Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Zagłębie Lubin - Jagiellonia Białystok 0:2. Układ przekombinowany

Jeden schemat w ataku to zdecydowanie za mało. Zwłaszcza gdy środek pola pozbawiony jest zębów, na tyłach testowane są kolejne manewry, a wybory personalne destabilizują formację.

Droga bez powrotu

Ustawienie linii obrony tylko na papierze wyglądało na „standardową” czwórkę z ewentualnie cofającym się defensywnym pomocnikiem. Szybko okazało się, że jest to kwestia znacznie bardziej skomplikowana – również dla samych podopiecznych trenera Lewandowskiego.

Przy wprowadzeniu piłki do gry, z tyłu pozostawało dość wąsko ustawione trio Dąbrowski-Kopacz-Balić. Z założenia asekurację miał zapewniać Tosik, ale w praktyce jego reakcja pozostawiała wiele do życzenia. Wszystko przez odległości między poszczególnymi częściami formacji. Piłkarze Jagiellonii nie mieli większych trudności, żeby odciąć strefy i zmusić przeciwnika do wybrania tej opcji, która najbardziej ich satysfakcjonowała. W tym samym czasie Czerwiński wychodził dość wysoko, ponieważ był jednym z ważniejszych elementów ofensywy.

Miedziowi musieli dokonać szybkiej korekty w defensywie, bo przez wąskie ustawienie linii obrony, boczne sektory zostały wystawione na ostrzał. Mechanizm powrotu był jednak na tyle niedopracowany, że nie tylko stanowił zagrożenie, ale również miał bezpośredni wpływ na pracę środka pola. Pawłowski bardzo często schodził do boku, stając się piątym obrońcą, gdy między stoperów schodził Tosik. Tym samym pomocnik wypychał do przodu Balicia.

Strzał w kolano

Pierwsze, co rzucało się w oczy, to bardzo duża dezorganizacja w centralnej strefie. Tosik, odpowiedzialny za rozluźnione tyły, bardzo często był ustawiony na tyle daleko od dwójki stoperów, że nie był w stanie odpowiednio szybko zareagować. Jagiełło i Żyra nie mogli skoncentrować się na rozegraniu, bo ich role nie zostały do końca sprecyzowane. Nie było wymienności jak na linii Jagiełło-Starzyński, wzajemnego uzupełnienia.

Podczas gdy ten pierwszy poruszał się na całej szerokości i długości boiska, drugi miał problem, żeby znaleźć się „pod grą”. Mimo wszystko to właśnie on w pierwszej połowie oddał dwa strzały i szczególnie ten drugi zasługuje na uwagę. Bardzo dobrze pokazał się do podania na flance, już z piłką przy nodze ściął bardziej do środka. W końcowej fazie akcji zbyt długo zwlekał z uderzeniem.

Co więcej, to Jagiełło i Czerwiński notorycznie zostawali z tyłu, żeby powstrzymać kontrataki Jagiellonii.

Rozluźniona formacja

W środku pola zdecydowanie brakowało zawodnika, który będzie w stanie utrzymać ustawienie w ryzach. To, że Miedziowi poruszali się bez ładu i składu, znalazło swoje odzwierciedlenie w celności podań i reakcji na poczynania rywala. Tracili mnóstwo piłek w centralnym sektorze boiska. Podaniom uruchamiającym brakowało dokładności.

Screen z meczu Zagłębie L. - JagielloniaScreen z meczu Zagłębie L. - Jagiellonia Screen z Canal+Sport

Wystarczy spojrzeć na bramkę Bezjaka (25. minuta), która stanowi kwintesencję niedbałej gry podopiecznych trenera Lewandowskiego. Po tym, jak Hładun zagrał w okolice koła środkowego, Janoszka nawet nie wdał się ze Świderskim w pojedynek główkowy, a Jagiełło i Tosik byli ustawieni za daleko od Romanczuka, który spokojnie mógł opanować piłkę i zagrać do przodu. Tosik nie zapewnił asekuracji szerzej rozstawionym stoperom, co ułatwiło zadanie strzelcowi pierwszego gola.

Lubinianie nie ograniczali przestrzeni na flankach, chociaż dwie na trzy dokonane zmiany (Sirotow za Żyrę i Bohar za Janoszkę) wskazywałyby na przesunięcie ciężaru gry w boczne sektory boiska. W rzeczywistości bardzo często w polu karnym, po zorganizowaniu ataku skrzydłem, znajdowało się trzech-czterech zawodników gospodarzy, ale dośrodkowania były na tyle czytelne i nieprecyzyjne, że trudno było zrobić z nich pożytek. Podobnie zresztą wyglądały stałe fragmenty gry, do 73. minuty (później wszedł Mares) bite bardzo nieporadnie przez Pawłowskiego.

W końcowej fazie meczu białostoczanie właściwie musieli skoncentrować się na delikatnych przesunięciach w obrębie dwóch bardzo zwartych linii, żeby powstrzymać ataki przeciwnika. Bardzo wyraźnie było to widoczne na przykładzie Świderskiego, który manewrował między jedną a drugą i samym ruchem destabilizował ofensywę gospodarzy.

Jedna decyzja

Problemy Zagłębia można tak naprawdę sprowadzić do dwóch słów: brak stabilizacji. Z Legią, w parze ze świetnie rozpracowanym rywalem maszerowała wypracowana organizacja gry. Miedziowi bardzo dobrze odcinali boczne sektory poprzez podłączanie się skrzydłowych do bocznych obrońców, a dodatkowe wsparcie zapewniał jeszcze jeden gracz ze środkowej strefy. Co ważniejsze, zespół miał wyraźny centralny punkt rozegrania w postaci Starzyńskiego.

- Filip nie zagrał, bo grał Paweł Żyra. To była moja decyzja, czysto sportowa. Paweł prezentował się bardzo dobrze na treningach, dlatego dostał szansę – powiedział trener Lewandowski po porażce z Jagiellonią. Nie jest bynajmniej tak, że ta jedna jedyna decyzja zburzyła całą koncepcję dynamicznego Zagłębia.

Starzyński w Gliwicach rozegrał prawie całe spotkanie, a jednak jego rola nie była aż tak kluczowa. Wtedy cała drużyna „po prostu” za szybko się cofnęła, oddała pole gry. Teraz, jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego, pozbawiła się bardzo istotnego argumentu w ataku.

Natomiast przeprowadzone zmiany nie wyglądały na element większego planu. Ich celem było zwiększenie siły ognia – za wszelką cenę. Jedyny konkretny schemat, jakim dysponowali lubinianie, polegał na wyjściu wyżej jednego ze stoperów i uruchomieniu Czerwińskiego. Mimo kilku stworzonych sytuacji, to nie miało prawa wypalić.

Brak Starzyńskiego w osiemnastce meczowej można uznać za taką kropkę nad „i” przekombinowanego układu, na jaki postawił szkoleniowiec. Przekombinowanego nie dla przeciwnika, a dla jego podopiecznych.

Więcej o: