Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jest tylko jeden sposób, by pomóc Lewandowskiemu w kadrze. Nawałce zajęło to kilkanaście miesięcy

Robertowi Lewandowskiemu można pomóc tylko w jeden sposób: sprawić, żeby rywal choć na chwilę o nim zapomniał. Brzmi prosto, ale nawet Adamowi Nawałce to zajęło kilkanaście miesięcy.

Minął ponad rok od debiutu selekcjonera. Dwanaście meczów rozegranych według jego pomysłu. Świetnie rozpoczęte eliminacje. Ale najlepszy polski napastnik kończy mecze ze zbolałą miną. W klubie mu idzie, w kadrze nie idzie. Tak, Adam Nawałka tu był. Ponad rok od debiutu, po dwunastu meczach,  czyli w tym momencie, w którym jest teraz kadra Jerzego Brzęczka.

Lewandowski rozmawiał ze sztabem. "Był wkurzony":

To co się działo później, zatarło te wspomnienia, ale Nawałka, którego kluczem do awansów na wielkie turnieje było stworzenie jak najlepszych warunków Robertowi Lewandowskiemu, musiał czekać bardzo długo, zanim ten plan zacznie przynosić strzeleckie rekordy kapitana. Z pierwszych dwunastu meczów Nawałki, Lewandowski strzelał gole w dwóch: w towarzyskim z Litwą i w eliminacyjnym z Gibraltarem (cztery gole, ale od strzelania Gibraltarowi ego napastnika się nie odbuduje). U Brzęczka z 12 meczów też w dwóch: z Łotwą i Izraelem. U Nawałki patrzył, z jaką łatwością strzela gole Arkadiusz Milik, u Brzęczka – jak pół sytuacji zamienia na gola Krzysztof Piątek. Sam ma u nowego selekcjonera na razie dwa gole i dwie asysty w 10 meczach.

Zbigniew Boniek do Lewandowskiego: nie niecierpliw się. Ludzie nie zrozumieją

Zanim Lewandowski zaczął bić rekordy, zostawać królem strzelców kolejnych eliminacji, strzelać gole wyciągające reprezentację z kłopotów, miał u poprzedniego selekcjonera dziewięć miesięcy bez gola. Ponad 540 minut frustracji. Aż do hattricka w meczu z Gruzją w czerwcu 2015. To było ponad półtora roku po objęciu kadry przez Nawałkę. Rok po tym, jak Lewandowski dostał opaskę kapitana. Kadra już była kochana przez kibiców, już było po zwycięstwie nad Niemcami w Warszawie, a on się ciągle tą swoją niemocą potrafił frustrować. Po towarzyskim meczu ze Szwajcarią, czwartym z rzędu bez jego gola (było 2:2, dla Polaków strzelili Artur Jędrzejczyk i Arkadiusz Milik), był w szatni tak przybity, że Zbigniew Boniek powiedział mu: Robert, nie niecierpliw się na boisku. My wiemy, co czujesz, ale ludzie nie zrozumieją. Dziś, pięć lat później, te pogadanki prezesa z kapitanem wróciły.

Hattrick z Gruzją był przełomem, od tej pory Lewandowski był w eliminacjach u Adama Nawałki niezawodny przez długie miesiące. A my założyliśmy, że tak już będzie zawsze, nieważne z jakim trenerem. Choć wielkie turnieje za Adama Nawałki były ostrzeżeniem, że nic nie jest na zawsze. W wielkich turniejach oglądaliśmy właśnie takiego Roberta, jak w kryzysowych meczach eliminacji: skazanego na samotność w ataku, niecierpliwiącego się, że obrońcy się z nim nie patyczkują, a piłka do niego nie dolatuje. Rywale na tym poziomie umieli przypilnować, żeby Lewandowski był niemal zawsze pod opieką, a jego główni asystenci – pod kontrolą. Tutaj było znacznie trudniej powtórzyć schematy z eliminacji, w których Lewandowski bywał nawet trzeci czy czwarty w drużynie pod względem czasu spędzanego w polu karnym. Uwagę rywali odwracali od niego Kamil Grosicki, Arkadiusz Milik. On mógł sobie pozwolić na takie momenty w meczu, gdy przepadnie na chwilę. A potem się nagle pojawi w najmniej oczekiwanym dla rywali miejscu. Bo do tego to się przecież sprowadza, gdy się ma w drużynie superstrzelca: żeby zaaranżować mu takie momenty, i wprowadzać w pole karne jak najwięcej ludzi, by zrobiło się więcej wolnego miejsca wokół napastnika.  Świetnie to opisał niedawno reporter „Guardiana” po meczu Tottenham – Bayern z dwoma golami Lewandowskiego, w tym jednym zmieniającym przebieg meczu.

Adam Nawałka: Robert wie kiedy wyjść z gry i kiedy do niej wrócić tak, by zdezorganizować rywala.

„Między strzelaniem goli Lewandowskiemu wystarczało chodzenie po ściśle określonych miejscach w okolicach pola karnego. A on się porusza wyjątkowo. Skrada się, przemyka bokiem, wije się. Bywa krytykowany, bo jego gra stała się bardziej wycofana. Stał się zaawansowaną, dobrze funkcjonującą maszyną, która powtarza cały czas te same mordercze ruchy na tym samym skrawku boiska. A potem przenika jak duch przez ścianę, zbliżając się do celu, pojawiając się nagle w nieoczekiwanych miejscach”. Ale gdy nie ma ruchu w polu karnym rywala, to napastnik nigdzie się nie schowa i nigdzie nie będzie dla środkowych obrońców nieoczekiwany.  – Robert wie, kiedy wyjść z gry i jak do niej wrócić, żeby było jak najgroźniej. Od początku staraliśmy się do tego jak najlepiej dopasować. Wcześniej niektórzy uważali, że to wychodzenie z gry to wada. A to jest fantastyczna umiejętność. Stwarza w ten sposób przestrzeń dla innych, a wracając do akcji, dezorganizuje rywala. Jest poza kontrolą przeciwnika – tłumaczył Adam Nawałka swój pomysł na Lewandowskiego. Niby prosty, ale trzeba było wielu miesięcy, zanim wszystkie mechanizmy kadry się dotarły.

Co da się jeszcze dziś pożyczyć z kadry Nawałki?

Czy takie mechanizmy w kadrze Jerzego Brzęczka się właśnie docierają, czy może jeszcze nie powstały? Czy da się jeszcze w ogóle coś pożyczyć z podręcznika Adama Nawałki dzisiaj, jesienią 2019, gdy Kamil Grosicki jest starszy o kilka lat i w kadrze Brzęczka jego produktywność spadła jeszcze bardziej niż Lewandowskiego, a z prawej strony kadry zniknął duet który swoim zgraniem wyprzedzał rywali o ułamki sekundy: Łukasz Piszczek-Kuba Błaszczykowski? Pewnie najłatwiejsze do zapożyczenia od Nawałki byłoby zrozumienie między Milikiem a Lewandowskim. Może na to też liczył Jerzy Brzęczek zaczynając eliminacje z nimi w ataku. Ale w Wiedniu przekonał się, że jakaś nić się tu jednak zerwała gdy Milik przez długie miesiące leczył kontuzję. Adam Nawałka też tego doświadczył w meczu z Senegalem w Moskwie.

Różne momenty miała już kadra Jerzego Brzęczka: dobrze zaczęła, potem wyhamowała w Lidze Narodów, znów dobrze zaczęła eliminacje, a potem  ją wyrzuciło na wirażu w Słowenii. Ale nigdy już nie wróciła do kadry ta równowaga z najlepszych czasów Adama Nawałki: między kapitanem i jego drużyną. Przyjęło się pisać, że Lewandowski w czasach Nawałki ciągnął kadrę na swoich plecach. Ale to jest koncepcja postawiona na głowie: żaden piłkarz nie jest w stanie ciągnąć drużyny na swoich plecach regularnie, a nie tylko w wyjątkowe wieczory. Gdyby tak było, to przy całym szacunku dla geniuszu Leo Messiego, najlepszego piłkarza świata, Barcelona nie odpadałaby ostatnio z Ligi Mistrzów sezon w sezon aż tak wcześnie.

Lewandowski nie gra w monodramach. Nigdy nie grał

Robert Lewandowski też nie ciągnął kadry na swoich plecach mecz w mecz. On był mecz w mecz głównym aktorem przedstawienia z bardzo dobrze rozpisanymi rolami. Nie monodramu, tylko przedstawienia na jedenastu aktorów. Bardzo dużo kadrze Adama Nawałki dawał, ale też bardzo dużo z tej kadry brał. To w niej uczył się być kapitanem. Więcej, zasmakował w tym. To w niej uczył się być zawsze w centrum uwagi. Bo przecież w Borussii nie zawsze był, w Bayernie na początku tym bardziej. To w kadrze doświadczył, co to znaczy być kochanym przez kibiców do szaleństwa. W klubach tego nie miał. Może nawet niespecjalnie mu na tym w klubach zależało. Jego jedynym prawdziwym domem w piłce był Stadion Narodowy. Marzył o strzelaniu na nim goli jeszcze w czasach, gdy Narodowy był targowiskiem "Dziesięciolecia", a jego trybuny szaletem.

Teraz wahadło wysunęło się w drugą stronę. Jest tak, jak było w czasach Waldemara Fornalika. Lewandowski po meczach w klubie czyta o sobie, że jest genialnym środkowym napastnikiem, a po meczach kadry: dlaczego wszystko idzie nie tak. W niemal wszystkich ostatnich międzynarodowych zachwytach nad rekordową formą Lewandowskiego w klubie był akapit o tym, że kadra mu ciąży. Gdyby grał w lepszej reprezentacji, może nie byłby najbardziej niedocenianą z wielkich gwiazd ataku.

Czy Jerzy Brzęczek mógł zrobić dla Lewandowskiego więcej?

Czy Jerzy Brzęczek, przy tych wszystkich zastrzeżeniach o Grosickim, Piszczku, Miliku, Błaszczykowskim, mógł zrobić więcej, by współpracę kapitana z drużyną poprawić? Wydaje się że tak. U Adama Nawałki Robert Lewandowski nawet w kryzysie strzeleckim miał sytuacje. Teraz sytuacje mu się tylko trafiają. Adam Nawałka postawił sobie za cel, że wydobędzie z Lewandowskiego to co najlepsze przy pomocy kolegów z drużyny. A Jerzy Brzęczek chyba postawił sobie cel nieco inny: wydobyć z kolegów Lewandowskiego to, co najlepsze - przy pomocy kapitana. Na pewno nie jest tak wpatrzony w niego jak Adam Nawałka, i to się nie zmieni. Na pewno postawił sobie za punkt honoru, że od pewnych schematów z czasów Nawałki odejdzie, nie tylko schematów z boiska, ale i poza boiskiem. I nie tylko dlatego, że już nie zadziałają, ale żeby mieć na tej kadrze swoje piętno. Normalne u każdego trenera. Jednym się udaje, innym nie. Jedni przyjmują do wiadomości, że im się nie uda, inni dalej próbują. Ponad rok pracy z kadrą to dobry moment, żeby już którąś z dróg wybrać na dobre. Wiele się przez ostatnie miesiące zmieniło w kadrze, ale w futbolu nie: gdy się zostawi napastnika samego z przodu, w klatce między środkowymi obrońcami, to goli nie będzie.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ
Komentarze (5)
Jest tylko jeden sposób, by pomóc Lewandowskiemu w kadrze. Nawałce zajęło to kilkanaście miesięcy
Zaloguj się
  • black.blue

    Oceniono 1 raz 1

    Ja widzę inną prawidłowość. Z ponad 50 bramek w kadrze tylko dwie strzelił mocnym przeciwnikom - Portugalii w ME i Niemcom w towarzyskim na otwarcie stadionu w Gdańsku.

    Dziś pewnie Łotyszom nastrzela - jest okazja.

  • morenowa38

    Oceniono 1 raz -1

    Brzęczek wciąż pozostaje tylko wujkiem Błaszczykowskiego.Nigdy nie uruchomi przewagi talentu Lewandowskiego.I tyle.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX