Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ebi Smolarek: Polacy na boisko wychodzą po to, aby nie przegrać

Jeśli w grze Polaków czegoś mi brakuje, to pewności siebie. Straciliśmy piłkarską arogancję. Inni wychodzą na boisko i myślą, że są najlepsi. My nie myślimy o zwycięstwie, a o tym, by nie przegrać - mówi Sport.pl nowy prezes zarządu Polskiego Związku Piłkarzy Ebi Smolarek.

 

Sebastian Staszewski: Gdzie pan był, gdy pana nie było?

Euzebiusz Smolarek: Żyłem pomiędzy dwoma krajami. Na co dzień mieszkam w Holandii, blisko Rotterdamu, ale często wskakuję do auta lub samolotu i wybieram się do Polski. Raz na jakiś czas przylatuje ze mną rodzina i tu odpoczywamy. Tak wyglądały moje ostatnie lata: robiłem wszystko i nic. Trochę biznesu, relaks, chwile poświęcone żonie i dzieciom. Czas po zakończonej karierze zagospodarowałem tak, jak chciałem. Ale lata mijają i trzeba coś robić.

Niedawno został pan prezesem zarządu Polskiego Związku Piłkarzy. To hobby, praca?

Poważna praca, chociaż nie robię tego dla pieniędzy. PZP założył Marek Pięta, który znał mojego ojca z Widzewa Łódź. Tata pod koniec grania w piłkę miał jakiś problem z Utrechtem i wtedy pomógł mu VVCS, holenderski związek piłkarzy zawodowych. Kiedyś przy jakiejś okazji opowiedział o tym Pięcie, a ten wpadł na pomysł, aby coś podobnego zorganizować w Polsce. Przy jakiej okazji tata spotkał się z Piętą, nie wiem. Żadnego z nich już nie zapytamy. Tak czy inaczej dwadzieścia dwa lata temu pan Pięta założył PZP. Jakiś czas po jego śmierci głosami delegatów zostałem wybrany do zarządu, a niedawno zostałem prezesem. To fajna klamra tych dwóch dekad. Wszystko zaczął mój tata, a teraz sprawy wziął w swoje ręce syn.

W piątek odbył pan szybki tour po Warszawie. Od prezesa PZPN Zbigniewa Bońka po prezesa Ekstraklasy S.A. Marcina Animuckiego i dyrektora Marcina Stefańskiego.

Chciałem się przywitać, przypomnieć. Pan na recepcji mnie poznał, to chyba nie jest tak źle.

Boniek pana poparł? Tak wynika z treści tweeta, który opublikował.

Nasza rozmowa pozostanie między nami. Ale masz rację, tweet, który wrzucił, mówi wiele.

Co z zarzutami, które PZP postawiła grupa byłych reprezentantów Polski, m.in. Piotr Świerczewski, Michał Żewłakow, Radosław Majdan, Arkadiusz Radomski? Ich zdaniem PZP nie ma już mandatu do reprezentowania piłkarzy, bo jest poza strukturą FIFPro, federacji piłkarzy zawodowych. Ta jakiś czas temu wykluczyła PZP z grona członków.

Byłem w Holandii i negocjacje trwają. Chcemy je skończyć jak najszybciej. Ale do działania nie potrzebujemy FIFPro. Nasz mandat to członkowie, których PZP ma ponad dwa tysiące.

Nie obawia się pan, że byli koledzy z reprezentacji wykopią pod panem dołek?

Ze Świerczewskim nigdy nie grałem, tak samo z Majdanem. To nie są moi koledzy. Poza tym chcę robić swoje i w ogóle się nimi nie przejmuję. Robię to dla piłkarzy, a nie dla tych ludzi.

Nie wolał pan zostać trenerem? W 2014 roku mówiono, że to pana plan na przyszłość.

Kilka razy pojawiłem się na treningu juniorów Feyenoordu, ale nie czułem tego. Myślałem nawet o zrobieniu licencji, ale na myśleniu się skończyło. Nie mam do tego charakteru.

Ogląda pan polską telewizję?

Oczywiście. I to często.

To zdanie na temat reprezentacji Jerzego Brzęczka pan ma?

Tak, bo regularnie oglądam piłkę. Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że najważniejsze dla drużyny jest to, że zdobyła sześć punktów w dwóch meczach. Nie zagrała pewnie tak, jakbyśmy tego chcieli, nie widzieliśmy dominacji, ale w eliminacjach liczą się zwycięstwa. Jeśli czegoś brakowało mi w grze, to pewności siebie. Straciliśmy piłkarską arogancję, którą mają Francuzi, Niemcy. Oni wychodzą na boisko i myślą, że są najlepsi. My nie myślimy o zwycięstwie, ale o tym, by nie przegrać. W Austrii nie widziałem byśmy dążyli do strzelenia kolejnego gola. Szkoda, bo był moment, gdy Polacy też mieli przekonanie o własnej klasie.

Brak tej pewności to efekt uboczny mistrzostw świata?

Jestem o tym przekonany. Takich rzeczy nie da się wymazać z głowy w miesiąc czy nawet rok. Krytyka po mundialu strasznie boli. Dziennikarze i kibice mówią, że jesteś słaby, wolny, nieskuteczny, niedokładny. Chłopcy to wszystko słyszą, czytają i biorą do siebie. Ja też byłem rozczarowany. Tym bardziej, że miałem nadzieję, że Adam Nawałka nauczył się na swoich błędach i błędach poprzednich reprezentacji. Ale później w meczu z Senegalem było deja vu.

Z 2006 roku i mistrzostw świata w Niemczech?

Wtedy po pierwszych dziesięciu minutach meczu z Ekwadorem wiedziałem, że coś jest nie tak. Wszyscy to wiedzieliśmy. Oni byli szybsi, lepiej przyjmowali piłkę, wygrywali każdy pojedynek. Myśmy nie potrafili kontrolować tego meczu nawet przez chwilę. Nie uważasz, że tak samo było w Moskwie przeciwko Senegalowi? Było identycznie, to była ta sama niemoc.

Pamiętam jak Łukasz Piszczek po kilkunastu minutach zrezygnowany pokręcił głową.

On wiedział to samo, co ja wiedziałem podczas meczu z Ekwadorem. Wtedy Paweł Janas źle nas przygotował. Jestem przekonany, że w Rosji zostały popełnione te same błędy. Jest grupa zawodników, która rozegrała w sezonie ponad trzydzieści spotkań i grupa, która grała mało. Jeśli będą trenować tyle samo, to pojawi się problem. Pojawił się wtedy, dwa lata później też. Nie chce mi się wierzyć, że jedynym problemem był brak pewności siebie. Na pewno nie…

Co mistrzostwa świata, to pojawia się te same tłumaczenie – byliśmy źle przygotowani.

To nie był jedyny powód naszej słabej gry. Bo gdybyśmy strzelili Senegalowi, gola to mogło być całkiem inaczej. Ale przed mundialem kilku naszych piłkarzy nie miało formy. U Janasa wszyscy byliśmy wrzuceni do jednego wora i wydaje mi się, że tam też to mógł być problem.

Robert Lewandowski w Arłamowie często opuszczał treningi.

Ale w grupie jest trzydziestu chłopaków. Czasem jest tak, że gdy trener da odpocząć temu czy tamtemu, to inni zaczynają patrzeć na nich krzywo, zastanawiają się, dlaczego oni trenują, a tamci nie. Po pierwszych piętnastu minutach meczu z Senegalem widziałem, że jest problem. Poczułem to samo, co w meczu z Ekwadorem. Wcześniej wygraliśmy z nimi 3:0 i nabraliśmy pewności siebie. A po gwizdku sędziego okazało się, że oni szybciej biegają. Do tego doszła zła taktyka, brak formy kluczowych piłkarzy. I presja. Balonik był napompowany tak, jak w 2008 roku. Wtedy w eliminacjach pokonaliśmy Portugalię, Belgię i ludzie zaczęli wierzyć, że do Austrii jedziemy po medal. Przed mundialem w Rosji było tak samo. W ogóle scenariusz z Rosji przypomina mi to, co działo się w Niemczech . Duże nadzieje i wielkie rozczarowanie.

Różnica polega na tym, że w 2006 roku w drugim meczu do ostatniej minuty walczyliście z Niemcami. A teraz kwadrans przed końcem spotkania z Kolumbią było pozamiatane.

Kurde no, ten Odonkor. Grałem z nim w Borussii. Śmialiśmy się z niego, że nadaje się tylko do biegania. Na dziesięć jego wrzutek osiem leciało w krzaki. Facet miał taką szybkość, że nie potrafił opanować własnego ciała. Jak zobaczyłem, że w Dortmundzie wyszedł na pozycję i będzie dośrodkowywać, to pomyślałem: jak nic w końcu mu coś wyjdzie. No i mu wyszło. Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby dał taką centrę. Szkoda. Szanse na awans były już tylko matematyczne, ale remis z Niemcami na mistrzostwach świata to byłaby historyczna sprawa.

Teraz kadra walczy o Euro 2020. I kibice głowią się, jak powinniśmy grać w ofensywie.

Na pewno nie trójką. Tak się nie da.

To jak się da?

Lewandowski powinien grać z Piątkiem.

Wtedy Robert będzie musiał uciekać na skrzydło.

Niekoniecznie. W BVB grałem z Janem Kollerem, który zbijał mi piłki, a ja strzelałem gole.

Ale Koller wyglądał przy panu jak wieżowiec, a Piątek jest niższy od Roberta tylko o dwa centymetry.

Jakkolwiek by nie grali w ataku, to i tak nic nie zrobią, jeśli nie dostaną podań ze skrzydeł. Brzęczek musi kogoś odkryć i niekoniecznie chodzi mi o bocznych pomocników. Patrząc na grę Barcelony można powiedzieć, że rolę skrzydłowych mogą przejąć skrajni obrońcy. Tak jak przez wiele lat robił to Łukasz Piszczek. Jego współpraca z Kubą Błaszczykowskim była na wysokim poziomie. Nie oglądam regularnie Kuby w Wiśle Kraków, ale on jest tej kadrze potrzebny. Jeśli nie na murawie, to przyda się w szatni. Tak jak Dirk Kuijt w Feyenoordzie.

Dlaczego Polska ma dziś Roberta Lewandowskiego w Bayernie Monachium, Wojciecha Szczęsnego w Juventusie Turyn, Łukasza Piszczka w Borussii Dortmund czy Krzysztofa Piątka w Milanie, a w pana czasach wydarzeniem był transfer do Racingu Santander?

Ten transfer do Hiszpanii był błędem. Podjąłem decyzję w kilka godzin, niepotrzebnie. Na stole były oferty z topowych klubów Premier League, chciało mnie kilka drużyn z Niemiec. Ale menadżer naopowiadał mi, że Hiszpania to dla mnie idealne miejsce i mu uwierzyłem. Trafił na podatny grunt, bo mały Ebi był zakochany w Barcelonie z Koemanem, Romario. Nie mówiłem po hiszpańsku, więc mu wierzyłem. Później okazało się, że Racing gra z kontry i w meczu miałem po jednej okazji. To nie był mój styl, bo znacznie lepiej czułem się w drużynie, która dominowała. Jak Dortmund. Zaufałem więc złemu człowiekowi i podjąłem złą decyzję.

Mówi pan o sobie, ale inni polscy piłkarze też nie trafiali do czołowych klubów Europy.

Jurek Dudek był w Liverpoolu, Tomkowie Hajto i Wałdoch w Schalke, w Leverkusen grał Jacek Krzynówek. Ale faktycznie, nie pojawialiśmy się w składach takich drużyn, jak nasi piłkarze dziś. Wpływ na to miała słaba infrastruktura, organizacja, świadomość była na dużo niższym poziomie. Sam jestem tego dowodem. Z drugiej strony nie wolno zapominać, że beze mnie nie byłoby „polskiej” Borussii. Wiem to, bo chłopaki sami usłyszeli to w klubie.

Do Borussii najpierw trafił pan, później Błaszczykowski, a dalej to już poszło.

Po tym, jak zacząłem strzelać bramki w Dortmundzie, zaczęli interesować się Polakami. Do dziś pamiętam, jak pytali mnie o ich mentalność, podejście do treningu czy predyspozycje.

Dziś nasi piłkarze doskoczyli do Zachodu?

Bardziej, niż polska piłka.

To czego jej jeszcze brakuje?

Musimy zmienić podejście klubów do zawodników, podejście piłkarzy do zawodu, poprawić organizację, akademie. Są drużyny, gdzie w jedenastce jest dziesięciu obcokrajowców, więc trzeba pokazać, że warto stawiać na młodzież. Widzę, że do zrobienia jest jeszcze dużo pracy.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ
Komentarze (5)
Ebi Smolarek: Polacy na boisko wychodzą po to, aby nie przegrać
Zaloguj się
  • kuku666

    Oceniono 1 raz 1

    I ma rację. Im nie zależy na zwycięstwach i sukcesach sportowych. Byle tylko załapać się do reklam i wycisnąć kasiorkę. A przecież w Polsce jest taka Januszeria, że wystarczy sam awans na turniej z najsłabszej grupy żeby kopacze znów byli wielbieni.

  • xzyzzy

    0

    mam asz czy klasy potstawófki i umiejem szczelać gole i czy mogem siem zapisać do zwionsku?

  • raczeksar

    0

    pickpoland.blogspot.com/ - maja typy które wchodzą i na dziś jest kupon juz

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX