Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Radosław Cierzniak: Nigdy nie godziłem się z rolą rezerwowego. Nie mam jednak 20 lat, by się obrażać

- Początki w Warszawie były trudne. Trafiłem tu z dużymi nadziejami, po bardzo dobrej rundzie w dobrym klubie. Chciałem grać, pracowałem na szansę mocniej niż kiedykolwiek, ale ona nie przychodziła. To był moment, kiedy zacząłem lekko w siebie wątpić i potrzebowałem pomocy - mówi nam Radosław Cierzniak, bramkarz Legii Warszawa.

Radosław Cierzniak w Legii gra od marca 2016 roku, kiedy trafił do niej z Wisły Kraków. Do tej pory 35-letni bramkarz był głównie zmiennikiem Arkadiusza Malarza, przez co w niespełna trzy lata rozegrał zaledwie 20 meczów. Sytuacja Cierzniaka zmieniła się jednak za kadencji Ricardo Sa Pinto, u którego w tym sezonie zagrał już w pięciu spotkaniach ligowych.

Konrad Ferszter: Jesteś osobą cierpliwą?

Radosław Cierzniak: Teraz już tak.

Wcześniej było inaczej?

- Kiedyś byłem zupełnie inny, impulsywny, wybuchowy. Z wiekiem jednak dojrzałem, nauczyłem się nowych rzeczy. Dzisiaj jestem dużo spokojniejszy. Także dzięki codziennej pracy nad sobą.

Co sprawiło, że zmieniłeś swoje zachowanie?

- Miałem szczęście, że w trakcie kariery trafiałem na trenerów, którzy dobrze mi życzyli. Pierwszą osobą, która zaczęła nade mną pracować był Andrzej Dawidziuk z MSP Szamotuły. Po odejściu stamtąd nasz kontakt był jednak coraz mniejszy i coraz więcej rzeczy musiałem opanowywać sam. W końcu musiałem zacząć jednak współpracę z psychologiem.

Kiedy podjąłeś tę decyzję?

- Pierwszy kontakt z nim miałem jeszcze przed wyjazdem do Szkocji. Tam, przede wszystkim z uwagi na barierę językową, był on mniejszy. Po powrocie do Polski wróciłem do spotkań z psychologiem, ale poważną współpracę zacząłem dopiero po przyjściu do Legii.

Początki w Warszawie były trudne. Trafiłem tu z dużymi nadziejami, po bardzo dobrej rundzie w dobrym klubie. Chciałem grać, pracowałem na szansę mocniej niż kiedykolwiek, ale ona nie przychodziła. To był moment, kiedy zacząłem lekko w siebie wątpić i potrzebowałem pomocy.

Dzisiaj z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że każdy, zwłaszcza młody zawodnik, powinien wykonać taką pracę. Musi ona jednak wynikać z chęci, a nie przymusu. Codziennie pracujemy nad grą w piłkę, taktyką, nawykami żywieniowymi, ale nie możemy zapominać o głowie. Musimy mieć nad nią pełną kontrolę.

Nigdy nie żałowałeś, że trafiłeś do Legii?

- Nie, bo przez całą karierę była ona moim celem, zawsze chciałem do niej trafić. Nie mogłem poddać się po kilku miesiącach. Oczywiście nie było mi łatwo przyjąć rolę rezerwowego, ale przetrwałem dzięki ciężkiej pracy i wsparciu najbliższych.

W marcu miną trzy lata odkąd trafiłeś do Legii z Wisły Kraków. W tym czasie wystąpiłeś zaledwie w 20 meczach. Nie szukałeś możliwości częstszej gry?

- Nie, bo każdego dnia czuję się tu potrzebny i mówią mi to najważniejsze osoby w klubie. Gdyby ktoś powiedział mi, że Legia mnie nie potrzebuje, to chwilę później byłbym spakowany i gotowy do odejścia. Nie szukałem niczego na siłę. Oczywiście były telefony z innych klubów, od których słyszałem, że nie mogę być wiecznym rezerwowym, że gdzie indziej będę numerem jeden. Nie mogłem jednak wyjechać, bo wiedziałem, że w Legii mam jeszcze sporo do zrobienia.

Arkadiusz Malarz był tu w podobnej sytuacji, kiedy przegrywał rywalizację z Dusanem Kuciakiem, choć często podkreślał, że nie czuje się gorszy. Ty nie czułeś się gorszy od Malarza?

- Nie czułem sie gorszy od samego początku. Każdego dnia ciężko pracowałem i skupiałem sie na rzeczach, na które miałem wpływ, czyli na dobrze wykonanym treningu i pozytywnym nastawieniu. Nie podobała mi się rola rezerwowego, ale nie mam 20 lat, by się na takie sytuacje obrażać.

Trzymałeś też atmosferę w szatni. Zawsze jako pierwszy wybiegałeś do drużyny po strzelonych golach, do historii przeszła też twoja pochwała Malarza, którą wygłosiłeś w szatni po meczu z Lechem na antenie Canalu+...

- Wtedy puściły mi wszystkie hamulce i kilka osób się ze mnie śmiało. Ale to było naturalne, bo jestem osobą bardzo pozytywną. Mieliśmy za sobą bardzo trudny czas, a mistrzostwo Polski sprawiło, że wreszcie mogliśmy odetchnąć.

Nie grałem wiele, ale jestem taki, że nawet w najtrudniejszej sytuacji staram się szukać plusów. Nigdy nie działam przeciwko komuś. Dlatego, gdy nie grałem zawsze starałem sie wspierać całą drużynę najlepiej jak potrafiłem.

 

 

Malarz nie popełniał wielkich błędów, a jednak Ricardo Sa Pinto dał ci szansę. Jak myślisz, dlaczego?

- To pytanie do trenera. Mogę jedynie powiedzieć, że bardzo się cieszę, że trener znalazł we mnie pozytywne rzeczy, które jego zdaniem mogą pomóc zespołowi. Zrobię wszystko, by utrzymać swoją pozycję w bramce.

Nie licząc krótkich epizodów Aleksandara Vukovicia, Sa Pinto jest już szóstym trenerem, z którym pracujesz w Legii. Czujesz, że Portugalczyk jest jedynym, który w pełni ci zaufał?

- Nie, bo od poprzedników też czułem duże wsparcie. Mimo że nie wychodzilem w pierwszej jedenastce, to jednak nigdy nie wpływało to na moją postawę każdego dnia.

Byłeś zaskoczony, gdy dowiedziałeś się, że zagrasz z Cracovią?

- Chociaż decyzja zapadła z dnia na dzień, to byłem na to gotowy. Po cichu liczyłem, że mogę dostać szansę, ale dowiedziałem się o tym dopiero przed meczem.

Trudno było ci wejść do bramki po długiej przerwie?

- Nie było łatwo, ale po to codziennie trenujemy, by w trakcie meczu pewne rzeczy przychodziły automatycznie. Nie miałem żadnej tremy, nie chciałem nikomu nic udowadniać. Podszedłem do tego jak do normalnego spotkania i uważam, że dobrze sobie poradziłem.

Czułeś, że jesteś w najwyższej formie?

- Po takiej przerwie bramkarz zawsze potrzebuje kilku meczów, by złapać odpowiednią odległość od obrońców i mieć najlepsze ustawienie. W moim przypadku nie było inaczej.

Pięć meczów, które zagrałeś w tym sezonie to wystarczająca liczba?

- Moja pewność siebie jest coraz większa. Widzę to po swoich ruchach i ustawieniu.

Analizowałeś swoje występy?

- Tak, ale w Legii to normalne. Zawsze nad tym pracowaliśmy, rozmawialiśmy o tym co mogło być lepsze i pewne rzeczy korygowaliśmy. Chociaż mam 35 lat to wiem, że mogę się jeszcze rozwijać i chcę to robić. Takie analizy są bardzo przydatne.

To co możesz powiedzieć o bramkach, które puściłeś w meczach z Miedzią Legnica i Arką Gdynia?

- Uważam, że w obu nie miałem nic do powiedzenia. Strzały Petteriego Forsella i Macieja Jankowskiego były bardzo mocne, trudne do obrony. W Legii na takie sytuacje patrzymy jednak szerzej - skąd wzięła się akcja bramkowa, gdzie popełniliśmy błędy jako zespół. Co do moich reakcji - bramkarz zawsze może zrobić coś lepiej, zawsze może pracować np. nad ustawieniem w konkretnym momencie.

Czy codzienna praca bramkarzy zmieniła się za kadencji Sa Pinto?

- Nie, ćwiczymy bardzo podobnie. Jedyne co się zmieniło to długość i intensywność treningów, które są dłuższe i cięższe. Mnie to jednak bardzo odpowiada.

Sa Pinto włączył do sztabu drugiego trenera bramkarzy - Ricardo Pereirę. Jaki to szkoleniowiec?

- Zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Razem z trenerem Krzysztofem Dowhaniem tworza świetny duet. Obaj są bardzo doświadczonymi trenerami, według mnie to czołówka trenerów bramkarzy w Europie. Obaj każdego dnia robią wszsytko, żebyśmy stawali się coraz lepsi. Wspólnie analizujemy błędy i staramy się je eliminować podczas codziennej pracy.

Współpracę duetu Dowhań-Pereira można porównać do kadencji Stanisława Czerczesowa, gdy w klubie pracował Gintaras Stauce?

- To specyficzna sytuacja, gdy w klubie jest dwóch trenerów bramkarzy, ale nam wychodzi to na dobre. Obaj szkoleniowcy dyskutują na temat ćwiczeń co sprawia, że nasze zajęcia są bardziej różnorodne.

W niedzielę zagracie w lidze z Wisłą Kraków. Dla ciebie to mecz wyjątkowy?

- Nie. W Wiśle przeżyłem bardzo dobry czas, zawsze będę go miło wspominał, ale grałem tam dawno temu. Ważniejsze jest to, że to mecz prestiżowy, z rywalem który umie i nie boi się grać w piłkę. Na trybunach na pewno będzie mnóstwo kibiców, więc nastawiam się na ciekawe spotkanie z doskonałą atmosferą.

Sa Pinto jakoś specjalnie przygotowuje was na ten mecz?

- Pierwszy tydzień przerwy na mecze reprezentacji poświęciliśmy przede wszystkim na poprawę przygotowania fizycznego. Pracowaliśmy bardzo ciężko i nie było czasu na zajęcia taktyczne. To się pewnie zmieni po powrocie zawodników, którzy wyjechali na zgrupowania.

Portugalczyk, podobnie jak Czerczesow, lubi ciężkie, fizyczne treningi.

- Ciężko mi porównywać tych dwóch szkoleniowców, choć obaj na pewno przykładają dużą wagę przygotowania fizycznego. Dla obecnego sztabu równie istotne jest też prawidłowe ustawienie na boisku, zwracają uwagę na każdy detal. Myślę, że zimowe przygotowania naprawdę mogą być ekstremalnie trudne. Uważam jednak, że nasze organizmy będą już na to gotowe i na pewno zniesiemy to lepiej. Nastawiamy się jednak na bardzo intensywna pracę.

Sa Pinto poprawił wasze przygotowanie fizyczne i organizację gry. Jak poradził sobie z waszą psychiką, która nie mogła być w dobrym stanie po początku sezonu?

- Nie było specjalnych rozmów motywacyjnych. Od razu zabraliśmy się do ciężkiej, fizycznej pracy oraz poprawy ustawienia taktycznego. To dało efekt w postaci lepszych wyników. Nie ma lepszego sposób na poprawę atmosfery niż kilka ważnych zwycięstw.

Czego przede wszystkim brakuje jeszcze Legii Sa Pinto?

- Ustabilizowania gry na takim poziomie jak w pierwszej połowie we Wrocławiu. Mieliśmy tam wiele sytuacji bramkowych, które przychodziły nam z łatwością. Myślę, że z czasem będziemy mieli coraz więcej treningów ofensywnych, które naprawdę przynoszą widoczne efekty. Trener ma wiele schematów ataku, które będziemy adaptować i wdrażać do gry.

W czerwcu kończy ci się kontrakt z Legią. Rozmawiałeś już na temat nowej umowy?

- Nie. Jestem jednak spokojny, bo uważam, że mamy na to czas. Zresztą dla mnie i tak najważniejsze są tylko najbliższe mecze. Na tym sie obecnie skupiam, niczego nie planuję. Chciałbym zostać w Legii, bo bardzo dobrze się tu czuję. Dobrze się prowadzę, więc myślę, że mogę pograć na wysokim poziomie jeszcze kilka lat.

Ekstraklasa. Legia zremisowała z Dinamem Brześć

Ekstraklasa. Valdas Ivanauskas trenerem Zagłębia Sosnowiec

Paweł M. "Misiek" wyszedł z aresztu. Sąd wypuścił lidera krakowskich kiboli

Więcej o: