Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Nagi instynkt gwiazdy Lecha Poznań. Christian Gytkjaer: Chcę dogonić Roberta Lewandowskiego i Artjomsa Rudnevsa

Internet pełen jest jego półnagich zdjęć, ale bramkarze Ekstraklasy jak ognia boją się przede wszystkim jego uderzeń. Christian Gytkjaer szokuje poza murawą, a na boisku - zachwyca skutecznością. Gol strzelony Zagłębiu Sosnowiec to jego czternaste trafienie w tym sezonie.

Na pierwszym zdjęciu półnagi mężczyzna pokazuje dwa środkowe palce. Na drugim ten sam mężczyzna medytuje. Na kolejnym znowu świeci golizną, choć tym razem w oczy rzucają się przede wszystkim: kusa kobieca bielizna, czerwona czapka Mikołaja i odsłonięte genitalia.

Na jeszcze innym ujęciu widać tylko pośladki i dwie duńskie flagi trzymane na tle wybrzeża. Na ostatniej migawce są wreszcie ubrania: biała koszulka i niebieskie spodenki. Na twarzy za każdym razem jest za to ten sam dziecięcy uśmiech. Bo bohaterem wszystkich fotografii jest ta sama osoba: Christian Gytkjaer –  największa gwiazda Lecha Poznań i najlepszy snajper drużyny Adama Nawałki, który w wygranym 6:0 meczu 19. kolejki Ekstraklasy z Zagłębiem Sosnowiec po raz kolejny trafił do siatki. W tym sezonie – po raz pierwszy na wyjeździe.

Najwyższa pensja w historii klubu

Transfer Duńczyka był jednym z najtrudniejszych jaki przeprowadzali poznaniacy. Gdyby nie splot okoliczności, transakcja nigdy nie doszłaby do skutku. Przyznał to nawet wiceprezes Lecha Piotr Rutkowski, który zdradził, że klub obserwował Gytkjaera już wtedy, gdy ten grał w FK Haugesund. Niedługo później blondwłosy snajper wylądował jednak w Rosenborgu, został królem strzelców ligi i wyjechał z Norwegii. Licytację wygrało TSV Monachium, które zapłaciło 2,5 mln euro, a Gytkjaerowi zaoferowało milionowy kontrakt. Gdy jednak tornado długów zdmuchnęło klub z Bawarii, a piłkarz został bez pracy, na darmowy kąsek rzucili się rywale TSV z 2. Bundesligi. Do akcji wkroczył jednak także Rutkowski. Tak długo namawiał napastnika na przyjazd do Poznania, aż ten w końcu się zgodził. – Wcześniej nie miałem pojęcia o polskim futbolu. Przyjechałem tylko po to, żeby zobaczyć co to za klub i zdziwiłem się. To nie była prowincja, a Europa. Miałem sygnały z 2. Bundesligi, Championship czy też krajów egzotycznych, gdzie zarabiałbym dużo lepiej, ale pomyślałem, że tu mogę się jeszcze rozwinąć. Nie byłem przecież dziadkiem, by iść na emeryturę – tłumaczy Sport.pl Gytkjaer.

Choć za jego kartę Lech nie musiał płacić, to kwota, którą klub przelał za podpis pod umową, mogłaby wystarczyć na solidny transfer. Imponująca jest także pensja 28-latka, który zarabia więcej niż trener Adam Nawałka. Miesięczna wypłata wraz z premią przekracza 160 tys. zł. To nie tylko najwyższy kontrakt w historii Lecha, ale i jeden z najwyższych w polskiej lidze.

W pogoni za Lewandowskim i Rudnevsem

W Ekstraklasie snajper zaaklimatyzował się błyskawicznie. Bramka zdobyta w niedzielnym meczu z Zagłębiem Sosnowiec była jego trzydziestym piątym trafieniem w barwach Lecha (i czternastym w tym sezonie). Jeśli Duńczyk zimą nie opuści Poznania i utrzyma skuteczność, może wyprzedzić w klasyfikacji lechickich strzelców Roberta Lewandowskiego (41 goli) i Artjomsa Rudnevsa (45 trafień). Na razie 28-latek jest lepszy od lidera Bayernu Monachium pod względem średniej bramek na mecz (0,55). – Dogonienie Lewandowskiego i Rudnevsa? Jasne, że chcę. To wyzwanie. Do nowego klubu zawsze wchodziłem bezproblemowo. Tak było w Norwegii, w Niemczech i w Polsce. Wielki wpływ ma to ma moja osobowość. Jestem otwartym gościem, który wszędzie się dogada. Całe szczęście, że w klubie wszyscy mówią po angielsku, bo moje lekcje polskiego nie przynoszą efektów. Ale w piłce i tak kluczowy jest język boiska – mówi Gytkjaer. Na razie udowadnia, że tym posługuje się wyjątkowo płynnie.

Gdzie Duńczyków dwóch tam bywa wesoło

Gytkjaer nie był pierwszym Duńczykiem w Poznaniu. Gdy przyleciał do stolicy Wielkopolski czekał na niego szalony Nicki Bille Nielsen. Nie wiadomo, który ze Skandynawów bardziej lubił szokować. Gytkjaer ma dość specyficzne poczucie humoru i jak sam przyznaje – jest pozbawiony wstydu. Jego kompanowi nie wystarczały zabawne zdjęcia. Kilka miesięcy temu został skazany na miesiąc więzienia przez sąd w Monako. Były snajper Lecha za kratki trafił za posiadanie kokainy, uderzenie kobiety i uprawianie seksu oralnego w miejscu publicznym. Po wyjeździe z Polski przez chwilę grał w Grecji, następnie w Danii. Dziś jest bezrobotny.

– Nicki to Nicki. Tego faceta nie da się porównać z nikim innym. Z nim nie bywało nudno. Czasem miewał jednak głupie pomysły, zbyt głupie. Siedziały w nim demony z przeszłości z którymi nie umiał wygrać. Szkoda, bo to dobry facet. Jego historia jest smutna – przyznaje Gytkjaer i nie czekając na kolejne pytanie dodaje: „Jestem inny. Normalny, chociaż lubię się powygłupiać. Mam do siebie dystans, nie traktuję siebie poważnie. Nie przejmuję się też tym co powiedzą ludzie. W Danii jesteśmy po prostu liberalni – wyjaśnia. Na co dzień jest równie nieprzewidywalny, co na murawie. Na spotkanie przyjechał wartym ćwierć miliona złotych Porsche Cayman, w dresie pasującym do ławek Dębiny lub Łazarza, poznańskich blokowisk.

O tym, że dwaj Duńczycy dogadują się bez słów wiedzieli szefowie Lecha. W odpowiednim czasie postanowili wcisnąć przycisk bezpieczeństwa i pozbyli się Nielsena. Nie była to zbyt trudna decyzja, bo o ile Gytkjaer strzelał jak maszyna, to jego kolega do siatki trafił tylko trzy razy. Dziś Gytkjaer przyznaje, że czas wolny spędza już nie na wieczornych eskapadach, a w domu. – Potrafię przeleżeć calutki dzień. Gram w gry, oglądam seriale, nie wstaję z łóżka – śmieje się. Z Nicki Bille – jak zapewnia – utrzymuje rzadki kontakt. Innych Duńczyków w Lechu nie ma, bo obrońca Lasse Nielsen Poznań opuścił rok temu i wyjechał do Trelleborga.

Miłość do blondynki z rybackiego kutra

W ostatnich tygodniach głośno było o narzeczonej obrońcy Kolejorza Thomasa Rogne Adzie Hegerberg, która niedawno odebrała historyczną Złotą Piłkę dla kobiety. W futbol nie gra co prawda dziewczyna Gytkjaera, ale i ona budzi zainteresowanie mediów. To dlatego, że Tonje Dyb jest rybaczką. Regularnie wyrusza na Morze Barentsa w towarzystwie ponad dwudziestu mężczyzn i przez sześć tygodni zarabia na życie łowiąc ryby. – To chyba jedyna kobieta w Norwegii, która się tym zajmuje. Często siada za sterami i samodzielnie dowodzi kutrem. Skończyła szkołę, która przygotowała ją do tej pracy. Zaczęła pływać, kiedy miała 15 lat. To zresztą rodzinny biznes. Jej ojciec i dwaj bracia też są rybkami – opowiada napastnik Lecha i pokazuje zdjęcia z Instagrama Norweżki. Te różnią się od fotografii Gytkjaera. Na jednym z nagrań Tonje w ochronnym ubraniu wyciąga z wody ryby i jednej z nich… podrzyna gardło.

Gdy po raz ostatni Tonje odwiedziła Poznań, trudno było uwierzyć, że ta drobna blondynka przez półtora miesiąca przerzuca tony ryb. 24-latka pochodzi z Alesund – portowego miasta położonego na zachodnim wybrzeżu Norwegii. To stamtąd wyrusza w podróże, choć para poznała się jeszcze w Haugesund. – Sam łowię ryby, zdarzało mi się wyskoczyć z kolegami nad jezioro, ale gdy usłyszałem, czym zajmuje Tonje, mocno się zdziwiłem. Dziś jest mi już dużo łatwiej, bo wiem, że to pasja. Jasne, że tęsknię, ale nie mogę jej tego zabronić – mówi.

Mimo odległości Tonje regularnie odwiedza Poznań. – Kiedy wraca na ląd najpierw jedzie odwiedzić rodzinę, a następnie przylatuje do mnie. Niedługo razem wyruszamy do Norwegii na święta. Ale na kuter tam nie wsiądę. Łowiliśmy razem homary, chociaż na łódce, a nie na statku. Gdybym chciał zobaczyć ją w pracy musiałbym albo wypłynąć na sześć tygodni, albo wynająć helikopter, polecieć, skoczyć ze śmigłowca do wody i dopłynąć do statku. Dlatego odpuszczam. Bałbym się. Ona jest dużo twardsza niż ja. Umie zszyć ranę, umie naprawić każdą maszynę. Nie jest księżniczką. Piłkarzowi taka kobieta może tylko pomóc – wyjaśnia.

Przedłużenie umowy kontraktu i transfer latem?

Na razie o zmianie pracodawcy nie myśli ani Christian, ani Tonje. W Poznaniu mają jednak świadomość, że rekordowa w historii klubu pensja, którą płacą Gytkjaerowi, jest inwestycją. Piłkarz wyceniany jest obecnie na co najmniej dwa miliony euro. Podobno połowę tej kwoty latem zaoferował Galatasaray Stambuł, ale Lech nie był skłonny do negocjacji. Tak samo ma być tym razem. – Zimą nie planujemy sprzedaży jakiegokolwiek zawodnika – zapewniał nas dyrektor sportowy Kolejorza Tomasz Rząsa. Po świętach Lech skorzysta za to z możliwości przedłużenia umowy Gytkjaera, która wygasa latem, i będzie miał osiemnaście miesięcy, aby znaleźć mu nowy klub. Z tym – biorąc pod uwagę formę piłkarza oraz jego powołania do reprezentacji Danii – nie powinno być problemu. – Nie będę oszukiwał kibiców, że nie mam ambicji i nie chciałbym spróbować sił w innej lidze. Jasne, że bym chciał. Ale wiem, że tylko dobrą grą w Lechu jestem w stanie zapracować na taki transfer. Jestem ambitnym gościem. Nawet kiedy wygramy, a ja nie strzelę bramki, to do domu wracam wściekły. Czasem mam z tego powodu małą depresję. Dlatego dobrze, że na koniec roku trafiłem kilka razy. Święta będą spokojne. A latem okaże się, czy będą chętni, aby za mnie zapłacić – tłumaczy Sport.pl.

Więcej o:
Komentarze (14)
Gytkjaer: Chcę dogonić Lewandowskiego i Rudnevsa
Zaloguj się
  • m.godwin

    Oceniono 2 razy 2

    Strzela golizną.

  • jooseff

    Oceniono 4 razy 2

    Dębina i Łazarz - blokowiska. Padłem. Dobrze, że ceniąc dobre dziennikarstwo wykupiłem dostęp do Wyborczej za półdarmo - a to i tak chyba za dużo, jak na takie wypociny totalnie nieprzygotowanego dziennikarzyny.

  • malepifko

    Oceniono 2 razy 2

    Głodnemu chleb na myśli...

  • hunkyyankee

    Oceniono 1 raz 1

    Pierdy dresa

  • simbla

    Oceniono 1 raz 1

    "Jej ojciec i dwaj bracia też są rybkami" - to co, on jest w końcu rybką, czy piłkarzem?

  • ferryk

    0

    To dziennikarze strzelają te gole i to sami sobie, duża klasa! Gratulacje mistrzowie pióra

  • wozdo

    0

    zróbcie wywiad z Nicki bedzie ciekawiej

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX