Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dioni Villalba, nowa gwiazda Lecha Poznań. Talizman, koszulka i religia

Chociaż piłka nożna to dla niego przede wszystkim dobra zabawa, to nigdy nie zapomina zarówno o ludziach, którzy mieli wpływ na jego rozwój, jak i miejscach, które go ukształtowały. - Nie potrafię tego wyjaśnić. Kiedy przekraczam próg kaplicy, czuję mrowienie w całym ciele. Nie tylko potężne emocje, ale i spokój - próbował wytłumaczyć, jak wielkie znaczenie miała dla niego jedna z wizyt w Caravaca de la Cruz. Oto 28-letni napastnik, który związał się z poznańskim Lechem dwuletnią umową z opcją przedłużenia.

Buty w prezencie

- Nie mówi się „bicho”, mówi się „bisho”! – wyjaśnia jeden z jego kolegów na łamach hiszpańskiego ABC Futbol. Nie może powstrzymać się od śmiechu. Dioni, do którego w szatni Fuenlabrady przylgnął przydomek „El Bisho”, może i jest krajowym obieżyświatem, ale nie ma to żadnego wpływu na jego silny andaluzyjski akcent – powszechny obiekt żartów w drużynie.

Raczej wszyscy go lubią, a on wszędzie czuje się dobrze. – Nie tylko jest bardzo dobrym piłkarzem, ale świetnym gościem – dodaje w tej samej rozmowie. Być może dlatego, że w swoim życiu zawodowym kieruje się jedną, ale szalenie istotną zasadą: piłka nożna ma być przede wszystkim dobrą zabawą. I właśnie to wybijało się na pierwszy plan w trzecioligowym klubie.

 

Pięć goli w pięćdziesiąt minut. Napastnik odblokował się gwałtownie i bez ostrzeżenia po „aż” trzech starciach bez ani bramki, ani asysty. Na „La Voz de Galicia” pojawił się nawet nagłówek, że swoimi trafieniami, Dioni wymazał Coruxo z piłkarskiej mapy. – Oczywiście, że jestem niesamowicie szczęśliwy. Takie mecze zdarzają się raz w życiu i bardzo trudno jest strzelić tyle goli. Szczególnie doceniam świetne podania kolegów – powiedział bezpośrednio po spotkaniu (marca.com). Dzięki wyczynowi, Hiszpan umocnił swoją pozycję Pichichi, króla strzelców grupy pierwszej Segunda B.

Wydarzenie nie umknęło prezesowi Jomy, który przekazał Dioniemu parę butów. Jesus Martinez w ten sposób pragnął nagrodzić trud i wysiłek gracza, który na trzecim poziomie rozgrywkowym takie „rozrywki” musiał opłacać z własnej kieszeni.

Proroczy sen

- Głód, żarliwość i dobra zabawa. To są jego znaki rozpoznawcze. Dioni Villalba prawie zawsze pozostawia po sobie ślad, chociaż rzadko zostaje na dłużej w jednym klubie – pisał Juan Lorenzana na łamach „Esleon Diario”. Nic więc dziwnego, że w Fuenlabradzie obsadzili go w głównej roli spotu promującego historyczny dwumecz z Realem Madryt w Pucharze Króla (porażka 0:2, 2:2).

Dziennikarz nie jest odosobniony w swojej opinii. Pod koniec 2016 roku, Adrian Barrios Merillas nazwał go prawdziwym talizmanem drużyn, których barwy reprezentuje. – Kontrola nad piłką, ruch, szybkość i instynkt – pisał na portalu „Vavel” powołując się na statystyki z sezonu 12/13 (Leganes: 21 goli w 37 starciach) – Ale przejdźmy do sedna sprawy. Postawmy ją jasno: jego bramki to czyste złoto. Prawdziwa kopalnia punktów. Chodzi o to, że kiedy Dioni strzela, Fuenlabrada punktuje. Zresztą talizman działa nie tylko tutaj. W ten sposób zanotował 1350 minut bez porażki, co daje 15 całych spotkań (13 + 5/Racing + Fuenlabrada do października 2016 r.). Niesamowity fakt, biorąc pod uwagę, że w tym czasie zanotował 18 trafień, ostatni raz przegrał w październiku 2015 r. Mało tego, w całej swojej karierze zaznał goryczy porażki tylko 7-krotnie -– wyjaśnia fenomen zawodnika.

Hiszpan jest bardzo wszechstronnym piłkarzem. W Fabril, rezerwach Deportivo, grał jako najbardziej wysunięty napastnik, ale wcześniej (Caravaca) występował jako bardziej cofnięty. Za swoisty przełom uznaje transfer do Kadyksu: – Zwłaszcza jeśli chodzi o głowę, kwestie mentalne. Dojrzałem, zdobyłem cenne doświadczenie. Oczywiście wzmocniłem się także pod względem taktycznym i fizycznym, ale ogólnie jestem silniejszy psychicznie – wypowiadał się na łamach „La Opinion Coruna” – Czuję się dobrze na każdej pozycji w ataku, chociaż wiem, że muszę popracować nad obowiązkami w defensywie.

Wszystko tylko nie Malaga

Dioni pochodzi z Malagi, ale nigdy nie wiązał z nią przyszłości. – Moje pierwsze piłkarskie kroki nie są wyjątkowe. Zaczynałem, jak prawie każdy, od gry w szkole, na ulicach. Kiedy miałem 6 lat, tata zapisał mnie do drużyny – opowiadał w wywiadzie dla „La Segunda B”.

W juniorach Malagi spędził tylko rok. Później wkroczyli rodzice, którzy stwierdzili, że najlepiej będzie, jeśli chłopiec opuści ten klub. Kilka lat później historia zatoczyła koło. Upomnieli się o niego. – Było już bardzo blisko, ale dosłownie moment przed tym, jak już miał złożyć podpis pod umową, wkroczyła Murcia. Ponownie pojawili się rodzice, ponownie postanowili, że tak będzie lepiej – wyjaśniono na „El Desmarque”.

Nie oznacza to jednak, że nigdy nie odczuwał przywiązania do regionu albo klubu. Wręcz przeciwnie, kilkakrotnie udowodnił, że nie jest mu to obce. – W Kadyksie spędziłem dwa lata (11/12, wypożyczenie w 2014 r.) i jeśli strzelę im gola, nie będę go celebrował – mówił po przenosinach do Oviedo (La Voz Digital). Nie było jednak okazji na sprawdzenie wiarygodności jego deklaracji.

Jeszcze silniejsze uczucia, a przez to bardziej brzemienne w skutkach, budzą się w nim, gdy na horyzoncie pojawia się ekipa spod Madrytu. Tam również był dwukrotnie. – Po prostu chciałem tu wrócić i kiedy pojawiła się taka możliwość, szybko poinformowałem swojego menadżera – tłumaczył Hiszpan. „Dioni wraca do domu”, pisano na „Gol en Butarque”. Nie była to decyzja pozbawiona konsekwencji. Napastnik odrzucił kilka ofert z zagranicy (m.in. w grę wchodziła Szkocja), bo bardzo chciał wrócić do Leganes.

Miasto krzyża

DioniDioni Noticias Caravaca Deportes

Dioni odrzucił Malagę, ale nie odrzucił ludzi. Duży wpływ na jego piłkarski rozwój miał Miguel Rivera. Być może nie odegrałby takiej roli, gdyby nie okoliczności. Trener również pochodził z okolic Malagi, ale rozmowa miała miejsca kilkadziesiąt kilometrów dalej, bliżej Murcji. W mieście krzyża, Caravaca de la Cruz.

– Nie potrafię tego wyjaśnić. Kiedy przekraczam próg kaplicy, czuję mrowienie w całym ciele. Nie tylko potężne emocje, ale i spokój – hiszpański napastnik próbował zebrać myśli po wyjściu z Sanktuarium w Caravaca de la Cruz. Było to o tyle trudne, że właśnie przeżył coś niezwykłego.

Warto przede wszystkim podkreślić, że Dioni jest bardzo wierzący. – Jeśli spełnię marzenie i zadebiutuje w Primera Division, przekażę tę koszulkę do Bazyliki Caravaca de la Cruz (przyp. red. Bazylika Krzyża Przenajświętszego i Prawdziwego). Zawsze będzie w moim sercu. W tym mieście mam wspaniałych przyjaciół, zawsze chętnie tutaj wracam – obiecał po przenosinach do Deportivo. Dotrzymał słowa.

Hiszpan skorzystał na kontuzji Lassada Nouioui i Rikiego i wszedł na ostatnie nieco ponad 20 minut w spotkaniu z Villarreal (porażka 1:0). – Dwa dni wcześniej zapowiedzieli mi, że zagram, ale nie mogłem w to uwierzyć. Jednego dnia trenujesz z pierwszą ekipą, drugiego jedziesz z nimi na wyjazd. Myślałem, że nie dostanę ani minuty. Zacząłem rozgrzewać się w drugiej połowie i wtedy zawołał mnie trener Lotina. Byłem strasznie spięty, przegrywaliśmy od ok. 30. minuty – wspominał w rozmowie z „La Opinion Coruna”. Po debiucie powrócił do rezerw, w tym samym roku dostał jeszcze trzy szanse.

Dioni podkreślił, że obietnica była dodatkowym bodźcem do działania i jeszcze cięższej pracy. Koszulkę złożył na ręce Pedro Pozo, prowincjała bractwa, i wpisał się do księgi pamiątkowej. W ramach podziękowania otrzymał książkę „La Cruz de Caravaca” napisaną przez kapelana zamku i wziął udział w adoracji relikwii, po której skosztował święconego wina.

Nowy nabytek poznańskiego Lecha w wywiadzie z 2017 roku powiedział, że poza boiskiem ma bardzo proste życie. Od tego czasu raczej niewiele się zmieniło. – Nie stałem się jakimś domatorem, ale lubię odpocząć, wyjść z dziewczyną, wyprowadzić psy – stwierdził. Stara się dobrze zarządzać czasem i być może to stanowi klucz do jego dobrej formy.

Więcej o:
Komentarze (11)
Dioni Villalba, nowa gwiazda Lecha Poznań. Talizman, koszulka i religia
Zaloguj się
  • empirio

    Oceniono 3 razy 3

    "Kiedy przekraczam próg kaplicy, czuję mrowienie w całym ciele".
    Warto udać się do specjalisty. Medycyna radzi sobie z takimi zaburzeniami psychosomatycznymi.

  • samochodemwszedzie

    Oceniono 1 raz 1

    CarLitos olał wronki i błagał o transfer do StoLicy mimo że oferta była na mniejszą kase to pokazuje wam wasze miejsce słowiczki!

  • ketjow1978

    Oceniono 1 raz 1

    On ma być uzupełnieniem składu, nie wzmocnieniem, stąd robienie z niego gwiazdy wydaje się być lekko przesadzone. Gwiazdami mają być Tibą i Amaral, ale czas pokaże

  • d2b

    Oceniono 1 raz 1

    Jako kibic Lecha proszę aby nie dmuchać w balonik i nie robić gwiazdy z zawodnika, który jeszcze nie kopnął piłki w oficjalnym meczu klubu. Z Amarala i Tiby też zrobiliście gwiazdy po jednym meczu. Nie jeden już miał taki debiut a potem zgasł. Niki Bille też miał być gwiazdą...

  • marek804

    Oceniono 1 raz 1

    Przyszedł z hiszpańskiej 3 ligi, a u nas okrzyknięto go gwiazdą?

  • crotalus1

    Oceniono 3 razy 1

    Nic tylko podbijać Europę z hiszpańskim trzecioligowcem...

  • guru133

    0

    Kolejny szrot? Szkoda mi Lecha, ale widać klub ma za dużo pieniędzy skoro sprowadza znowu coś z piłkarskiego śmietnika.

  • wozdo

    Oceniono 2 razy 0

    ale okaże się lepszy od Carlitosa który już się zblokował w Legii

  • lol76

    0

    Hahaha super stadion!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX