Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Sekretna historia najlepszego polskiego mundialu. Afera dopingowa, walizka z pieniędzmi i kradzież

Wspaniała gra, wielki sukces, ale też drugie, ukryte życie: afera dopingowa, walizka z pieniędzmi, dyscyplinarka, kradzież, walka z producentem sprzętu, przyczajeni wszędzie tajniacy, a także szargający dobre imię kraju działacze. Dokładnie 45 lat temu Polacy rozpoczęli mistrzostwa świata w Niemczech. Najpiękniejszy polski mundial.

Jechali w nieznane. Po świetnych eliminacjach, po Wembley, które było przełomem. Ale to był pierwszy polski powojenny mundial. Mało kto widział w nich drużynę, która może osiągnąć w Niemczech sukces.

Polska - Argentyna 3:2.  Kopciuszek wchodzi na salony

Jechaliśmy praktycznie "jako chłopcy do bicia". Nikt nie wierzył, że Polska może wyjść z grupy. Ani styl, ani wyniki nie napawały optymizmem. Zewsząd słychać było: "Poważna impreza, ważne żebyście wstydu nie przynieśli" -  wspomina obrońca Władysław Żmuda. "Chłopcy do bicia" zachwycają się Zachodem, imponują im sklepy, hotele, w zachwyt wprawia ich nawet trawa na boisku treningowym. Gdy wyszliśmy na pierwszy trening, to zawodnicy rzucili się na trawę i tarzali z taką radochą... Bo to dywan był. Dywan. Tak to było perfekcyjnie przygotowane - mówi asystent trenera Andrzej Strejlau, a Jan Tomaszewski dodaje: Ojej, ta trawa ... Jak ja bym miał w ogródku taką trawę, to bym do domu nikogo nie wpuszczał.

Niepewność i trochę nieśmiałość wobec świata i wielkiej imprezy trwały niemal do pierwszego gwizdka meczu z Argentyną.  W niektórych sytuacjach zachowywaliśmy się jak cielęta: staliśmy, patrzyliśmy, czy nam wolno to czy tamto - opowiada bohater z Wembley napastnik Jan Domarski. Przypominam sobie wyjście na murawę, gdy dwie drużyny stoją w tunelu i Argentyńczycy radośnie śpiewają, poklepują się, a Polacy cichutko. Wielkie nazwiska argentyńskie, nie wiadomo jak się zachować - opowiada pomocnik Lesław Ćmikiewicz, a Żmuda wtóruje: Wszyscy skoncentrowani, spięci, niemal sparaliżowani ze strachu. Na szczęście tunel obity był blachą. Musiał kopnął w nią i krzyczy: Panowie oni śpiewają i tańczą, ale po meczu będą płakać! Tylko musimy do tego doprowadzić.

I to może był właśnie przełomowy moment? To kopnięcie w blachę? Orły Górskiego na boisku stają się myśliwymi, a słynni Argentyńczycy łowną zwierzyną. 7 minuta gol Laty, minutę później podwyższa Szarmach. Latynosi próbują się odgryźć, w drugiej połowie strzelają dwie bramki, ale Polacy też dorzucają jedną i wygrywają 3:2. Przed meczem z Argentyną nie można było mówić o piłkarskiej rodzinie. Ten cement jeszcze nie istniał. Scementowało ją to zwycięstwo - twierdzi Ćmikiewicz.

Po meczu biało-czerwoni odkrywają jeszcze jeden bardzo przyjemny aspekt mistrzostw w RFN: zwycięskie powroty. Nie wiadomo skąd Polacy mieszkający tam wiedzieli, którędy będziemy wracać. Na całej trasie było mnóstwo kibiców, flag... Aż płakać się chciało - wspomina rezerwowy obrońca Henryk Wieczorek. Robiliśmy od razu krótką odnowę pomeczową, na chwilę do sauny, wypocić się, potem pływanie w basenie, w nocy kolacja, lampka szampana i spanie do oporu - przypomina dr Janusz Garlicki, lekarz reprezentacji. Zdarzało się, że przy hotelowym basenie spotykali się o 1 w nocy. Siedzieliśmy w basenie, a kelner chodził wokół i podawał nam taką zmrożoną lampkę szampana. To był inny świat - uzupełnia Ćmikiewicz.

Polska - Haiti 7:0.  Cztery dni strachu, afera dopingowa

Ten inny świat zachwiał się w posadach tuż po pierwszym triumfie. Schodzimy na śniadanie. Podchodzi doktor Garlicki i pyta czy to prawda, że coś braliśmy - opowiada Domarski. Po każdym meczu dwóch zawodników losowano do badania. Następnego dnia po spotkaniu z Argentyną - pomór. U Antka Szymanowskiego wynik pozytywny. Antek ledwo ciepły, bo przecież to był od razu walkower - relacjonuje Tomaszewski.

Informacje o dopingu u Polaków publikują niemieckie gazety. To były prawdopodobnie najbardziej nerwowe chwile w całym niemal miesięcznym pobycie na mundialu. Na oficjalną informację, w związku ze świętami i weekendem, trzeba było długo czekać -  aż 4 dni.

Na dwie godziny przed meczem (z Haiti) proszą mnie do telefonu. Sekretarz komitetu organizacyjnego. Panie doktorze. Bardzo przepraszamy, naturalnie to wszystko nieprawda, co opublikowano. To były plotki. Chodziło o dwóch Haitańczyków - w słowach dr Garlickiego jeszcze dziś słychać oddech ulgi.

Czy trudno się dziwić, że polscy piłkarze rzucili się na Haitańczyków jak stado głodnych psów spuszczonych ze smyczy? 7:0 - takiego zwycięstwa na mistrzowskiej imprezie Polacy nie odnieśli nigdy. Awans do drugiej fazy został przypieczętowany. Ale była też nauczka na przyszłość. Od tej pory zawodnicy mieli polecenie: nie wolno wziąć od nikogo ani cukierka - wspomina Strejlau.

Polska- Włochy 2:1. Znikająca walizka dolarów

Podobno pieniądze chcieli dać i jedni i drudzy. Biało-czerwoni awans mieli w kieszeni. Włosi musieli wywalczyć go na boisku, Argentyńczykom pozostawało oczekiwanie. Na boisku Polacy nie kalkulowali. Genialna bramka Szarmacha głową z kilkunastu metrów na 1:0. Gola do szatni dokłada kapitan.  Po moim podaniu Deyna strzelił gola. Tak mocno uderzył piłkę, że mu but pękł - relacjonuje Henryk Kasperczak.

Pamiętam jak schodzimy  na przerwę, a włoski wiceprezes Alody pokazuje całą walizkę dolarów - opowiada Żmuda. Ponoć było w niej 22 tys. dolarów. Wiem, że polscy i włoscy działacze bili się w przerwie. Była jakaś szarpanina przy szatni. Garlicki potwierdza. Włosi próbowali w przerwie. Wtedy Kaziu Deyna powiedział: My nie będziemy z wami rozmawiać.

Argentyńczycy podobno nie pozostali w tyle. Dawali jednak mniej, 18 tys. dolarów. Była ta walizka, czy nie była? Historia została upubliczniona po wielu latach. Rozpowszechnił ją Lato, który grał w klubie w Meksyku z jednym z ówczesnych reprezentantów Argentyny. "Złożyliśmy się po 1000 dolarów, zawodnicy plus trener (...) Wymienił nazwisko zawodnika, ale nie powiem którego. Żona tego piłkarza siedziała na trybunach, pieniądze trzymała w torebce na kolanach, a przy niej dwóch Argentyńczyków (...) To była premia. Graliśmy uczciwie, a ktoś się przy okazji wzbogacił.

Po nitce do kłębka: tylko żona Roberta Gadochy oglądała wszystkie mecze Polaków. Kazimierz Górski w historię nie uwierzył. Ale jego piłkarzy podzieliła. Robert nie był moim bliskim kolegą, ale znałem go na tyle, że myślę, że takiego świństwa by nie zrobił - mówił Wieczorek, wtórował mu Bulzacki: Znałem go dobrze i wiem, że do czegoś takiego nie byłby zdolny.

Robert okazał się trefnym facetem - twierdzi jednak Antoni Szymanowski. Dzisiaj to pewnie na 90 kilka procent, że tak było - dodaje Szarmach. Skandaliczna sprawa, ja mu nie podam ręki do końca życia - rzuca Tomaszewski. Nie wziąłem ani centa - zarzekał się z kolei Gadocha w wywiadzie prasowym. Prawdą jest, że w zespole Orłów Górskiego grać przestał i zerwał większość starych kontaktów.

Polska - Szwecja 1:0, Polska - Jugosławia 2:1. Dyscyplinarka i malowanie pasków.

Historią walizek i tego kto na nich skorzystał, drużyna w Niemczech nie żyła. W przeciwieństwie do afery dyscyplinarnej. Choć słowo afera jest chyba w tej sprawie przesadą. Piłkarze dostali wolny wieczór. Wtedy poszło nas 10 - wspomina Lato -  Powinniśmy być 22.30, byliśmy o 23. Wróciliśmy całą bandą - dodaje Musiał - Trener Górski siedział przy barku w holu, chłopaki bokiem po schodkach a ja, zamiast iść z nimi, wdałem się w dyskusję, żeby usprawiedliwić nasz późniejszy powrót. Bomba wybuchła rano. Wstajemy, a tu pomór. Co się stało? Musiał spóźnił się, pan Kazimierz wyczuł od niego alkohol i wypieprzył z reprezentacji - opowiada Tomaszewski. 

Do Górskiego udaje się rada drużyny z Kazimierzem Deyną, ale trener na razie jest nieugięty, chce by Musiał opuścił drużynę. Ostatecznie zmienia zdanie po dyskusji ze Strejlauem i Gmochem. Kończy się na odsunięciu od jednego spotkania. Po latach zapytałem: Panie Kazimierzu dlaczego pan to zrobił? A on na to: za dobrze szło. Potrzebny był lekki wstrząs - wspomina Tomaszewski.

Czy wstrząs się przydał, czy zaszkodził trudno orzec. Na pewno jednak ze Szwecją Polacy zagrali najsłabszy mecz w turnieju. Wymęczyli wygraną 1:0. A bohaterem został Tomaszewski, który obronił karnego.

Równie ciężko było też z Jugosławią. Ale Orły Górskiego znów zwyciężyły, tym razem 2:1. Przed meczem ze Szwecją ktoś przyniósł informację - opowiada Ćmikiewicz - że firma Adidas za to, że gra się w jej sprzęcie, daje finansowe nagrody. Rozeszło się: inne ekipy dostają, my nie. To poruszyło chłopaków i zaczęli zamalowywać paski na butach. Piłkarze swoje osiągnęli. Na Szwecję zamalowałem paski na czarno i getry zawinąłem paskami do środka - wspomina Tomaszewski -  Zaraz przychodzi wiadomość: Adidas ufundował wam magnetofony.

Polska - Niemcy 0:1. Gdyby nie ta woda...

Powinien się odbyć, czy może zostać odwołany? Co by było, gdyby jednak zagrał Szarmach? Piękno piłki polega także na tym, że dyskusje o meczach trwają czasem latami. Andrzej,  dobrze wiesz, że gdyby nie deszcz i twoja nieobecność, walnęlibyście wtedy i Niemców, i w finale Holendrów - usłyszałem na konferencji prasowej w 2006 r. Tak Stefan Szczepłek dziennikarz, który był na mundialu w 1974 r., zagadnął  Andrzeja Szarmacha. Były napastnik tylko się uśmiechnął.

Ostatni mecz grupowy - to on decydował o tym, kto zagra w wielkim finale.  Niemcy się bali tego meczu. My sobie na korytarzu opowiadaliśmy kawały, a oni stali smutni - wspomina Kalinowski, rezerwowy bramkarz. Gospodarzom, by awansować do finału, wystarczył remis. Polacy musieli wygrać. Tylko, że okoliczności nie sprzyjały - tłumaczy Strejlau - Remis dawał rywalom I miejsce w grupie, stan boiska nie pozwalał na prowadzenie ofensywnej gry, a dodatkowo nie grał Szarmach, podczas gdy na tym terenie ta jego fenomenalna gra głową byłaby na wagę złota.

Z Szarmachem sprawa pechowa, lecz prosta: uraz mięśnia czworogłowego uda i wyrok dr Garlickiego: nie zagra. Gorzej z boiskiem. Tuż przed meczem prawdziwe oberwanie chmury, murawa - już wcześnie podmokła - zamienia się w coś pomiędzy grzęzawiskiem a jeziorem. Służby porządkowe, a nawet straż pożarna, dwoją się i troją, używają walców, pomp, łopat, ale boiska przygotować nie są w stanie.

Mecz planowany na godz. 17, zostaje przesunięty. Organizatorzy gorączkowo debatują, czy pojedynku nie przenieść. Stale się zastanawiam, co by było gdyby.... Dzisiaj mecz by się nie odbył - uważa Lato. Decydują jednak względy praktyczne - napięty terminarz mistrzostw, pełny stadion, obecność oficjeli.

Pierwszy gwizdek z półgodzinnym opóźnieniem. Drużyna Republiki Federalnej Niemiec w białych strojach, Polacy w czerwonych. Atakować będziemy na nieco gorszą połowę boiska, więcej tam jest tych takich plam, gdzie woda wyrządziła krzywdę płycie. Zaczynamy - rozpoczyna transmisję telewizyjną Jan Ciszewski.

Czasem ciężko było przesunąć piłkę nawet o pół metra, bo stawała w wodzie - relacjonuje Strejlau. Polacy przeważają, ale najlepszą sytuację mieli Niemcy. Tomaszewski broni jednak karnego strzelanego przez Ulego Hoenessa. Jednak gospodarze dopinają swego, w 76 min Gerd Mueller strzela jedynego gola.

Akurat tak interweniowałem, że trochę jakby wystawiłem  piłkę Muellerowi - przyznaje Szymanowski - Nie winię się za to absolutnie, bo gdybym nie interweniował i tak by padła bramka, ale jestem człowiekiem skrupulatnym i wiem, że mogłem spróbować go zatrzymać inaczej.

Zawodnicy mają świadomość straconej szansy.  Nigdy w historii polskiej piłki nie byliśmy tak blisko zdobycia mistrzostwa świata.  To było w naszym zasięgu... - uważa Ćmikiewicz Jaki to był mecz? - wspominał Górski. - Statystyka mówi najlepiej. My 12 strzałów na bramkę, a przeciwnik tylko 5, 8 obok bramki, a oni 3, rzuty rożne 9-7, niecelne podania 17-20, faule 11-13... Być tak blisko finału i przegrać...

Polska- Brazylia 1:0. Pułkownik przynosił gazety

Szans na złoto już nie ma, ale nadal pozostaje sporo do wygrania. I nikt za darmo nie podaruje miejsca na podium. Jak podnieść morale? Górski ma na to receptę.  To było mądre posunięcie. Byliśmy izolowani, zamknięci, mieliśmy się już chwilami dosyć - opowiada Ćmikiewicz - Sprowadzenie rodzin było super pomysłem i pomogło nam wygrać z Brazylią.

Każdy zawodnik mógł zaprosić jedną osobę - żonę, narzeczoną, któregoś z rodziców. 9 miesięcy później urodził się nasz syn Marek. Ewidentnie dziecko Mundialu - mówi Gorgoń. Mecz z obrońcami tytułu Polacy wygrywają po bramce Laty. To jego siódmy gol w turnieju - przypieczętowuje tym samym tytuł króla strzelców.

Z rodzinami przyjeżdża też sporo działaczy, a przecież już wcześniej było ich więcej niż piłkarzy. Wielu z nich futbol zbytnio nie interesuje. Część z nich sprzedaje bilety na mały i duży finał. Mieliśmy dostać plakaty, widokówki, zdjęcia, kalendarze. Kibice pytają, a my nie mamy. Zawodników, którzy nie brali udziału w meczu, wysłaliśmy na trybuny, żeby przeszli i sprawdzili czy ktoś tym materiałami nie handluje. Okazało się, że tak - wspomina Domarski. Ale to i tak nie największy skandal, w którym działacze prawdopodobnie maczali paluchy.

Zginęły buty i nowe stroje Adidasa. Okazało się, że było jakieś włamanie. Andrzej Strejlau mówi: Dobra, zaczynamy rewizję od zawodników. Działacze na to: Nie nie, żadnych rewizji. Atmosfera jest dobra, nie psujmy jej, my to załatwimy" - relacjonuje Tomaszewski. Nie powiem nazwisk, bo to nieistotne, ale byliśmy razem i nasz magazyn oskubali ludzie z naszej ekipy. I to nie byli zawodnicy - dodaje Ćmikiewicz.

To oczywiste, że nie wszyscy działacze byli nimi w istocie.  Ale żeby pułkownik milicji, pułkownik! - nam gazety do pokoju przynosił?  W takiej randzie? Ja bym się wstydził - mówi Kalinowski. To, że w ekipie znalazły się tzw. ucha, uważaliśmy za normalne. Zawsze z nami jeździli. Pilnowali, żeby ktoś nie uciekł. Po przylocie od razu zabierali nam paszporty. Czuliśmy się trochę osaczeni - mówi Żmuda. Szarmach wspomina natomiast spotkanie po latach.  Kiedyś jeden facet podchodzi do mnie i mówi: Kurczę, ciebie to  było ciężko upolować. Zawsze jakoś swoimi ścieżkami chodziłeś, trudno cię było namierzyć. Ja na to: To ty za mną chodziłeś?

Ale ani to chodzenie, inwigilacja, ani żaden ze zgrzytów, czy którakolwiek z afer nie przeszkodziły piłkarzom w odniesieniu sukcesu. Niepewni siebie debiutanci, stali się w ciągu miesiąca gwiazdami piłki, po Kopciuszku nie został nawet ślad, a nieopierzone piłkarskie pisklęta stały się prawdziwymi Orłami Górskiego. -Powiedz prawdę - jak to zrobiłeś? Co legło u podstaw sukcesu reprezentacji przez ciebie prowadzonej? - pytano Kazimierza Górskiego. - Głód sukcesu.

Wszystkie wypowiedzi zaczerpnąłem z książki Karoliny Apiecionek „Mundial'74. Dogrywka”

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ
Komentarze (165)
Sekretna historia najlepszego polskiego mundialu. Afera dopingowa, walizka z pieniędzmi i kradzież
Zaloguj się
  • j666

    Oceniono 18 razy 16

    Do dziś pamiętam wszystkie mecze, jeżdziłem przez pół miasta do kogoś z rodziny żeby oglądać na kolorowym Rubinie ;-)

  • ducato1

    Oceniono 15 razy 13

    Zadziwiające, że afera z walizką pieniędzy dla Gadochy wyszła od Laty, który nie przepadał za Gadochą i niejednokrotnie wypowiadał się o nim w sposób negatywny. Większość w to uwierzyła, pomimo, że nie było dowodów tylko jakieś pomówienia i domniemania. Jakoś nigdy nie miałem zaufania do Laty i do tego co mówił.

  • cocker

    Oceniono 12 razy 12

    Atmosfery z roku 1974 już nikt nie powtórzy ,a szkoda nie mówiąc o wyniku

  • ubrana_prawda

    Oceniono 22 razy 12

    Skoro Niemcy wygrali na tym mokradle, to raczej wygraliby również na suchym boisku. Ale co by było gdyby...? Tego się już nie dowiemy. Co do reszty to się zgadzam - najlepsza polska reprezentacja p. w dziejach. Ludzie znikąd wygrywali z tuzami. Trochę podobnie było w '82. Teraz grają gwiazdki - milionerzy. Kelnerów pokonają, ale z równymi sobie to już na boisku bywa przeróżnie. Decyduje fuks.

  • antropoid

    Oceniono 11 razy 11

    Afery, zakulisowe podchody - każda wielka impreza ma swoją legendę.

    A liczy się i tak tylko to, że ONI PO PROSTU UMIELI GRAĆ W PIŁKĘ NA POZIOMIE WYMAGANYM NA MŚ.

  • tadec

    Oceniono 10 razy 8

    RFN: Polska. Polacy bliscy zdobycia bramki. Akademikami (Poznan) wstrzasa wielotysieczny okrzyk : KOORWA !!!!!!

  • nelsonpuszysty

    Oceniono 10 razy 8

    Drobna uwaga, ale jednak istotna, skoro cytowania książka ma w tytule "Mundial": to określenie weszło do użytku dopiero w 1978 (Argentyna), w RFN mówiło się o MŚ.

  • em_er_pe

    Oceniono 9 razy 7

    Łukaszu, powinno być: Siedem BALÓW, a NIE siedem bali... Chyba, że masz na myśli drewniane, ścięte pnie drzewa? Popraw to, proszę, jak najszybciej...

  • luksusowy_jacht

    Oceniono 5 razy 5

    Oj byla tam taka sytuacja, chyba Lato minal bramkarza i strzelil do pustej bramki ale pilka stanela w kaluzy. Powinno byc 1:0

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX