawałem różnymi kanałami sygnały, że może być na tym pierwszym meczu domowym różnie. Ale wierzę w to, że wszystkim zależy na dobru Wisły. I każdy kto ma Wisłę w sercu wie, co trzeba robić w najbliższej rundzie. Bo pamięta, gdzie byliśmy na przełomie roku. Skazywani na czwartą ligę, na upadłość. Teraz jesteśmy daleko od happy endu, ale jednak już w innym miejscu.

Te sygnały o których pan mówił, skąd płynęły?

One dotyczyły tych kibiców, którzy do tej pory byli najaktywniejsi, jeśli chodzi o doping. Znamienne, że na ten moment najmniej osób kupiło karnety na trybunę kibicowską, C. Czy ta trybuna będzie opustoszała? Nie wiem. To będzie test, kto chce wspierać Wisłę, kto nie. Jest wielu młodych ludzi zafascynowanych tymi, którzy dotychczas mieli wpływy na trybunach. Ci ludzie pewnie są teraz skonsternowani, nie bardzo wiedzą co mają zrobić. I my też nie wiemy, co zrobią, czy pójdą z nami czy nie.

Ten pierwszy mecz u siebie to będzie też wielki test dla waszej agencji ochrony. Czy pójdzie z wami, czy nie.

Jesteśmy teraz przed finalizacją przetargów na ochronę. Do piątku mamy podjąć decyzję. Kto wie, czy to nie będzie decyzja na jeden, dwa mecze, żeby zobaczyć jak wybranej firmie idzie. Ale muszę sprawdzić, czy to możliwe.

Jak pan się uchował w tych starych władzach Wisły? Bogusław Leśnodorski mówił: Rafał się tam zaplątał i dziś jest mu trochę wstyd, robi wszystko żeby to naprawić.

Tak. Ale w starych władzach TS były cztery osoby, do których mam szacunek za to, że gdy w Wiśle był kryzys, to nie wyszły z klubu, byle mieć czyste kapcie. Oni podjęli walkę o uratowanie klubu. Łukasz Kwaśniewski, Szymon Michlowicz, Dorota Gburczyk-Sikora, Łukasz Przegon z komisji rewizyjnej.

Niektórzy z nich okazali się podczas tego ratowania ciężarem wizerunkowym.

Łukasz czy Szymon byli związani z SKWK i zdaję sobie sprawę, że to się za nimi będzie ciągnęło. Dawne zdjęcia z meczów, itd. Ja też mam zdjęcia z meczów.

Legii.

Zgadza się. Ktoś kto był ze mną na tamtych meczach wyciągnął zdjęcia, kiedy zostałem prezesem Wisły i puścił w świat. Nie mam z tym problemu. Byłem kibicem Legii z racji pochodzenia, z racji wspomnień z dzieciństwa, meczów z Sampdorią Genua.

Z racji pochodzenia? Pan pochodzi spod Gorlic.

W mojej Ropie największą siłę mieli kibice Legii, w Gorlicach też była mocna grupa związana z Legią. No i zadziałały te wielkie mecze z tamtych czasów. Te z IFK Goeteborg to takie pierwsze wielkie przeżycia które już realnie pamiętam. Bramki Pisza. Podbrożny. Te czasy. Do dzisiaj gdy słyszę hymn Ligi Mistrzów, to mi się tamte momenty przypominają.

A już trzy lata później do Wisły wjechali na białych koniach Bogusław Cupiał, Stanisław Ziętek i Zbigniew Urban i został pan kibicem Wisły?

Nie. Tak mi się koło 2011, 2012 wszystko zaczęło przestawiać. Od kiedy wszedłem do Wisły, jeszcze jako praktykant, obiecałem sobie, że będę robić wszystko na maksa. Tak, jakbym pracował w ekstraklasie. I to zostało szybko docenione. W drugim semestrze praktyk już dostałem propozycję pracy w Wiśle. Tak się zaczęło. Ja do wiślackiej szkółki piłkarskiej doktora Stanisława Chemicza trafiłem na trzecim albo czwartym roku studiów. Byłem na studiach na specjalizacji piłkarskiej, kopałem piłkę w trzeciej lidze. Wybierali ludzi na praktyki. Najwięcej miejsc było w Hutniku, potem w Cracovii, a na końcu w Wiśle. I ja chciałem do Wisły, mimo że wtedy byłem jeszcze kibicem Legii.

W Wiśle jest bardzo ważne, czy ktoś jest swój czy obcy. Pan czuje, że się jeszcze musi jakoś uwiarygodnić?

Myślę, że wszyscy mnie rozumieją. Byli tutaj już ludzie, którzy mówili że od zawsze mają Wisłę w sercu, a na trybunach byli od dziecka. I czym się skończyło? My odbudowując klub patrzyliśmy na profesjonalizm, a nie na to, ile kto lat spędził na trybunach. Choć akurat np. Tomek Jażdżyński to zagorzały wiślak. Ale już Boguś Leśnodorski – z Legii. Jarek Królewski pewnie ma zdjęcia z trybun Wisły, ale on się po prostu interesuje piłką, a nie konkretnym klubem. Piotrek Obidziński, pełnomocnik zarządu Wisły, jest raczej związany z nartami i żaglami, a nie piłką. Tomek Czwartkiewicz, dyrektor ds. sprzedaży, ma Wisłę w sercu, ale decydowało to, że jest profesjonalistą.

Pan jest cały czas bardzo ostrożny: jeszcze niczego nie zrobiliśmy, za wcześnie na wywiady, zobaczymy. Zupełne przeciwieństwo pańskiego przyjaciela Jarosława Królewskiego.

Jarek jak się rozpędzi, to trzeba go hamować, że – jak mu ktoś napisał na Twitterze - w finale z Realem Madryt może być nam jednak ciężko. Ale też wiem, dlaczego tak się dzieje. Jarek zaczynał ze swoją firmą jako startupem na dole, a dziś ze swoją technologią może rywalizować z najlepszymi na świecie. To się stało dzięki niemu i ludziom których zatrudnił. On wie, że można. Ja z kolei wiem, że coś takiego trudno powtórzyć w futbolu. Zbudować w takim tempie klub, który mógłby rzucić wyzwanie najlepszym. Rywalizować z klubami z mocniejszych kultur piłkarskich. Byłem na stażach w ośmiu krajach, w ośmiu dużych klubach, zaczynając od PSV Eindhoven siedem lat temu. Witold Lis, dziś koordynator akademii Zagłębia Lubin i drugi trener przy Benie van Daelu, wtedy był koordynatorem w Wiśle i zaproponował taki wyjazd. A ja zawsze lubiłem piłkę holenderską.

Bogusław Cupiał też w pewnym momencie lubił, miał trenera z Holandii, dyrektora sportowego z PSV. I tak bardzo uwierzył, że z nimi awansuje do Ligi Mistrzów, że zaczął żyć na kredyt.

Tak, to był ten moment, gdy się zaczęły kłopoty Wisły. Co więcej, uważam że gdyby Wisła wtedy awansowała do Ligi Mistrzów, to zniszczenia byłyby jeszcze większe, bo kontrakty piłkarzy urosłyby do szalonych poziomów.

Dziś to by było już chyba mimo wszystko niemożliwe: wielki klub, który wydaje wielkie pieniądze na transfery, a kompletnie ignoruje szkolenie młodzieży.

Pan Bogusław Cupiał w pewnym momencie się zraził do piłkarskiej młodzieży, był ten słynny wypadek na ulicy Lea, kiedy jeden z zawodników wjechał drugiemu, wielkiemu talentowi, w kolana.

2003 rok, Kamil Kuzera potrącił Huberta Skrzekowskiego podczas nocnych wyścigów samochodowych.

Tak, ta akcja. A drugą obawą pana Cupiała było to, że prawo piłkarskie nie chroni mocno tych, którzy dobrze szkolą. Gdy zawodnik kończy 18 lat, nieistotny jest już podpis rodziców, tylko zawodnika i taki piłkarz może z miejsca odejść.

„Ja wydam na wyszkolenie, a on mi odejdzie gdzie indziej” – mówił Bogusław Cupiał prezesowi Bogdanowi Basałajowi, gdy ten go namawiał do większych inwestycji.

To się zdarza nawet wielkim. Tiago Dantas z Benfiki, młody geniusz, po sezonie odejdzie z Benfiki do Manchesteru City. Skończył mu się kontrakt młodzieżowy, nie podpisał profesjonalnego, Guardiola go przekonał, żeby przyszedł do niego. Ale szkolić trzeba.

Wracając jeszcze do inwestora. Ten o którym pan mówił, że jest obiecujący, ma zagranicą inny klub piłkarski?

Tak. Pojawiły się dwie grupy inwestorskie, które mają kluby w swoim portfolio.

Ale opcja wstania o własnych siłach też nie jest wykluczona? I jakaś nowa emisja akcji?

Na ten temat powinny się wypowiadać osoby, które lepiej się znają. Na razie jeszcze formalnie nie zakończyliśmy obecnej emisji, bo prawo nakazuje, żeby trwała miesiąc. Akcji już nie ma, ale emisja trwa. Zobaczymy, jakie będą nastroje za miesiąc, a to też zależy od wyników na boisku. Mamy bardzo ciekawą drużynę, ale zobaczymy jak będzie z kartkami, kontuzjami. Mamy dużo młodzieży i też musimy sprawdzić, czy młodzi są już gotowi.

O ile się sportowo osłabiła Wisła w porównaniu z jesienią?

Będzie na pewno brakowało Zdenka Ondraska. To jest pewne.

Jesus Imaz?

Był czołowym zawodnikiem, ale Kuba wchodzi na jego miejsce. Już finalizujemy jego kontrakt, wstrzymują nas jeszcze tylko małe detale. Jest Sławek Peszko. Krzysio Drzazga i Marko Kolar dobrze pracują w sparingach. Aleksander Buksa jest naszym najlepszym strzelcem w sparingach. Nie ma kompleksów, wchodzi i gra. Linię obrony mamy bardzo konkretną. Gdyby Zdenek był, to moim zdaniem mielibyśmy mocniejszą pakę niż jesienią. Zdenek to jest strzelec i dobry duch. Bardzo mi też szkoda potencjału Zorana Arsenicia. Odszedł Tibor Halilović, ale Patryk Plewka da sobie radę.

Ostatnio dużo w mediach o pensjach Marzeny Sarapaty i Damiana Dukata. Pan ile miesięcznie zarabia za kierowanie Wisłą?

Złotówkę. Nie dało się bez wynagrodzenia, więc jest wpisana złotówka. Gdy wróci płynność finansowa, gdy ustabilizujemy klub, to możemy porozmawiać o pensjach.

Czyli to pan przejął klub za złotówkę?

Mam do dyspozycji samochód służbowy, więc nie do końca za złotówkę.

Krzysztof Stanowski opisał w Weszło kulisy wydarzeń ostatnich tygodni w Wiśle i wspomniał też o tym, jak podczas rządów poprzedniej ekipy pracownik klubu dotkliwie pobił innego pracownika, który zarzucał nieuczciwość dyrektorowi Manuelowi Junco. Ten który bił ponoć nadal pracuje w klubie.

A to jest sprawa, którą muszę pilnie wyjaśnić. Artykuł się ukazał akurat wtedy, gdy byliśmy mocno zajęci emisją akcji. Ale to wymaga natychmiastowego wyjaśnienia. Chcę porozmawiać z zainteresowanymi.

Gdyby pan teraz spotkał Marzenę Sarapatę, podałby pan jej rękę?

No mam tutaj pewien problem. Bo można powiedzieć, że pani Marzena Sarapata świadomie oszukiwała mnie i akademię piłkarską Wisły Kraków.

Akademię w jaki sposób?

Myślę, że prokuratura to wyjaśni.

Taki będzie dalszy ciąg?

Po analizie dokumentów… Tych których skany mamy, bo wszystkie oryginały zabrała prokuratura. Ale z części umów które mogliśmy skserować można wyczytać i błędy, i działania świadome. Np. wszystko wskazuje na to, że koszt wydruku programu meczowego był wyższy niż cena egzemplarzowa. Nie mam umów z IKropką…

Firmą męża Marzeny Sarapaty, Roberta Czekaja.

Nie mam umów, ale takie informację otrzymuję od pracowników. Niestety. Pan Robert Czekaj bardzo mi pomógł w kilku sprawach związanych z akademią. No ale jeśli się potwierdzą te informację o kosztach wydruku, to coś jednak jest nie tak. Ale to wszystko do potwierdzenia. Tak jak i inne nierynkowe umowy. Dużo pracy przede mną, ja mam za sobą dopiero niewiele ponad 30 dni pracy, z czego pewnie jedną trzecią spędziłem na wyjazdach do Warszawy. Każdy dzień coś zmienia. I na razie każdy dzień to więcej radości.

Więcej o:
Komentarze (36)
Wisła Kraków. Prezes Wisłocki: Naszym obowiązkiem jest przekazać klub odpowiedzialnemu inwestorowi
Zaloguj się
  • toni42

    Oceniono 12 razy 10

    Kto chroni byla prezeske Sarapre i reszte czlonków zarzadu SA?
    Dawno powinna byc w "kiciu" jak reszta zlodzieji razem z kompania z Towarzystwa Sportowego, które przymykalo oczy i kradlo razem z nimi.

  • kalowiec

    Oceniono 9 razy 3

    Reanimacja trupa

  • taiczo

    Oceniono 13 razy 3

    Brak jakichkolwiek kar od eklapy s.a lub pzpn dla wisły jedynie pogrąży w patologii w polską piłkę.
    Złodziejsko bandyckie praktyki, kpiny z uczciwej rywalizacji nie mogą pozostać bez kary.

  • lynx4

    Oceniono 2 razy 2

    Jak już uratują klub, wyprowadzą z najgorszych długów i pojawią się jakieś pieniądze na koncie wtedy zjawi się ekipa 🐻 z podaniem o dofinansowanie i aplikacjami o zatrudnienie...

  • lyjnin69

    Oceniono 1 raz 1

    jest bardzo dużo OCH-ów i ACH-ów, jak pięknie sprzedano akcje
    ALE BRAK JEDNEGO !
    KTO JEST PRAWOMOCNIE WŁAŚCICIELEM AKCJI ?????
    wtedy będzie można sobie dyskutować , czy akcje z oferty są coś watre , czy to świstek papieru do powieszenia na ścianie

  • black.asmodeus

    Oceniono 9 razy 1

    9 tys akcjonariuszy to słupy Miśka.I co teraz powiecie geniusze?

  • hubertz

    Oceniono 2 razy 0

    C... jesteś nie kibic. Zapamiętaj, żon można mieć wiele, klub tylko jeden...

  • mer-llink

    Oceniono 12 razy 0

    Misiek: - Cześ HArtling, tu ja.
    MAts: - A tu ja. Czego tam?
    Misiek: - JAk pilnujesz interesu?
    MAts: - A bo co?
    Misiek: - Ten prezes Wiślański czy jak mu tam trąbi, że znaleźli nowego inwestora.Ogłasza: "Jest ktoś mocno zainteresowany i z odpowiednimi pieniędzmi."
    MAts: - Pamietasz Książecego, jak pojechał do Londynu?
    Misiek: - No tak jakby.
    MAts: - On tez trabił, ze spotka sie z inwestorami z Microsoftu i z Della . MArmury, znaki firmowe, kamerdynerzy. PAmiętasz?
    Misiek: - No pamiętam. Wyszło zero!
    MAts: - No właśnie. I żeby pokryć ten wpadunek, musiał ciebie prosić o dofinansowanie.
    Misiek: - No fakt, zasponsorowałem ten jego stratap, pod warunkiem, że on te pieniądze "pożyczy" Wisle.
    MAts: - A teraz wiesz jak będzie?
    Misiek: - No?
    MAts: - Podwożą prezesa Wislańskiego Bentleyem pod drzwi. Szwajcar w mundurze. Palmy przy wejściu. W .srodku recepcja z recepcjonistkami o najdłuższych nogach. Odbieraja paletko...
    Misiek: - Przejdź już do konkretu!
    Mats: - Spoko, musi byc jakas zmiana w scenariuszu... Więc paletko wieszaja mu na złotym wieszaku. Powitalny kieliszek szampana. "..Juz nasz Chairman na pana czeka. Prosze tędy.." Otwieraja sie drzwi, a tam za biurkiem siedzi kto?
    Misiek: - Niech zagdnę: TY!?
    Mats: - Hłe, hłe, hłe, musi byc jakas zmiana w scenariuszu. Zgaduj dalej.
    Misiek: - Wanna?
    MAts: - Bingo! Bez odbioru.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX